Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Sprawa lojalności

Ptak ćwierkał cudnie. Wydawało się, że jego głos porusza liśćmi, a wiatr wieje na jego rozkaz. Inne ptaki są jego chórkiem, a owady właśnie w tej chwili pobrzękują, aby dodać swoje dźwięki do tej orkiestry. To prawie jak magia.
„Nie. To jest magia” – poprawiła się Mirochna, uśmiechając się szeroko do maleńkiego ptaka, siedzącego jej na palcu. Kobieta przymknęła oczy, rozkoszując się tą chwilą. Nagle ptak zaćwierkał z paniką i jego drobne pazury, wbiły się w palec Mirochny, a drobny ptak wleciał w powietrze.
Kobieta otworzyła z przerażeniem oczy i rozejrzała się.
— Pani? — Ten głos ją uspokoił. Przynajmniej na tyle, aby nie rozglądać się wokół ze strachem.
— Co się stało? — spytała stanowczo, wstając z zielonego trawnika.
Stojący przed nią strażnik nie wahał się długo.
— Ktoś się chciał z tobą zobaczyć, pani.
— Ze mną? — spytała bez zastanowienie, ale dodała szybko: — Kto niby?
— Nie podała swego imienia, ale...
— Tak?
— Powiedziała, że będziesz wiedzieć, kim ona jest, pani...
— Dobrze, spotkam się z nią — powiedziała w końcu z lekkim westchnieniem.
— Mam ją przyprowadzić, pani?
— Nie. Dziękuje, już nie jesteś mi potrzebny.
Strażnik skłonił się i odszedł. Mirochna uśmiechnęła się z kpiną, gdy zniknął za krzakami. Odrzuciła swoje jasne włosy i prawie machinalnie poprawiła lekko pogniecioną suknie. Wtedy dostrzegła drugą kobietę o ciemnoblond włosach i wodnistych oczach, patrzącą na Mirochnę prawie nieruchomo.
— Mira — Mirochna prawie się uśmiechnęła.
Chwalimira za to pokazała duży i bardzo wyraźny uśmiech. Oczywiście, jak zwykle, całkiem szczery.
— Jak podróż? — Oczywiście Mirochna, jak zwykle kpiła z uśmiechniętej kobiety. Ta nie wydawała się urażona. Wprost przeciwnie – roześmiała się szczerym śmiechem.
— Nie zdajesz sobie sprawy z własnej zabawności!
— Masz spaczone poczucie humoru.
Chawilimira znów się uśmiechnęła. Zresztą Mirochna nie pamiętała, kiedy uśmiech tej kobiety znikał.
— Może mam po prostu szerzej otwarte oczy?
Teraz to Mirochna zaczęła się śmiać.
— Przykro mi Chwalimiro, ale muszę ci powiedzieć, że to niemożliwe. Jako Czarownice, szerzej oczu otwartych mieć nie możemy.
— A właśnie! Jeśli już mówimy o Czarownicach...
Uśmiech Mirochny gwałtownie znikł.
— Nie, nie zgadzam się! — przerwała swojej koleżance po fachu, zanim ta doszła do sedna sprawy.
— Nawet nie wiesz, o co chodzi...
— Nie bądź śmieszna! Oczywiście, że wiem o co chodzi!
Chwalimira tylko potrząsnęła głową. Pojawiła się nieprzyjemna cisza, a dwie Czarownice mierzyły się spojrzeniem. Jedna lekko rozbawionym, a druga rozgoryczonym.
— Nie wiesz — powiedziała w końcu Chwailimira.
— Wiem! Jeśli chodzi o odwiedzenie biednej dziewki od zbawiennej kariery Czarownicy...
— Jeśli tak nienawidzisz swojej profesji, czemu jej nie zmienisz?
— Nie udawaj głupiej! Wyrzec się magii to jak wyrzec się kawałka swojej duszy. Wiesz o tym.
— Nie, nie chodzi o nowicjuszkę.
— A więc? — spytała na tyle zdziwiona Mirochna, aby nie powiedzieć tego z sarkazmem.
— Chodzi o czarnoksiężną...
— O nie! Jesteś pewna, że jestem odpowiednia do tego zadania?
— Ja mam wątpliwości, ale to polecenie Falisławy.
— Mogłam się domyślić. — Kobieta uśmiechnęła się kpiąco.
— Życzę powo....
— Daruj sobie! –— Mirochna gwałtownie jej przerwała — Wiesz równie dobrze, jak ja, że nie wykonam tego zadania!
— Gdzie się podział twój optymizm?
Czarownica zaśmiała się smutno.
— Gdzieś razem z moim zaginionym dzieciństwem.

* * *

Mirochna była trochę podenerwowana, chociaż nie sposób było po niej to spostrzec. Siedziała całkiem spokojnie z lekkim zaciekawieniem, patrząc na strażnika, który już zaczął stawać z nogi na nogę, zapewne czując się nie swojo. Kobieta po prostu nie mogła się nie uśmiechnąć – to aż dziwne, że ludzi tak szybko można wyprowadzić z równowagi. Jednak ani trochę nie zmyło to jej zdenerwowania. Czego się bała? Nie, ona się nie bała. Była realistką i doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jej tu być nie powinno. Ani na chwilę.
Gdy otwarły się drzwi to, aż podskoczyła. Skrzywiła się na myśl, że zaczyna się starzeć. Aby coą takiego, tak uwydatniło jej emocje...
— Królowa Jaromira zaraz cię przymnie, pani.
— Jestem jej wdzięczna za ten pośpiech.
Na jej twarzy pojawił się uśmiech, nie wskazujący na sarkazm tych słów, ale strażnik nie mógł go nie zauważyć. Mirochna czekała tutaj prawie pół dnia. Nie dał po sobie jednak poznać, że zauważył cokolwiek. Po prostu odsunął się od drzwi przepuszczając Czarownicę która z dumnie podniesiona głową weszła do pomieszczenia.
Mirochna – nawet przyzwyczajona do przepychu – nie mogła się nadziwić bogactwem tego zamku. Również była kobietą władzy – co prawda nie królową, ale książężną – lecz taki przepych wydawał jej się zbytni. Bordowe zasłony zapewne były obszyte złotem, tak jak wielkie narzuty i podłoga, która swoje ozdobne malowidła miała, wylane z tego cennego kruszcu.
Czarnoksiężna siedziała na fotelu. Nie była to sala audiencyjna, ale zwykły przytulny pokoik. Czarownica mogłaby przyznać, że całkiem ładny, jeśli byłoby tu troszkę mniej złota i ceny tkanin, ale nie pozwoliła sobie na dłuższe takie myślenie.
— Witaj Myśliboro — przywitała się z Czarnoksiężną, która spojrzała na nią toksycznym spojrzeniem. Chyba nie lubiła swojego starego imienia. Była ubrana w delikatne tkaniny, chyba z dalekiego wschodniego kraju. Włosy miała zbyt ciemne, jak na tutejszą kobietę, a oczy zbyt zielone.
— Mirochna. — Czarnoksiężna wskazała na jeden z foteli swojemu gościowi – Spytałabym, co cię tu sprowadza...
— Ale wiesz doskonale, czemu tu jestem — dokończyła za nią Czarownica, siadając na wskazanym miejscu. — Więc lepiej nie przedłużajmy tylko przejdźmy do konkretów...
Czarnoksiężną skrzywiła się lekko.
— Aż mnie dziwo, że możesz być jakąkolwiek księżną. Z takimi manierami...
— Maniery? Księżnej nie są potrzebę maniery, tylko pochodzenie — odpowiedziała, ale niezbyt podobał się jej przebieg rozmowy — Nie zmieniaj tematu. Miejmy to już za sobą.
— Nie rozumiem, czemu ciebie — wyraźnie podkreśliła słowo „ciebie” — przysłali.
— Jesteś zawiedziona?
— Nie. Raczej... zdziwiona.
Na chwilę było cicho, ale po pewnym czasie Mirochna uśmiechnęła się, jakby dopiero teraz zrozumiała żart.
— Przykro mi, że cię rozczarowałam
— Rozczarowałaś? Nie, ja jestem zachwycona twoją obecnością.
Czarownica parsknęła niezbyt grzecznie.
— Chyba cię nie rozumiem...
— Żeby mnie nawrócić przysłali ciebie? Największą buntowniczkę?
Mirochna zamrugała zdziwiona. „Czy ona.... Ona naprawdę ma to na myśli!?”.
— Chyba masz złe mniemanie o mnie...
— Nie. Znam cię doskonale. Nigdy nie myślałaś o odejściu od Czarownic?
Owszem, ona dużo o tym myślała.
— Owszem, ale myślałam o odejściu, nie o zdradzie.
— Boisz się je zdradzić?
— Je? Oczywiście, że nie! Nie chcę zdradzać Wiły.
Teraz to czarnoksiężnicy zabrakło słów. Spojrzała zdziwiona na Czarownicę, na pewno myśląc nad odpowiedzią.
— Nigdy nie pociągała cię Czarna Magia?
— Nigdy.
— Nie chciałaś mocy?
Mirochna zmarszczyła brwi. Do czego dąży?
— Każdy wybiera swoją drogę. Moja droga nie jest twoją, Myśliboro.
— Tak myślisz? To jesteś w błędzie! Nie wierzę, że nigdy nie sięgnęłaś po coś zakazanego.
— Nie mierz mnie według swojej miarki.
— Może jesteś krystalicznie czysta? — zakpiła.
Czarownica zamrugała, widząc w oczach Myślibory gniew. Nie, nie gniew – szał. Tak jakby ktoś ją obraził, wyszydził... Dlaczego?
— Ja czysta? — spytała z ironią Mirochna, ignorując wzrok czarnoksiężnej. – Wiesz doskonale, że nigdy nie byłam. Lecz lojalność jest dla mnie najważniejsza. Mogę odejść, ale zdradzić? Nigdy.
— Nigdy nie mów nigdy. — W głosie czarnoksiężnej było coś, co przestraszyło Mirochnę.
— O czym ty mówisz?
— Nie rozumiesz? Pragniesz mojego miejsca. Praniesz być taka jak ja! Dlatego tu przyszłaś – aby ktoś dał ci odwagę.
Czarownica miała ochotę wybuchnąć histerycznym śmiechem. Ona? Czarnoksiężną? Oblać Matkę Ziemię śladami swojej zdrady? Aż zadrżała na tą myśl.
— Jesteś chora!
— Ale mam rację!
— Oszalałaś. Nie łamie się składanych przysiąg, komukolwiek się je składało.
— Dlaczego nie chcesz do mnie dołączyć? Boisz się kary? Ona nigdy nie nadejdzie.
— Dla mnie może nie, ale dla ciebie owszem.
Czarnoksiężna zaczęła się śmiać.
— Może jeszcze powiesz, że ty jesteś tą karą? Choć już sama twoja obecność nią jest...
— Zrobię, co będę musiała.
— Przecież ich nienawidzisz!
Tu Myślibora miała rację. Mirochna nienawidziła Czarownic. Ich arogancji, krystalicznego dobra, nieskazitelności, wiedzy wszechświata. Co z tego, że była jedną z nich? Wcale nie musiała siebie lubić.
— Tu nie chodzi o nienawiść! Tu chodzi o lojalność, tu chodzi o przysięgi, tu chodzi... o magię.
— Będąc czarnoksiężną masz magię.
Czarownica parsknęła. Magię? Czarna Magia nie jest magią. Mirochna kochała magię. Kochała tą magię nie widoczną, a nie zaklęcia. Uwielbiała patrzeć na świat przez wzrok czarownicy, widząc wszystko takim, jakie jest naprawdę. Zawsze współczuła tym, którzy tego nie mieli. Uwielbiała sam fakt magii. Jej piękno, subtelność, harmonię. Czarna Magia była... chaosem. Czarownica nie znała definicji zła, ale wiedziała, że ma coś wspólnego z tym chaosem, bólem, rozpaczą. Nie, nie śmiercią. Śmierć nie jest złem, tak samo jak życie nim nie jest.
— Nie chcę twojej magii.
— Nie zmienisz zdania, prawda?
— Dobrze mnie znasz, nauczycielko — odpowiedziała z goryczą.
Tak trudno było przyznać, że kobieta, która przed nią siedzi, nie jest tą którą znała. Osobą, która ją nauczyła tego, co teraz mówi! Czy można się aż tak zmienić? Tyle zapomnieć? Tak bardzo pogrążyć się w władzy oraz krwi?
— Po co tu przyszłaś?
— Jestem twoją Mareną, nie pamiętasz?
Myślibora spojrzała na nią swoimi świdrującymi oczami, ale nie mogła wiedzieć, kiedy Mirochna się poruszyła i przygwoździła ją do muru. Czarnoksiężna zaczęła się rzucać, starając się wydostać, ale nie mogła nic zrobić.
Czarownica widziała te przerażenie, wypisane w jej oczach. Ten lek i bezradność. Prawie czuła na swoim ciele, jak Myślibora nie może złapać oddechu. Ta panika, która ogarnęła jej umysł, nie pozwoliła jej na jakiekolwiek działanie. Na wypowiedzenie zaklęcia, uwolnienie się. Czarownica czuła, jak czarnoksiężna zaczyna tracić siły, jak strach w jej oczach, nie chce ją opuścić. Myślibora wyrywała się coraz słabiej, aż w końcu zamarła. Mirochna opuściła jej martwe ciało i wciągnęła powietrze do ust. Poruszyła dłonią, a ciało Myślibory, zamieniło się w białą kulkę, którą Czarownica wzięła do rąk. Przełknęła ślinę, starając się nie popaść w rozpacz, czując, że świat jej wartości i wierzeń, zaczyna się walić i szybkim krokiem poszła w stronę wyjścia, zaciskając kulkę, jak największy skarb.

KONIEC.

Suasha
4.06.2006, 14:57

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

shadow

Aha. I zaciekawiło mnie zdanie: "Jestem twoją Mareną, nie pamiętasz?" . Jako autorka nie powiedziałaś wszystkiego, co wiesz, ale myślę, że dokładnie wszystko obmyśliłaś, więc pytam: dlaczego tak powiedziała? Co miała pamiętać Myślibora? Czy to, że Mirochna ją zabije było w jakiś sposób przewidziane, przepowiedziane? Ale przecież gdyby tak, Myślibora nie dopuściłaby do takiej sytuacji...

7.08.2007, 16:50
shadow

Zaskoczyła mnie długość (może powinnam powiedzieć krótkość) opowiadania, ale właściwie to lepiej, zostawia pełno niedomówień. Bardzo klimatyczne i nasycone (jeśli wiesz co mam na myśli ;])

7.08.2007, 16:43
Filipinkaa

Włos się jeży? Nie przesadzajmy, w końcu ogrodników nam tu nie trzeba. Opowiadanie podobało mi się mimo występujących w nim błędów. Trochę powiało mi Światem Dysku (Czarownice i ska) choć nie było wcale śmiesznie. Pomijając imiona, które od początku wprawiły mnie w dobry nastrój w przeciwieństwie do niżej podpisanej "jaskułki". Suasha, oby tak dalej!

17.06.2006, 18:43
jaskułka

Mi też się jakoś udało zrozumieć. Hm, ogólnie jest nieźle, to znaczy ciekawie, ładnie i należycie. Szkoda tylko, że błędy są paskudne, na samym początku straszą irytujące powtórzenia, a imiona kobiet sprawiają, że włos się jeży na głowie.

15.06.2006, 15:59
Jess

Masz racje, ale niektóre fragmenty pozostawiają naszej wyobrażni całkowicie wolną rękę. I dzięki temu opowiadanie jest ciekawsze. ( I trak pewnie tego nie przeczytasz, ale cóż)

11.06.2006, 17:43
Vanessa Samento

Zgadzam się, że tylko autorka wie wszystko. Ale w tekście są zawarte aluzje do wydarzeń z przeszłości, które (przynajmiej dla mnie)dopowiadają wszystko czego nie wiemy. Przecież nie trzeba, np. opisywać nauki Mirochny u czarnoksiężnej, wystarczy wzmianka, że się u niej uczyła i wszystko jest jasne.

8.06.2006, 12:25
Jess

Taak? Ciekawe. Bo mi się wydaje, że w tym wypadku tylko autorka wie wszystko. leszta się może tylko domyślać.

7.06.2006, 21:53
Vanessa Samento

*"opisów", nie "pisów", kurcze. Tak to jest pisać, gdy brat wisi ci na plecach... Uwaga do Jess i Alex - jak to nie wiadomo o co chodzi? Ja jakoś wszystko zrozumiałam.

7.06.2006, 18:14
Vanessa Samento

A więc tak. Są literówki i błędy interpunkcyjne. Są też błędy stylistyczne... I co to jest "zabawność"? Nie lepiej by brzmiało "śmieszność"? Masa błędów tego typu, mignęło mi nawet gdzieś "nie widzialna"... Strasznie mało pisów, akcja pędzi jak zwariowana.Fabuła jest nawet ciekawa i wciągająca, ale tak naprawdę do niczego nie prowadzi. Bo niby czemu nagle zawalił się świat tej całej Mirochny? Dlatego, że zabiła? Przecież chyba szła tam z myślą, że zabije...

7.06.2006, 13:41
Jess

hehe O to chodziło. Błąd z premedytacją, ciekawa byłam czy ktoś mnie poprawi. Po tym jak przeszłam przez selekcje opowiadań Valaraukara, trudno jest robić błędy. A z tym słownikiem to bardzo prawdopodobne. Taki ignorant dla wszelkich zasad pisowni jak ja ma duże prawdopodobieństwo na zgon w tym stylu. Choć ja bym wolała inaczej. ;) (Błądy mnie ostatnio śmieszą, cóż poradze)

6.06.2006, 11:54