Warsztaty pisarskie – odsłona druga, czyli rzecz o Pomyśle i Antycypacji
Pomyśl. Napisz. Pomyśl, nim napiszesz.
Nie, nie, nie! Proszę bardzo przyjąć ten artykuł do wiadomości i nie krytykować, jeśli zostanie uznany za flaki z olejem. Nie ma na myśli czytelnika bawić, lecz uświadamiać pewne konieczności. Basta, basta.W poprzedniej części Warsztatów pozwoliłem sobie zwrócić waszą czytelniczą uwagę na, w moim przekonaniu, najważniejszy fakt związany z tworzeniem fabuły opowiadań, a mianowicie: "Tutaj nie ma ograniczeń". Fantasy jest, jak wszyscy doskonale wiedzą, gatunkiem fantastyki, a co za tym idzie – nie ogranicza nas "możliwość" i "niemożliwość".
To było krótkie przypomnienie.
Jak znam życie, wielu rozpoczyna drugą część warsztatów, nie zapoznawszy się uprzednio z odcinkiem pierwszym; dlatego też raczę podać doń link [tutaj należy kliknąć] i żegnając tych, którzy w tym momencie z hulaszczopisarskiej imprezy rezygnują, życzyć wszystkim pozostałym miłej lektury.
Poprzednia część moich rozważań na temat kulisów pisarstwa niczego nie objawiła, jak chodzi o to, co sprawia, że tekst staje się zrazu opowiadaniem, potem zaś – Fantasy. Tekst (jak wiadomo każdemu, który usiłował napisać już coś, co można by określić mianem "dobrego") znikąd się nie bierze, a pomysł jest nieodzowną częścią pisarskiego warsztatu; ogłaszam to ex cathedra, albowiem na co dzień dane mi jest, niestety, stykać się z opowiadaniami, które zostały spłodzone bez jakiegokolwiek namysłu i chwili zastanowienia.
Spróbujmy zatem – mając na myśli wciąż moje zawołanie szaleńca z poprzedniego artykułu, to jest: "Wolnoż ci wszystko, pisarzu!" – krok po kroku rozważyć, jak można by napisać opowiadanie. Bo to nie jest trudne. Po prostu skomplikowane i po prostu łatwo może zostać przyjęte nieprzychylnie. Przez takiego Valaraukara ze Strefy, żeby daleko nie szukać.
1. Co to za dziwadło?
Należy z przytupem oznajmić i do łbów sobie wbić, że proces pisania trzeba bezwzględnie rozpocząć od dodennego rozważenia kwestii zasadniczej, a mianowicie: co zamierzamy napisać?
Problem jest ważki, albowiem Fantasy hołduje wielu gatunkom i stylom, a jeden od drugiego oddalony jest znacząco: przepastne są otchłanie, które leżą między nimi.
Pozwólmyż sobie podzielić wstępnie style opowiadaniowo–książkowe na trzy kategorie:
– Baju–baju. Tutaj autor rozwinie skrzydła na polu językowości, pobudzania wyobraźni czytelnika, baśniowości i epickości. Nietrudno zauważyć, że pod tę kategorię podciągniemy większość książek, które zwiemy "klasyką": Tolkienów, Lewisów, Rowlingi, Guiny... imię ich legion.
– Hihu–chachu. Tutaj autor już co innego ma w głowie; tutaj liczy się rozbawienie wywołane u czytelnika. Zaliczyć by można tutaj Terry'ego Pratchetta oraz wszelkie pastisze, parodie i tym podobne. Magia (i wszystko to, co cechuje Fantasy) ma tutaj na celu rozszerzyć pisarzowi możliwości dążenia do absurdu.
– Cmoku–lowu. Zmora opowiadań pisanych przez wychowane na telenowelach nastolatki. Tutaj nie liczy się, czy główny bohater dokona czegoś niezwykłego, lecz raczej – jaką dzieweczkę sobie znajdzie.
Na uwagę zasługują przede wszystkim dwa pierwsze – i między nimi powienien wybrać ten, kto zamierza spłodzić solidne opowiadanie Fantasy. Różnica niech zostanie dostrzeżona na przykładzie, dajmy na to, smoka.
Jeśli bowiem smok pojawi się w pierwszym, baju–baju, opisane zostaną jego skrzydła i niezgłębiony umysł, niewyparzona morda i ogon upstrzony kolcami. Wyruszy on na najdalszy zachód, aby baraszkować wśród wulkanów pośród wiosennego nowiu (albo coś w tym rodzaju).
Aliści jeżeliby pojawił się w drugim, hihu–chachu, będzie miał czkawkę, a zamiast dziewice pożerać, będzie im opowiadał dowcipy.
Cmoku–lowu trzeba by poprowadzić w kierunku pięknej i bestii: smok, miast dzieweczkę pożreć, zakochuje się w niej i porzuca dotychczasowy tryb życia, i nawet myje zęby, ażeby się jej przypodobać.
Jeśliśmy już przy motywie smoka, można się zapoznać z opowiadaniem "Ostateczny Kres u Wodospadu" [tutaj umieszczonym]. Zrazu poprowadzone według klasycznego stylu baju–baju, potem odrobinę zbacza w stronę hihu–chachu.
Autor, rzecz jasna, może wszystkie te trzy wyodrębnione przeze mnie style pomieszać; grunt w tym, by był tego absolutnie świadomy: nic na siłę.
Nie jest właściwe, by styl zmieniał się bez przerwy, wte i wewte, w tę i tamtą drogę; tutaj się śmiejemy, tutaj płaczemu, zaś tu się kochamy – bierzmy pod uwagę ograniczone możliwości percepcyjne czytelnika...
2. Świat przedstawiony.
Ooo, po trzykroć "ooo", tutaj właśnie jest pole do popisu dla pisarzy wszelkiego autoramentu: w tym miejscu bowiem można stworzyć podwaliny nie tylko pod opowiadanie, ale nawet (jeśli ktoś aspiruje do miana 'pisarza' pełną gębą) pod cały cykl powieści. Jeśli świat będzie przyciągał uwagę, interesujące będą zapewne także opowieści w nim umieszczone.
Piszący podążyć możne trzema ścieżkami: pozostać przy prawdziwym świecie, użyć czyjegoś bądź wymyślić własny. Z trzech tych opcji zbyt wiele chluby pisarzowi nie przynosi druga, mimo że porządne się z nią rozprawienie wcale proste nie jest. Tymczasem przeanalizujmy poszczególne po kolei...
– Jaki jest prawdziwy świat, każdy widzi. Ale na potrzeby pisarstwa nie może on pozostać do końca takim, jakim jest: potrzeba nam weń wsadzić Magię, zarazem uważając, by przypadkiem nie stworzyć Nowego Świata, a jedynie Odkryć Moc w Starym. Kilka pomysłów podaję:
Pod ziemią mogą drzemać pradawne stwory, przygotowując się do zawładnięcia nawierzchnią i uczynienia z Ziemi krainy wulkanów.
W powietrzu mogą egzystować demony z przedwieczy, które tylko czekają, by zaatakować, chyba że pokona je Dziecię Proroctwa, który przypadkiem będzie nieślubnym synem Billa Gatesa i jakiejś kobiety o nieustalonych personaliach, ale wyglądającej na pragnącą pozostać anonimową boginię wiatrów.
W głębi oceanów czekają niechybnie armie potworów z innego świata, wysysając życie z ludzi.
Wokół nas roi się od czarownic, czarodziejów, magów i czarnoksiężników, a ich siedliskiem jest Watykan.
Za mgłami kryje się magiczna kraina Avalonu, a kapłanki Bogini grasują pomiędzy nieświadomymi śmiertelnikami...
Warto zauważyć, że pojęcie "prawdziwy, nasz świat" oznacza akceptację i niezmienianie praw nim rządzących. Magia w nim jest którymś z kolei zjawiskiem fizycznym, tyle że dotychczas nie odkrytym.
Przykładem książki Fantasy, która umiejscowiona jest w naszym świecie, może być "Jonathan Strange i Pan Norrell" Susanny Clarke, choć nie do końca: pojawia się tam królestwo Króla Kruków, które definitywnie na globusie nie leży.
– Drobne zapożyczenie. W Rowlingowsko–Potterowskim Hogwarcie, Tolkienowskim Śródziemiu, Pratchettowskim Dysku, Guinowskim Ziemiomorzu... Wyjaśniać nie trzeba. Należałoby natomiast zaznaczyć, że cykl o Potterze umiejscowiony jest raczej w świecie wymyślonym, a nie naszym prawdziwym (mimo że zdaje się znajdować gdzieś w Anglii czy Szkocji, to jednak stanowi odrębną enklawę). Do prawdziwego przedostajemy się tylko na jakiś, raczej krótki, czas. Podobnie z Narnią Lewisa.
– Własna Inwencja. Warto! Tutaj już nic nie krępuje, tutaj można bardzo wysoko wzlecieć – lecz zarazem łatwo jest boleśnie upaść. Konieczne jest też dłuższe zastanowienie nad wieloma kwestiami...
Jak można pokrótce ten świat opisać?
Skąd się wziął, jaka jest jego historia, co jest jego głównym problemem?
Kto nim rządzi, kto nim rządzić powinien?
Kto i co na nim mieszka?
Jak wygląda – to znaczy, jaka jest – znajdująca się w nim magia?
Dopiero po wybraniu stosownego stylu (patrz punkt 1.) oraz zdecydowaniu się na tło opowieści (patrz punkt 2.) można przejść do kwestii dalszych.
3. Wybierzmy ofiarę.
Epika, tak to już z nią jest, koncentruje się na kilku istotach, z nich wybierając tę, o której będzie traktować przede wszystkim.
Pierwszy wybór piszącego winien wstępnie rozstrzygnąć, czym bohater będzie i czy będzie dobry, czy zły. Dobry – znaczy zwykle "zbawca świata", na nim bowiem spoczywa brzemię przewiedni (zabić złego czarnoksiężnika, zgładzić smoka, uratować Avalon przed krzyżowcami, wprowadzić magię do Anglii, unicestwić złe moce zaklęte w magicznym artefakcie, ocalić piękną książniczkę i nie doprowadzić do skandalu obyczajowego); zły – zazwyczaj ukazany jest tak pozytywnie, że jego "zło" okazuje się tak naprawdę "dobrem" (okrada, ale potem zajmuje się działalnością charytatywną, katrupi smoki, ale w sumie to one są szkodliwe).
4. Ofiarę trzeba pomęczyć.
Wiemy już, czy chcemy, by opowiadanie było poetyckie, śmieszne lub romansowe. Umiejscowiliśmy je gdzieś (na polance za polem, na kartoflisku u sąsiada, w Hogwarcie etc.), zasadniczo zapoznaliśmy z tym miejscem czytelnika. Zdecydowaliśmy też, kogo uczynimy bohaterem (bohaterami). Możemy więc przejść do fazy zasadniczej.
Skorośmy już ustalili – no, w sumie nie ustalili, a ja to apodyktycznie zarządziłem – że wszystko wolno, trzeba by się zastanowić, czym jest to Wszystko.
Rozważmyż to na dwu, bo więcej wymyślać mi się nie chce, płaszczyznach.
PRZYKŁAD WARSZTATOWY PIERWSZY. Bohaterem opowiadania uczyńmy roślinę stojącą w moim pokoju na parapecie. Załóżmy – kierując się, rzecz oczywista, chęcią wymyślenia najnieprawdopodbniejszych bzdur – że jest ona istotą ponadczasową, wskutek Koniunkcji Sfer przybyłą do naszego wymiaru, świętą a magiczną, która czeka na najbliższą uroczystość Zesłania Ducha Świętego, ażeby wówczas się zbudzić i zawładnąć światem, a jeśli nie światem, to przynajmniej najbliższą okolicą, i uczynić go (świat) lub ją (okolicę) tropikalną dżunglą, którą posiadłyby wówczas demony spłodzone przez zdziczałą sosnę – nieco gburowatą teściową, co przedostała się blebleble....
Czy dałoby się osnuć na przykładzie pierwszym opowiadanie?
Nie bardzo. Trudno stwierdzić, by był to dobry pomysł na fabułę opowiadania. Z punktu widzenia fantastyki – brak w tym pikanterii: magia – umownie nazwijmy ogół zjawisk paranormalnych 'magią' – wydaje się być czymś epizodycznym. Można by pomyśleć, że znalazła się tu ledwie przypadkiem.
Z punktu widzenia opowiadaniopisarstwa – fabuła raczej nie zamknięta, nie dokończona, nie dopowiedziana, nadto – nudna. Nie byłoby łatwe napisanie ciekawej historii – bo cóż by się w niej działo? Przez cały czas stałaby sobie roślina, wokół mnie (czyli właściciela) działyby się rzeczy dziwne i niewytłumaczalne (przybywałoby nawozu w butelce, konewka się zieleniła, inne rośliny by oplatały swego władcę...?), a czytelnik usypiałby z nudów. Nie wolno nudzić czytelnika!
Jak to zmienić?
Co innego, gdyby ta roślina faktycznie przejęła władzę nad okolicą i przemieniła ją w tropikalną dżunglę, a ludzi nie dbających należycie o swoje roślinki bądź hodujących je w zbyt ciasnych doniczkach – w dzikie goryle. Mogłaby też sprowadzić swoich rodaków z innych światów, przy okazji wpuszczając do naszego wymiaru dzikie potwory. Przypuśmy, że mnie skazałaby na banicję za zbyt głośne ongi puszczanie muzyki, a ja – jako jedyny ocalały z puszczy – starałbym się ją zmusić do przywrócenia światu pierwotnej formy (na przykład poprzez podrzucenie jej do doniczki pasożytów zaczarowanych przez Obik–Zieleniaka, dobrego czarodzieja z Atlantydy).
Musimy się zapytać: jaki będzie koniec?
Brzmi nie najgorzej, ale brak perspektyw na finał. Plagą są opowiadania oparte na całkiem niezłym pomyśle, ale pozbawione jakiegokolwiek kulminacyjnego zakończenia. W tej historii nie można zbyt wiele zrobić: wykarczować dżunglę złotymi sierpami? zgładzić roślinę? ukatrupić goryle? Pozostawiam do waszej dyspozycji.
Podsumujmy krótko przykład pierwszy:
Gdy nakreślamy sobie ogólny zarys tego, o czym traktowało będzie nasze opowiadanie, winniśmy nasamprzód zadać sobie pytanie, czy jest ono dostatecznie skierowane ku Fantasy. Nie wystarczy, że bohater wymachuje kijem, a roślina jest zaczarowana. Czytelnicy pragną więcej!
Potem należy się zastanowić, czy na pewno upchaliśmy dostatecznie wiele wydarzeń. Czy aby to, co piszemy, nie jest smętną opowieścią o błogim żywocie jakiegoś człowieka? Czy coś mu grozi, czy coś mu dolega, czy stoi przed nim jakieś zadanie, czy ma wroga, czy wszystkie siły nadprzyrodzone się sprzysięgły przeciwko niemu?
Na koniec zaś trzeba przewidzieć dokładnie, jakie będzie zakończenie – i czy będzie ono odpowiednio rozwiązywało akcję. Czy przypadkiem akcja nie rozwiąże się już w połowie, a cała reszta nie będzie nudna?
PRZYKŁAD WARSZTATOWY DRUGI. Bohaterem następnego nieszczęsnego opowiadania uczyńmy ucznia szkoły państwowej, zwykłego fajtłapę, który pewnego dnia wpadnie w pułapkę. Otworzy się pod nim zapadnia, a ów nieszczęśnik spadnie w otchłanie pod swą szkołą, gdzie – jak się okaże – rządzi Władca Demonów, w nadziemiu znany jako Pan Fryderyk, konserwator.
Co można napisać w oparciu o powyższe?
Oparcie opowiadania o tę fabułę okaże się niechybnie cośkolwiek skomplikowane z prostej przyczyny: podobnie jak przykładzie z rośliną usiłującą zawładnąć światem, tutaj także nie widać Akcji. Mamy jedynie tło, zalążek. Magii (tej umownej) nie widać nic a nic, choć mamy motyw paranormalny (Władca Demonów, Pan Fryderyk). Z pewnością tekst byłby na swój sposób ciekawy, bo przecież Posiada Już Fabułę (a to, wierzcie mi na słowo, jest naprawdę coś – w porównaniu z wieloma opowiadanimi, jakie muszę czytywać).
Lecz fabuła opierająca się na samym fakcie, że Pan Fryderyk Konserwator jest władcą demonów w katakumbach znajdujących się pod szkołą, skazana jest na niepowodzenie. Co innego, gdyby ją rozszerzyć.
Jak można ulepszyć przykład drugi?
Można by dla przykładu dorzucić motyw, że Władca Demonów zamierza zostać Ministrem Edukacji Narodowej, obejmując we władanie wszystkie szkoły w całym kraju. Uczeń, który przypadkiem dostał się do katakumb, będzie usiłował mu w tym przeszkodzić.
Ale zadajmyż sobie pytanie: co się wydarzy? Tutaj znajdziemy dużo problemów: musimy opracować strategię Pana Fryderyka i jego pomysły na objęcie we władanie wszystkich szkół w Polsce, nadto jeszcze w jakiś sposób mu przeszkodzić i wykonać efektowne zakończenie.
Pozwolę sobie nie wymyślać, w jaki sposób należałoby to uczynić, albowiem nie o to tutaj chodzi i nie to jest moim celem; moim celem jest, ażeby wszyscy dostrzegli, że fabuła etapami przewidywana, snuta i przemyśliwana być musi.
Reasumując...
Przemyśleć, przemyśleć, przemyśleć.
Przewidzieć, przewidzieć, przewidzieć.
Nie hop–siup.
Miłego pisania.
Jeszcze raz: zanim zaczniesz pisać, lepiej pomyśl, dokąd zmierzasz i jak zakończysz.
Prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy? Że też pisarze to zwykle mężczyźni.
Dziękuję za uwagę.
Valaraukar
19.03.2006, 11:05
