Memento Mei

Są pewne emocje których nie da się opisać korzystająć z białych literek na czarnym tle. Są też pewne przeżycia których nie da się utwalić korzystając z białego płótna i farb zastygających w chropowatą warstwę. Są pewne życiowe impulsy których nie da się przekazać korzystając z ubogo nasączonych emocjonalnie głosek składających się na słowa i zdania. Trzeba je p r z e ż y ć . Są też pewne opowiadania których nie da się przedstawić - trzeba je p r z e c z y t a ć .
Lucian Lacigam
Od ponad godziny siedzi zatopiona w myślach na lekcji transmutacji. Patrzy co prawda na prof. Mc Gongall lecz treść jej wykładu sprowadzał się jedynie do niemego poruszania ustami. Nie przywiązuje większej wagi do tego, że nie ma pojęcia o czym jest wykład. W jej świecie istnieją o wiele istotniejsze problemy, niż jakaś tam ideologia mówiąca o zamianie szpilki w igłę czy hipogryfa w konia. Jednym z takich problemów jest śmierć – nieubłagana Czarna Pani z korowodu Dans Macabre. Zawsze ją interesowało co jest po niej, czy w ogóle coś jest. Często dręczą ją pytania o to czy będzie istnieć po śmierci czy stanie się tylko drobnym pyłem w nieskończonym wszechświecie. Boi się tego, bo nie chcę stracić wszystkiego co ma, nie chce po prostu odejść ze świadomością, że to już definitywny koniec , że nie ma już nic. Nie może się pogodzić z tym, że pozostanie po niej tylko wspomnienie, a ona zapadnie się w nicość pezpelnioną nieublaganą ciszą.
„Po co uczyć się historii, mugoloznawstwa i innych tego typu bzdur skoro nawet się nie wiem jaki jest w tym sens. Umrzemy, i przypuśćmy, że staniemy się tylko prochem, no i co wtedy z naszą wiedzą, z naszymi uczuciami z tym na co poświęciliśmy całe życie? Nie, tak być nie może. Nie można po prostu stracić tego wszystkiego, świat nie ma prawa być marnością, musi być jakiś sens ale...” – myślała lecz nagle stanowczy głos rzekł:
- Kiti, czemu nie robisz tego co kazałam?
- Eee ...-szepnęła, przecież nie mogła jej powiedzieć, że woli myśleć o śmierci niż zabawiać się w jakieś niedorzeczności.
- Dobrze się czujesz?
- Jestem bardzo nieszczęśliwa - odparła
W tym samym momencie do jej uszu dobiegł szyderczy śmiech jednego z najbardziej złośliwych Ślizgonów – Malfoya.
- Kiti?
- Słucham Pani Profesor?
- Proszę zostań po lekcji. Muszę z Tobą porozmawiać
Nic nie odpowiedziała. Była zła ale bynajmniej nie o to, że może mieć kłopoty lecz z zupełnie innego powodu. Pozostanie po lekcji gwarantowało długą i nudną rozmowę z opiekunką domu, a tak bardzo pragnęła porozmawiać dziś ze Snapem przed eliksirami. Dalsza część lekcji zeszła jej nad użalaniem się nad samą sobą. Ten stan przerwał w sposób bardzo brutalny donośny dźwięk dzwonka oznajmiającego przerwę. Poczekała aż klasa opustoszeje i ze zniechęceniem podeszła do prof. Mc. Gongall .
- Jestem, o ile w ogóle istniejemy, jak Pani profesor sobie życzyła
-Kiti- rzekła- zauważyłam, że ostatnio chodzisz bardzo smutna i przygnębiona. Jakby tego było mało już od jakiegoś tygodnia nie uważasz na lekcjach. Zapytana zachowujesz się tak jakby dopiero co ktoś obudził Cię z długiego snu. W ogóle co to miało znaczyć „ jeśli w ogóle istniejemy” ?
Kiti na te słowa, zaniepokojona odparła:
-Czy to prawda, że śmierć jest tylko długim snem?
Prof. Mc. Gongall spojrzała na nią zdziwiona. Żaden uczeń nigdy nie zdał jej tak niedorzecznego, a zarazem interesującego pytania. Już miał udzielić jej odpowiedzi, kiedy tamta niespodziewanie krzyknęła:
-Ach nic już, nic
Mc. Gongall zaczęła łagodniej
-Kiti...
Uczennica zwróciła na nią pytająco swoje duże, błękitne oczy
-Boisz się śmierci?- spytała z dającym się odczuć zdziwieniem nauczycielka
Kiti odwróciła głowę. Zaniepokoiła się. Teraz kiedy usłyszała od drugiej osoby to słowo, którego obawiała się przez całe swoje życie, jej strach urósł do nadnaturalnych rozmiarów. Podczas kiedy była sam na sam ze swoimi myślami, były one tylko niewinnymi dziecięcymi, rozmyślaniami, prawie fikcją. Wtedy nie lękała się tak bardzo, bo to o czym myślała wydawało się niemożliwością, czymś co choć istnieje w je myślach to jednak mimo wszystko nie ma większego znaczenia w życiu codziennym. W zasadzie to rozważała takie pesymistyczne problemy tylko kiedy była samotna, kiedy chciała być samotna, kiedy unosiła się ponad wszechświat poza granice czasu . Teraz nagle stały się one czymś realnym, czymś co już nie jest odległą przyszłością, ani niewinną zabawą na zbicie czasu lecz rzeczywistością tragiczną i ponurą, która w każdej chwili może przemienić się w czyn. Nagle zdawało jej się, że usłyszała j e j słowa: „ Oto jestem, istnieję naprawdę, jestem bezechowym końcem bytu”. Na zapytanie prof. Mc. Gongall odparła kiwnięciem głowy.
- Rozumiem. Tym razem podaruję Ci, nie odejmę punktów Twojemu domowi.
- Czymże jest tych parę punktów wobec wieczności...
Ta odpowiedź jeszcze bardziej zdziwiła i zdenerwowała nauczycielkę transmutacji. Dostrzegła w tej dziewczynie kogoś nieprzeciętnego (Któż śmiał by odpowiedziec w taki sposób nauczycilelce transmutacji, opiekunce Gryyfindoru, zastępcy dyrektora, gdyby nie był ałkowicie przekonany co do wartości swych słów), a zarazem człowieka który bardzo cierpiał z powodu własnych myśli. Zaniepokojona odeszła, pozostawiając dziewczynę sam na sam ze swoimi myślami.
Kiti jednak zaraz po odejściu Mc. Gongall wyzbyła się strachu, który jeszcze tak niedawno owładnął całą jej duszą. Niepokój zniknął a jego miejsce zajęła świadomość mającego nadejść szczęścia. Oto miała jeszcze całe dziesięć minut przerwy czyli istniała szansa na rozmowę ze Snapem. Wybiegła szybko z klasy i nie bacząc na nic pomknęła korytarzem, nie zwracając uwagi na zgromadzonych wokół niej uczniów.
Zdążyła w ostatniej chwili, Snape nie zaczął jeszcze lekcji. Zgodnie z planem obmyślonym poprzedniego dnia podeszła do groźnego nauczyciela eliksirów i spytała:
- Panie Profesorze czy...- nie wiedziała co powiedzieć. Jeszcze dzień wcześniej obmyśliła taką piękną mowę, a teraz kiedy przyszło co do czego nie była w stanie wyrzec ani słowa.
- Tak Panno Homiliton
- Nie nic, już nic
- Więc lepiej zrobisz jeżeli pójdziesz w kierunku swojego kociołka, jeżeli nie chcesz stracić kolejnych punktów dla swojego domu - rzekł Snape kładąc szczególny nacisk na slowo "kolejnych".
Odeszła odprowadzona salwą śmiechu dochodzącą od strony grupki Malfoya i jego przyjaciół. Miała świadomość, że zepsuła wszystko i teraz nic na świecie nie było w stanie jej rozweselić. Nie zwróciła najmniejszej uwagi na to, że Snape odebrał jej dziesięć punktów ani na to, że substancja ważąca się w jej kotle miała kształt daleko odbiegający od tego w kociołku Hermiony. Przez cały ten czas gnębiła ją jedna myśl - strata takiej okazji. Ponad miesiąc przygotowywała się do tej rozmowy, i kiedy przyszła "odpowiednia" chwila okazało się, że nie potrafi powiedzieć nawet jednego zdania. Nie wierzyła już by kiedykolwiek jeszcze raz odważyła się na coś podobnego, a z drugiej strony nie chciała by jej marzenia pozostały tylko marzeniami. Tyle nocy rozmyślała o tej chwili, kiedy wreszcie po tylu dniach wyczekiwania zdobędzie się na rozmowę z nim nie jako uczennica lecz jako dziewczyna, jako kobieta...
- Kit...
Dziewczyna ocknęła się z rozmyślań. Przed nią stała blada jak ściana Sally, jej przyjaciółka od serca. Nie miała ochoty z nią rozmawiać ale cóż mogła poradzić na to, że los przysłał ją do niej akurat w tak bardzo nieodpowiednim czasie. Spytała więc, bezskutecznie starając się nadać swemu głosowi zwykły ton:
- Co się stało Sally?
- Wiesz powiem Ci później, nie przejmuj się mną- odparła Sally widząc na twarzy przyjaciółki zniechęcenie i niechęć do czegokolwiek. Wyrzucała sobie teraz, że w ogóle zaczęła rozmowę. Wiedziała przecież, że jej koleżanka podkochuje się w Snapie i że dziś ma się wiele zadecydować.
- Mów Sally, nie zwracaj uwagi na mnie, jeszcze nie czas, zresztą to wszystko moja wina...- nie dokończyła. Zwróciła tylko pytający wzrok na przyjaciółkę.
- Właśnie dałam kosza Nevilovi
- Dobrze zrobiłaś
Odpowiedź przyjaciółki bardzo ją zdziwiła. Przed chwilą zraniła chłopaka, który z pewnością poświęciłby dla niej całe swoje życie a ona twierdzi że wszystko jest w porządku? Czy ona naprawdę nie rozumie, że on ją kochał nad życie, że może się przez nią zabić!
- Kiti nie żartuj
- Mówię najzupełniej poważnie
- Ale przecież on mnie...
Kiti nie pozwoliła przyjaciółce dokończyć zdania. Dobrze wiedziała jaka litania pięknych i wzniosłych słów teraz nastąpi. Jej zdaniem były one całkowicie fałszywe. Niemożliwe do zaistnienia w tych współczesnych czasach, gdzie liczył się tylko pieniądz a ludzie byli do cna samolubni.
- Nie, nie kocha Cię miłością romantyczną jak utrzymujesz. Dla niego liczy się tylko twoje ciało i proszę zrozum to wreszcie. Nie można tkwić w stanie nieświadomości oszukując samego siebie. Popatrz na rzeczywistość oni wszyscy myślą tylko o jednym, o tym żeby kiedy nadejdzie noc...
- Nie, nie, nie- krzyczała zdesperowana i zraniona do głębi tymi słowami przyjaciółki Sally
- Cicho! Nie chcę byś później cierpiała, dlatego ci to mówię. Widzisz oni wszyscy są tacy, ty ich żałujesz a oni wprost nic nie czują. Na początku utrzymują, że zrobią dla Ciebie wszystko, ale kiedy tylko im się znudzisz to znajdują sobie inną, ładniejszą. Ty cierpisz, ale oni zaślepieni własną pychą i chęcią zaspokojenia żądzy dbają tylko o własną przyjemność. Oni nie wzruszą się Twoimi łzami uronionymi po ich stracie. To wszystko dlatego, że romantyzm umarł, przestał istnieć, jest tylko imaginacją, marzeniem które nie może zaistnieć. Zrozum wreszcie, że żyjemy w innych czasach, i trzeba się podporządkować. Pomyśl o sobie przecież musisz jakoś żyć, dlatego właśnie powinnaś porzucić te naiwne dziecięce wyobrażenia.
-A ty i Snape - Kiti nie odpowiedziała. Wiedziała jedno, że to nie była taka miłość w jaką wierzyła jej koleżanka ale coś innego, nie ważne co.
Sali nie wytrzymała nie była w stanie słuchać tych wszystkich szkaradnych i nieprawdziwych słów wypowiedzianych szybko jak wyuczona regułka przez jej przyjaciółkę. Krzycząc więc niezrozumiałe słowa wybiegła z lochów.
„Nie, nie ona nic a nic nie rozumie, nie pragnie nawet tego pojąć i jakże tak można żyć w kłamstwie i oszustwie!- denerwowała się Kiti. W takim stanie udała się do siebie by odrobić znienawidzone zadanie z najnudniejszego na świecie przedmiotu jakim jest mugoloznastwo.
Na schodach spotkała Draca, który obrzucił ją swym pogardliwym spojrzeniem, wyrażając w ten sposób swoją wyższość nad światem. Gdy się oddalił nawet nie zauważając kiedy Kiti pogrążyła się w rozmyślaniach. Jej myśli pomknęły daleko, przed oczami przelatywały wspomnienia. Najbardziej jednak zainspirowała ją tym razem twarz najokrutniejszego ze Ślizgonów - Draca. Znów miała przed sobą tę chudą lecz pełną dostojeństwa twarz, jego oczy wyrażające potępienie dla wszystkiego, usta delikatnie wykrzywione w szyderczym uśmiechu. Z drugiej jednak strony widziała błękitne niewinne oczy, pełne nostalgii do czegoś co nie może zaistnieć, usta które nigdy nie wypowiedzą prawdy, twarz która nie może okazać skruchy. Weszła w głąb jego duszy i przemierzała te pozornie puste korytarze. Widziała wiele rzeczy, których inni nigdy nie dostrzegli. Każde zachowanie Malfoya, każdy jego gest i niespodziewanie rzucone słowo było dwuznaczne. Zastanawiała się co czuje ten młody czarodziej, czy naprawdę jest taki za jakiego go wszyscy uważają: zgryźliwy, bezczelny, zarozumiały, pyszny, dumny i przekonany zawsze o swej potędze i sukcesie? Może jego zachowanie jest tylko maską pod którą ukrywa swe prawdziwe oblicze? Te dwa ostatnie pytania nasunęły Kiti myśl zgoła nową, która zagnieździła się w jej mózgu odkąd poznała Draca, lecz dopiero dzisiaj wykiełkowała. Oto zobaczyła przed sobą nieszczęśnika , który nie może w żaden sposób odmienić swego losu: Jego ojciec jest poplecznikiem Valdemorta, co do tego Kiti mylić się nie mogła, i zdała sobie nagle sprawę z sytuacji biednego Ślizgona. Wiedziała, że jest inny niż sądzi cała szkoła, i ta prawda zbyt jasna i oczywista przeraziła ją. Dla niej był on teraz męczennikiem. Nie mógł przecież obrócić się przeciwko własnemu ojcu bo ten z pewnością nie zniósł by myśli o tym, że jego syn nie chce kontynuować tradycji rodzinnych, że jego własne dziecko jest dobre. Zabiłby go z pewnością, gdyż skoro jest poplecznikiem Czarnego Pana z pewnością nie zawaha się nawet przed uśmierceniem własnego syna. Draco nie ma wyboru musi być aktorem przez całe swoje życie, i to takim który nie może popełnić ani jednego błędu. Kiti rozważyła wiele możliwości, dzięki którym mogłaby uratować tego chłopaka, każda zawierała słaby punkt. Najbardziej przypadła jej do gustu teoria z Dumbladorem, myślała o tym żeby opowiedzieć mu o swoich przypuszczeniach i w ten sposób ochroniłby on Draca. Ideologia ta jednak zaraz upadła, gdyż dziewczyna przypomniała sobie, że ojca nie można pozbawić syna chyba, że udowodniono na mocy prawnej że stanowi on zagrożenie, lub służy złu. W tym przypadku jednak nikt nie mógł udowodnić Lucjuszowi, że jest zwolennikiem Czarnego Pana. Ona sama jedna, biedna Kiti nie mogła przecież powiedzieć o zdarzeniu sprzed kilku lat którego była świadkiem, a które zarazem było niezbitym dowodem obciążającym ojca Malfoya. Dobrze znała jego pozycję, stanowisko i wpływy w Ministerstwie Magii, i wiedziała, że nic tym sposobem nie zmieni. Gdyby zaś mimo wszystko Malfoy obrócił się przeciwko ojcu zginąłby niechybnie. W tym momencie zrozumiała że jest on bohaterem tragicznym, który przybrał maskę by grać na zwlokę. Dziewczyna bowiem zdawała sobie również sprawę, że kiedyś bohater jej rozmyślań będzie musiał wejść w dorosłe życie. Wtedy maska na niewiele się zda, będzie zmuszony opowiedzieć się po konkretnej stronie, a jeżeli Valdemort nie zginie i nikt nie pozna prawdziwej duszy Lucjusza, to jakiegokolwiek wyboru dokona Malfoy poniesie klęskę. Bo cóż mu da służba złu, służba w imię idei w którą się nie wierzy, zgubi go tylko i zniszczy, zdominuje, uczyni z niego istotę zniszczoną przez zło wbrew własnej woli...
- Hulaj dusza, pijmy wino, krzyczmy, tańczmy, jedzmy, pijmy, hulaj dusza ... - to zaraźliwy pisk Irytka przechodzący w skrzek doleciał do uszu Kiti, przerywając jej rozmyślania.
- Muszę mu pomóc- rzekła, wcale nie zwracając uwagi na to do kogo mówi
- Mi? Mi nie trzeba pomagać. Jestem tylko duchem. I dobrze mi z tym. Na moich usługach jest figiel i żart . To mi wystarczy!
Dopiero teraz Kiti zauważyła do kogo się zwróciła, i po raz pierwszy od tak długiego czasu roześmiała się serdecznie. W tym momencie wszystkie troski pierzchły i stała się nagle wolna jak ptak, pofrunęła na skrzydłach lekkości i swobody daleko w przestworza i nie czuła nic prócz głośnego śmiechu. Głos Irytka brzmiał coraz donośniej, wesołym echem odbijał się od murów szkoły. W tej właśnie chwili dziewczyna usłyszała najpiękniejszą na świecie piosenkę. Było w niej wszystko, całe ludzkie życie zawarte w tej jednej melodii, która mimo iż pełna chaosu wyrażała piękno. Mówiła o potrzebie odczuwania radości we wszystkim, była lekarstwem na ból i smutek, balsamem dla cierpiących dusz. Dziewczyna poddała się tym słowom, i wraz z Irytkiem powędrowała hulać po Hogwarcie jak wiatr po polu. W ciągu zaledwie paru minut rozbiła dwa wazony w głównym holu, rozrzuciła wybuchające cukierki w łazience Ślizgnów, podrzuciła list miłosny jednej dziewczynie której nienawidziła, i wreszcie odtańczyła taniec bachantek przed pokojem profesor Mc. Gongall krzycząc przy tym jakieś niezrozumiała słowa. Na koniec zakręciło jej się w głowie i upadła na ziemię.
Na dźwięk upadającego ciała wybiegła z pokoju profesor Mc. Gongall, która już od jakiegoś czasu przymierzała się do wymierzenia kary niegrzecznej uczennicy. Kiedy zobaczyła ja leżącą nieruchomo na ziemi wystraszyła się na dobre i pobiegła po pielęgniarkę. Nie minęło pięć minut a obie były na miejscu, jednak uczennica siedział na podłodze już całkiem zdrowa. W związku z brakiem obrażeń zarówno na tle psychicznym jak i fizycznym prof. Mc Gonglall postanowiła powrócić do swojego pierwotnego planu, i odprawiwszy z pustymi rękami Panią Porfimey zaprosiła niesforną uczennicę do gabinetu. Dopiero teraz zobaczyła, że była to Kiti ta sama która rano z powodu zagadnienia „śmierć” nie mogła skupić się na lekcji. Spojrzała trochę zaniepokojona i spytała:
- Czy Ty dziecko aby na pewno dobrze się czujesz.
- Tak pani Profesor egzystuję i nic nie wskazuje na to bym posunęła się choć o krok na przód w moich rozmyślaniach wręcz przeciwnie doszło jeszcze wiele nowych problemów, które są równie ważne jak śmierć.
- Tak, tak może na przykład raczyłaś sobie przypomnieć o jutrzejszym zadaniu na transmutację
- Eee chyba nie, ale jak mi starczy czasu..
- Szkoła powinna stać na pierwszym miejscu w twojej hierarhi wartości- odparła jakoś niepewnie Mc Gongall
- Tak ale...
- Żadnego ale, zostawmy na razie to kazanie na później. Chciałam zapytać co oznaczał ten szalony taniec przed moim gabinetem?
- To, to był śpiew Irytka. Pani Profesor ten chaos i ta swoboda to wszystko dopiero naprawdę mnie uszczęśliwiło. W tym momencie nie wiedziałam co czynię, nie kontrolowałam się, ale właśnie to dało mi prawdziwe szczęście. Ludzie od wieków poszukują sposobu na życie a tymczasem jest on na wyciągniecie ręki. Wystarczy nie myśleć; oddać się rozkoszy, marzeniom ale tylko tym pięknym, żyć w chmurach i nie myśleć o niczym, słuchać głosu ptaków nie rozumiejąc słów, niszczyć przedmioty codziennego użytku wcale nie zastanawiając się nad skutkiem. Tylko chaos daje szczęście, tylko nieuporządkowanie może nas ucieszyć, tylko ułuda zadowolić.
Kiti dziwiła się własnym słowom. To co niegdyś wydawało jej się błędem było teraz słusznością, czymś czemu nie można zaprzeczyć nawet gdyby innym wydawało się to głupie. Chciała jeszcze raz doświadczyć tego niespotykanego dotychczas uczucia, chciała być pierwszy raz w życiu wolna. Może właśnie taka jest śmierć, może jest wybawieniem i powinno się jej oczekiwać zamiast obawiać. W końcu warto być takim duchem jak Irytek, który choć złośliwy mimo wszystko jest sympatyczny, ma w sobie coś uroczego, a przede wszystkim nie musi się niczym przejmować. Nie dręczą go sprawy codzienne, z którymi my ludzie stykamy się na każdym kroku jest naprawdę szczęśliwy.
- Dziecko co Ty mówisz, kto jest taki jak Irytek czyli złośliwy i niesforny nie może być zbawiony nie może być szczęśliwy. Irytek był za życia człowiekiem, który zranił wielu ludzi, i choć tak naprawdę nie był zły to swoim zachowaniem skazał się na potępienie.
- Co takiego zrobił, przecież każdy z nas popełnia błędy i rani innych ludzi, często nie może być inaczej- spytała nieco zdziwiona Kiti
- On, był zbyt pyszny. Stał się sławny w szkole z powodu meczów i znany jako jeden z najlepszych uczniów. Mimo tego nikt go nie lubił, ranił wszystkich swoim zachowaniem i tak mu zostało. Po śmierci otrzymał pokutę. Będzie musiał aż do jej końca pozostać takim jakim był, z tą tylko różnią, że teraz jako ten, który spojrzał śmierci prosto w oczy i zrozumiał swój błąd. Tak trwa pokutując, płata figle i jest złośliwy, ale nic na to nie może poradzić. Widzisz w ten sposób wyraźniej pojmuje swój błąd i kara taka powoli aczkolwiek skutecznie leczy jego duszę. Kiedy w pełni potępi swoje zachowanie, kiedy nie będzie już mógł żyć z samym sobą zostanie zbawiony.
- To nielogiczne. Mówiła Pani, że on zdał sobie sprawę po śmierci że czyni źle, więc już wtedy powinien nienawidzić siebie, już wtedy żałował.
- Kiti coś (nigdy nie powiedział nam co) stanęło przed nim wtedy po śmierci i on tylko spojrzał na to coś i już wiedział, że czynił źle. Zdał sobie z tego sprawę, ale to była tylko świadomość.
- Chyba rozumiem. Mamy na przykład dobro i zło i małe dziecko, które dopiero się narodziło. Jest wśród nich wszystkich również nauczyciel, mistrz. Ten mistrz potrafi rozróżnić dobro od zła, a maluch nie. I staje on przed dzieckiem i ukazuje mu dwie wizje. W jednej widzi obraz przedstawiający samo zło, to obraz nędzy i rozpaczy obraz, który napełnia dziecko przerażeniem. Drugi jest zupełnie przeciwny, to dobro, piękno i radość, Arkadia. Dziecko już wszystko wie ale samo jeszcze nie ma pojęcia jak postąpi, co wybierze, co jest dla niego ciekawsze. Choć widzi różnicę miedzy dobrem a złem musi poznać życie by to zrozumieć. Tak samo przed Irytkiem pojawiło się to wyjaśnienie, tego że czynił źle ale sam jeszcze wtedy nie mógł tego żałować.
- Tak właśnie Kiti- Prof. Mc. Gongall bardzo spodobało się to wyjaśnienie, ale za żadne skarby nie mogła pochwalić swej uczennicy, zbyt wiele nabroiła by teraz jeszcze miał ją chwalić. Zresztą ona musi się uczyć, a jak by jej czasem powiedziała, że ma ciekawe przemyślenia to już zupełnie oderwałaby się od rzeczywistości. W związku z tym odezwała się surowy tonem, postanawiając powrócić do poprzedniej sprawy:
- Kiti, nie mam czasu przejdę więc od razu do rzeczy. W związku z Twoim nieodpowiedzialnym i niegrzecznym zachowaniem chciałam cię poinformować, że dziś wieczorem, dokładniej o siódmej zjawisz się u Profesora Snapea i pomożesz mu myć kociołki oraz porządkować gabinet. To jest twój szlaban.
- Wiem, wiem ale ja jestem teraz szczęśliwa a jeżeli chodzi kwestię tego tańca to i tak obstaję przy swoim, twierdząc że jest to najpiękniejsza rzecz na świecie. Pewnie właśnie tak czujemy się po śmierci . Idę już .
Mc. Gongall była zdziwiona zachowaniem Gryfonki, nigdy jeszcze nie widziała żeby komuś taką radość sprawił ten rodzaj „dodatkowej pracy”. Zachowanie dziewczyny było dla niej pełne sprzeczności, martwiła się o nią.
Tymczasem Kiti z radością w sercu i z nadzwyczajną szybkością, z jaką na pewno nie pobiegła by w normalnych warunkach, skierowała się stronę gabinetu nauczyciela eliksirów.
Zobaczyła go i nic już nie mogło odebrać jej szczęścia. Stała dobre pięć minut bez ruchu napawając się tym widokiem. Bała się zepsuć jednym słowem tę magiczną atmosferę. Teraz, kiedy nie było ostrych słów wszystko wydawało się takie idealne, nie chciała by czar prysnął. W tym właśnie czasie Snape kochał ją, był w stanie poświęcić za nią życie. Czuła, że chyba nie będzie w stanie podejść do nauczyciela, i przerwać tych chwil tak niewinnych . Na szczęście Snape sam ją wyręczył, ale podszedł z taką miną, że Kiti straciła nadzieję, iż kiedykolwiek zdobędzie go. Ze smutkiem zaczęła myć próbówki, ale zarazem rozpierało ją poczucie błogości, radości i szczęścia nie dającego się wyrazić słowami. Pełna sprzeczności myślała cały czas o jednym, planowała swoją przyszłość. Widział siebie i Snapea razem.Jakże byli szczęśliwy. On śmiał się, całował ją, cieszył z życia, opiekował ich dzieckiem, mówił piękne słowa o miłości i poświęceniu, czytał poezję, tworzył dla niej wiersze w których wyrażał całe swoje uczucie; ona przyjmowała to wszystko ze śmiechem a on rozumiał to bez słów. Ich miłości sprzyjało wszystko. Kwiaty uśmiechały się, gwiazdy promieniały radością, rzeka szemrała o wieczności tego co między nimi zaistniało, słońce było symbolem nadziei która nigdy nie umiera. Trzask rozbitej próbówki, wyrwał ją z zamyślenia. Rozejrzała się na około, lecz próżne były jej nadzieje – Sanpe stał tuż obok i mierzył jej duszę lodowatym spojrzeniem. Spuściła wzrok i wybiegła z lochów.
„Nie znoszę siebie, zawsze wszystko muszę popsuć. Teraz już moje marzenia na zawsze pozostaną nierealne, a on mnie po prostu nienawidzi. Ten jego wzrok wyczytał ze mnie nie to co powinien. Jestem zgubiona i to przez samą siebie. Teraz będzie traktował mnie jak Nevila, cóż za tragedia, jestem zgubiona...”-tak myślała szlochając cicho w kącie gabinetu Snapea. Tymczasem profesor zdziwiony zachowaniem uczennicy (zazwyczaj bowiem uczniowie truchleli ze strachu i z nadzwyczajną prędkością zaczynali sprzątać, nurzając się w słowach mających wyrażać skruchę) podszedł do Kiti i starając się nadać swemu głosowi jak najbardziej groźne brzmienie zapytał:
-Panno Homilton dlaczego na m o j e j podłodze wciąż leżą kawałki szkła i dlaczego...
Przerwała mu, nie chciała by własnymi słowami podsycał swój gniew:
-Zamyśliłam się-odparła szybko
-A o czymże może myśleć takie głupiutkie stworzonko jak ty- w słowach Snapea wyraźnie dawała się odczuć drwina.
-O miłości- Kiti niemal bezwiednie wymówiła te słowa i kiedy zdała sobie sprawę z ich wagi było już za późno.
Snape z początku chciał krzyknąć i raz na zawsze wybić swej uczennicy z głowy takie myśli, zwłaszcza podczas „dodatkowej pracy” z eliksirów. Jednak kiedy na niego spojrzała stało się coś czego najmniej się spodziewał. Oto prawda spadła na niego jak grom z jasnego nieba, w jej wzroku ujrzał to prawdziwe święte uczucie, którego nie sposób się wyrzec. Widział jej duszę, rozumiał ją bez słów w tym jednym słowie i jednym uśmiechu powiedziała mu bowiem wszystko. Z jej oczu biło szaleństwo, którego nie da się powstrzymać, Snape wiedział, że nie sposób już niczego zmienić bo Kiti została schwytana w nierozerwalne sidła miłości, miłości do niego. Nie wiedział co czynić, przecież nie mógł jej kochać była dla niego za młoda, jej charakter mu nie pasował a zresztą czy byłby w stanie odwzajemnić jej uczucie, tak dawno nikogo nie kochał...
- Dobrze Homilton chodź posprzątać a potem możesz wrócić do siebie, już późno a na jutro o ile dobrze pamiętam jest dosyć istotne zadanie z eliksirów.- mówił to jakoś nie pewnie, był zupełnie zdezorientowany. Czuł żal do taj dziewczyny ale cóż mógł zrobić, nigdy jeszcze nie był w tak kłopotliwej sytuacji.
- Ach...- to było jedyne co zdołała powiedzieć.
Odkąd wyrzekła t a m t e słowa jej dusza targana była wątpliwościami „Czy zrozumiał czy nie, czy domyśla się czegoś. Myśli, które w jednej chwili opanowały ją były pełne kontrastów. Już sama nie wiedziała czy wolałaby żeby Snape wiedział o jej uczuciu, czy żeby się niczego nie domyślił. To zwolnienie jej z dodatkowej pracy zaniepokoiło ją, właśnie w tej chwili po raz pierwszy zatęskniła do tego wrzeszczącego na nią Snapea. W efekcie najszybciej jak tylko mogła zrobiła to co miała do zrobienia, po raz ostatni w tym dniu popatrzyła na Snapea i umknęła z lochów.
Od dwóch godzin siedziała na parapecie wielkiego okna z widokiem na błonia i patrzyła w księżyc. Wrażenia minionego dnia spłynęły na nią wszystkie naraz. Wyglądała jak samotny wilk, który w wyciu do księżyca daje upust swoim troskom. Jej myśli popłynęły w niebo, marzenia stały się cząstką wszechświata. Poczuła ulgę, zawsze tak było kiedy zawierzała siebie gwiazdom, niebu i tym samym Bogu. Odpłynęła daleko, daleko poza granice rozumu by połączyć się z tym co było dla niej drugim życiem, by znaleźć się w świecie po przeciwnej stronie lustra. Powoli, powoli przekraczała bramy snu.
Obudził ją wschód słońca, tak piękny tego ranka. Zobaczyła wielobarwne łąki, rozciągające się hen daleko za Hogwartem, usłyszała szum rzeki, śpiew ptaków i radosne głosy Gryfonów od rana przygotowywujących się do treningu quidicha. Jednak już parę sekund później świat przestał być tak piękny, stracił to wszystko co jeszcze przed chwilą taką radością napełniło serce Kiti. Zawsze tak było, kiedy się budziła po pełnych spokoju marzeniach sennych, tej krainie Arkadii, nagle wszystkie życiowe problemy spadały na nią jak grom z jasnego nieba. Jakże ogromnym kontrastem z rzeczywistością było to co widziała gdy zamknęła oczy. „Czy naprawdę sny ukazują nasze marzenia, to czego najbardziej pragniemy?”- zadawała sobie to pytanie każdego ranka i im więcej czasu upływało tym bardziej oczywista zdawała się odpowiedź : „ Jeżeli tak właśnie jest, to nigdy nie będę szczęśliwa, moje marzenia są bowiem zbyt wygórowane, zbyt śmiałe i nierealne by mogły kiedykolwiek zaistnieć”.
Szła wolno po schodach, a odgłos jej kroków odbijał się głośnym echem w całym korytarzu. Podążała w stronę lochów, wiedziała że Malfoy ma tam lekcje. Była zdecydowana, już wczoraj wieczorem powzięła decyzję. Nie miała przecież wyboru, nie mogła czekać i snuć jedynie małowartościowych domysłów. Pragnęła usłyszeć od niego bodaj jedno słowo, które byłoby wskazówką, które potwierdziło by jej przypuszczenia. Jeżeli chciała mu w przyszłości pomóc nie mogła czekać, musiał poznać prawdę choćby byłaby bolesna. Doszła o wiele szybciej niż myślała. Ku jej szczerej radości przedmiot jej rozmyślań stał tuż obok. Nie wahała się długo, podeszła i nie zważając na dochodzące do jej uszu złośliwe docinki zagadnęła Malfoya:
- Cześć!
- Czego chcesz mała głupiutka Gryfonko- „mówi jak Sanpe” przemknęło Kiti przez myśl
- Czy moglibyśmy porozmawiać z dala od wszystkich ciekawskich uszu?
- Jeżeli chcesz, choć nie wiem czy twoje słowa potrafiłyby zaszkodzić komukolwiek- odpowiedział z szyderczym uśmiechem
Odeszli na bok. A on popatrzył na nią jakoś inaczej niż na wszystkie dziewczyny spoza jego domu. Poczuł, że mimo wszystko powinien jej posłuchać.
- Widzisz, chyba nie mam talentu do owijania tego co chcę powiedzieć w bawełnę
- Mów więc, byle szybko, już i tak zbyt wiele par oczu zwróciło na nas uwagę- próbował nadać swym słowom obojętny ton, lecz nie udało mu się ukryć niepokoju i zaciekawienia. Kiti zauważyła to i nadzieja wstąpiła w jej serce.
- Jesteś nieszczęśliwy prawda, ale nie możesz się pogodzić ze łzami nawet przed samym sobą?
- Kiti...-nie wiedział co powiedzieć. Ta dziewczyna stała mu się nagle bliska jak żadna inna. Nie tyle z słów wypowiedzianych przez nią ile z ich brzmienia, i jej spojrzenia domyślił się wszystkiego. Nie potrzebował pytać zdawał sobie sprawę, że przejrzała jego duszę na wylot. Czuł, że nie ma już przed żadnej tajemnicy, nic do ukrycia bo ta po której najmniej by się tego spodziewał dojrzała to co przez tak wiele lat ukrywał pod m a s k ą obłudy i szyderstwa, pogardy i dumy- jego prawdziwe nieszczęśliwe „ja”.
W tym samym momencie, kiedy nieszczęśliwy chłopiec stał oniemiały i wzruszony, Kiti spojrzała na niego i wiedziała, że nie myliła się. Tak zakończyła się ich rozmowa, a potem były tylko gesty i spojrzenia. Tym niemym językiem powiedzieli sobie więcej niż zdołałyby ująć najlepiej dobrane słowa.
„Będę szukać ratunku, bo wiem, że jest mi to przeznaczone”- mówił jej wzrok
„Nie, nie mogę Ci na to pozwolić. To moje życie i moje problemy nie możesz się aż tak poświęcać” -odpowiadało jego spojrzenie
„Nie mów nic, przecież wiesz, że jakoś trzeba temu zapobiec. Ja już zdecydowałam, teraz pozostaje mi tylko szukać. Zrozum możesz się przysłużyć ludzkości. Chcę podarować ci wolność...”
„Och Kitio zrozum, nie mogę pozwolić by ktoś się aż tak poświęcał. Przecież możesz zginąć. Doprawdy nie wiem jak można mnie uratować, lecz na pewno trzeba poświęcić coś więcej niż własne życie...”
„Już zdecydowałam. Nie zdołasz odwieść mnie od tego, ta rozmowa miała mnie tylko upewnić. Nie sposób zmienić przeznaczenia. Zrozum powiedziały mi to gwiazdy, kwiaty i wszystko co jest dobre. Tak być musi, i nie ma od tego odwrotu, cokolwiek będę zmuszona uczynić. „
„Jeżeli rzeczywiście jest jak mówisz, przysięgam pomścić się. Bardzo chciał bym Cię powstrzymać, ale widzę że to niemożliwe. Będę o tobie pamiętał wiecznie, cokolwiek się stanie. Nawet gdyby twoja misja skończyła się na tym co jest obecnie, to pamiętaj ze dałaś mi zrozumienie, które jest bezcenne i które wlało otuchę i nadzieję w me serce.”
Dzwonek przerwał ich rozmowę. Malfoy udał się na lekcję, z której nie dane mu było absolutnie nic zrozumieć a Kiti co sił w nogach pobiegła w stronę gabinetu prof. Mc Gongall, gdyż miała na godzinę dziesiątą wyznaczone spotkanie. Kiedy tak biegła, wciąż jeszcze pod wrażeniem „usłyszanych” przez Malfoya słów, wpadła na Snapea.
Minął ją, nie mógł znieść jej widoku. Zbyt bolesny był widok jej twarzy, która tak bardzo przypominała mu t a m t ą. Dokładnie te same oczy, błękitne i niezmierzone jak morskie głębiny, i usta które sączą truciznę ale przecież ona nie jest taka jak t a m t a.
Kiti uśmiechnęła się blado, gdyż ta odpowiedź, której tak się obawiała już czaiła się w kącie.
"Teraz wystarczy tylko jedno słowo, jedno spojrzenie i maski opadną, a wtedy przyjdzie mi zajrzeć śmierci w oczy"- myślała, a strach przed nieznanym coraz bardziej zaczynał rządzić jej duszą.
Pobiegła dalej pustym korytarzem a odgłos jej kroków odbijał się głośnym echem. Po długim biegu znalazła się wreszcie u drzwi gabinetu Mc. Gongall.
Słuchała słów opiekunki Gryffindoru i nawet rozumiała ich sens, udzielała odpowiedzi lecz tak naprawdę wszystko z tego co się działo przepływało obok. Teraźniejszość miała dwie ścieżki rzeczywistą czyli to co działo się w gabinecie i metafizyczną czyli podświadomość. Ta druga była o wiele bardziej niebezpieczna, o wiele bardziej przerażającą i pełna niepokoju, gdyż wyrażała jej lęki, ukazywała największe rozterki człowieka. Właśnie teraz ujrzała średniowieczny korowód Dans Macabre...
...Mgła była nieprzenikniona, wokół panowała niczym nie zmącona cisza i spokój. Okolica była bezdrzewna i szara. Jedyny wyjątek wśród monotonii tego krajobrazu stanowiła czerwona jak krew sukienka dziewczynki. Dziewczyna posuwała się powoli naprzód, wśród coraz bardziej gęstniejącej mgły nie dostrzegała ani śladu człowieka, zwierzęcia, roślin czuła tylko twardy grunt pod stopami. Szła długo, lecz nie czuła zmęczenia - tam dokąd szła miał ją przecież czekać wieczny spokój. Lękała się, lecz jakaś siła nie przezwyciężona kazała gnać jej na przód. Wreszcie dotarła na skraj świata. Przed sobą ujrzała szczelinę. Zajrzała do środka. Potem była już jednym z nich - nagim kościotrupem w korowodzie śmierci. Poczuła jedynie, że umarła i że nie ma już odwrotu. Nie mogła nawet płakać, ani po raz ostatni spojrzeć za siebie, by ujrzeć to co straciła. Nie odnalazła spokoju, była nieszczęśliwa...
-A więc śmierć boli bardziej i zupełnie inaczej niż myślałam-pomyślała zrozpaczona Kiti i nagle zdała sobie sprawę, że Prof. Mc Gongall rozmawia już nie z nią lecz Prof. Dumbladore. Wsłuchała się w rozmowę, i nagle padło t o m a g i c z n e s ł o w o, które mogło stanowić odpowiedź na tak wiele zagadek: "Noc spełniania życzeń". Dziewczyna poczuła nagle nieprzepartą chęć ucieczki z gabinetu swojej przełożonej i odwiedzenia biblioteki. Poczuła, że oto znalazła klucz do rozwiązania zagadki związanej z Malfoyem, i teraz pozostało jej tylko otworzyć sekretne drzwi. Już miała skierować się ku drzwiom, kiedy nagle poczuła, że zakręciło jej się w głowie i upadła zemdlona na ziemię. Chwilę potem usłyszała pełen trwogi krzyk prof. Mc. Gongall, spokojny i kojący głos dyrektora i uczuła jak strzykawka wbija się jej do ciała. Następnie zapadła ciemność.
Ocknęła się w środku nocy. Na niebie ujrzała srebrny sierp księżyca. Uśmiechnęła się do niego, zawsze napawał ją optymizmem. Rozglądnęła się wokół i zdała sobie sprawę, że leży w skrzydle szpitalnym. Nie była w stanie przypomnieć sobie dlaczego właściwie się tutaj znalazła. Wiedziała tylko jedno, że musi iść do biblioteki. Nie mogła tracić czasu. Wstała z łóżka i cichuteńko wysunęła się na korytarz. Było to jakoś ponuro. Cały zamek trwał w uśpieniu. Nawet portrety na ścianach zdawały się ulegać temu nastrojowi. Musiała poruszać się po omacku, gdyż nie miała ze sobą różdżki a srebrna poświata księżycowa tutaj nie docierała. Zdawało jej się, że gdzieś w oddali usłyszała czyjś krzyk, potem płacz. Słyszała bicie własnego serca, w sumie sama nie wiedziała czego się tu lękać:
"W zasadzie ciemność sama w sobie nie istnieje jest tylko brakiem światła"- pomyślała by dodać sobie otuchy.
Wydawało jej się, że ta nocna wędrówka trwała wiecznie, w rzeczywistości szła zaledwie pięć minut. Otworzyła drzwi biblioteki, i miała wrażenie, że obserwują ją uważnie czyjeś oczy zaczajone w którymś z odległych kątów biblioteki. Mimo to ruszyła dalej w kierunku działu Ksiąg Zakazanych. Ciemności zdawały się zacieśniać wokół niej jak nierozerwalne łańcuchy czasu. Wreszcie bez większy przygód, nie licząc gry wyobraźni, dotarła w odpowiednie miejsce biblioteki i znalazła to czego szukała.
Stała na szczycie wzgórza z rękoma wzniesionymi do góry oczekując północy. Miała jeszcze piętnaście minut więc mogła się rozmyślić. Myślała o swoim życiu, właśnie wtedy zaledwie chwilę przed dokonaniem ostatecznego obrzędu, przypomniała jej się ostatnia rozmowa ze Snapem podczas lekcji eliksirów, rozmowa która zaważyła na jej losach:
Siedziała wtedy obok Hermiony i bez skutecznie próbowała uwarzyć jakiś sensowny eliksir. On podszedł i powiedział, starając się nadać swemu głosowi jak najbardziej złowróżebny ton:
"Pani źle skończy Panno Homilton, to nie może tak być"- Hermiona spojrzała na nią zmartwiona myśląc, że to chodzi o eliksir, ale Kiti dostrzegła w tych słowach coś co miało zdecydowany wpływ na jej późniejszy czyn. Oto właśnie dokonało się deus ex machine, które choć bolesne rozwiewało przynajmniej część wątpliwości. Teraz mogła z r o b i ć t o dla Malfoya. Kiedy Snape poszedł Kiti pozwoliła sobie na łzy, nie płakała nad sobą lecz nad nim, który nie mógł pokochać nie tylko jej lecz żadnej innej kobiety. Nie wiedziała co jest tego przyczyną, lecz czuła, że nie sposób już zmienić biegu losu, nie w jej możności było mieszać się w sprawy tego co przeminęło bez powrotnie.
"Gdybym chociaż wiedziała co było przyczyną pocieszyłabym go choćby jednym tylko uśmiechem, lecz on nikomu tego nie powie będzie taił to w sobie by zachować godność. On nie lubi się zwierzać, nie lubi zdradzać swych uczuć chce być twardy lecz nie zauważa, że tak naprawdę wyniszcza samego siebie by w końcu przestać istnieć i pogrążyć się w mroku. Przez całą wieczność pozostanie sam jeden z tym swoim najgorszym ze wszystkich wspomnieniem, bezustannie poszukując zapomnienia."
Kiti spojrzała w gwiazdy. Godzina przeznaczenia nadeszła. Uniosla różdżkę i pomyślała rzyczenie.
-Cóż to za odwaga cierpienie !?-rzekła głośno a jej głos rozniósł się echem po górach, zaszemrał w potokach, zastygł w koronach drzew i uniósł się w wszechświat. Dzięki wielkiej mocy życzenia wypowiedzianego przez Kiti dokonał się cud. Gwiazdy, planety, chmury, kwiaty, woda wszystko co żyje w jednej chwili zamieniło się w myśl Bożą. Kolejna karta przeznaczenia została odkryta. Niebo rozjaśniło się a jeden z aniołów przemówił:
-Dziewczyno o czarnych jak noc włosach zbudziłaś potężne moce, które istnieją od początków świata. Czy nadal jesteś gotowa poświęcić się dla Malfoya
-Tak
- Więc niech się stanie. Teraz wracaj już do siebie i czekaj spokojnie. Ziemia sama sobie wyznaczy zapłatę.
Kiti upadła na kolana i zaczęła dziękować temu wszystkiemu co z mocy Boga powstało. Czuła, że jest cząstką przyrody. Rozrastała się wraz z drzewami. Jej korzenie władały całą kulą ziemską jednocząc królestwo drzew; jej łzy płynęły daleko poza krańce świata, a szczęście które wyrażały stało się balsamem rajskim dla wszystkiego co rośnie; Jej słowa stanowił całe piękno fauny i flory, nie pominęły ani jednego szczegółu. Wszystko to było hymnem i hołdem jednocześnie oddanym Bogu.
Dziewczyna wracała jak w transie. Patrzyła wciąż w jeden punkt daleko na północy. Była tak szczęśliwa, że lęk przed mającą nadejść śmiercią albo czymś stokroć gorszym bynajmniej jej nie przygnębiał. Teraz była to błahostka, liczyła się tylko j e g o przyszłość. Myślała o uśmiechu na jego bladej twarzy. O tym jak bardzo zmieni się teraz nie tylko on ale wszyscy jego przyjaciele. Świat stanie się piękniejszy, ludzie lepsi, potęga zła zostanie na zawsze złamana. Nadejdzie czas wielkich czynów, czas poświęceń dużo istotniejszych od jej, a efekt olśni wszystkich. Na ziemię powróci ład i spokój- Arkadia zostanie zwrócona. Podczas gdy o n stał będzie na czele by stać się równy herosom, będzie tym którego będą wielbić wszystkie gatunki istot żywych. Ptaki śpiewać będą pieśni na jego cześć, drzewa poniosą tę historię daleko daleko aż do nieskończoności, gwiazdy zapiszą ją w księdze życia. Cały świat będzie ozdobą i d e i d o b r a , marzenia które zaistniało. Kiedyś to wszystko wydawało się jej nierealne, ale teraz codzienność ponownie nabrała barw, a jej ofiara wydawała się zaledwie małą cząstką tego co miało nastąpić.
Nie bała się, teraz już nie mogła się cofnąć. Całe życie lękała się śmierci a w tym momencie została tylko ciekawość. Chciała by t o się stało jak najszybciej, żeby wreszcie mogła poznać odpowiedź. Szła powoli w kierunku szkoły i nagle poczuła, że dosięgnęło ją przeznaczenie ... W zasadzie nie wiedziała nawet jakim sposobem i kiedy skręciła akurat w t e n korytarz. Nigdy przedtem go nie widziała. Było tu tak ciemno, i zimno. Wyczuwało się działanie jakiś obcych sił. Kiti była pewna, że nie jest tu sama, czuła wpatrujące się w nią oczy z każdego kąta. Była osaczona. Najgorsza w tym wszystkim była cisza i ciemność, która nie pozwalała ujrzeć tych potworów. Wszystko to pogłębiało jej strach. Coś otworzyło jej duszę, i uwolniło wszystkie lęki i obawy jakie się w nim kryły. Nie wiedziała gdzie jest , czuła jedynie że schodzi gdzieś głęboko do podziemi. Weszła do jakiejś ciasnej komnaty. Rozbłysło światło, lecz nie była to jeszcze śmierć. Upadła na posadzkę. Świat zawirował. Podłoga usunęła się spod stóp. Przed oczyma miała mgłę. Włąśnie wtedy zobaczyła coś, co bardzo przypomniało wizję. Było w niej piękno i koszmar zarazem. Przelatywały przed jej oczyma urywki wydarzeń, i choć zdawało się, że nie mają nic ze sobą wspólnego to mimo tego Kiti zdawało się, że tworzą logiczną całość; lecz nigdy nie miała dowiedzieć się, o jakich wielkich czasach prawiły, dlaczego akurat jej się ukazały...Widziała wielkie Oko, przypominające ślepia kocura lecz dużo bardziej przerażające. Tchnęło od niego zło. Ogień pożerał ją i chciał...Pierścień taki piękny i złoty, jakże chciałaby posiadać taki skarb...Nie rób tego krzyknęła i ogień buchnął z Orduriny...morze, morze wolność i nieśmiertelność, też chce popłynąć na tych białych statkach do Valinoru...
Z tą ostatnia myślą ocknęła się i zdała sobie sprawę, że znajduje się w wieży Północnej. Przy niej klęczał Snape. Łzy spływały mu po policzkach, gdyż cierpiał teraz bardziej niż ona.
-Przepraszam, że nie mogłem Cię kochać. Gdybym wiedział, że jesteś taka szlachetna, że można mnie jeszcze pokochać, że nie jesteś taka jak t a m t a.
Nie mogła mówić. Czuła, że jeśli zrobi choć jeden ruch lub wypowie jedno słowo odejdzie z tego świta bez wspomnienia jego ostatnich słów, a tak bardzo chciała zabrać je ze sobą do krainy nieśmiertelności.
-Widzisz kochana Kiti, byłem wtedy młody i tak bardzo pragnąłem miłości, tak bardzo chciałem być inny. Codzienność nie dawała mi możliwości zaistnienia jako wielki człowiek, poważany człowiek, mistrz. Miałem co prawda wielu przyjaciół, ale żaden z nich nigdy nie dostrzegał we mnie nic nadzwyczajnego, a ja tak bardzo chciałem być...nie dopowiedział, tamto wspomnienie wróciło teraz ze zdwojoną siłą, bał się że t o znowu powróci, że o n to wykorzysta. - Wtedy znalazła się ona - Snape powrócił do opowieści- jako jedyna mnie doceniała, rozumiała i mówiła tak piękne słowa, tak pełne wzniosłych i dobrych słów, że nie dostrzegłem trucizny jak w nich była zawarta. Słuchałem jej dniami i nocami, oddawałem się jej a ona rządziła moim ciałem i duszą. Kiedy już staliśmy się jednością, kiedy rozumieliśmy się bez słów, kiedy każda chwila bez niej wydawała się wiecznością, kiedy potrafiła ze mnie wyczytać wszystko podała mi Puszkę Pandory i stało się. Powoli przechodziłem na stronę ciemności. Sam nie wiedząc kiedy stałem się jego sługą. To było straszne, ona była kobietą - demonem. Kusiła swym pięknem, zaplamiła niewinny pierwiastek poezji, zniweczyła cudowność tego boskiego uczucia , to co powinno trwać wiecznie nieskalane stało się za jej przyczyną zabawką szatana. Potem nastały dni ciemności, lecz nie chcę teraz o tym mówić. Zbyt smutne i mroczne ta historie, nie należy opowiadać ich w blasku wschodzącego słońca. Teraz z pewnością już rozumiesz dlaczego nie mogłem Cię kochać ... od tamtego czasu przestałem wierzyć w to uczucie. Jestem wrogo nastawiony do świata, wciąż depcze mi po piętach niepewność. Boję się, że kiedyś znów cień powlecze moje serce i powrócą tamte chwile, które tak bardzo pragnę wymazać z pamięci. Lecz niestety niektóre zdarzenia trwają w nas zawsze tak, że nawet śmierć nie przynosi ukojenia. Pamiętaj tylko jedno, teraz wiem, że mogę Cię kochać, i umrę wraz z Tobą.
-Nie czyń tego-krzyknęła ostatkami sił Kiti- Jesteś potrzebny temu światu, zobaczysz, że jeszcze staniesz się wielki ... i Malfoy powiedz mu, że to już po wszystkim, że ja jestem szczęśliwa. Teraz nareszcie wyjaśni się to co niewiadome, znikną wszelkie niepewności. - Kiti czuła, że umiera
-Wierzę w to co mówisz, lecz ja już nie pragnę wielkości. Malfoy wszystko wie, nic już nie mów...umierasz, będziemy szczęśliwsi gdy pójdziemy t a m razem, ja ...
-Nie, błagam- szepnęła- powiem ci coś jeszcze, zapamiętaj to i koniecznie przekaz dyrektorowi. W obliczu śmierci- urwała nie była w stanie mówić. A przecież ta wiadomość o światach równoległych mogła być tak ważna dla ludzkości. Gdyby się udało przejść na drugą stronę lustra i połączyć tamte wszystkie krainy to można by było wznieść Wieżę Babel, lecz nie taką coś się zawali, tylko taką która pozwoliłaby odkryć tajemnicę istnienia. Nie pomyślała już nic więcej, bo pogrążyła się w nicość. Płynęła wysoko ponad chmurami a przed jej oczami przelatywały wspomnienia. Widziała swoją przyjaciółkę, lecz już nic nie mogła je powiedzieć, wiedziała mglistą sylwetkę Malfoya i Snapea lecz nie mogła wziąć ich w ramiona. To wszystko było tylko iluzją, wspomnieniem bez ducha. Nie mogła nawet krzyczeć, tylko poddać się temu stanowi bezczynności. Zobaczyła przed sobą ciemny tunel, a u jego krańca oślepiający blask. Wśród chaosu i imaginacji wirowała długo, lecz nie lękała się już niczego. Czuła, że o n a jest tuż obok niej, i odwróciła się. Wzrok Śmierci był nieskończenie głęboki, utopiła się w nim. Pochłonęła ją nieskończoność, chaos i ciemność. Potem zobaczyła twarz tak jasną jak słońce i już wiedziała że idzie do czyśćca...
Źródła i objasnienia:
Memento Mei (łac.) - Pamiętaj o Mnie
"W zasadzie ciemność sama w sobie nie istnieje jest tylko brakiem światła"- Świat Zofii
Dziękujemy serwisowi netgrafika.com za udostępnienie użytej w artykule grafiki. Wykorzystano rownież zdjęcie zaczerpnięte z archiwum grafik CBBC Newsrodund - młodzieżowego serwisu brytyjskiej telewizji publicznej.
Przeczytaj także:
Aktualny Dodatek Sportowy z relacją naszej reporterki Ivanki która specjalnie dla was poszła na mecz quidditcha Jastrzębie v Gobliny - reportaż możesz przeczytać nie tylko w sposób magiczny ale także przez archiwum lub link: http://prorok.civ.pl/czarownica/?r=77.shtml&id=news
TOTALNA REWELACJA!!

Pierwszy jaki udzieliła od prawie trzech lat...
Cakowicie magiczny...
Nie publikowany dotąd w Polsce...
Już za tydzień, w sobotę 9 sierpnia, w Czarownicy...
Najnowszy Wywiad z Autorką Harry'ego Pottera Joanną Kathleen Rowling!!!
Pierwszy Raz w Polsce!
TYLKO W "CZAROWNICY" !!!

Szarka
7.08.2003, 19:44
Myślodsiewnia
Heh...Dzięki wielkie.
24.11.2005, 17:19Łaaał....to jest świetne, naprawde. Nawet JA nie moge nic zlago o tym napisać
11.01.2005, 13:53Brak mi słów..."Piękno nie wymaga komentarzu"........
3.09.2004, 21:43Cóż, to jest cudne ^^
29.08.2003, 12:04