Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Ponad zasadami

                                                  Część I

W listopadzie, wiek temu, Harriet Bornholm zmarła w swej posiadłości Oakwood. Przyczynę śmierci ustalono jako naturalną, choć w okolicy krążyło wiele plotek. Jedno było pewne: Harriet Bornholm nie była zwyczajną kobietą. Służba widziała, jak o północy przechadzała się po lesie okalającym dom w dziwnym towarzystwie. Mieszkanka Oakwood stroniła od ludzi. Między innymi dlatego posądzono ją o skrywanie wielu spraw. Jedną z nich były kontakty z magią.
Gdy Harriet umarła, niewiele osób chciało przyjść na wyprzedaż jej majątku (nie pozostawiła testamentu). Wieczorem, tego samego dnia, Oakwood zostało zamknięte i żaden człowiek nie przekroczył jego progu. Do czasu.
                                                  


                                                        Część II


Pewnego jesiennego popołudnia Karen Shebeens przechadzała się po dziedzińcu Żeńskiego Gimnazjum w Abbotsbury. Była niezadowolona z powodu nienajlepszych wyników w nauce w ubiegłym semestrze, a jeszcze bardziej przygnębiały ją kary za słabe stopnie; tego dnia kazano jej napisać pięćset razy: "Cały wolny czas poświęcę na naukę, by nie przynieść hańby rodzinie i szkole".
Nienawidziła tego miejsca.
Karen nie ciągnęło do wkuwania lekcji. Zamiast tego wolała myśleć o fantastycznych miejscach;  o miejscach, gdzie ją docenią. Szczerze mówiąc, panna Shebeens chciała być choć raz uważana za kogoś wartego dobrego słowa. Czasem pomagała jej przyjaciółka, pochodząca z bogatej rodziny, Louise Perivale. Dziewczyna, jak na dobrze urodzoną pannę przystało, była prymuską (Karen uważała, że dyrektorka faworyzuje bogate "kujonki", a innych nie cierpi).
                                                      


                                                     Część III


Sobota była w szkole Abbotsbury dniem wolnym od nauki, dlatego też Karen i Louise wybrały się na spacer. Wbrew zakazowi dyrektorki poszły w stronę starego, dębowego lasu.
Pogoda była piękna, więc przyjaciółki nie zastanawiały się nad przyczyną odizolowania lasu.
Idąc na przód, natrafiły na coś w rodzaju parku ogrodzonego od lewej murem.
Karen odezwała się pierwsza:
   -  Doszłyśmy do jakiejś opuszczonej posiadłości. Chodź, Louise, na bramie musi być napisana nazwa.
Panna Perivale pobiegła za przyjaciółką.
   -  Oakwood - przeczytała Louise - napis trochę się zatarł, ale na pewno nazywa się Oakwood.
   -  Hm... Oryginalnie - odpowiedziała sarkastycznie panna Shebeens.
Jednak widok, który dostrzegła w oddali, odebrał jej głos. Otóż oczom dziewczyny ukazał się wielki, opuszczony dom. Bała się, mimo to ruszyła w jego kierunku.
   -  Karen Shebeens, czy ty jesteś normalna? - Krzyknęła przerażona Louise. - Tam mogą być duchy, mumie, wampiry... albo coś jeszcze gorszego. Wracajmy już. Jak dyrektorka się dowie, zabije nas!
Na wołanie przyjaciółki Karen odpowiedziała coś w stylu: "Nie bądź głupia", ale nie szła dalej w kierunku opuszczonej sto lat temu rezydencji Oakwood.
Zaczęło się ściemniać. Karen i Louise wróciły do internatu w samą porę. Jednak nie ominęła ich niespodzianka.
   -  Dobry wieczór, panno Shebeens, dlaczego twoje książki nie są poukładane na półce? - Spytała lodowatym tonem dyrektorka. - Myślę, że  w kuchni pojmiesz, iż w MOJEJ szkole nie ma miejsca na nieporządek.
   -  Ale przecież jest sobota - odpowiedziała Karen. W myślach dodała: "Ty nieuczciwa wiedźmo"!
Dyrektorka spojrzała na dziewczynę z oburzeniem w oczach.
   -  Do roboty!
Idąc do kuchni, Karen usłyszała krzyki koleżanek z klasy. Gdy podeszła bliżej, zobaczyła najbogatszą dziewczynę w szkole i jej klan. Panna Shebeens ich nienawidziła. Dziewczęta właśnie dokuczały uczennicy, której Karen nie widziała nigdy wcześniej. Napięcie rosło.
   -  Zostawcie ją, panienki! - Nieświadomy krzyk dziewczyny schłodził atmosferę.
Marybeth (tak miała na imię) była zszokowana. W końcu otrząsnęła się i odbiegła z innymi.
   -  W porządku? - Spytała Karen. Nie usłyszała odpowiedzi, ale przypomniała sobie coś. - Ty musisz być nową uczennicą tej budy. Ciężkie życie, nie martw się. Karen Shebeens.
Rudowłosa dziewczyna spojrzała na swoją wybawicielkę i odrzekła:
   -  Dzięki. Maeve Finnegan.
Jak się później okazało, Maeve była sierotą. Jej ciotka, angielska dama, postanowiła posłać siostrzenicę            do porządnej szkoły. I tak Maeve trafiła do Abbotsbury.
Karen wiele razy słyszała od nowej przyjaciółki o tym, dlaczego ta nie chciała opuszczać Irlandii.
Tęsknota za wolnością scementował przyjaźń Karen i Maeve.


                                                       Część IV


W towarzystwie Irlandki życie w Abbotsbury stało się lżejsze i nawet Louise przestała siedzieć nad książkami.
Pewnego dnia Karen postanowiła wtajemniczyć Maeve w swoje plany. Na niedzielę zaplanowała wyprawę do Oakwood.
Irlandka powiedziała tylko:
   -  Wyobrażasz sobie minę dyrektorki?
Z samego rana trzy przyjaciółki wyruszyły. Gdy dotarły do Oakwood, Karen nie miała wątpliwości.
   -  Wejdźmy do tej chałupy.
Louise zamarła z przerażenia, ale Maeve bez słowa skierowała się w stronę rezydencji. Nic nie dały przekonywania. Panna Perivale została.
Zardzewiałe gwoździe i zbutwiałe drewno nie stanowiły dla Karen i Maeve przeszkody. Wyważyły drzwi.
Wnętrze Oakwood przypominało cmentarz. Na przykrytych meblach leżała gruba warstwa kurzy. Świetna akustyka hollu przyprawiała przyjaciółki o mdłości. Bały się odezwać.
Obie badały pokój za pokojem idąc wzdłuż długiego korytarza. Dom zdawał się mieć nieskończoną powierzchnię. W końcu dotarły do małych drzwi. Karen spojrzała na towarzyszkę z milczącym błaganiem: "Żeby były zamknięte". Maeve, wbrew sobie, otworzyła drzwi.
W pokoju panował półmrok. Przez brudne zasłony przedzierały się promienie słońca. Jedynym meblem w tym pokoju był ciężki kufer ustawiony na środku. Irlandka weszła do środka, Karen poszła za nią. W skrzyni leżał medalion z namalowanym rozłożystym dębem.
Wtem... na schodach rozległy się kroki... ktoś szedł. Panna Shebeens wzięła naszyjnik do jednej ręki, drugą ciągnęła przyjaciółkę.
Obu serce podskoczyło do gardła. Dopiero gdy dotarły do bramy, mogły złapać oddech.
   -  Louise, nie uwierzysz! - Mówiła podekscytowana Karen. - Chata jest olbrzymia. Wszystko nie ruszane odkąd zamknęli dom. Słuchaj, tam ktoś był!
Nie mogła dokończyć, panna Finnegan krzyknęła:
   -  Chodu!
Trójka przyjaciółek biegła jak szalone.
Dopiero po obiedzie mogły porozmawiać, ale Maeve gdzieś znikła. Gdy się odnalazła, miała do przekazania szokującą wiadomość.
   -  Podsłuchałam rozmowę dyrektorki z burmistrzem. Mówiła coś o klątwie jakiejś Harriet i o tym domu... Oakwood. Dyrektorka twierdzi, że ktoś zakłócił jej spoczynek.
W końcu tylko Louise skomentowała informację.
   -  Jak myślicie, czy wtedy,  w posiadłości, słyszałyście tę kobietę?
Spojrzenie Karen nie wymagało odpowiedzi.
   -  Sprawdzę w bibliotece kim ona była.
Panna Perivale wyszła z pokoju.
   -  Pokaż ten naszyjnik, który stamtąd zabrałaś! - Poleciła Maeve.
Dopiero w tym momencie Karen przypomniała sobie o przedmiocie.
Irlandka wzięła przyjaciółkę za rękę i szepnęła:
   -  Uważaj.
Tego wieczora Karen nie mogła zasnąć. Nie rozumiała co się dzieje. Jej jedynym marzeniem było skończyć całą sprawę Oakwood.


                                                     Część V


Następnego dnia panna Shebeens o mało nie spóźniła się na lekcje. Jakież wielkie było jej zdziwienie, gdy weszła do klasy! Przykra atmosfera szkoły w Abbotsbury  znikła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Cały dzień wydawał się być piękny, lecz Karen nie wierzyła w cudowną przemianę gimnazjum.
Zrozumiała co się dzieje, gdy spotkała Maeve.
   -  Karen, coś jest nie tak w tej budzie. Podczas lunchu ta wredna małpa, Marybeth Hillingdon, powiedziała,    że mnie uwielbia. Ty musisz cos o tym wiedzieć.
Panna Shebeens ściskała  dłoni naszyjnik.
   -  To wina tego. Czuje to. - Po chwili dodała. - Będzie źle.
Słowa Karen sprawdziły się po zapadnięciu zmroku. Uczennice gimnazjum Abbotsbury zachowywały się jeszcze dziwniej. W miarę upływu minut zmieniły się w przeraźliwe zjawy.
Patrząc przez szpary  w drzwiach schowka na szczotki, Maeve i Louise widziały koleżanki - straszne, potargane duchy o wielkich i białych oczach.
Obie przyjaciółki bardzo martwiły się o Louise.
Rozgwieżdżona noc była przepełniona krzykami i mrożącymi krew w żyłach jękami.
Rankiem ktoś dobijał się do drzwi kryjówki dziewczyn. Gdy Karen otworzyła drzwi, do środka wbiegła podekscytowana Louise.
   -  Znalazłam! Słuchajcie! Cały wieczór siedziałam w bibliotece, szukałam wszędzie i nic. W końcu zakradłam się do działu z książkami zabronionymi przez dyrektorkę i znalazłam to -  Louise z dumą pokazała zniszczony egzemplarz "Historii Abbotsbury (wersja pierwsza)" . - Za okładką znalazłam ukrytą stronę.
   -  Louise?
   -  Nie przerywaj. Ta kobieta nazywała się Harriet Bornholm. Jej pochodzenie jest niejasne, wiadomo tylko,       że przybyła z daleka. Może przed czymś uciekała. Napisali w tej książce, że była czarownicą. Po jej śmierci znaleźli na to wiele dowodów. - Panna Perivale zamilkła. Po chwile ciągnęła opowieść mniej pewnym tonem. - - Na wyprzedaży majątku Harriet Bornholm sprzedano tylko jedną rzecz. - Louise spojrzała na Karen. - Twój naszyjnik
   -  Co to ma do rzeczy?
   -  Maeve, nie przerywaj - panna Perivale była blada jak ściana. - Nabywca zwrócił go tego samego dnia. Utrzymywał, że rzucono na medalion klątwę.
Louise pokazała dziewczynom brakującą stronę "Historii Abbotsbury (wersja pierwsza)". Karen zaczęła czytać niwyraźne litery:
"Nie zbliżaj się do Oakwood, nieznajomy, albowiem nieszczęście na Cię spadnie. Gdy medalion Harriet dotkniesz, niczym noc, w promieniach świtu, zblakniesz i zginiesz, a  zjawy Cię nie opuszczą.
Jedynie tym, co do tajemnic nie zaglądają, będzie wybaczone."
Pod spodem, najbardziej wyblakłym atramentem napisano:
"Ratunek jest w paszczy lwa".
Maeve, trzęsąc się, zakryła oczy rękami. Wtem Louise zobaczyła, jak przez Karen prześwieca słoneczny promień.
   -  Nie rozumiem nic! - wydusiła panna Perivale.
   -  Weszłyśmy do Oakwood. Mamy tę błyskotkę. Ty z nami nie poszłaś, więc nic ci nie grozi. - odpowiedziały równocześnie. - Jest, jak napisali, tylko co ze zjawami?
Do rozwiązania pozostała jeszcze jedna zagadka. Żadna z przyjaciółek nie wiedziała co oznacza "paszcza lwa".
   -  Maeve, myśl - mówiła do siebie Irlandka. - to pewnie straszne miejsce... cmentarz?
   -  Moment - przerwała Karen. - Rozwiązanie zagadki musi się kryć gdzieś tutaj. - Wychyliła się z komórki. - Wiem! Nad drzwiamy gabinetu dyrektorki jest rzeźba przedstawiająca głowę lwa!
Chwilę po tym, jak to powiedziała, upadła.
   -  Słabo mi.
Wszystkie trzy powoli wyszły z kryjówki. Na początku nie spotkały nikogo. Każdej z nich przez głowę przemknęła jedna myśl: "Jest za łatwo". Wszystkie miały rację.
Nagle zewsząd zaczęły pojawiać się zjawy. Sytuacja stała się niebezpieczna. Dziewczyny biegły szybciej,       ale duchy były tuż za ich plecami. Już prawie były na miejscu, ale Maeve zatoczyła się i upadła. Nie potrafiła wstać.
Blade zjawy były coraz bliżej. Co robić?
   -  Niedobrze mi - wyjąkała oparta o ścianę Karen.
Szybciej! Koniec jest bliski.
Ostatkiem sił dwie przyjaciółki dowlokły się do drzwi. Louise krzyczała ze strachu, nie mogła się ruszać.
Już otwierały gabinet, gdy dopadły je duchy. Wybuchła szamotanina. Jęk zjaw przerodził się w pisk. Były otoczone. Z każdej strony ciągnęły je białe koszmary. Dziewczyny nie miały szans ucieczki. Słabły z każdą chwilą.
Nagle Karen dostrzegła wyjście z kręgu. Szarpnęła Maeve i pchnęła drzwi gabinetu dyrektorki. Zamek puścił.
Obie zabarykadowały drzwi wszystkim, co było pod ręką. Blokada nie zatrzymała prześladowców, ale nie było już czasu.
Jak zniszczyć medalion? Karen zerwała z szyi łańcuszek i wrzuciła przeklęty przedmiot do kominka.
   -  Maeve, zrób coś!
W tej chwili zjawy wpadły do pomieszczenia i rzuciły się na Karen. Kilka wyło pieśń tak straszną, jakby wzywało samego diabła. W kominku pojawiła się bezkształtna postać. Już miała przybrać formę... lecz Maeve była szybsza. Wyłamała drzwiczki szafki, chwyciła czarną buteleczkę i roztrzaskała ją o kominek. Ze środka wyciekł świetlisty płyn. Zrobiło się ciemno. Naszyjnik Harriet spłonął jaskrawo-niebieskim płomieniem. Klątwa straciła moc.


                                                          Część VI


Było cicho, bardzo cicho. Karen i Maeve nie mogły uwierzyć  w to, co się stało. Emocje całkiem je sparaliżowały. Dopiero gdy ochłonęły, mogły się cieszyć z ocalenia. Jednak nie dane było przyjaciółkom odpocząć w spokoju.
Drzwi otworzyły się z hukiem. Do gabinetu wpadła czerwona ze złości dyrektorka, a widząc bałagan i dwie uczennice, wpadła w szał.
   -  Shebeens! Finnegan! Za to, co zrobiłyście... NIE OMINIE WAS KARA!


                                                                          Koniec

ŻOŁNIERZ
7.08.2003, 19:31

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

takewatson

nieczytałam tego bo mi si ę niechce

14.08.2004, 14:46
Aga

czytałam już to 8 razy ale tego zupełnie nie rozumię

26.03.2004, 21:30
pscółka

czemu nikt tutaj nic nie pisze???

11.09.2003, 16:21
jak juz wiadmo PSCÓŁKA

no coz niechcący poprzedni komentarz wypadł dwa razy.

11.09.2003, 16:20
pscółka

nie czytalam artykulu, bo go nie kapuje !!!

11.09.2003, 16:18
pscółka

nie czytalam artykulu, bo go nie kapuje !!!

11.09.2003, 16:18