Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Dwie uncje ironii, szczypta sarkazmu i trochę dekadentyzmu: odsłona IX (Granica) i X (Wolność)

Poprzednie fragmenty tegoż opowiadania odnaleźć można w Strefie Fikcji:

Dwie uncje ironii, szczypta sarkazmu i trochę dekadentyzmu: odsłona I (Lalki), II (Maski), III (Ars Moriendi)
Dwie uncje ironii, szczypta sarkazmu i trochę dekadentyzmu: odsłona VI (Głód), V (Krzyk)
Dwie uncje ironii, szczypta sarkazmu i trochę dekadentyzmu: odsłona VI (Sprzeciw)
Dwie uncje ironii, szczypta sarkazmu i trochę dekadentyzmu: odsłona VII (Głosy i Cienie), VIII (Piekło)




Poniższa część nawiązuje do następujących opowiadań:

I. Magdalith "Harry Potter i Szlafrok w kreciki". W zasadzie to tylko do tytułu.
II. Serii o Draconie autorstwa Cassandry Claire.
III. Toroj "Filozofia Węża".
IV. Arien "Rozmowy Trumienne". Zacytowałam trzy fragmenty.

Dziękuję za inspirację. Zwłaszcza Arien.




Odsłona IX
Granica


Dumbledore miał sen. Bardzo przyjemny sen. Jeden z tych, po których tak ciężko się obudzić. Uśmiechnął się do siebie i nieświadomie przytulił do poduszki.
Nagle coś gwałtownie przywróciło go do rzeczywistości. Widział tylko rozpływającą się wizję. Wyciągał do niej ręce próbując zatrzymać, ale „coś” lub „ktoś” ciągnęło go w przeciwną stronę. Obudził się na twardej, zimnej podłodze zaplątany w… no właśnie oto jest pytanie. Albus, wciąż nie otwierając oczu, podniósł jedną nogę. Coś trzasnęło.

*

Stojący za drzwiami Severus Snape przybrał pozycję bojową. W razie potrzeby był gotowy bronić dyrektora. W końcu, jak wielu twierdziło, miał w sobie coś z wyglądu seryjnego mordercy.
Złodziej? Szantażysta? Cokolwiek było w sypialni, na pewno ucieknie.

*

Coś ostrego wbiło mu się w ciało. Jakaś ciecz spłynęła po łydce.
– Krew!
Albus zareagował automatycznie. Odskoczył na drugi koniec pokoju. Wybudził się już całkowicie, ale wciąż nic nie widział.

*

Mistrz Eliksirów, zupełnie zapominając o różdżce, próbował wyważyć drzwi.

*

– Auuu! – tym razem ofiarą Albusa została szafka.

*

Snape wreszcie przypomniał sobie, że jest czarodziejem.
– Alohomora!
Chwilę potem stał na środku gabinetu swojego przełożonego, gotowy w każdej chwili przejść do ofensywy.
– Adresy. Nazwiska. Kontakty – syknął, oświetlając różdżką pole bitwy. Jednak, ku swojemu zdumieniu, ujrzał tylko kawałki rozbitego wazonu, zmiętą kołdrę i dyrektora w swoim słynnym szlafroku w kreciki*, w którym wyglądał na co najmniej zaskoczonego.
– Severus?
– Dumbledore?
I właśnie w tym momencie pan Snape przypomniał sobie, że jest obrażony. Zapadła niezręczna cisza.
– Co się stało? – zapytał wreszcie dyrektor.
– Ja w sprawach służbowych.
– Oj, Severusie… Nie gniewaj się, proszę. Tylko żartowałem z tym Schanppikiem.
– Mhm – podsumował Snape, dając tym samym do zrozumienia, że akceptuje tylko czarny humor.
– Mam dla ciebie prezent – Dumbledore rozpromienił się, wyjmując z nocnej szafki zapakowaną w granatowy papier książkę.
– Węże są nieprzekupne.
– Doprawdy? – Albus uniósł brew i uśmiechnął się, słysząc odpowiedź młodszego pedagoga.
– No dobrze – zgodził się Snape – nie są.
– Proszę – Albus wręczył rozmówcy paczkę – A teraz powiedz mi, o co chodzi.
– Dziękuję – mruknął Severus. Nienawidził tego słowa. Nie cierpiał zaciągać długów. Choć przez wiele lat usiłował zrozumieć i pogodzić się z takim zjawiskiem jak „podarunek”, wciąż czuł się niezręcznie, kiedy takowe dostawał – Przyszedłem tu w sprawie Ha… – Severus zaklął w myślach. Musiało być z nim bardzo źle, skoro o mało co nie wypowiedział TEGO słowa – Pottera i Voldemorta.
– Trzeba było tak od razu! – z twarzy dyrektora natychmiast zniknęły ślady zmęczenia – Co się stało? Czegoś się dowiedziałeś? Kolejne wezwanie?
Snape przewrócił oczami. W takich chwilach czuł się jak na przesłuchaniu.
– Spójrz na to – odpowiedział, wyciągając swoje notatki i szkic obrazu z pokoju Lorda Voldemorta, wykonany własnoręcznie zaledwie kilka godzin temu.
Dumbledore wziął kawałek pergaminu i zmarszczył brwi.
– Symbol Anchea. Jakiś czas temu zaginął oryginał tego obrazu… A raczej dzieła sztuki o wielkiej mocy magicznej.
– Zbyt wielkiej.
Albus spojrzał na swojego podwładnego pytająco.
– To jest zbiór zaklęć – Snape wskazał na rysunek i powiódł wzrokiem po figurach geometrycznych i innych znakach, widniejących na pergaminie. – starożytnych formuł, o których mało kto teraz pamięta. W czasach, kiedy Rowena Ravenclav…
– …Salazar Slytherin, Godryk Gryffindor i Helga Hufflepuff byli u szczytu swojej potęgi, postanowili stworzyć dzieło, w którym skupią całą swoją moc magiczną. Jednak wyłącznie tą pochodzącą z dobrego źródła – dokończył za niego Albus.

~*~

Dwie czarodziejki wzniosły w górę ręce, które złączyły się z dłońmi czarodziejów. Był to jedyny dzień w ich życiu, kiedy nosili szaty w tych samych kolorach – atramentowej czerni, która wyraźnie kontrastowała z czerwonym kręgiem wyrysowanym na płótnie, spoczywającym przy ich bosych stopach.
W sali było ciemno. Tylko w blasku dogasających, czarnych świec można było dostrzec cienie wędrujące po posadzce, drżące na ścianach i kolumnach. Księżyc zaszedł za burzowe, ołowiane chmury.
W tej samej chwili z palców czterech postaci wystrzeliły srebrne iskry. Pokój wypełnił oślepiający blask, jednak żaden z potężnych Magidów*** ani drgnął. Świetlista kula, mieniąca się wszystkimi barwami tęczy, uformowała się dokładnie nad głowami stojących w kręgu osób.
Przemówił pierwszy z magów. Był nim wysoki mężczyzna ze spiczastym podbródkiem i szarymi oczami. Jego kręcone włosy koloru nocy opadały łagodnie na ramiona. W rysach twarzy miał coś z drapieżnika, ale głos posiadał spokojny i cichy – nienaturalnie cichy. Przemówił w języku, którego już nikt później nie będzie używał – języku aniołów.
– Tolo fea an iluuve!****
– Togo min ana reera an istya! – dodała wysoka brunetka o orzechowych oczach.
– Anno man mín merem – powiedziała nieśmiało niska, pulchna czarodziejka z piegami na rumianej twarzy.
– Mae aníra Amarth! – odezwał się mocnym i pewnym głosem Godryk Gryffindor.
A potem TO się stało. Granatowe niebo przeszył piorun. Gdzieś w pobliskiej wsi zaszczekał pies. Czterech Magidów padło martwych na marmurową posadzkę.
Z czoła dość ładnej kobiety o brązowych oczach spłynęła strużka krwi. Helga i Godryk wyglądali na zaskoczonych. Na twarzy Salazara zastygł tajemniczy uśmieszek intryganta.

Taki był koniec wielkich założycieli Hogwartu. I tylko skomplikowany symbol świecił się krwiście w blasku dogasających świec. Była druga nad ranem, kiedy przybrał niebieskawą poświatę. Gwałtowny podmuch wiatru otworzył jedno z gotyckich okien.
W tej samej chwili z szat najprzebieglejszego z całej czwórki wypadła książka w czarnej oprawie. Pod wpływem wichury otworzyła się na jednej z pożółkłych stron.
U góry widniało motto:

"Zło w swej formie absolutnej przybiera kształt anioła światłości."

Na samym dole pergaminu, drobnym, prawie niewidocznym pismem, zaszyfrowana została pewna informacja, którą po latach miał wykorzystać Lord Voldemort.
Jednak oni nie mogli już tego zobaczyć. W ten sposób Magia, która stała się początkiem ich potęgi, okazała się także jej końcem.
Wąż Uroboros połknął własny ogon. Przeznaczenie zatoczyło krąg.

~*~

– …woda – aqua, powietrze – aer, ziemia – terra, ogień – ignis, słońce – sol, księżyc – luna, heksagram, hermafrodyta i krąg, czyli doskonałość. Do tego siarka filozoficzna i saletra filozofów – najpotężniejsze czary, wielka moc zaklęta w płótnie. Jak to często mawiał Salazar w swoim pamiętniku: „Magia jest kluczem do wszechświata”. Mówiąc wprost, do naszego książkowego świata, opisanego przez tą całą Rowling – podsumował Severus.
Dyrektor patrzył na niego w zadumie. Pierwszy raz słyszał o tych wydarzeniach. To było jasne, że nigdy nie studiował pamiętnika czwartego z założycieli.
– Jesteś w posiadaniu… – przerwał. Jak mógł o to podejrzewać swojego przyjaciela? Reakcja była taka, jakiej się spodziewał. Szybka odpowiedź przesycona ironią i sarkazmem, ale Albus wiedział, co kryło się pod tą maską.
– Och, oczywiście, że tak. Czytam go sobie do snu. To bardzo dobra bajka na dobranoc.
– Wybacz.
Severus wzruszył ramionami, zupełnie jakby nie miało to najmniejszego znaczenia.
– Podobno Salazar zaszyfrował w nim jakąś tajną informację – powiedział po chwili milczenia, odgarniając z czoła czarne, przetłuszczone włosy i znów na chwilę zamilkł. Dumbledore obserwował jego wąskie, blade usta. Pociągłą, szczupłą twarz i czarne oczy. Musiał przyznać, że Mistrz Eliksirów miał w sobie coś seksownego, coś, czemu naprawdę trudno się było oprzeć. Prawdę mówiąc, to wcale nie dziwił się Minewrze, że była w nim zakochana. Gdyby był kobietą…
– Tak! – oświadczył Snape, wstając nagle. Zaczął przechadzać się tam i z powrotem, po czym usiadł na łóżku Albusa – Teraz już wszystko rozumiem. Absolutnie wszystko.
– Nie wątpię – oświadczył Dumbledore – ale powiedz mi, o co w tym wszystkim chodzi.
– Musi być coś, o czym nie wiemy. Voldemort jest w posiadaniu pamiętnika. Tylko on jeden mógł go ukraść – Severus znów zaczął przechadzać się po gabinecie, a na jego czole utworzyła się podłużna zmarszczka. Albus pomyślał, że kiedyś zostanie mu ona już na zawsze. I to wcale nie była przyjemna myśl.
– Czasami bardzo przypominasz Harry’ego, Severusie.
– To nie było śmieszne, Dumbledore – odciął się Mistrz Eliksirów.
Dyrektor zachichotał, choć wcale nie było mu do śmiechu, ale Severus czasami był tak uroczy, że trudno było się powstrzymać. Nawet w kryzysowych sytuacjach.
– Ten obraz… Na początku myślałem, że nie ma większego znaczenia… Jednak gdy podczas ostatniego spotkania Voldemort powiedział, że ten obraz jest kluczem do potęgi, zrozumiałem, że dzieje się coś złego. Nie wiedziałem jeszcze jaki jest związek tego symbolu z projekcją astralną i świadomym śnieniem, ale teraz nagle wszystko zaczęło mieć sens. Kiedy dziś w nocy… – nagle przerwał – Albusie, mamy bardzo mało czasu.
– Twoje spotkanie z Voldemortem wyznaczone jest dopiero na jutro.
– To nie wystarczy, żeby perfekcyjnie opanować technikę świadomego śnienia i wyjścia poza ciało. Mamy na to dokładnie dwadzieścia cztery godziny. Dokładniej ty, ja tam się dostanę innym sposobem.
– ???
– Voldemort razem ze… – Severus znowu usiadł na łóżku i zaczął przetrząsać swoją szatę w poszukiwaniu papierosów, ale ponieważ ich nie znalazł, przeklął tylko i kontynuował – Śmierciożercami dostaną się do tamtego świata inaczej. Będą w lepszej sytuacji niż wy. To jasne, że będą mieli przewagę. Poza powieść wyjdzie…
– Ich ciało i dusza, podczas gdy ja oraz moi ludzie będziemy jedynie projekcją astralną. W każdej chwili możemy zostać zawróceni do ciała. Nie będziemy mieć większego wpływu na tamte wydarzenia, podczas gdy Voldemort może zmienić historię.
– Nieograniczony zasadami i prawami wprowadzonymi przez tę wiedźmę Rowling będzie jeszcze gorszy niż jest… Co takiego kryło się w pamiętniku Salazara, czego nie zauważyłem? Tak, Albusie czytałem go w młodości. W końcu byłem Ślizgonem – odpowiedział na pytanie, którego dyrektor nie zdążył jeszcze zadać. – Jaką złowieszczą moc kryje w sobie symbol na ścianie w pokoju Lorda? Co się stanie, kiedy Czarny Pan wyjdzie z powieści i przekroczy granicę?
– Bóg umieścił Piekło w samym sercu Raju – podsumował filozoficznie dyrektor, a Severus skrzywił się. Nienawidził teologii.

Odsłona X
Wolność


– Jesteś pewien, Severusie, że chcesz pojawić się tam za wcześnie? Możesz umrzeć – wiedział, że pytanie, które zadał, jest zbędne. W oczach Snape dostrzegł tę, tak dobrze mu znaną, determinację.
– To ostatnia szansa uratowania Pottera – stwierdził ze stoickim spokojem Severus.
– Robisz to tylko dla mnie, prawda? Wybacz mi.
– Byłbyś łaskaw, Dumbledore, nie mówić o mnie jak o umarłym? Czuję się tak, jakbyś stał nad moją trumną i rzucał na cmentarną ziemię bukiet białych róż.
– Poprawka. Stokrotek, Severusie.
– ???
– Nie lubisz białych róż.

~*~

Za późno – to była pierwsza myśl, jaka dopadła Snape’a, kiedy stanął w pustej komnacie Lorda. Spojrzał na ścianę, gdzie wisiał obraz.
To, co zobaczył, sprawiło, że zaklął najpaskudniej i najgłośniej jak umiał. Zaklęcie Anchea wpisane zostało w pentagram, który lśnił złowieszczo. Severus dobrze wiedział, że tylko człowiek, który wyrzekł się swojego człowieczeństwa i zaprzedał duszę diabłu, mógł posłużyć się tak potężnym symbolem magicznym. Na stole pokrytym czarnym obrusem zachlapanym krwią, Mistrz Eliksirów dostrzegł to, czego się spodziewał – informację od Czarnego Pana.

Przejdźcie przez krąg. Wyjdźcie poza siebie i poza powieść. Będę na Was czekał dokładnie o dwunastej w Zakazanym Lesie. Na pewno mnie znajdziecie.

Jest dwudziesta druga pięćdziesiąt osiem, a na ostatnim spotkaniu Voldemort wspomniał, że mamy zjawić w tej komnacie o dwudziestej trzeciej, pomyślał Severus. Jestem o kilka minut za późno i o sto dwadzieścia sekund za wcześnie.

~*~

Albus pierwszy raz w swoim życiu zaczynał tracić cierpliwość. Sybilla najwyraźniej nie dostrzegłaby powagi sytuacji, nawet gdyby ta stanęła przed nią oko w oko, uśmiechając się od ucha od ucha i proponując randkę. Dopóki nie zobaczyła zagrożenia w swojej kuli, to, co działo się dookoła, było tylko wymysłem chorych proroków, jak przywykła mówić.
– Możesz już zacząć?
– Albusie! – odezwała się Minerwa z drugiego końca pokoju – Widać niewystarczająco się skupiasz! Na dodatek przerywasz mój trans!
– Ale…
– Nie ma żadnego „ale”! – nawet Albus czuł się w jej obecności jak duże dziecko. Dziecko z brodą i zmarszczkami. W takich chwilach jak ta chwalił niebiosa za to, że Minerwa odmówiła mu, kiedy poprosił ją o rękę. Kiedy to było, pomyślał, ciekawe czy dalej jest dziewicą…
– Nie jestem… – zaczęła Minerwa, ale dyrektor jej przerwał. Po prostu nie mógł się powstrzymać.
– Dziewicą?
– ALBUSIE! O czym ty w ogóle myślisz?
– Och, nic, nic Minerwo. Już zapadam w ten trans. Tylko Sybillo, na Merlina, pośpiesz się!
– Czujesz jak twoje nogi stają się ciężkie i ciepłe, a…
Kiedy się nie stają, przeszło Albusowi przez myśl, a chwilę potem stracił świadomość, uśmiechając się do siebie przez sen. Trudno powiedzieć czy spowodowała to wieszczka, czy też myśl o nagiej nauczycielce transmutacji. Jedno było pewne: najważniejszy jest relaks.

~*~

Severus poczuł gwałtowny wstrząs. Przed oczami mu zawirowało. Cała gama kolorów, miejsc i wydarzeń ustąpiła zupełnie nieoczekiwanie miejsca gwałtownym podmuchom wiatru i szumowi drzew. Na początku do jego uszu nie dochodził żaden dźwięk, a potem usłyszał jęk, dochodzący z jakiegoś pobliskiego miejsca. Bezszelestnie podążył w tamtym kierunku. Była dwudziesta trzecia trzydzieści.

~*~

– Albusie? – odezwała się dusza Minerwy.
– Tak?
– Nie sądzisz, że moje ciało wygląda, hmm… – zarumieniła się lekko – całkiem powabnie z góry?
– Żeby tylko z góry...
– ALBUSIE!
– No co? –zapytał z miną niewiniątka dyrektor.
– Idziemy. Szybko.
– To ty zaczęłaś.
Rzuciła mu oburzone spojrzenie w stylu „ja nie wiem co wy tam z Severusem robicie wieczorami, ale ma to na ciebie zdecydowanie zły wpływ”, po czym pofrunęła w kierunku Zakazanego Lasu. Albus dałby sobie głowę uciąć, że szepnęła jeszcze do siebie coś w stylu: „chyba zacznę nosić czerwoną bieliznę”. Ta myśl bardzo go zaabsorbowała. Studiował ją ze szczegółami, dopóki nie dotarli na miejsce.
Wtedy się zaczęło.

~*~

– I co? – do uszu Harry’ego dotarł syczący głos, a czerwone oczy Lorda płonęły złowieszczo w ciemności. – Jak czujesz się w roli pokonanego?
Chłopak jęknął. Potworny ból przeszył całe jego ciało. Czuł się tak, jakby ktoś zranił go nożem. Nie odpowiedział. Zacisnął zęby. Nie będzie mu dawał tej satysfakcji.
– Jak to jest: leżeć tak na ziemi, niczym robak, zupełnie bez siły, aby cokolwiek zrobić? Z tą potworną świadomością, że zaraz się zginie? No jak, słynny Harry Potterze?
Spojrzał mu w oczy. Wyzywająco. W milczeniu. Jeżeli umierać, pomyślał Gryfon, to z godnością.
– Nosił wilk razy kilka… – zadrwił Voldemort, posyłając w stronę Harry’ego kolejne zaklęcie. Ziemia była czerwona od krwi. Czarny Pan upajał się jej zapachem.
– Nie możesz mnie zabić! – krzyknął z wściekłością Harry – Jesteś tylko projekcją astralną. Nie możesz mi NIC zrobić. Twoje ciało zostało daleko stąd…
– Sam nie wierzysz w to, co mówisz, zielonooki. To dlatego czujesz teraz potworny ból, wżerający się niczym jad w twoje ciało. To nie sen. Sny nie są tak realne. Sny nie pachną bólem i strachem. Sny są nieme – kiedy chłopak nie odpowiedział, ciągnął dalej, napawając się każdym swoim słowem jak narkoman haszyszem – Słyszałeś kiedyś o przepowiedni Shailey, Harry Potterze? – po czym zaśmiał się tak szyderczo, że Harry’ego aż przeszły dreszcze.
– Oczywiście, że nie –Voldemort kontynuował po chwili – O tak mało znanych osobistościach nie słyszy się w tak wielkiej szkole jak Hogwart…Tylko ja ją znałem. Zabiłem Shailey zaraz po tym, jak tylko skończyła wieszczyć. Nikt nie mógł o niej wiedzieć, to byłoby zbyt ryzykowne. Nie ujawniłem całej prawdy nawet moim najbardziej zaufanym sługom. Nigdy nikomu nie ufaj do końca, to moja złota zasada. Chciałbyś poznać przepowiednię, Harry Potterze? Nie martw się, mamy czas. Bardzo dużo czasu… Śmierciożercy oraz twoi przyjaciele zjawią się tu dokładnie za trzydzieści minut. Nic nie będą mogli zrobić. Tylko ja i ty stworzymy dziś na nowo historię.
Starał się. Naprawdę się starał. Jednak jego zielone oczy zwiodły go. Wypełzła z nich ciekawość. A Lord ją dostrzegł. I uśmiechnął się paskudnie.
– „Chłopiec – Który – Przeżył pokona Czarnego Pana w ekwinokcjum wiosenne**** o zachodzie słońca”
– Nie możesz mnie zabić. Jesteś tylko proje… – urwał, gdyż przeszył go potworny ból. To Voldemort dotknął blizny na jego czole swoimi długimi, kościstymi palcami.
– Jesteś pewien? – zaśmiał się szyderczo, a jego oczy zapłonęły rządzą mordu – Nie zastanawia cię, jak znalazłeś się w lesie, kiedy ugryzł cię wampir? To ja cię tu przyciągnąłem. Wtedy nie mogłem nic zrobić, tylko patrzeć, dokładnie tak, jak teraz będą postępować moi słudzy i twoi przyjaciele. Zginiesz jak robak, słynny Harry Potterze. Jak zwierzę na arenie cyrkowej. Będziesz tylko Chłopcem – Który – Nie – Przeżył.
Nagle z ciemności odezwał się tak dobrze znany Harry’emu sarkastyczny głos:
– Jestem o dwie minuty za późno i zarazem o dwie minuty za wcześnie.
Voldemort wyciągnął różdżkę.
– Zaraz się przekonasz jak giną zdrajcy, Smarkerusie. Tak nazywali cię w szkole, prawda? – przejechał kościstym palcem po przedmiocie, który trzymał w ręku – Crucio!
Nie trafił.
– Nawet swoich najwierniejszych wyznawców potrafiłeś oszukać – głos Snape’a pełen był nienawiści, tak długo skrywanej, że teraz, kiedy wreszcie wyszła na zewnątrz, przywodziła na myśl krople deszczu zamieniające się w lód. – Jednak ja jestem przed czasem. O dwudziestej drugiej pięćdziesiąt osiem pentagram jeszcze istniał. Nie jestem jedynie projekcją astralną. Jestem żywym człowiekiem z krwi i kości, tak jak ty i Potter. Mogę zmienić historię.
– Profesorze! – Harry krzyknął przeraźliwie. Nie jak człowiek, ale jak zwierzę. Odezwał się w nim ten pierwotny instynkt samozachowawczy, który nie jest niczym innym, jak tylko lękiem przed unicestwieniem.
Voldemort się śmiał.
– On umiera – zasyczał. – Czy znajdziesz w sobie dość odwagi, by go obronić? Syna swojego dawnego wroga?

~*~

– Byłeś bardzo dzielny, Severusie.
– Tak, ale to nie ja wygrałem zakład – mruknął Severus, zdając sobie sprawę, że jego pensja pójdzie na alkohol dla Albusa, a nie na papierosy. Zbliżała się kolejna klęska żywiołowa. – Poza tym… – zamilkł na chwilę – To nie ja uratowałem w końcu tego cholernego bachora. Nie byłem w stanie.
– To moja wina.
– Twoja? – Severus powstrzymał się od sarkastycznej uwagi.
– Nie powinienem posyłać cię tam samego. Nie powinienem tyle mówić o wolności.
– To było bardzo strategiczne podejście, Albusie. Wygrałeś piwo. Miałeś rację z tymi całymi polującymi w środku dnia wilkołakami i na dodatek udowodniłeś mi, że jestem tylko ponurym Nietoperzem, który nie zasługuje na lepsze życie. Moje miejsce jest w lochach. Tak. Jestem zły, okropny, bez serca. Cóż… Wszystko się zgadza, nieprawdaż?
– Nie drwij, Severusie. Jak dla mnie jesteś po prostu człowiekiem.
– Nienawiść nazywasz ludzką cechą?
– Dokładnie.
– Potter byłby innego zdania. O mały włos nie zginął. A ja sobie po prostu stałem.
– A Czarny Pan PO PROSTU zniknął.
– Albusie?
– Tak?
– Odkąd gustujesz w ironii? – mina Severusa wyrażała bezbrzeżne zdumienie.
– No cóż… – Dumbledore uśmiechnął się. – Uczeń przerósł Mistrza.
– Bez przesady – Severus się zirytował. – Nie pozwolę, żeby ktoś mnie bezprawnie plagiatował. Na sarkazm i ironię trzeba mieć licencję, dyrektorze.

~*~

Wszyscy cieszyli się z pięknej pogody i ze zniknięcia Voldemorta. W pokoju wspólnym Gryffindoru trwała prawdziwa uczta na część Harry’ego Pottera, Chłopca – Który – Znów – Przeżył.
Zaś sam obiekt toastów i hulanek siedział w gabinecie Mistrza Eliksirów i odbywał szlaban.
Ku wielkiej uciesze właściciela haczykowatego nosa, na którego bladej twarzy wykwitł wyjątkowo sadystyczny uśmieszek.
– Ty sobie pozmywasz kociołki, Potter, a ja poczytam książkę – oświadczył sarkastyczny głos. Snape rozsiadł się wygodnie w zielonym fotelu. Znowu był w raju. Pozbył się Weasleya, jego ukochany uczeń przygotowywał się do przyszłego zawodu, a on wreszcie był po prostu sobą.
Okładka była zachęcająca. Snape przeczytał tytuł – „Rozmowy trumienne”. Tak, to było coś, co severuski lubią najbardziej.

„Masz takie urocze słowotoki po pijanemu.”******

Harry obserwował reakcję swojego nauczyciela, który wydawał się bardzo pochłonięty lekturą.

„Nie wierz plotkom. Obaj z Lucjuszem jesteśmy hetero. Ale sukinkot nieźle całuje...”

A Harry dalej obserwował.

„– Będziesz medytował? Co to za wygibasy na podłodze?
– Ja pełzam, kobieto.”

A potem Harry już nie obserwował. Udawał bardzo zaabsorbowanego swoim kociołkiem. Nie miał pojęcia, co Mistrz Eliksirów wyczytał, ale wyglądał na bardzo wzburzonego. Reagował wyjątkowo agresywnie na wszystko, co kręciło się w pobliżu jego gabinetu. Ofiarą padła między innymi kotka Filcha, pani Norris, Ginny i sama profesor McGonagall.
Przez najbliższe pół godziny nikt w okolicy nie dawał znaków życia. Harry wstrzymał oddech, kiedy usłyszał kroki na korytarzu. Zbliżała się kolejna ofiara. Jednak najwyraźniej Snape już się uspokoił, gdyż siedział z kamienną twarzą i nie czynił żadnych gwałtownych ruchów. Harry pomyślał, że jego nauczyciel przestał być potencjalnie niebezpieczny dla otoczenia. Niestety, mylił się.
Wszystko stało się bardzo szybko. Do gabinetu wszedł dyrektor z bardzo zadowoloną miną. Przywitał uprzejmie Harry’ego, a potem zwrócił się do Mistrza Eliksirów:
– Hmm… Jak podoba ci się lektura, Severusie?
Minutę później, w momencie kiedy powinien iść do swojego dormitorium, Harry zaczaił się pod drzwiami gabinetu i nasłuchiwał. Gdyby tylko wiedział, że właśnie zupełnie nieświadomie stosuje taktykę zwaną filozofią węża, pewnie już dawno by go tu nie było.
– NIE CHODZĘ Z TONKS!
Harry zaczął przysłuchiwać się uważniej. Robiło się ciekawie.
– NIE CAŁOWAŁEM SIĘ Z LUCJUSZEM!
Chłopak zachichotał i natychmiast zakrył sobie usta ręką w obawie, że go usłyszą.
– I NIE MAM TRUMNY! NIE JESTEM WAMPIREM! NIE BYŁEM NIGDY PIJANY!
Tu Albus próbował zaprotestować, ale niewiele to dało.
– NIE WIDZIAŁAM JEGO LASKI Z WĘŻEM!
Tu dyrektor wyraził uprzejme zainteresowanie, trudno powiedzieć czy Lucjuszem, czy jego laską.
A potem nastała cisza.
– Jutro wybieram się na Nokturn. Więc, z łaski swojej, odwołaj wszystkie moje lekcje, dyrektorze.
– Co zamierzasz zrobić? – zapytał rozbawiony Dumbledore, który dobrze wiedział, że Severus, jeżeli chodzi o zamachy, dużo mówi, a mało robi.
– Jak to co? – zdziwił się Mistrz Eliksirów, jakby to, co planował, było oczywiste – Zamierzam otruć wszystkie fanki Harry’ego Pottera. I fanów też, tak na wszelki wypadek.
– Sprostowanie, Severusie. To, co przeczytałeś, było dziełem twojej fanki.
– Cooo?! – Snape wyglądał tak, jak gdyby ktoś opowiedział mu marny dowcip. I wmawiał mu, że jest naprawdę śmieszny, trzeba tylko znać się na żartach.
– No cóż, o ile wiem, to nazywają siebie snaperkami.
– Nie mam nic wspólnego z żadnymi skarpetkami.
– Snaperkami, nie skarpetkami – poprawił go Albus.
– A co za różnica? – zapytał retorycznie Severus.
– Taka, że one cię kochają.
Tymczasem za drzwiami Potter umierał z zazdrości.
– ?!?! – najwyraźniej właścicielowi haczykowatego nosa odebrało mowę. Po jakimś czasie oświadczył całkiem spokojnie:
– Nieprawda.
– Prawda.
– Nie.
– Tak.
– Nie! Nie. I nie. Tak się składa dyrektorze, że w przeciwieństwie do ciebie, nie wierzę w coś takiego jak „niemożliwe fakty”.
– A w co wierzysz?
– Jak to w co? W siebie, oczywiście.

„~*~

Lord Voldemort uśmiechał się do siebie. Starożytna magia ma jednak wiele zalet. Ruszył wąską uliczką, oświetloną słabym blaskiem latarnii. Nadszedł czas wielkich zmian. I co za różnica, że świat, w którym się znalazł, był zupełnie inny od tego, z którego przyszedł? Prędzej czy później ludzie poprą go bardziej ze strachu niż z przekonania. Przekonania są zmienne, podczas gdy strach zawsze pozostaje ten sam.

Koniec

Przypisy:

*Pomysł z filozofią węża nie należy do mnie. To odwołanie do FF Toroj o tym samym tytule.
**Odwołanie do opowiadania Magdalith: „Harry Potter i szlafrok w kreciki”. W zasadzie to do samej nazwy.
***Magid – nazwa wymyślona przez autorką (Cassandrę Claire) serii ficków o Draco (Draco Dormiens, Draco Sinister). Magid to czarodziej, który używa magii bezróżdżkowej. Może coś wyczarować samą tylko siłą woli. Dlatego ważne jest, aby kontrolował emocje.
**** Formuły magiczne zostały napisane w języku elfów (patrz: Tolkien), dzięki pomocy mojej przyjaciółki, za co bardzo jej dziękuję. W moim opowiadaniu jest to język aniołów.
Tolo fea an iluuve! – Przybądź duchu wszechświata!
Togo min ana reera an istya! – Poprowadź nas poza granicę poznania!
Anno man mín merem. – Oddaj, coś winien.
Mae aníra amarth! – Taka jest wola Losu! (Tak chce Los!)
***** Madeleine L'Engle „Młode Jednorożce”.
******Wszystkie cytaty pochodzą z fan ficka Arien „Rozmowy Trumienne”.

Arwena
2.02.2006, 19:16

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Sh'eenaz

Hym...hym...Tak. Napiszę. Kiedyś. Raczej. Raczej na pewno. Kiedyś. Dzięki :***

12.03.2006, 18:47
Ania

To nie może byc koniec!!! Pisz dalej!!! Kontynuuj to!!! Nie mozesz przestac!!! Prosze :P

7.03.2006, 14:48
Misza

Nie będę zbyt oryginalna: bardzo, bardzo fajne opowiadanko :)

15.02.2006, 14:28
Sh'een vel Arwi

Ostatnia...*chowa się*

12.02.2006, 16:53
Wickerman

To chyba nie była ostatnia część?;(

10.02.2006, 10:48
Arwen

Dziękuję. Postaram się poczytać, ale nie wiem kiedy...mam zawalone teraz wszystko egzaminami. Wiem, wiem z ta "rządzą" == Bo są dwa znaczenia...Tu nie mam jak zrobić korekty, ale może Val będzie tak uprzejmy i zrobi to za mnie jak wróci ^^ A co zakończenia...cóż...jest jak jest :/ Ja sama myślałam, że wyjdzie mi to lepiej, no ale...trudno zadowolić wszystkich. Dzięki za koment, Andromedo.

9.02.2006, 20:19
Arwen

Dziękuję. Postaram się poczytać, ale nie wiem kiedy...mam zawalone teraz wszystko egzaminami. Wiem, wiem z ta "rządzą" == Bo są dwa znaczenia...Tu nie mam jak zrobić korekty, ale może Vil będzie tak uprzejmy i zrobi to za mnie jak wróci ^^ A co zakończenia...cóż...jest jak jest :/ Ja sama myślałam, że wyjdzie mi to lepiej, no ale...trudno zadowolić wszystkich. Dzięki za koment, Andromedo.

9.02.2006, 20:17
GOKU

chuj ci w dupe

8.02.2006, 15:38
Anent

Dobre to!

7.02.2006, 10:10
Andromeda Mirtle

Aha, podobała mi się reakcja Severusa na "Rozmowy trumienne".

6.02.2006, 11:48