Nikt
Opowiadanie Ivanki. Protoepilog i Początek.
Oparty łokciami o nieheblowane i z artyzmem, na jaki stać tylko Przypadek któremu na działanie pozostawiono wieki, wymazane różnymi substancjami lepkimi deski stołu, kontemplował kufel czegoś zwanego w okolicy „pi(beknięcie)wem”, uznał, że nazwa ta jest adekwatna tak do skutków wywoływanych przez wypicie cieczy jak i do jej wyglądu, oraz specyficznych właściwości piany, którą należało rozbijać dołączanym do każdego kufla specjalnym dłutem, którym też ostrożnie popukał w wierzchnią warstwę napoju, mogącą spokojnie zastępować beton. Zgodnie z przewidywaniami wywołał tym małą eksplozję, która obrzuciła go kilkoma utopionymi muchami, resztkami chmielu i napęczniałymi ziarnami jęczmienia, fragment bliżej niesprecyzowanej zgniłej paćki trafił go w oko, wytarł je ze stoickim spokojem, po chwili podszedł karczmarz i polał zarówno stół jak i jego czymś co zapewne miało być wodą kwiatową, a co jeszcze spotęgowało smród wywołując jęk i płacz niebios.
- Burza. – mruknął i odszedł najwyraźniej uznawszy, że wywarł już porcję swojego codziennego dobrego wrażenia życzliwego, pulchnego właściciela zajazdu, do którego zawsze warto wpaść na kufelek pi(beknięcie)wa. Nikt pozwolił mu żyć złudzeniami.
Drzwi trzasnęły w chwili, gdy odbiły się od futryny, wpuszczając do wnętrza kilka potężnie zbudowanych postaci owiniętych w ciężkie od deszczu płaszcze.
- Ej, dobry człowieku nalejcie piwa! – Ludzie zgromadzeni wokół stołów i kominka spojrzeli na nowego nieprzychylnie, karczmarz siąknął nosem i przez moment zaciskał pięści tak, jakby chęć mordu walczyła w nim z chęcią zarobku, zwyciężyło pragnienie miedzi. Z wysiłkiem przepchnął zwały mięśni i sadła charakteryzujące jego osobę za kontuar i sięgnął do kurka u beczki, żółto-zielona mętna ciecz zawierająca w sobie całkiem sporą liczbę różnego rodzaju cząstek ciał stałych (na łuskach szyszek chmielowych począwszy, a na mysich bobkach skończywszy) spłynęła po ściankach naczynia, po chwili wykwitła na niej przepisowa piana na dwa palce (trwają spory czy jest to ze strony pi(beknięcie)wa odruch samoobrony przed zatruciem świeższym powietrzem, czy też wyraz jego altruizmu i próba oszczędzenia otoczeniu własnego swądu). Karczmarz podał przybyszowi naczynie wypełnione już płynem wraz z dłutem, na twarzy nowego odbiło się skrajne zdumienie; otworzył usta aby zadać pytanie, lub też rzucić zabawną uwagę, lecz w porę przygryzł język widząc minę Wielkiego Karla (mieszkańcy wioski mieli prawdziwy talent do nadawania nazw), potulnie zgarnął wszystko w objęcia i położył na najbliższym stole, który przypadkiem okazał się być tym, zajmowanym przez Nikogo. Pozbywszy się cuchnącego brzemienia sięgnął do sakiewki i rzucił Karlowi złotego Złocisza, powodując tym powszechne wzburzenie stałych mieszkańców izby, oraz samego jej właściciela, który rozdziawił gębę, a następnie zamknął ją z cichym kłapnięciem za pomocą rąk.
Przybysz ściągnął wreszcie kaptur ukazując zaskakująco młodą i ładną, choć wymiętą przez zmęczenie, twarz okoloną brązowymi włosami, usiadł na krześle obok Nikogo i natychmiast poderwał się ujrzawszy jego pusty, a zarazem pełen wymowy wzrok.
- Jak widzę – mówił wzrok Nikogo – Na dworze Hrabiego Bertelem coraz mniej uwagi poświęca się dobremu wychowaniu gońców. Zapewne wysyłanie takich zarozumiałych, pozbawionych ogłady chłystków ma swój sens, zwłaszcza od kiedy Hrabia stał się niepokonany i może wszystkim wrogom dyktować takie warunki jakich tylko jego parszywa dusza jest w stanie zapragnąć, wtedy przysyłając kogoś takiego może jeszcze bardziej upokorzyć przeciwnika, z tym, że, oczywiście, nie wziął pod uwagę, tego, że ten wymoczek może trafić po drodze na osoby ceniące sobie dawne obyczaje... Ciekawe, czy wyszkolił ich do starcia się z prawdziwie kulturalnym człowiekiem... – w tym momencie palec Nikogo przesunął się na wpółdyskretnie po ostrzu klingi, a chłopak idąc za podszeptem zdrowego instynktu odskoczył, złożył nieco nieporadny dworski ukłon z przepisowymi pięcioma machnięciami wyimaginowanym kapeluszem i zaimprowizował nieco kulawą introdukcję:
- Jam jest Kisz z Bertelem wysłannik przesławnego Hrabi Bertelem, czy mógłbym, szlachetny mężu, doświadczyć zaszczytu wypicia kufla – moment wahania – piwa, w twoim towarzystwie? – Nikt zastanawiał się przez moment, po czym lekko skinął głową, chłopak opadł na krzesło z wyraźną ulgą odmalowaną na obliczu. Przez moment siedzieli milcząc, po czym Kisz wypowiedział kolejną kwestię mającą rozpocząć pogawędkę. - Przepraszam, ale czy mógłbyś towarzyszu – dłoń Nikogo ponownie powędrował w fałdy szaty, do krótkiego miecza – Eee... Obywatelu – gorączkowo poprawił się młodzieniec, po czym widząc że skutek jest wręcz odwrotny od zamierzonego szybko sprostował – Nieznajomy... – Nikt postanowił oszczędzić mu odrobiny potu, było do przewidzenia, że pi(beknięcie)wem poziomu płynów w organizmie raczej nie uzupełni, bez słowa sięgnął po jego kufel i wybił dziurę w pianie kierując mu strugę cieczy w pierś. Młodzieniec zerwał się znad stołu z krzykiem, jego towarzysze oderwali się od kominka i otoczyli stół, Nikt wyciągnął swój miecz i nie trudząc się odwracaniem głowy wbił go w brzuch stojącego za nim wojownika, który z jękiem padł na klepisko, podobny los spotkał trzech następnych, dwóch kolejnych Karl złapał za karki i wyniósł na dwór niczym nieznośne szczeniaki. Nikt opłukał broń w pi(beknięcie)wie, które doskonale usunęło nie tylko krew, ale również śladowe ilości rdzy w szczerbach, co właściciel oręża skonstatował z przyjemnością.
Posłaniec przyglądał mu się przepełnionymi grozą oczyma. – Młody jesteś. Pij. – mruknął morderca wcale przyjaźnie, przelanie odrobiny posoki zawsze wprawiało go w dobry humor, tym razem zawdzięczał to temu młodzikowi, więc siłą rzeczy obdarzył go przyjaźniejszymi uczuciami. Kisz usiadł skromnie na samym brzeżku krzesła i umoczył usta w napoju, poczuł jak w reakcji treść pokarmowa żołądka gwałtownie wyrywa się ku wolności, zdołał ją jednak odwieść od tego zamiaru.
- Cóż robi posłaniec Hrabiego w tej dziczy, zali Bertelem zamiaruje zdobyć i Księstwo Rijasza? Zaprawdę byłoby to wyjątkowo głupie, nawet jak na jego standardy rozumowania. Byłby to najlepszy dowód na tezę o jego zupełnej indolencji... Nie ma tu dobrej ziemi, nie ma trzody, nie ma kopalni, nie ma skarbców, ani dzieł tego co nazywacie sztuką... Po co mu to? – Nikt rozpoczął w ramach rewanżu swoim zdaniem kurtuazyjną rozmowę, a młodzieńcze policzki Kisza pokryły się rumieńcem
– Tu są ludzie. – odparł. – Doskonali wojownicy, tacy jak ty, albo i jeszcze lepsi...
– A po cóż mu nasi wojownicy? Tylko my jesteśmy lepsi od jego ludzi, ale jakie to ma znaczenie, skoro nigdy ze sobą nie walczymy... Oczywiście jeżeli zacznie wojnę to się zmierzymy i nie wyjdzie już z tego cało, skoro wie o tym, to dlaczego... – Nie on nie chce podbijać, on tylko pragnie zagwarantować sobie brak reakcji z waszej strony na atak który przypuści na Harthama...
– Dlaczegóż mielibyśmy go bronić? – Gdyby Kisz był bardziej doświadczony życiowo, na pewno dostrzegłby w tym momencie delikatną zmianę w tonie głosu rozmówcy. – Tego też nie wiem, ale ponoć jest w Rijsza znakomity rycerz, prawdziwy heros, którego łączą z Harthamem jakieś niezwykłe więzi ni to magiczne, ni to braterskie, w każdym razie to jest jedyne czego mój pan się obawia, to że ten człowiek zgodzi się dopomóc wrogowi Bertelu, a wtedy...
- Zginiecie. –dopowiedział spokojnie i niespodziewanie nawet dla samego siebie Nikt.
- Ależ skąd! Po prostu cała wojna strasznie się przedłuży, podobno on jest w stanie sam usiec cały legion... - A to już przesada. – przerwał grozosiejącooki, młodzieniec poczerwieniał jeszcze bardziej – Z czego pan wnosi?
- Z Autopsji. – Oczy Kisza otworzyły się szerzej kiedy ręka obcego wylądowała na jego ramieniu a jego postać pochyliła się tak, aby móc spojrzeć mu w twarz. – Nie powinieneś wierzyć we wszystko co ci mówią, chłopcze, to nie jest żaden rycerz, to wredny, stary, wiecznie wkurzony opój, którego jedyną zaletą jest to, że potrafi najszybciej z żyjących wbić coś ostrego w każdą odsłoniętą część ciała ofiary, a potem spieprzyć w krzaki zanim go zauważą towarzysze usieczonego, których tchórzliwemu gadaniu zawdzięcza te wszystkie legendy typu ta o wymordowaniu legionu doborowej straży nieistniejącego już, rzekomo dzięki tej jego brawurowej akcji, Królestwa Mirk, wierz mi, że ten człowiek naprawdę jest Nikim godnym uwagi. - Łżesz! – Chłopak poderwał się na nogi, a w chwilę później padł na ziemię błyskawicznie zdzielony nożem w brzuch, jego oczy nabiegły łzami, Nikt pochylił się nad nim, aby odciąć sakiewkę od jego pasa. – Widzisz, naprawdę nie jestem żadnym rycerzem, zamordowałem bez najmniejszego wyrzutu sumienia młodego głupca, wiedząc o tym że jest młodym naiwnym głupcem, kradnę mu jego złoto, aby wymienić je na butlę gorzałki potrzebną na drogę, którą odbędę w celu wykorzystania informacji podstępnie wyciągniętych od tego młodego durnia. – Wyprostował się i wesoło podrzucił sakiewkę do góry, wydała drogi każdemu zbójcy brzęczący odgłos.
- Karl, sprzątnij go do bagien z łaski swojej, mniemam, że to wystarczy na konia i gorzałkę? - Ta. – Nikt odwrócił się w kierunku drzwi rzuciwszy skórzany worek karczmarzowi, który go nad wyraz zręcznie schwytał. - E! Nikt, ale przecież usiekłeś tą straż i w ogóle... – Doleciały go słowa jednego z bywalców - Czuję się bezpieczniej kiedy ludzie myślą, że to bajka Sem! – odkrzyknął wsuwając nogę w strzemię, odbił się od ziemi i po chwili siedział już w siodle, Karl, który wyszedł za nim i podawał mu teraz bukłak, wstrzymał swój ruch. - Co cię łączy z tym tam ważniakiem, tym Haratamem? - Jego zawsze odpowiednio wysokie płace. – Uśmiechnął się zimno, i wyciągnął rękę, Karl odsunął skórzany wór. - Będzie tu nudno bez ciebie, wspominaj nas czasem. - Nikt nie ma wspomnień Karl, nie po pi(beknięcie)wie. – tym razem jego palce zacisnęły się na ambrozji podróżnika. - Racja – twarz Wielkiego wykrzywił gomlini grymas oznaczający uśmiech – w takim razie zapraszam ponownie. – Po jego odejściu, Nikt wbił wzrok w okraszony kamieniami tudzież usiany dziurami gościniec, a potem w wyjazd z karczmy w której spędził oficjalnie ostatnich pięć tygodni, w oczekiwaniu na to co właśnie się wydarzyło, pomyślał jak wielce użyteczny jest dar przewidywania posiadany przez Harthama zawahał się, a potem wbił zdecydowanie ostrogi w boki konia.
‘Imię człowieka jest bowiem
paraliżującym uderzeniem, z którego
nigdy nie możemy się wyleczyć ‘
Marchall Mc Luhan „Zrozumieć media”
Są różne sposoby nadawania imion, niektórzy za ich pomocą próbują formować przeznaczenie, inni kuszą nimi los... Są też tacy którzy dopasowują imię do najprawdopodobniejszego dalszego toku życia osoby nim obdarzanej, ten właśnie rodzaj zamieszkiwał wioskę Seraj Calamitus, gdzie narodził się Nikt.
Narodził się z nieznanego ojca i matki o imieniu Kurwa, która umarła przy porodzie - pech, co do tego zgadzali się wszyscy w okolicy, jak również co do tego, że najprawdopodobniej nie dożyje drugiego roku życia, starsi nie mieli zbyt trudnego problemu do rozwiązania, gdy za pomocą nadania imienia próbowali przypodobać się Losowi, okazując jak świetnie znają sposób jego postępowania. „Nikt” wydawało się najodpowiedniejsze, zdecydowanie najlepsze, zupełnie adekwatne, wręcz stworzone z myślą o kimś, kto nie miał żadnych szans na zostanie kimś, perfekcyjne. Nic dziwnego, że starsi postanowili hucznie uczcić przybycie Nikogo, tak hucznie, że nawet nie zauważyli, gdy do kołyski dziecka podszedł dziwnie ubrany w brunatno-zielone szaty obcy, który pochyliwszy się nad nią wyszeptał cicho tajemnicze słowa w starożytnym języku ziemian „Nihil et Nemo”, po czym jakby rozpłynął się w tle lasu.
Wbrew oczekiwaniom Nikt nie umarł ani po dwóch miesiącach, ani w przeciągu następnych dwóch lat, ludzie z wioski opiekowali się nim w akcie przekory wobec starców, którzy, choć szanowani, nie cieszyli się sympatią „prostoty”. Gdy tylko nauczył się chodzić odkrył jak bardzo jest to korzystne, w czasie Wielkiego Głodu, choć sierota, był jedynym dobrze odżywionym dzieckiem we wsi, jako wspólna własność, był dokarmiany przez każdego, w końcu każdy chciał za coś zadośćuczynić, wykazać się wielkim sercem, odpokutować, czy choćby usłyszeć w odpowiedzi na „od ust sobie dla ciebie odejmuję” pokorne, pełne wdzięczności „dziękuje psze pana, przepraszam psze pana”, szybko przywykł do tego, że musi stale przepraszać za to że żyje, że w ogóle zaistniał jako fakt w ich wegetacji. Nie sprawiało mu to specjalnej przykrości, nie miał złudzeń: jeżeli chciał żyć musiał najpierw przetrwać ten najtrudniejszy czas, aż do chwili w której coś się wydarzy... Nigdy nie tracił nadziei, że to nastąpi, że będzie chwilą jego triumfu...
Bynajmniej nie wyglądał na tą oczekiwaną w głębi serca chwilę, moment gdy któregoś dnia przebiegając przez leśną drogę ze zdobyczną kurą, poczuł jak na jego kark spada ogromna, ciężka łapa, pierwszym odruchem było wypuszczanie niedoszłego obiadu (szybko się nauczył, że nic nie mogą mu zrobić, jeżeli nie złapią go z tym co nazywali „dowodem”, a co oznaczało jego zdobycz, w ręku), dopiero potem odwrócił się i ujrzał niecodzienny widok: ustrojonego w bajecznie kolorowe szaty z dziwnego lśniącego i nad wyraz lekkiego materiału, grubego mężczyznę z wypomadowaną czarną brodą, jadącego na brudnym, chudym ośle, roześmiał się w pierwszym odruchu, a następnie gwałtownie śmiech zdławił, prawiąc sobie w duchu wyrzuty, nawet zaskoczenie nie usprawiedliwiało śmiania się z dorosłych, to ich denerwowało, wymieniali się wiadomościami o takim zajściu i później często były przez to różne kłopoty, ku jego zdziwieniu wargi obcego rozciągnęły się ukazując czubki nieludzko białych i spiczastych zębów, potem otworzył usta, jakby chciał o coś zapytać, gdy z lasu poza nimi rozległ się krzyk Ciułaka, Nikt szarpnął się spazmatycznie, acz bez przekonania, natomiast na twarzy przybysza odmalowała się konsternacja, gdy zrozumiał treść okrzyków...
-Nikt, ty, mały, parszywy, wredny, złodziejsko-Kurewski pomiocie teraz to już się... – Ciułak wypadł na drogę i zobaczywszy co się tam znajduje zaniemówił, następnie padł na kolana i zasłonił głowę rękoma, obcy puścił Nikogo i zwrócił się ku wieśniakowi: - Wioska? – zapytał. – Ja zaraz zaprowadzę, panie, to tędy, że też Jaśnie Wielmożność zażyczył sobie przybyć do nas, trudno o lepszego nadzorcę. – Milcz i prowadź. – warknął przybysz przerywając drażniące ucho szczebioty chłopa, Nikt zaintrygowany ruszył dyskretnie za nimi.
Przez cały dzień nie spuszczał „Wielmożności” z oka i ucha, zdarzało się, że najmożniejsi, najbardziej szanowani w wiosce ludzie miewali po dwa imiona, ale sądząc po ilości słów którymi zwracano się do przybysza musiał być chyba właścicielem piętnastu krów... Na samą myśl o takim bogactwie Nikomu zakręciło się w głowie... Gdy „Ekscelncja” wszedł do chaty starszych, Nikt przykleił ucho do szpary w deskach i cały skoncentrował się na zmyśle słuchu.
- Wielki to zaszczyt dla naszej biednej wioski... – Zaczął Retor, „Pan” wpadł mu w słowo. – Nie wysilaj się, stary oszuście, tym razem nie chodzi o podatki. – Wielka to łaska, bowiem w ostatnich latach zaprawdę ziarno się psuło, kiełki odmarzały, przeszła szarańcza i burze w czas zbiorów... – Kiedy mówię, że nie chodzi o podatki Sofik, mam na myśli również, że nie zamierzam ich obniżać. – w głosie „Jego łaskawości” zabrzmiała nuta irytacji – Książę zażyczył sobie, aby z każdej wsi wybrać jedno dziecię na nauki w grodzie. – Twarze starców pokryła straszna bladość, Nikt usłyszał, jak podsłuchujący pod inną ścianą wydali z siebie zduszone westchnienia zgrozy. Po dłuższej chwili milczenia odróżnił głos Racja – Jest w tej wiosce, dziecię idealnie się do tego nadające, sierota, pod wspólną opieką chłopów, nikt nie będzie rozpaczał, gdy go zabraknie, to darmozjad, ale sprytny, może i coś z niego wyrośnie gdyby go wychować... A i chłopi nie poskąpią mu na drogę prowiantu i może nawet dadzą trochę grosza... – Doskonale, niech go znajdą i przygotują do drogi. – A co tu szukać, podsłuchuje pod ścianą , jak wszyscy... Nikt z Kurwy synu! - Poderwał się na nogi tak szybko, że uderzył boleśnie głową o okap chaty i popędził do drzwi zasłoniętych krowią skórą, którą zerwał, po czym gorączkowo próbował odwiesić na miejsce, prędko przywołał na twarz wyraz tępoty i idiotyzmu, jeżeli starcy zechcieli gdzieś go wysłać to najpewniej już stamtąd nie wróci... – Nie wygląda na zbyt rozgarniętego... – głos „Wysokości” zabrzmiał sceptycyzmem. – Och, to jego stara sztuczka Hrabio, zapewniam, że wcale nie jest głupi... –Być może, więc jak, mówiliście mu na imię? – Nikt , panie. – Dziwnie. Pakuj się wyjeżdżamy nazajutrz. – Jeżeli mogę wtrącić słówko, panie, nie radziłby, lepiej niech ludzie go spakują, a my go do jutra przypilnujemy, to bardziej zwierzę niż człowiek, nie można mu ufać, ucieknie przy pierwszej okazji... – Nikt podniósł głowę w mimowolnym akcie buntu, jego oczy spotkały się z wzrokiem hrabiego, w którym wyczytał coś na kształt rozbawienia, wymieszanego na poły ze współczuciem. W tym momencie poczuł, że może jednak to właśnie jest ten czas w którym zacznie żyć...
Ivanka
19.07.2005, 18:48
Myślodsiewnia
Dzięki Aibi, coś ostatnio nie nadążam za płciowością ;-)...
27.07.2005, 07:58Łaskawczyni.
26.07.2005, 12:19O Łaskawczyni (Łaskawco?);-)! Jeszcze się poprawię, zobaczycie ;-)...
26.07.2005, 11:42No już dobrze, dobrze. Opowiadanie jest tak świetne, że wspaniałomyślnie wybaczę te myślniki... :)
26.07.2005, 09:37Dzięks piękne, przepraszam za te dialogi pisłam raczej w pośpiechu przed wyjazdem i nie zdołoałam już tego jakoś sensowniej sformatować, a długie zdania zwyczajnie lubię... Arku swego czasu wręcz zmieniano treść oryginalnych wpisów w mysodsiewni Quibblera, to już chyba uczciwiej wykasować... Nie żebym broniła tendencyjności i ograniczania wolności wypowiedzi o ile nie jest sformułowana w sposób wybitnie obraźliwy...
25.07.2005, 08:23genialne opowiadanko Ivanko:) zresztą Ty innych nie piszesz...pozdrawiam
21.07.2005, 17:36Aibhill Dreamstoher sorki z etu pisze ale nie mam gdzie bo wlasnie usuleliscie npod tamtymi artykulami cala prawde... tylko dlatego ze zesmy napisali prawde kfjatuszek sam widzial... nic sie nei poradzi zablokujcie meni wogole tylko dlatego ze chcialem ujawnienia prawdy o tamtym artykule i o tym ze dyuzo osób sie przekonalo z ewasz redaktor LL nie umie czytac... przepraszam ze zamsiecam... Pozdrawiam a opowiadanie Ivanki jest swietne gratuluje :)
20.07.2005, 17:05Sio mi "Czarownicy" z takimi komentarzami! Chyba, że odnoszą się one do opowiadania Ivanki.
20.07.2005, 17:01kfjatuszek widzials ze pod tymi artykulami pusuwali Mysloodsiewnie zebysie nie osmieszyc ze LL nie umie nawet czytac... iz e podaja falszywe informacje Prorok stcil wszystko w moich oczach... komunizm sie szezy niedlugo wszystkie Mysloodsiewnie usuna przpraszamz etu pisze ale nie mam gdzie bo oni pousuwali tam .........
20.07.2005, 16:56Szkoda, że takie dobre opowiadanie musiało trafić w takim głupim momencie, kiedy wszyscy się biją o Spike'a i szczegóły VI tomu...
20.07.2005, 16:34