Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Minerwa


Ma 17 lat chodzi do drugiej liceum klasa humanistyczna, mieszka i uczy się w Warszawie.
Jest Upiorem bez serca i litości!
Pisze czasami sztuki teatralne.
Oprócz tego:
To wariatka, nieobliczalna, sami nie wiecie w co się ładujecie!
Prawda jest też punktualna (maniakalnie) pomocna (czasem aż nadto, pisałaby wypracowania połowie klasy)
Jest impulsywna, a także szczera (ale nie do bólu). Nie wiem jakim cudem potrafi mówić zupełnie bezkarnie rzeczy za które innych by utłuczono.
Ma setki znajomych, kilkanaście przyjaciółek i dokładnie 18 "urojonych chłopaków" jak ich sama nazywa.



Ivanka - nowa redaktorka Magicznego Magazynu Sieciowego "Czarownica"



Dzisiaj jej debiutanckie opowiadanie - błyskotliwa narracja, ciekawy pomysł, wciągająca fabuła. Praca na pewno nwarta uwagi, pod każdym względem... - Lucian Lacigam



Była to dosyć zimna styczniowa noc roku 1961, w pewnym zamku w Anglii, za machoniowym biórkiem siedział młody mężczyzna, stanowczo za młody aby siedzieć w tym miejscu twierdziła większość szanowanych obywateli, było wielu, bardzo wielu odpowiedniejszych kandydatów na to stanowisko kiedy się o nie ubiegał...
On jednak, jakimś cudem uzyskał poparcie ministra, oczywiście narodziła się masa plotek  mniej lub bardziej absurdalnych, ale wkrótce ucichły, razem z atmosferą skandalu. Młody wywiązywał się ze swoich obowiązków idealnie (pomimo budzących kontrowersje metod nauczania) uczniowie mieli do niego pełne zaufanie połączone z szacunkiem
ich sympatia była tak wielka, że po ataku na Frontsighta wychowawcę gryffindoru w 1960 zażądali aby on objął zastępstwo a po procesie depetryfikacji "Fronta" aby już pozostał na tym stanowisku, o dziwo nikt specjalnie nie protestował może dlatego że były ważniejsze sprawy, pogłoski o zamknięciu szkoły, ataki na uczniów, potem proces Hagrida, awantura ministra, szczęśliwe zakończenie...
w każdym razie teraz miał już 24 lata nauczycielem transmutacji był od lat trzech, a wychowawcą gryfonów od jednego roku siedział przy machoniowym biórku i wypełniał formularze mrucząc coś pod nosem, gdy do pokoju wpadł przez okno buro-szary kocur, Młody zwrócił na niego wzrok.
-Siadaj, zaraz się tobą zajmę.
Kot wydał z siebie przeciągłe miałknięcie zakończone prychem Młody poprawił na nosie okulary-połówki wycelował w burasa z różdżki, po chwili na miejscu kota stała czwartoklaśna gryfonka zwana w gronie nauczycielskim "tą bezczelną wariatką McGonagall" rzuciła mu znad obrzydliwych prostokątnych oprawek równie obrzydliwe pełne dezaprobaty spojrzenie:
-Wsadził pan sobie brodę w atrament...
-Owszem to podobno wzmacnia włosy i nadaje połysku, nie odwracaj mojej uwagi. Ile razy cię prosiłem żebyś nie przemieniała się bez mojego nadzoru, gdyż jest to A: niebezpieczne B: niezgodne z prawem i tak aż do Z'(prim)?
-No i się nie przemieniam, teraz to wyjątkowa sytuacja była, wszystko przez Riddla
-Jakiego Riddla?
-Naszego, szkolnego, wrednego ślizgona z miną kopniętego psa, pupilka Dippeta...
-A tego! Przyczynę wszystkich gryfońskich nieszczęść, jak mogłem zapomnieć?!
Przyjrzała mu się podejrzliwie.
-Właśnie tego.
-Tom jest prefektem i należy mu się szacunek, nie miał łatwego życia sama wiesz, poza tym nigdy nie bywa nieuprzejmy i przynajmniej w połowie przypadków nie odrobienia przez was lekcji nie brał udziału że już nie wspomnę o tym iż nie zmusza was do samowolnego łamania zasad regulaminu...
-No dobra, dobra, ale to nie zmienia faktu że jest wredny, wkopał Hagrida...
-To jest zamknięta sprawa Mini i nie jest bezpiecznie ją ruszać powiedz lepiej w czym znowu zawinił ten nieszczęsny Riddle.
-Wyszłam sobie do kuchni po kremówkę...
-W okolicach pierwszej nad ranem?
-No tak, bo zakuwałam astrologię i tak jakoś...
-Acha "i tak jakoś" rozumiem...
-No i wzięłam sobie tą kremówkę, wychodzę z przejścia za posągiem Wilbura Przystojniaka, wie pan?
-Wiem, chodzi o Wilbura Dzielnego.
-Jak go zwał, tak go zwał...
-A ja się dziwię skąd te fatalne oceny z historii magii-
Westchnął melancholijnie, posłała mu lodowate spojrzenie
- Już skończyłem kontynuuj.
-I co widzę: Riddla wyłażącego z toalety dziewczyńskiej! Pochamowałam się żeby go nie objechać, trochę zbyt gwałtownie wykonałam odwrót wpadłam na zbroję, no i wyrwałam naprzód, bo Riddle już do mnie wystartował zapędziło mnie w ślepy zaułek na piątym, więc zanim zdążył wyjrzeć zza zakrętu transmutnęłam się, wyskoczyłam przez okno na dach, no i jestem tutaj bo miałam kłopoty z powrotem do siebie...
-Tym razem jeszcze nie odejmę ci punktów, jeżeli obiecasz że od dziś koniec z nocnymi  wycieczkami i animagią bez mojego nadzoru. Zdajesz sobie sprawę z konsekwencji gdyby cię złapali wylaliby mnie z pracy i tak mam opinię "nieodpowiedzialnego młodzika pozwalającego tym bachorom na wszystko". Proszę mi w tej chwili obiecać.
-No obiecuję- powiedziała znudzonym tonem i wykonała w tył zwrot.
-Na twoim miejscu rozpuściłbym włosy, to bardziej twarzowe niż kok.- odwróciła się.
-Może i twarzowe, ale chyba niezbyt wygodne, dobranoc.-Odparła patrząc znacząco na umazaną atramentem długą, brązową brodę, po czym wyszła.
Dumble pomyślał (jako prawdziwy esteta) że gdyby tej dziewczynie chciało się o siebie zadbać, byłaby skończoną pięknością, Minerwa przemknęła do sypialni wlazła do łóżka zaciągnęła kotary i rozpoczęła pisanie listu.
***



Drogi Grinde!
Właśnie wróciłam z nocnej eskapady, łamanie reguł faktycznie nie jest trudne, co do animagi to już umiem przemienić się w kota, tylko mam problemy z powrotem, Dumble musi mi pomagać, początkowo był zachwycony, ale teraz zaczyna go to denerwować, więc czy masz jakieś wskazówki? W tym tygodniu zapisano wyjście do Hogsmade, będziesz? Jeśli tak- to odpisz, a spławię jakoś Misty, Walerię i  tego ich przystojniaka.
Proszę nie umawiaj się z Riddlem, wiesz że go nie trawię.
                                                           Twoja Nerwa.



***
Minerwa nudziła się niemal śmiertelnie, zresztą jak w każde wakacje: nie wolno używać magii, nie wolno dokuczać rodzeństwu, nie wolno wracać do domu przed 22 jak również przebywać w nim dłużej niż do 8 rano- Mugolska rodzina, kurczę blade! Usiadła na tej co zawsze ławce w parku, wyjęła podręcznik do transmutacji, przejrzała parę stron- trywialne! Umiała to już w pierwszej klasie, westchnęła ciężko perspektywa spędzenia kolejnego dnia przemiennie: na siedzeniu w ławce i włóczeniu się po parku przytłaczała ją.
Ktoś usiadł obok, odruchowo przesunęła się o parę centymetrów.
-Dziękuję, nudny jest żywot ucznia, nieprawdaż? Założę się że Hogwart, od stuleci używają tych samych podręczników, a Dippet podobno jest postępowy...
Mini spojrzała na niego szeroko otwartymi ze zdumienia oczyma.
-Ten park nie jest zarezerwowany dla mugoli.- Uśmiechnął się do niej pobłażliwie, wyjął cienkiego papierosa i skierował opakowanie w jej stronę, przecząco pokręciła głową .
-Nieufna jesteś, co?- Ciągnął zaciągając się dymem -i słusznie różne szumowiny tu się kręcą. Przy okazji, jestem Daggo Grindewald.
Oczy Mini wyskoczyły z orbit.
-Ten szwindlarz, znawca czarnej magii, od ataku na McDugala?!
-Gruba przesada z tym szwindlarzem, z czarną magią zresztą też, ot znam parę sztuczek -Uśmiechnął się czarująco i wykonał lekceważący ,gest dłonią -Nie chcę być nieuprzejmy, ale skoro ja się przedstawiłem... -Pozostawił eleganckie niedomówienie.
-McGonagall Minerwa- odparła zaczerwieniona.
-Fiu fiu -gwizdnął przez zęby- ale chyba nie od tych mugolaków z Baker Street, co za sztywniaki...
-Owszem z tych -Odparła chłodno i z rezerwą.
-Z tych! To znaczy -Wybuchnął wesołym śmiechem -To znaczy że oni ci tu każą siedzieć! Robią z ciebie czarną owcę, zakałę rodziny -Wciąż dławił się chichotem.
Mini spurpurowiała
-Lepiej przestań się śmiać -Powiedziała cicho, coś w jej tonie spowodowało natychmiastowe zduszenie parsknięć elegancika
-No tak, dla ciebie to pewnie nie jest śmieszne... Mugole zawsze są dla nas tacy okrutni, wredni, jakbyśmy nie mieli uczuć... -Mówił współczującym tonem, położył jej dłoń na ramieniu, chciała zaprzeczyć, ale nie mogła z jej oczu mimowolnie pociekły łzy.
-Hej, no nie płacz- mówił miękko- Chcesz cukierka? Jagodowy kręcioł z miodowego królestwa- Wzięła podany cukierek i uśmiechnęła się blado.
-No, od razu lepiej, nie trzyj oczu bo będziesz miała czerwone, no właściwie to już masz, taka ładna dziewczyna nie powinna mieć czerwonych oczu...
Skierował w nią różdżkę wytrysnęło z niej pomarańczowe światło, pieczenie powiek natychmiast minęło.
-To miejsce publiczne jest-jej spojrzenie było pełne przestrachu i podziwu zarazem
-No i co z tego, nikt nie zauważył, a nawet jeśli to nie uwierzył własnym oczom, a nawet jeśli to możemy w niego rzucić zaklęciem zapomnienia. To właśnie jest nasza przewaga nad mugolami możemy z nimi zrobić wszystko na co mamy ochotę, a oni nawet się nie zorientują.- Spojrzała na niego ze zdumieniem
-Proste, tylko ktoś musiał na to wpaść- W uśmiechu odsłonił idealnie białe zęby.
***



-McGonagall, tu jest szkoła, nie kawiarnia, jak siedzisz, powtórz co przed chwilą mówiłem- Pienił się OPCM-owiec Frontsight.
Minerwa spojrzała na niego tak tępo jak patrzy tylko człowiek po ośmiu nie przespanych nocach i zaledwie jednej porannej kawie.
-McGonagall, tu jest szkoła, nie kawiarnia, jak siedzisz, powtórz co przed chwilą mówiłem- Wykonała polecenie, klasa wybuchnęła śmiechem, Frontsight poczerwieniał.
-Minus 10 punktów dla gryfon6w, a ty młoda damo, w tej chwili zgłosisz się do wychowawcy i powiesz mu co zrobiłaś- Mini jednym ruchem zgarnęła podręczniki do torby i wyszła, dotarła do pokoju nauczycielskiego, Dumble akurat miał okienko.
-Frontsight mnie przysłał.- Dumble spojrzał na nią z irytacją.
-McGonagall, czy ty myślisz że ja nie mam nic lepszego do roboty od uczenia cię zasad poprawnego funkcjonowania w szkole?! Od początku tego roku masz scysje z Frontem chociaż jesteś jedną z jego najzdolniejszych uczennic, co jest powodem pytam?!
-Nie nic, niech się pan nie gniewa, to tak jakoś samo.
-Tak jakoś samo hę?- Oparł się ciężko o biórko i zmierzył ją znużonym spojrzeniem
-Ile już nocy nie spałaś?
-Bo ja wiem, dwie może trzy...
-A mi się wydaje że więcej, to nie jest zdrowe podejście do sprawy Mini musisz odespać idź do dormitorium, w tym tygodniu nie ćwiczymy animagii, dziś zwalniam cię z reszty lekcji.
-Ale eliksiry!- Próbowała protestować.
-Waleria pomoże ci nadgonić. Wolisz wyjść sama czy też mam cię odprowadzić? Innej alternatywy nie ma.- Powiedział tym tonem nie znoszącym sprzeciwu którym tak chętnie posługują się dorośli.
-Wyjdę sama- Warknęła i wyszła trzaskając drzwiami, na które Dumble patrzył jeszcze długo z namysłem i troską.
Mini rzuciła się w pościel. Nic jej nie wychodzi, rodzina jej nie chce, nauczyciele gnębią, a Dumb traktuje jak rozwydrzonego bachora, na szczęście ma chociaż jednego  prawdziwego przyjaciela...
***



-Nie odpowiedziałaś w jakiej szkole się uczysz?- Zapytał znad swojej porcji lodów, oboje stwierdzili że siedzenie w parku jest bez sensu, skutkiem czego przeszli do miasta gdzie zabrał ją do milutkiej kawiarenki i postawił lody "na zamrożenie łez" jak powiedział.
-W Hogwarcie...
-Doprawdy, fajnie, to znaczy że mamy wspólnych znajomych, w jakim domu?
-Gryffindor.
-Ooo, miło do tej pory nie znałem żadnego gryfona, raczej ślizgonów, Toma Riddla kojarzysz? Mój najzdolniejszy uczeń.
-Ślizgoni to durnie, a Riddle to już chyba bije ich wszystkie rekordy, co masz na myśli mówiąc "mój uczeń"?- Spytała, przeszył ją wzrokiem.
-No cóż, może dzięki tobie poznam paru gryfonów i dam sobie spokój ze ślizgonami, kto wie- Przesłał kolejny olśniewający uśmiech.
-Co masz na myśli mówiąc "mój uczeń"?- Drążyła.
-Bystra jesteś i uparta, powiedzmy że pomagam mu w nauce, tej ponadprogramowej- Z jego twarzy nic nie dało się wyczytać
-Fajnie ma, w szkole to same prymitywne podstawy...
-No wiem, a co ciebie interesuje?
-Oh multum rzeczy! Przede wszystkim transmutacja, numerologia, eliksiry, OPCM...
-Tak? To znakomicie, akurat mam kilka fascynujących książek na te tematy, umówmy się jutro w parku o tej samej porze na tym samym miejscu, pokażę ci swoją bibliotekę!
-Jak to, pokażesz mi swoją bibliotekę?
-No, wezmę cię do siebie, przecież nie będę dźwigał tony książek, przyjdziesz i sobie wybierzesz co cię zainteresuje...
-Obawiam się że to niemożliwe.- Odparła z chłodną rezerwą.
-No przecież cię nie zjem- Wyjął kartkę i coś zapisał.
-To moje dane osobowe, idź na komisariat i przejrzyj moje krystalicznie czyste akta
- Naburmuszył się.
-Nie, no co ty?
-Proszę bardzo, nalegam, próbuj być uprzejmy...- Ciągnął tonem urażonej niewinności.
-Daj spokój, to tylko tak, pro forma, przyjdę.
-Tak? Znaczy że mi zaufasz?- Na jego twarzy mignął ledwie dostrzegalny przewrotny uśmieszek.
-Tak, ale teraz już muszę iść, brat przyniesie mi obiad do parku, cześć!

***



W okrągłym gabinecie wytapetowanym portretami różnych osób siedzieli dwaj mężczyźni, jednym z nich był Dumbledor, drugim-dyrektor Dippet.
-Niepokoję się o McGonagall panie dyrektorze, od wakacji jest jakaś dziwna...
-Nie zauważyłem, tak samo bezczelna jak zawsze.
-Ale w inny sposób, dawniej to było tylko takie przekomarzanie nikt tego nie brał serio, a teraz prowokuje prawdziwe jatki ze wszystkimi, a mnie traktuje z pobłażliwym politowaniem, to nie jest normalne
-Tak, tak, Albusie to nie jest normalne, rób z tym co uważasz za stosowne.
-Proponowałbym ograniczyć jej wyjścia do Hogsmade, mają na nią zdecydowanie zły wpływ.
-Przesadzasz, niech się dzieciak zabawi, od tego ma 14 lat żeby się buntować
-Mimo wszystko, uważam jednakże...
-Dosyć Albusie, ma pozwolenie rodziców; nie ma podstaw aby jej zabronić, stosuj zwyczajną procedurę kar i nagród w końcu jej przejdzie, ześwirujesz jak się tak będziesz każdym huncwotem przejmował.
-Rozumiem panie nadrektorze, dowidzenia.
-A, Dumbledor w tamtej sprawie...
-Jeszcze nic.
-Pamiętaj z łaski swojej że jesteś tu po to aby ją rozwiązać, a nie po to żeby się bawić w psychoterapeutę. Dowidzenia.

***



-Hej Nerwa!- Stał przy ławce, jednak nie był snem, pomachał wesoło, podbiegła.
-No i jak zdecydowałaś się, ruszamy?
-Jasne!
-No to się trzymaj!- Uniósł różdżkę, wszystko zawirowało, poczuła szarpnięcie i nagle oboje znaleźli się przed małym jednorodzinnym domkiem, gestem zaprosił ją do wnętrza, posadzka z zielonego marmuru, na jej środku fontanna tryskająca złotym, musującym płynem wydzielającym zapach szampana, na ścianach perfekcyjne reprodukcje sławnych dzieł sztuki, stylowe, drewniane meble, otoczenie zaparło jej dech w piersiach.
-To jeszcze nic, salon-to dopiero coś, ale wybacz że cię nie zaproszę miałem wczoraj przyjęcie i należałoby go wpierw doprowadzić do porządku...
-To TO co jest w takim razie?!
-Przedsionek, zapraszam dalej- Poprowadził ją do marmurowej kolumny, mruknął coś, ukazało się za nią pomieszczenie robiące wrażenie zbudowanego z książek. Spod półek nie widać było ani centymetra ściany, książki leżały w stertach i kolumnach na podłodze, stole i fotelach, książki wielkie jak płyty chodnikowe i malutkie jak znaczek pocztowy, książki czerwone, złote, błękitne, czarne, tęczowe, książki stare (widziała nawet parę zwojów papirusu) i książki nowe (niektóre z nich jeszcze z pewnością nie zostały napisane)
-Pobuszuj sobie, śmiało, na pewno znajdziesz coś ciekawego, ja zrobię herbaty- Uśmiechnął się wyrozumiale.
Mini podeszła do najbliższej półki, przeczytała tytuły:
"Skandale sądowe: do czasów Jezusa i dalej", "Prawo i niesprawiedliwość", "Historia prawa", "Kodeks prawny czarodzieja", "Podstawowe prawa mugolskie", "Jak wykorzystać prawne kruczki", "Vox tua- lex populi", "Polityka", "Państwo"
Usłyszała brzęk ustawianej na stole tacy.
-Interesujesz się prawem?- Spytała aby nawiązać rozmowę.
-Nie tyle samym prawem, ile sposobami jego wykorzystania- Odparł z zagadkowym uśmiechem -Samo założenie prawa jest mylne, bo opiera się na idei istnienia dobra i zła a przecież już św. Augustyn udowodnił, że zło nie istnieje, że to co nazywamy złem jedynie brak dobra, a dobro, są tysiące teorii na temat tego czym jest dobro, i wszystkie mają jeden wspólny mianownik otóż: w każdej dobro to coś co prowadzi do szczęścia. Co nam daje szczęście? Pieniądze. Co nam daje pieniądze? Władza! Wniosek jest prosty: dobro to władza
i TO- Zatoczył ręką wskazując otoczenie -Jaki kolejny wniosek: Nie ma ludzi dobrych i złych są ci wystarczająco silni by osiągnąć władzę; i inni których wahałbym się nazwać ludźmi- W jego oczach lśnił fanatyczny blask, z całej sylwetki biła moc i potęga...
"W tym szaleństwie jest metoda" pomyślała Nerwa.

***



Minerwa mechanicznie jadła owsiankę i odpowiadała na pytania sąsiadów, dlaczego Grin nie odpisuje, wycieczka już jutro, a ona wciąż nie wie czy ma przystąpić do rolowania swoich cerberów, biedny Dumb naprawdę myślał że się nie zorientuje... Skrawek papieru miękko wylądował na jej łyżce.



"Czołem Młoda!
Bardzo mnie cieszą Twoje postępy i smucą wieści o Dumblu, co do rad, to mogę Ci dać tylko jedną: następnym razem nie leć do niego, tylko próbuj sama aż do skutku, władza musi być samowystarczalna, oczywiście że będę w Hogsmade, nie ominąłbym okazji do spotkania z moją ulubioną uczennicą, co do Toma, to o wiele przyjemniej spędzam czas z Tobą, tym przyjemniej-że widujemy się tak rzadko, gdybyście się wreszcie dogadali mógłby Cię do mnie ze sobą zabierać, ale cóż, nie będę się bawił w swatkę...
Twoi znajomi (czy też szpicle), nie będą nam przeszkadzać, uciszę ich, choć oczywiście lepiej by było gdybym nie musiał...
                                                                              Twój nauczyciel i serdeczny przyjaciel Daggo Grindewald"


***
 
To był już czwarty tydzień ich znajomości co postanowili oblać w pobliskiej cukierni.
-Masz talent Nerwa, ja się w tych sprawach nie mylę, jeszcze z rok nauki i będziesz dość silna żeby sięgnąć ze mną po władzę...
-A Riddle?
-Riddle? Riddle to użyteczne stworzenie, ale ma naturę niewolnika a ja jestem jego panem.
-Chodzą słuchy że założył własny związek każe się nazywać Lordem coś tam i wogóle..
-Dziecinada, nigdy nie podniesie na mnie ręki, skoro gromadzi ludzi dla siebie to nawet dobrze oznacza więcej mięsa armatniego dla nas...
-Słyszałam kiedyś, jak gadał o niższości urodzonych z mugoli, wyglądał jak fanatyk! A na dodatek zaraz potem zaczęły się te ataki, nie widzisz związku?
-Do tej sprawy lepiej nie wracać moja damo, przyjmujemy że winni zostali ukarani.
-No dobra mniejsza, a co powiesz na to że on ciągle łamie reguły?
-Bardzo mnie to cieszy...
-Że co?
-Łamanie reguł to bardzo łatwa i pożyteczna umiejętność, patrz- Wyciągnął różdżkę.
-CRUCIO!- Kobieta za ladą zaczęła zwijać się z bólu i wrzeszczeć rozpaczliwie, na chodniku gromadzili się gapie...
-OBLIVIATE!- Natychmiast powrócili do przerwanych zajęć pomrukując coś ze zdumieniem i potrząsając głowami jak po przebudzeniu...
-Ojejku, musiałam zemdleć- Wybąkała sprzedawczyni próbując podnieść się z podłogi, Grinde uśmiechnął się do niej protekcjonalnie.
-Łatwe, tylko trzeba przywyknąć, musiałabyś sobie wyobrazić że ta baba to np. Tom, że wreszcie możesz mu za wszystko odpłacić, a potem machnięcie dłonią, odpowiednie słowo, i po krzyku.
Patrzyła na niego z przerażeniem, roześmiał się.
-Oczywiście dojdziesz do tego stopniowo, zaczniesz od łatwych ćwiczeń, typu złamanie zakazu chodzenia w nocy po Hogwarcie... I byłbym zapomniał, mam dla ciebie prezent.
Wyciągnął w jej stronę zgrabną paczuszkę, zawahała się. Odebrała.
-Doprawdy, nie powinieneś...

***



-Wal, słuchaj, ja chyba dziś nie idę, nie mam ochoty.- Próbowała przekonać Walerię w czasie śniadania.
-Nie na pewno nic mi nie jest.- Wtrąciła do jej monologu.
-Po prostu nie mam ochoty i nie, nie chcę żebyś ze mną została.- Słowotok Wal nadal płynął monotonnie, Nerwa poczuła pokusę aby sięgnąć po różdżkę i złamać zasady...
-Ach, McGonagall zostajesz? To dobrze, pomożesz mi w kartotece.- Rozległ się głos Dumbla, patrzył na nią tym swoim pogodnym, naiwnym wzrokiem, cały misterny plan wziął w łeb...
***



W paczce były dwie książki, właściwie to porządne ceglaste księgi: "animagia- wszystkie tajniki" "Subtelna sztuka wymknięcia się karze" oraz mugolski pamiętnik obejrzała go ze zdumieniem, spojrzała pytająco na Dagga.
-Mój własny wynalazek, mamy takie tylko ty, ja i Riddle, czyni nieśmiertelnym.
-Akurat- Roześmiała się.
-Lepiej z tego nie kpij, później wyjaśnię ci to dokładniej, teraz skup się od dziś nie widujemy się ani tu, ani w parku, jak wrócisz do szkoły to informuj mnie o wyjściach do Hogsmade, postaram się tam być, uważnie przeczytaj obie książki najlepiej wykuj na pamięć, dużo ćwicz i nie opuszczaj się ocenach bo zaczną węszyć. Wiem że dużo wymagam, ale stać cię na to. Powodzenia!
Zniknął pozostawiając ją w stanie osłupienia.
***
"Grinde
Sorry że nie przyszłam, ale Dumbledor zaciągnął mnie do pomocy w kartotece- co za nuda, przy okazji nieźle mnie wymaglował, ale w niczym się nie zdradziłam, to do następnego razu. Cześć!
                                                                                                                 Twoja Nerwa"
Ku jej absolutnemu zdziwieniu odpowiedź nadeszła już w czasie kolacji:



"Nerwo
Muszę się z tobą koniecznie zobaczyć. Czekam dzisiaj o 20 przed bramą zamku
                                                                               Daggo"



Zerknęła na czasomierz, było już wpółdo, biegiem ruszyła przez korytarz, minęła lustro, pod wpływem impulsu zawróciła aby w nie spojrzeć zobaczyła twarz o jasnej cerze i regularnych rysach, lśniących błękitnych oczach ukrytych za prostokątnymi oprawkami, zawahała się, zdjęła je, włożyła ostrożnie do kieszeni, spojrzała jeszcze raz, jednym zdecydowanym ruchem rozpuściła kok, a potem ruszyła w kierunku portretu szarej damy.
***



-Dlaczego nie przychodzi?- Daggo nerwowo stukał palcami o blat stołu w "trzech miotłach"
-Mówiłem że spenia, nie dość że gryfonka to jeszcze szlama, wogóle nie wiem po co ci ona
- Odparł siedzący naprzeciwko przystojny młody chłopak z odznaką prefekta naczelnego na piersi.
-I dlatego to ja tutaj rządzę mam to czego ty nigdy nie posiądziesz-inteligencję. Ktoś musi zająć się pewnymi sprawami których my nie możemy ruszyć, a poza tym nawet gdyby to był tylko mój kaprys, to póki co ja tu decyduję i będę decydował dosyć długo, a ty nie masz prawa mi się stawiać, chyba że chcesz popaść w niełaskę?- Zapytał zimno, Tom spuścił głowę
-Przepraszam mistrzu.
-Poza tym, ile razy jeszcze mam ci powtarzać że te bzdury z czysta krwią może i się sprawdzają u mugoli, ale u nas nie, albo się ma zdolności magiczne, albo nie i pochodzenie nie ma z tym nic wspólnego, ta dziewczyna ma i może się przydać. Koniec kwestii.- Warknął
-Tak mistrzu, ale jednak nie przyszła.
-Tak, nie przyszła, coś się musiało stać, napisze mi...
Przez chwilę panowała pełna napięcia cisza.
-Mistrzu, kiedy zaczniemy wybijać szlamy i mugoli?- Daggo przeciągnął pełnym rezygnacji gestem dłońmi po twarzy.
-Czy ty słyszałeś co ja do ciebie mówiłem? Poza tym po co mnie pytasz, skoro już to robiłeś i to bez mojego pozwolenia, całkiem samodzielnie.- Tom pobladł, Daggo uśmiechnął się złowieszczo.
-Myślałeś że to przede mną ukryjesz idioto? Możesz sobie być dziedzicem slytherina, mordować szlamy i fundować sobie inne tego typu rozrywki, jeśli ci to sprawia przyjemność, dop6ki nie zacznie to szkodzić moim interesom, bo wtedy Riddle... Wtedy cię zniszczę. Bo może i jesteś już wystarczająco silny żeby uzyskać jakąś władzę, ale p6ki co nie moją... Przemyśl to sobie, a teraz spływaj.
Riddle skinął głową i wyszedł słaniając się na zdrętwiałych z przerażenia nogach, twarz Dagga przeciął złośliwy uśmieszek.
-Młody, głupi tch6ż myśli że mnie przechytrzy, świat schodzi na psy- Mruknął do siebie, pokręcił głową w zamyśleniu i zakrzyknął: "Wreszcie" na widok sowy z listem.
***



-Ach, już jesteś, robisz postępy w łamaniu reguł, wyglądasz bosko!
-Serio tak myślisz?- Zarumieniła się, nigdy nie przypuszczała że komplement może sprawić tyle przyjemności.
-Oczywiście!- Odparł z uśmiechem tonem szczerego oburzenia. (Baby na komplement złapiesz każda- pomyślał pogardliwie)
-Co się stało?- Spytała odwzajemniając uśmiech i odruchowo zagarniając kosmyk włosów za ucho.
-Muszę ci coś pokazać.
-Ale dlaczego koniecznie dzisiaj w nocy?
-Bo o północy kończy się data ważności- Puścił do niej oko, oboje roześmieli się uniósł r6żdżkę, po chwili wylądowali w jego bibliotece, na środku podłogi między stertami ksiąg stał kociołek, a w nim bulgotał prześliczny mieniący się niczym płynny brylant wywar.
-Łamiesz zasady i tracisz moc tylko po to żeby mi to pokazać, jesteś uroczy- Uśmiechnęła się do niego z rozczuleniem.
-Wiem, nie tylko ci pokażę, dam nawet część na własność, będziesz ją zawsze miała przy sobie, a właściwie w sobie...
-A więc to eliksir, jak działa?
-Da ci piękną duszę, tak piękną jak brylant: olśniewająco bezlitosną, nic nie będzie w stanie cię zranić, ty za to będziesz mogła zniszczyć doszczętnie wszystko co nie będzie po twojej myśli, zasady, prawa, ludzi, narody, państwa, wszystko to będzie tylko twoją zabawką, bo będą cię kochać, podziwiać za twoje Piękno, zrobią wszystko co im rozkażesz, a jeśli nie zginą od ostrza diamentu twojej duszy...- Mówił cicho, monotonnie, miękkim, hipnotycznym głosem, powoli traciła wyczucie sytuacji, czasu, przestrzeni, chciała tylko aby ten głos nie milkł
-To właśnie ci ofiarowuję- Zanurzył w naparze kryształowy kielich, podał jej, po ściance naczynia zsunęła się jedna kropla, upadła na podłogę, nie zatrzymała się wypaliła przejście do serca ziemi. W oczach Mini dostrzegł wahanie, błysk trzeźwości
-Tobie nic złego nie zrobi, dla odpowiednich ludzi jest nieszkodliwa- Uspokajający ton.
-To dałeś Riddlowi?- Senne, półprzytomne pytanie.
-Tak, dałem, ale ty będziesz jeszcze lepsza od niego.-cicho, łagodnie, perswadująco.
Brzęk tłuczonego szkła, syk wypalanej podłogi, okrzyk wściekłości.
-Nie chcę być taka- Spokojny trzeźwy rzeczowy głos.
Uderzenie, ból, ciemność...
-Chciałem po dobroci, ale skoro wolisz w ten sposób...
***
 
Mętne światło świec, twarz Daggo, kielich z eliksirem w jego dłoniach...
Chciała się zerwać, uciekać... Nie mogła. Daggo uśmiechnął się paskudnie.
-Mogłem cię tym napoić zanim się ocknęłaś, ale pomyślałem, że lepiej będzie jak zobaczysz że potrafię być również bardzo niesympatyczny, oczywiście tylko wtedy gdy ktoś mi się sprzeciwia...
-CRUCIO!- Jej krew zamieniła się w płynny oł6w, ciało rozszarpywały piranie, głowę zgniatał niewyobrażalny ciężar, w gardło wbijały się tysiące sztyletów...
Nie krzyknęła...
Skończył...
-Niezła jesteś, lepsza niż myślałem, Riddle wrzeszczał jak zarzynane prosię...
-Szuja- Udało się jej wykrztusić
-Ojoj, niegrzeczna dziewczynka, a prosiłem żebyś się przykładała do nauki... CRUCIO!- Z całej siły zacisnęła wargi, przygryzła język i tak był to stosunkowo najmniejszy ból, przynajmniej ocali godność... Albo to co jeszcze z owej godności zostało pomyślała z goryczą.
-Ocho, ktoś przeprowadza rachunek korzyści, zdolna bestia, ale jak dalej będziesz gadała głupstwa to będziesz wrzeszczeć, wierz mi że będziesz- Jego głos nagle złagodniał- Nerwa, myślisz że mi to sprawia przyjemność, takie traktowanie mojej ulubionej uczennicy? Bądź dobrym dzieckiem i wypij, Chcę tylko twego dobra- Podsunął jej kielich pod sam nos, jeszcze mocniej zacisnęła usta.
-No trudno, zrobimy to inaczej... IMPERIO!- B6l minął, z głowy odpłynęły wszystkie, najbłachrze nawet myśli w uwolnione od pęt dłonie wcisnął jej kielich. Rozległ się głos w jej czaszce, uniosła ręce i nagle pojawił się cień cienia myśli. "Wcale nie chcę tego pić", puchar powoli zbliżał się do ust, myśl "nie chcę!" pojawiała się coraz wyraźniej, a jednak była zbyt słaba aby oprzeć się tej innej- rozkazującej.
Rozległ się huk, tylna ściana biblioteki runęła, z wyrwy wysypały się ubrane na szaro postacie, Dag uniósł różdżkę.
-PETRIFICUS TOTALUS!- Najeźdźcy martwo poupadali na posadzkę, uskoczyć przed czarem zdołał tylko jeden.
-Nie waż się tego brać do ust!- Głos Dumbla, przebiegł pokój uskakując przed przekleństwami gorączkowo sypiącymi się z ust Dagga.
Dał nura za fotel, Dag usunął tą barykadę jednym słowem, zaklęcia i przeciwzaklęcia krzyżowały się w straszliwym tempie
-EXPELIARMUS!- Różdżka Dumbledora wyskoczyła z jego dłoni i wpadła do wyciągniętej kończyny prawej górnej Dagga...
-To była miła zabawa, szkoda że już się nie powt6rzy Dumbledor. AVA...
Mini zorientowała się że odzyskała władzę w rękach, błyskawicznie uniosła kielich i chlusnęła jego zawartością w Grindewalda, zachwiał się zaklęcie poleciało w g6rę, rykoszetem odbiło się od żyrandola wybijając okno uziemiło się. Dumble  podbiegł do oślepionego Grinda, wyrwał mu swoją różdżkę i wrzasnął:
-Alges!- Postać Grinda pokryła się soplami lodu, znieruchomiał.
Mini patrzyła na całą powyższą scenę jak sparaliżowana, Dumble uruchomił postacie z wyrwy, podszedł, narzucił jej na ramiona ciepły płaszcz, ukucnął, popatrzył badawczo w oczy, nie poznawała go, zamiast kolorowej szaty-szary mundur aurora, zamiast wyrozumiałego uśmiechu-poważna, strapiona mina, ulotniły się gdzieś wesołe błyski w oczach...
-Wypiłaś?- Schrypnięty ze zmęczenia głos, ponury ton.
Mini, pokręciła głową.
-O matko, myślałem że już za późno.- Westchnął z ulgą a potem nagle przytulił ją mocno.- Płacz, wyrzuć to z siebie, teraz już możesz...
***



Resztę wieczoru zapamiętała jak niewyraźny sen: Wszędzie mnóstwo gadających postaci, błyski pochodni, jacyś ludzie starający się coś z niej wydusić, psy, karetka, gapie.
Dumble nie został przy niej długo, odszedł z paroma mężczyznami w mundurach podobnych do jego, czuła się w tym wszystkim bardzo, bardzo mała i bardzo, bardzo samotna.
Dumble i tamci wrócili, zaczęli przebijać się w jej stronę, zatrzymał ich ktoś w uniformie ministerstwa, wymienili kilka słów, Dumble rozejrzał się
-Alastor, rozpędź tych pismaków i zabierz ją do skrzydła szpitalnego do jasnej ciasnej! Kto ich tu wogóle wpuścił?!
Podszedł do niej młody mężczyzna o twarzy pooranej bliznami, cofnęła się instynktownie.
-W porządku Mini to m6j przyjaciel, idź z nim, Alastor, mówiłem ci żebyś sobie fundnął operację plastyczną!
Tą uwagę skwitowały wybuchy serdecznego śmiechu.
-Słuchaj, może lepiej z nią zostań p6ki nie wr6cę i odganiaj pismak6w OK, wprawdzie mają do Hogwartu wstęp wzbroniony, ale tylko samo licho może wiedzieć co im przyjdzie do łbów!
-Jasne. Chodź mała- Bliznowaty wziął ją na ręce, po chwili wylądowali na stacji Hogsmade, zaniósł ją do samego skrzydła, pielęgniarka podała jej usypiacz...
***



-No brawo, Dumbledore długo to trwało, ale grunt że wreszcie się udało, a teraz bądź łaskaw streścić mi raport, długi jak nie wiem...
-To w gruncie rzeczy prosta sprawa była, wiedzieliśmy że Grindewald coś knuje, do knucia potrzebował wspólników, kolegom po fachu nie ufał, porządnych ludzi nie nagabywał, wiadomo że najłatwiej zakręcić w głowie dzieciakom, a jeszcze tym zakompleksionym, z mugolskich rodzin...
-Ale skąd wiedziałeś że właśnie z Hogwartu?
-Pamięta pan te dwa zniknięcia w 1958? To była jego sprawka: jeden puchon i jedna krukonka, potem na jakiś czas ucichł, sprawa nabrała rozgłosu, w 59 złapał Riddla...
-A co z tamtymi dzieciakami?
-Przypuszczam że nie nadawały się do jego planów, więc...- Wykonał sugestywny gest dłonią w okolicy gardła.
-Straszne, ale skoro miał Riddla to po co mu jeszcze ta mała?
-Bo z Riddlem przedobrzył sprawę, dał mu do czytania "Mein kampf" no i z Riddla wyrósł pełnowartościowy fanatyk, on nie potrzebował fanatyków są zbyt niobliczalni, chciał płotki do czarnej roboty!
-Na Riddla nadal nic nie mamy?
-Nie od tamtych wydarzeń bardzo się pilnuje...
-Niepotrzebnie dałeś po sobie poznać że masz podejrzenia.
-Wolałby pan aby zabił jeszcze parę osób?
-Nie, no fakt...  W każdym razie sprawa skończona napisze do Dippeta i możesz wracać do normalnej roboty...
-Mówiąc szczerze ministrze, wolałbym zostać w Hogwarcie...
-Zwariowałeś? Dlaczego?
-Wydaje mi się że będzie potrzebował solidnej ochrony przez jakiś czas, a poza tym lubię te dzieciaki i wogóle...
-Albus tylko bez takich ja cię TU potrzebuję!
-Zastąpią mnie Alastor i Barty, poza tym zawsze może pan napisać.
-Przez dłuższą chwilę panowało milczenie, minister Responsible westchnął ciężko. Banda wariatów! No dobra, poddaje się, namówię Dippeta...
-Dziękuję panie ministrze.
-Nie ma za co... Obyś cudze dzieci uczył ty...- Uśmiechnął się melancholijnie- A teraz zmywaj się muszę powiadomić twoich następców.
***
 
Dumbledor bezszelestnie zakradł się do sali, namierzył ją od razu: obrzydliwe, prostokątne oprawki, nienaganny kok, w dłoniach, oczywiście, podręcznik, stanął nad łóżkiem i odchrząknął, zwróciła na niego półprzytomny wzrok.
-Przyniosłem ci gorącą czekoladę na poprawę nastroju.- Wyciągnął w jej stronę tace z parującym kubkiem i ciastkami.
-Dziękuję.- Powiedziała totalnie obojętnym tonem, wróciła do czytania książki, zostawił wszystko na podręcznej szafce.
-No, to ja już może pójdę.- Żadnej reakcji, odwrócił się na pięcie.
-Alastor wszystko mi opowiedział, o całej aferze- Lekko drżał jej głos, usiadł przy niej na łóżku, będzie ciężej niż się spodziewał...
-Tak?- Spytał zachęcającym tonem.
-To kiedy wyjeżdżasz?
-Nie wyjeżdżam, zostaję, odkryłem w sobie powołanie...
-Akurat, powołaniem mi tu nie mydlij, chcesz mieć oko na Riddla.- Zabrzmiało to jak stwierdzenie faktu.
-Ja ci tego nie powiedziałem, ani nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam...
-Nie musisz, zawsze twierdziłam że to szuja, mogłam się domyślić- Umilkła.
-Pomijam milczeniem te uwagi...
-Jasne, jak wszystko! Czemu mnie u licha ciężkiego nie uprzedziłeś?!
-A powiedz uczciwie, posłuchałabyś?
-Uczciwie... Raczej nie...
-Na pewno nie, o tym się każdy musi przekonać na własnej skórze...
-Dumbledor?
-Hmmm?
-Wyleją mnie ze szkoły?
-Infusion zaproponował takie rozwiązanie, ale Frontsight o mało mu żeber nie połamał na samą sugestię, więc wychodzi na to że zostaniesz... Tym razem.
-Stary, poczciwy Fronti, nieźle mu dałam w kość przez tych parę miesięcy co?
-Nie da się zaprzeczyć.
-Dumbledore?
-Acha?
-Chcę zdawać egzamin na animaga.
-OK, spokojnie masz jeszcze kupę czasu do ćwiczeń...
-Nie, nie rozumiesz. Ja chcę teraz, zaraz, jak tylko wstanę!- Przyjrzał się jej badawczo, płonącym oczom, zaciśniętym w uporze ustom, obrzydliwym oprawkom, to nie była istota której motywy byłby w stanie zrozumieć, westchnął.
-Dobrze, myślę że to da się załatwić.
-Dzięki, wiesz gdyby nie to wszystko, to byłbyś ekstra nauczycielem...
-Ychm, byłbym ale nie jestem, cóż za komplement.
-Dzięki że uratowałeś moją szkaradną duszę, jest jaka jest, ale zdążyłam się do niej przyzwyczaić...
-Dzięki za uratowanie życia, jest jakie jest, ale mam do niego głupi sentyment...
Wyszedł, dziewczyna patrzyła za nim przez jakiś czas, to już nie była "ta bezczelna  wariatka McGonagall", ani wesoła Mini z zawsze gotową ciętą odpowiedzią, ani tym bardziej Nerwa...
Narodził się nowy człowiek, narodziła się kobieta- Minerwa McGonagall.
Minerwa McGonagall, która tego samego roku zdała jako najmłodsza osoba w historii egzaminy na animaga i teleportację, która uczyła się najlepiej w całej szkole i grabiła adekwatne oceny, ta która zgarnęła wszystkie SUMY i zdała egzaminy końcowe na najlepsze stopnie.
Którą natychmiast po ukończeniu szkoły osadzono na jednym z najwyższych stanowisk w urzędzie kontroli przy ministerstwie magii.
Minerwa McGonagall: w perfekcyjnym koku, idealnie wyprasowanych szatach, ohydnych prostokątnych oprawkach okularów, poważnej stanowczej minie, zimnym cynicznym uśmieszku...
Minerwa McGonagall którą nauczył się kochać i doceniać tamtego dnia w skrzydle szpitalnym...
Minerwa McGonagall z którą popełnili jeden jedyny błąd...













Długo oczekiwane, pełne literackiego kunsztu, zapierające dech w piersiach kolejne dzieła niezwykle utalentowanej i wrazliwej Arweny.
Romantyczna Śmierć Lacigama - tajemniczy dramat w wielu odsłonach autorstwa ŻOŁNIERZA i Hermiony.
Mrożący krew w żyłach świat demonów i wampirów w który wprowadza nas Ann Sketer w swoim najnowszym artykule.
Magiczne Zwierciadła i ich tajemnice odkrywane przez Syriusza.
Watermark - pierwsze takie opowiadanie w "Czarownicy", pełna metafizycznych refleksji i ulotnych ekspresji próba zrozumienia istoty i piękna starości.
Totalnie magiczna niespodzianka w wykonaniu Delymbora.
Niewidzialny przyjaciel - opowiadanie które zwyciężyło w konkursie "Be the next Rowling!" zoorganizowanym przez brytyjską telewizję publiczną BBC.



I wiele, wiele więcej!!!



Magiczny Magazyn Sieciowy "Czarownica" - jedyny TAKI magazyn

Ivanka
7.08.2003, 19:41

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Minerwa

Super opowiadanie, tylko o jaki błąd chodzi? Będzie dalsza część?

5.12.2008, 17:10
kala_p

pomijając niespójność czasową, o której była już mowa, musze przyznać że to bardzo ciekawe opowiadanie.opiera się głównie na dialogach i to się chwali, bo w większości opowiadań są przydługawe opisy scenerii, które czasem doprowadzają mnie do szału ;-D

17.08.2006, 18:43
Ivanka

Dzięks (Czarna) Łapo, syriuszko chyba jednak potraktuję to jak komplement ;-)...

18.03.2005, 10:53
syriuszka

Limak ma rację trochę nie ściśle i za długo to się strasznie ciągnie ( szczerze mówiąc jak gluty ale to już nie mój interes)ale ogółem nie złe.

25.10.2004, 16:10
(Czarna) Łapa

Ivanka, nie przejmuj się, że niektórzy nie zaszczycają swą obecnością myśloodsiewni pod twym, muszę przyznać, najwspanialszym dziełem. Fakt, że czas jest dość niezgodny, ale liczy się fabuła i na to czytelnik zwraca najwięcej uwagi. Dopiero teraz czytałam, ale naprawdę SUPER!!!

3.09.2004, 20:59
Ivanka

dzięki:).

16.08.2004, 14:49
Erin91

dopiero co przeczytałam, aqle opowiadanie jest po prostu świetne!:D

7.08.2004, 17:01
Ivanka

Oups! Tak to miała być ta sama osoba, tylko nie miałam przy sobie książki bo pożyczyłam, no i jest literówka... Dzięki za uwagę:)

21.07.2004, 08:49
Czo

Świetne! Bardzo mi się podobało! Tylko jednej rzeczy nie rozumiem: czy Grindewald i Grindelwald (w HPiKF) to ta sama osoba? Bo na karcie od czekoladowych żab było: "Dumbledore znany jest szczególnie ze zwycięstwa nad czarnoksiężnikiem Grindelwaldem (1945)..." Poza tym b. mi się podobało! :)

15.07.2004, 15:57
Ivanka

Nie znalam tych informacji Limaku... Ale coz nawet gdybym znala to bym nie zmienila, w koncu nie chce plagiatowac...

18.06.2004, 16:14