Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Dodatek Sportowy

DODATEK SPORTOWY: Jastrzębie vs. Gobliny


Witam wszystkich maniaków sportowych, którym nie udało się zdobyć biletu na pierwszy w historii mecz "Jastrzębi z Flymouth" i "Goblinów z Grodziska"!


Rozgrywka odbyła się wczoraj w parku kampinowskim, a godzina rozpoczęcia wybita na bilecie:14:00, była (czego należało się spodziewać) tylko teorią i pobożnym życzeniem ministerstwa magii.


Goście, którym nie zapewniono transportu ani nawet aktualnej mapy terenu, przypadkowo aportowali się na pobliskich bagnach i (rzecz nie podlegająca dyskusjom- potrzebowali dodatkowego czasu na oczyszczenie szat oraz ukojenie nerwów (mocno skołatanych jak można sobie wyobrazić) za pomocą naszej "pieprzówki", w której wyraźnie się rozsmakowali (po przeliczeniu wypada średnio 3,5 butelki na głowę).


A więc znowu z wielką przykrością muszę stwierdzić, że polskie ministerstwo magii nie jest bardziej utalentowane niż reszta rządu.


Organizacja zawodów była, mówiąc bardzo delikatnie: kpiną. Każdy przybywał jak i kiedy chciał, nad moją głową aportowało się kilku pełnowymiarowych czarodziejów z Gdańska którzy pomylili sektory.


Po drugiej stronie trybuny wybuchła bitwa między kibicami z Pskowa i Blaszanej Woli, którzy dostali bilety na te same miejsca, nie muszę chyba dodawać, że służba po rządkowa się nie pojawiła, po dość długiej wymianie epitetów i zaklęć doszli do konsensusu: reprezentacja męska (Blaszana Wola) wzięła na kolana reprezentację damską (Psków).


Nad boiskiem zaczęły się unosić opary czosnku którym częstowano przy wejściu (ostatecznie wampir to prawie człowiek jeśli odebrać mu apetyt potrzebuje odrobiny rozrywki - argumentowali członkowie magicznej ligii ochrony przyrody).


Znudzeni fani przystąpili do wyjmowania i spożywania prowiantu, naciągania innych na zakłady, towarzyskich partyjek eksplodującego durnia, lub obserwowania gorszącej i nagannej rozrywki reprezentacji Pskowa i Blasznej Woli- które grały w mugolską "Zośkę" za pomocą puffka!


Nadciągnął wieczorny chłód, przyjacielsko nastawieni Gdańszczanie częstowali "Rozgrzewającą nalewką dziadunia" musiała być naprawdę skuteczna bowiem wkrótce z uszu sąsiadów począł unosić się siwy dym który sprowadził mugolską straż pożarną! Dwudziestu (cyfrowo 20) ludzi + dwa (cyfrowo 2) psy skończyły w izbie wytrzeźwien (tuż po demoryzacji)!


Nareszcie po niemal czterech godzinach oczekiwania jastrzębie wypuściły swoje maskotki: r6j żądlibąków, reakcja zebranego tłumu nie różniła się od standardów europejskich: zebrani zaczęli zwabiać do siebie owady, prowokować je do rządlenia a następnie lewitować nad krzesłami dostarczając tym samym wielu atrakcjii osobom rozsądniejszym, które pozostały na miejscach. Nielicytującą z powagą sytuacji euforię pochamowały dopiero maskotki naszych: trzminorki (zresztą dosyć wulgarne i krwiożercze)...


O 19:05 na boisko wleciała drużyna gości:


Szukający: Patrick Bulling


Obrońca: William Cooney


Pałkarze: Kevin Broademoor jr. i Betty Beagle


Ścigający: Eva Muscul, Brian Paters i Julia Robins


Powitały ją umiarkowane owacje oraz kilka butelek po kremowym piwie z rejonu sektora województw śląskich.


Nasz zespół:


Szukający: Józef Wroński


Obrońca: Anna "Niania" Wiśniewska


Pałkarze: Tomasz Młotek i Jarosław Kukułka


oraz Ścigające: Katarzyna Motyczka, Iwona Sosnowska i Karolina Zarąba


Otrzymał takie oklaski, tupania i trąbienia, iż należało rzucić "wyciszacza"!


Po pięciu minutach sędzia gł6wny: Waldemar Świderek dał sygnał do rozpoczęcia gry piłki poszły w górę!


Kafla pochwyciła Zarąba, bez widocznych trudności ograła Cooneya zdobywając pierwsze punkty, Cooney wybił do Patersa, lecz ten zamachnął się rękami o dobrych 20cm. od piłki omal nie spadając z miotły, Muscul chichocząc niezbyt inteligentnie zanuciła fragment "piątej symfonii" Bethovena po czym spikowała na glebę.


W innej części boiska Broademoore jr. zaczął polować na muchy swoją pałką... Sędzia zarządził przerwę podczas kt6rej personel medyczny (tak naprawdę trudno uwierzyć, ale był personel medyczny, jak tak dalej pójdzie to za jakie 10 lat i porządkowych wprowadzą!) napoił Jastrzębie wodą z kiszonych ogórków z dodatkiem eliksiru postridie. Gości udało się przywrócić do stanu używalności.


Grę wznowiono: kafla zdobyła Sosnowska, jednak w połowie drogi do bramek trafił ją tłuczek podbity przez Beagle, sytuację wykorzystał Paters przechwycił piłkę i spróbował podać do Robins, uniemożliwiło je (podanie) znakomite zagranie Kukułki który tłuczkiem zmienił trajektorię lotu kafla, dzięki czemu ostatecznie "dorwała" go ustawiona taktycznie tuż pod tyczkami Motyczka, Cooney zanicował i wolny dla naszych: prosty manewr Cortuzara (lot zygzakowaty i wrzut do bramki zza ramienia), i dzięki znakomitej technice Motyczki zyskaliśmy kolejnych 10 punkt6w!


W drugim krańcu boiska Wroński wykonał zwrot o 180°, ruszył pełnym gazem wprost na własne bramki... Po czym poderwał miotłę dwa centymetry od tyczek, cudem unikając zderzenia, co nie udało się jego rywalowi, Bullinga zalała krew w przenośnym i dosłownym sensie, najwyraźniej byliśmy świadkami narodzin kolejnego zwodu Wrońskiego, to już bo dajże piętnasty w jego krótkiej na razie, aczkolwiek burzliwej karierze... Roberts przy kaflu, pędzi na swojej błyskawicy niczym burza, Muscul i Paters formują "Głowę jastrzębia" - bardzo kiepski pomysł, wimy jak Wiśniewska reaguje na takie zagrania i, tak przepiękna rozgwiazda (Wiśniewska za młodu trenowała mugolską gimnastykę artystyczną) bramka obroniona, teraz tradycyjny dosiad miotły i lot oszczepowy naMuscul udany, sędzia zarządza wolny dla jastrzębi, wykonuje Paters. Znakomita klasyczna podwójna ósemka obrończyni i podbicie kafla do Motyczki, tłuczek wybity przez Broademoora jr. niemal jej dosięgnął, Młotek posłał swojego w Cooneya, ten trafiony w żołądek zachwiał się na miotle, owa chwila nieuwagi starczyła Motyczce - kolejny gol dla naszych!


Cooney podaje do Muscul, ta z kolei do Robins, są tuż przy bramce, Robins przygotowuje się do strzału i... podaje lecącemu niżej Patersowi, niestety Wiśniewska nie rozpoznała w porę manewru Porskowej- 30:10


"Niania" wybija piłkę do Zarąby, kt6ra wykonuje parę popisowych kozłów pod miotłą, slalomem wymija tłuczki Beagle i Broademoorea jr, podaje do Sosnowskiej, przeżutka tejże do Motyczki efektowny wrzut ze zwisu i 40:10.



Cooney źle wymierza podanie, kafel przechwytuje Zarąba, ale oto "Kleszcze Parkinsa" na szczęście Młotek i Kukułka perfekcyjnym dublem strącają Robins, Zarąba podaje do Sosnowskiej lecz Paters zastosował znakomity wychwyt, samotny atak na bramkę z jednoczesnym Woollongong Shimmy zapewnia mu punkty 40:20.


"Niania" wybija do Motyczki, ale tą trafia doskonale wymierzone odbicie od tyłu Broademoorea jr. kafel przechwytuje Muscul, leci wprost na bramki, wprost na Wiśniewską, wyciąga dłoń! Czyżby szykowała faul?! Nie, niestety, normalna, legalna transylwanka, nerwy "Niani" nie wytrzymaly 40:30.


Nagle Bulling i Wroński nurkują w północno-zachodni kraniec boiska, gwałtowne szturchy oraz bloki, splątanie witek ogonowych i kraksa o glebę rodzicielkę.


Ekipa medyczna opatruje szukających, podczas gdy sędzia zarządza po rzucie wolnym dla obu drużyn. Cooney tym razem obronił zagranie Sosnowskiej, Wiśniewską zmylił Paters 40:40, podanie do Motyczki, Muscul szarżuje, ponownie wolny dla naszych! Cooney najwyraźniej już się zaaklimatyzował, bo i tym razem brawurowo uniemożliwił Motyczce zdobycie punkt6w, wybił wprost do Muscule, zapierająca dech w piersiach każdemu znawcy solówka tejże i 50:40!


Aktualnie sytuacja na boisku jest conajmniej specyficzna: ścigający i obrońcy grają nadal, chociaż nikt nie zdobywa punktów - my przez gościnność, goście, przez uprzejmość, pałkarze odbijają do siebie tłuczki jakby to był mecz mugolskiego tenisa, a szukający dyskutują po hiszpańsku, mocno gestykulując o nowych modelach siatek na motyle...


Złoty błysk nad głowami i "Zagranie Plumptona" w wykonaniu Wrońskiego zakończyły mecz. Wynik ostateczny: 190:50.


Drużyny odeszły do hotelu zacieśniać więzy przyjaźni międzynarodowej z pomocą pasjonujących tematów typu: nowe przepisy kucharskie, siatki na motyle, plotki miotlarskie, nowe kosmetyki... Oraz (na wyraźne życzenie gości) kolejnych litrów pieprzówki.


Większość kibiców powróciła, po niezwykłych emocjach, do powszedniego życia, wyjątek stanowiły pskowianki i blaszanowolanie, którzy po drugim golu zawarli śluby cywilne i na zaproszenie gościnnych Gdańszczan, postanowili spędzić w ich rodzimym grodzie miesiące miodowe (w towarzystwie gospodarzy i nalewki...)

Ivanka
7.08.2003, 19:42

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Ivanka

Cenzura nie by dopadla, a dopadla. Nie lubie tego artu akurat.

18.06.2004, 16:18
Limak

Niezłe. Brakuwało tylko polskich zamieszek podczas meczu, ale z drugiej strony pewnie by dopadła je choroba zwana cenzurą.

16.06.2004, 17:21
Ivanka

Ja tu ciagle czasem zagladam.

23.04.2004, 16:56
Ivanka

A skad ja mam wiedziec? Na wakacjach bylas moze ;)? Minerwe czytalas, to z niej jestem naprawde dumna.

14.11.2003, 16:10
bess

Nie, no rzeczywiście fajny... ale sierpień?? Czemu nie widziałam wcześniej???? :-O

24.10.2003, 18:32
Ivanka

Dzieki bardzo! (ech...)

29.08.2003, 14:46
SweetSonja

świetne! brawo! chociaz nie bede ukrywac ze moim ulubionym komentatorem sportowym jest i pozostanie Lee Jordan... ;) artykul podoba mi sie jednak BARDZO!

26.08.2003, 22:56