Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Siła przeznaczenia

(rozdział drugi)

Rozdział II
Okruchy wspomnień

Po długiej rozmowie z Dumbledorem DL zebrała się w pokoju wspólnym Gryfonów, żeby dokładnie omówić całą sprawę. A było co omawiać.
-Rory zaginęła. Laura i Charl są narażone na niebezpieczeństwo. A my musimy coś zrobić. Ma ktoś jakiś pomysł? - Aileen powiodła wzrokiem po zebranych.
Odpowiedziała jej głucha cisza.
-Na czym niby ma polegać to niebezpieczeństwo? - spytała Charl, bębniąc palcami w oparcie krzesła.
-Siły zła was potrzebują. Będą próbowały wami zawładnąć- mruknął Jon, z trudem kryjąc irytację.
-Ale jak? Przecież prawie cały czas przebywamy w Hogwarcie, a Śmierciożercy mają bardzo małe szanse tu wejść - mruknęła Laura.
Pres pochyliła głowę. Jej siostra była Śmierciożerczynią, dziewczyna dość dobrze znała metody tego rodzaju "pracy"...
-To nie tak. Myślę, że was nie porwą. Raczej postarają się, żebyście dobrowolnie oddały się w ich ręce...Chcą widzieć, jak cierpicie.
-Wytłumacz mi, jak mogą nas zmusić do dobrowolnego oddania się Złu?- Charl spojrzała na Pres jak na ufoludka.
-Mają wiele sposobów. Nie muszą uderzać bezpośrednio w was, czasami wystarczy jeśli zagrożą waszym rodzinom...
-Chcesz powiedzieć, że mogą cos zrobić naszym bliskim? - Laurze zdecydowanie nie podobała się ta myśl.
-Nie mam pojęcia, co zrobią. Ja tylko ostrzegam...

***

Rory leżała na podłodze w jednym z mało uczęszczanych korytarzy. Była nieprzytomna. Jej myśli krążyły chaotycznie wokół jednego obrazu: ciała zmarłej matki. To wspomnienie przesuwało się przed jej oczami raz po raz, nie pozwalając do końca pogrążyć się w niebyt. Siły zła były coraz agresywniejsze, bynajmniej nie miały zamiaru odpuścić. Czarny Pan tak łatwo się nie poddawał...

***

Yennefer była niespokojna. Bardzo niespokojna. Miała nieokreślone przeczucie, że nie dopełniając przepowiedni znacznie utrudniła zadanie reszcie Drużyny. I że nie chodzi tylko o to, że trzeba się udać do Bram Piekieł.
Fiołkowooka wstała i wyjrzała przez okno dormitorium. Miała doskonały widok na całe błonia. Nagle jej wzrok przykuła mała, ciemna sylwetka zmierzająca szybko w stronę zamku.
"Kto łazi po błoniach o wpół do dziewiątej wieczorem?" - pomyślała. -"Trzeba to sprawdzić"
Narzuciła na ramiona pelerynę i cichutko ruszyła do wyjścia z dormitorium. Starając się iść szybko i równocześnie nie robić hałasu zeszła po schodach i przyczaiła się za stojącym w holu posągiem.
Po kilkudziesięciu sekundach nerwowego oczekiwania usłyszała skrzypnięcie wejściowych drzwi.
Yen próbowała przebić wzrokiem ciemność, jaka panowała w pomieszczeniu. Po chwili mogła już mniej więcej rozróżnić rysy twarzy wchodzącej do zamku postaci.
O kilka kroków od niej, zamykając wejściowe drzwi, stał Ibad Nohamad.

***

Laura przestała gapić się w sufit, stwierdzając po raz nie wiadomo który, że cała ta sytuacja jest ponad jej siły. I nagle poczuła, ze musi z kimś pogadać. Ale nie o ostatnich wydarzeniach. Potrzebowała zwyczajnej, babskiej rozmowy o ciuchach, plotek o koleżankach i temu podobnego eleganckiego odmóżdżenia. Pytanie tylko, z kim można tak pogadać? Charl odpada, jest za bardzo zaaferowana tą całą historią ze Śmierciożercami. Aileen, Pres i Yen jakoś nie nadają się do tego typu dyskusji. Rory zniknęła. Pozostaje Sui. Tak, trzeba iść do Sui.
Wędrując korytarzem wiodącym do lochów, Laura myślała o Jonathanie. W gruncie rzeczy nie było w tym nic dziwnego - ostatnimi czasy coraz częściej o nim myślała. Tyle, że teraz w jej myślach pojawiła się jeszcze dziewczyna. TA dziewczyna.
”Do jasnej cholery, jak można być zazdrosnym o kogoś, kogo nie ma?” - Emerald zganiła samą siebie. I natychmiast dodała w duchu, że nie ma najmniejszego prawa do zazdrości o Jona. Jak do tej pory nic między nimi nie zaistniało. Nie było żadnej, nawet najmniejszej deklaracji. A kilka spojrzeń i uśmiechów nie mogło świadczyć jednoznacznie o tym, że tamten moment podczas balu nie był tylko chwilowym kaprysem.
Szarooka stanęła przed wejściem do pokoju wspólnego Ślizgonów. Jako dobra znajoma Sui, była szczęśliwą posiadaczką niezbędnego do hasła. Nie zwlekając więc wyszeptała "Veritaserum" i robiąc krok do przodu znalazła się w królestwie Slytherinu.
Sui nie było. Można to było dostrzec na pierwszy rzut oka. A właściwie nie tyle dostrzec, co usłyszeć. Calb bardzo, bardzo rzadko milczała. A jeśli coś mówiła, to słychać ją było w promieniu dobrych kilkunastu metrów.
Ale chęć rozmowy z Suirys opuściła Laurę tak nagle, jak przyszła. Emerald ujrzała bowiem Jonathana.
Chłopak siedział i pustym wzrokiem wpatrywał się w leżąca na jego kolanach książkę. W jednej chwili cała irytacja Laury wyparowała. Podeszła do chłopaka i zamykając książkę spojrzała mu w oczy.
-Czego chciałaś, Wilczyco? - Jon odłożył podręcznik na stół.
-Nie mów tak do mnie - mruknęła dziewczyna, siadając na podłodze.
-Niby czemu? Przecież to twoja animagiczna forma. A zresztą, przypominasz mi wilka.
-A ona?
-Ona?
-Tamta dziewczyna. Ta, którą zaatakował wampir.
-Skąd o tym wiesz? - chłopak był zaskoczony do granic możliwości. - Przecież nie potrafisz czytać w myślach.
-Na co dzień rzeczywiście nie. Ale kiedy się zdenerwuję, dzieje się niezależnie od mojej woli.
Jon jeszcze raz spojrzał na nią, nie odzywając się. Nie podobało mu się to, że Laura wiedziała o Justynie.
-Jon, wiesz dobrze, że to nie była twoja wina. Zrobiłeś co mogłeś... - szepnęła szarooka.
Ivy miał inne zdanie na ten temat. Dlatego właśnie gdy się odezwał, jego glos zabrzmiał ostrzej, niż miał zabrzmieć.
-A co ty możesz o tym wiedzieć? I co cię to...-urwał, widząc w oczach Laury ból. Nie smutek, nie złość, ale właśnie ból. Tak silny, że niemal fizyczny.
-Masz rację, nie mogę nic o tym wiedzieć. I nie powinno mnie to obchodzić. Jestem dla ciebie obcą osobą i nie powinny mnie interesować twoje prywatne sprawy - powiedziała dziewczyna, siląc się na spokojny ton. - Zapomnijmy o tej rozmowie. Chciałam porozmawiać z Sui, ale tutaj jej nie ma. Idę jej poszukać - rzuciła, opuszczając pokój wspólny.
Po chwili szła korytarzem i przygryzając wargę starała się odgonić sprzed oczu natrętnie powracający obraz sprzed niespełna dwóch lat. Obraz ciała starszej siostry rozszarpanej przez wilkołaka.


Wspomnienia powróciły. Nie mogła ich odgonić. Laura czuła, że rzeczywistość przecieka jej przez palce, jak woda, a jej miejsce zajmują wspomnienia. Jakże straszne... paraliżujące... nierealne. Bała się ich. Chociaż to już minęło, nadal przechodził ją zimny dreszcz. Chociaż to tylko obrazy, obrazy przeszłości, wywoływały u niej mimowolne powracanie wciąż i wciąż do tego samego.
Pamiętała do tak dokładnie... Łąka, pełno kwiatów... piękny zapach wiosny... lekki wietrzyk, który rozwiewał JEJ włosy. Była dla Laury ideałem. Wzorem do naśladowania... Praktycznie tak jak każde rodzeństwo często się kłóciły, ale osiemnastolatka imponowała Laurze, i tak szukała u niej samej siebie. Zawsze wyobrażała sobie, że będzie taka jak jej siostra... Wszyscy powtarzali, że są tak do siebie podobne... Emerald miała nadzieję, ze tak będzie zawsze.
Nie było. Catherine zginęła. Nie było odwrotu.
Laura pamiętała piękny zachód słońca, który oglądała razem z siostrą... Siedziały wśród polnych kwiatów ciesząc się ostatnimi, ciepłymi promykami słońca, jakie ostatkiem okalałby łączkę. Laura bardzo cieszyła się bliskością siostry, uwielbiała z nią przebywać, a jak już miała okazję robiła to jak najdłużej. Cathy nie miała zbyt wiele czasu dla rodziny. Jako młoda praktykantka, w pracy na niezwykłymi zwierzętami musiała dużo wyjeżdżać. Siedziały bardzo długo i obserwowały gwiazdy, które pomału zaczęły wstępować na niebo, tak, jakby nie były pewne czy już jest ich czas. Wskazywały różne konstelacje i próbowały przypomnieć sobie ich nazwy...
Była pełnia. Piękny, okrągły księżyc uśmiechał się do nich przyjaźnie. Wokół niego roztaczała się niesamowita poświata, ale one były zbyt przejęte by cokolwiek zauważyć... W końcu musiały wracać. Było już dość chłodno, więc postanowiły skrócić sobie drogę i przejść przez mały lasek, prosto do domku, w którym zamieszkiwały na czas wakacji z rodzicami.
Było strasznie ciemno. I zimno. Dziewczyny trzęsły się, lecz humor nie opuszczał Cathy - paplała o byle czym i byle kim, bądź nuciła jakieś wesołe piosenki. Taka już była.
I wtedy TO się stało. Wyskoczył zza drzewa. Obnażył kły i spojrzał przekrwionymi oczami na sparaliżowane dziewczyny. Nie mogły wydobyć z siebie głosu. Wilkołak zawarczał głucho i ugiął się na tylnich łapach. Szykował się do skoku. Catherine odepchnęła Laurę, która sturlała się z małego pagórka, który znajdował się za kępą krzaków. Młoda Emerald słyszała krzyki, warczenie i odgłosy szamotania. Zamknęła oczy, zatkała uszy i nie ruszała się z miejsca.
To nie może się dziać.
Taka myśl co chwilę przepływała jej przez głowę.
Wszystko ucichło. Drzewa przestały szumieć, ustały szelesty gałązek i liści. Pomału oddalało się sapanie potwora.
Jak ją zobaczyła myślała, że zemdleje. Zmaltretowane ciało, porozrywane kończyny, puste, brązowe oczy, które wydawały się prawie czarne. To wszystko ją przerosło. Uklękła przy ciele siostry i zaczęła szeptać słowa modlitwy, którą nauczyła ją sama Catherine.
To nie może się dziać.
Ale się działo. Działo, i to tak realnie... Laura nakreśliła w powietrzu, nad twarzą Cathy, krzyż. Zobaczyła srebrną mgiełkę, która wypłynęła z rozchylonych i zakrwawionych ust jej siostry. Wyciągnęła ku niej rękę.
- Zabierz mnie ze sobą...
Mgiełka delikatnie owinęła się jej wokół ręki. Poczuła lekkie szarpnięcie. Tak jakby jakaś siła ciągnęła ją w swoją stronę. Ruszyła jak zahipnotyzowana ciągle patrząc na obłoczek. Zanim się zorientowała znalazła się na skraju lasu, a w oddali jarzyły się światła okien jej domku.
Naszego domu, Catherine
Mgiełka opadła łagodnie na ziemię, by zaraz wzbić się z niebo. Laura goniła ja wzrokiem, lecz po chwili załzawione oczy jej to uniemożliwiły.
Odwróciła się w stronę lasu.
- Niech ci ziemia lekką będzie.
Niech będzie...
Laura zatrzymała się i zamknęła oczy. Pod powiekami czuła ciepłe łzy. Tak ciężko było o tym zapomnieć... tak ciężko w ogóle przeżyć.
Dlaczego zawsze najlepsi muszą zginąć?

***

Yen cofnęła się błyskawicznie pod ścianę. Wstrzymała oddech i starała się upodobnić do ściany. Miała co do tego nauczyciela bardzo złe przeczucia - nie tylko dlatego, że był Lacerem. Otaczał go jakiś nimb zła, tajemniczości... wrogości. Nie wszystkie Lacery tak mają prawda? Charli była zwyczajna... a na widok Ibada Nohamada Yenna dostawała gęsiej skórki.
Nauczyciel rozejrzał się. Yen była pewna, że dostrzegł ją w ciemnościach, ale nauczyciel poszedł dalej. Dziewczyna jeszcze przez dobre pięć minut od zatrzaśnięcia się drzwi do lochów wstrzymywała oddech i nie odklejała od ściany. Potem westchnęła i z ogromnym uczuciem ulgi ruszyła do dormitorium.
Dziwne, że jej nie zauważył.
Yenna szła przez ciemny korytarz. Po obu stronach rozciągały się portrety wielkich absolwentów szkoły. Dziewczyna zerkała od czasu do czasu na nazwiska i daty, wypisane na nich. Natrafiła, oczywiście, na Albusa Dumbledore'a, Toma Riddle'a i Nicolasa Flamela... ale znalazła także coś, co wbiło ją w ziemię.
Pod portretem znajomego mężczyzny znajdowała się tabliczka z napisem: Ibad Nohamad, 1759-66.
On żył 226 lat!?

***

Pres obudziła się nagle z poczuciem, że właśnie śniło się jej coś strasznego. Nie pamiętała tylko, co.
Zerknęła na zegarek postawiony na stoliku nocnym i zobaczyła, że jest druga w nocy. Tuż obok budzika leżało lusterko. Przecież chowała je do kufra, nieprawdaż?
Nagle lusterko rozświetliło się jasnym blaskiem i ze środka dobiegł znajomy głos:
- Nie śpisz, kochanie? Bardzo dobrze. Mam dla ciebie kilka słów... PAMIĘTAJ O NASZEJ OSTATNIEJ ROZMOWIE...! Słodkich snów, siostrzyczko - lusterko zgasło i zapadła cisza. Presea siedziała jak sparaliżowana. Ostatnio Bella jej groziła... co ona planuje?

***

Jon siedział w pustym Pokoju Wspólnym i wpatrywał się w dogasający płomień na kominku. Żałował, że odezwał się do Laury tak ostro... nie dziwił się jej reakcji. Choć to bolało...
Drzwi do dormitorium chłopców z szóstej klasy uchyliły się i wyszedł z nich Draco Malfoy. Jon był pod wrażeniem, jak bardzo chłopak ostatnio się zmienił. Stwierdził, że to chyba zasługa Suirys... W końcu spotykali się ze sobą. Czyżby teraz szedł do niej? Ale po co?
Malfoy tymczasem zszedł na dół i przystanął przy fotelu. Miał na sobie czarną pelerynę.
Drzwi z Pokoju Wspólnego otwarły się i do środka weszła, jak gdyby nigdy nic, Aileen. Również miała pelerynę.
Malfoy chyba nie widział Jona, ale Atrien od razu go zauważyła.
- Cześć, Jon - powiedziała po prostu.
- Cześć - odparł, zastanawiając się, czy spytać się o co tu chodzi. Wydawało mu się, że wie, ale...
- Gdzie idziecie? - spytał.
- Nie twój... - zaczął Malfoy, ale Aileen mu przerwała.
- Do Lasu, Jon. Nadszedł czas, by iść do Lasu.
- Zwariowałaś? Przecież on... - znów zaprotestował Draco.
- ... wie - dokończyła Aileen.
- Idziecie na polowanie? - indagował Jon, krzywiąc się na wspomnienie Justyny.
- Tak. Jeśli tego nie zrobimy, możemy być niebezpieczni... coś o tym wiesz, prawda?
- Ty także czytasz w myślach? - skrzywił się Jon. Próbował zachować to w tajemnicy, ale wyglądało na to, że Drużyna jest zbyt niezwykła.
- Nie, ja czytam w ludzkich twarzach - odparła Aileen i przez chwilę promieniowało z niej jakieś tajemnicze piękno, jasne jak światło dnia... Ale to było bardzo ulotne wrażenie i już po chwili znów była bladą, niebieskooką i blondwłosą dziewczyną, w dodatku zmęczoną.
- Do zobaczenia - powiedziała i odeszła. Malfoy wzniósł oczy ku niebu i Jon posłyszał, jak arystokrata mamrocze "kobiety".

***

Tej nocy każdy z członków Drużyny Lacera przeżywał swój osobisty dramat.
Rory we śnie widziała wciąż martwe ciało swojej matki.
Suirys myślała o przeznaczeniu. Czuła, że coś nieodwołalnie nadchodzi, i że jej rola w tym co ma nadejść jest nie mała.
Jon wspominał atak wampira na swą ukochaną.
Laura przeżywała znów śmierć swojej siostry.
Presea wyobrażała sobie, co Bella może zrobić z nią i jej przyjaciółmi.
Yenna martwiła się, że przez niedopełnienie przysięgi zagroziła przyjaciołom... i że to miało coś wspólnego z Ibadem Nohamadem.
Aileen wspominała swoje pełne przemocy dzieciństwo i swoje pierwsze przemiany.
Charli wciąż od nowa przeżywała zarówno swoją przemianę w Lacera, jak i Chrzest Ognia... tylko ona wiedziała, jak straszne było tamto przeżycie.

Drużyna Lacera
14.03.2005, 16:06

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

dziewczyna

ZAMKNIJCIE RYJE , WY GŁUPIE MUGOLAKI!!!!!!

15.07.2006, 13:18
aga

suuuper extra odlotowe dziadostwo!!!

29.06.2005, 16:00
fgg

Do BANI!!!!!!!!!!!!!

28.06.2005, 20:32
fgg

Do BANI!!!!!!!!!!!!!

28.06.2005, 20:32
Kirke

Nie wierzę, że ktoś może być aż tak głupi, by napisać coś tak dennego...

20.06.2005, 10:09
Niki

Mnie też się on nie podoba. Nie lubię tarzania się w gównie - a tak się czułam czytając go. Do Klopssiska - żal mi cię. Coś masz słabą psychikę. Sugeruję wizytę u lekarza. PS Mornie alantie!

16.05.2005, 14:40
Hevy

Nie podoba mi się ten tekst.

8.05.2005, 19:23
Krasnola

coraz więcej ateistów w poslkich szeregach, niedobrze...

23.03.2005, 23:28
Klopssisko

do Jaelithe- ja nie czuje się chrześcijaninką>:] zacznijmy od tego ze jestem ateistką no ale dobra... a na rekolekcjach byłam tylko pierwszego dnia bo potem już nie wytrzymałam psychicznie>:/

22.03.2005, 17:04
madea

za dużo postaci i za dużo wydarzeń alebo jestem dziś bardzo tępa albo nie skumałam za bardzo o co chodzi! dzieki za streszczenie na końcu!

20.03.2005, 12:44