Siła przeznaczenia
Rozdział I: To
Arwena: Na początku chciałam zaznaczyć, że kiedyś to opowiadanie było o wiele dłuższe, lecz wskutek pewnego wydarzenia, jakim było skasowanie forum, na którym powstawało to opowiadanie, utraciłyśmy bardzo dużo fragmentów. Prolog jest streszczeniem tego, co zostało skasowane. Opowiadanie to zostało napisane przez ósemkę osób, która nazywa siebie Drużyną Lacera. Członkinie Drużyny Lacera to: Claire Verite; Rory Snape; Presea Black; Black Anima; Sh’eenaz; Chauve-Souris; Rahead; Suirys.Prolog:
Ktoś, kto nie wierzy w przeznaczenie może to uznać za przypadek, ale dla siódemki młodych ludzi to, co się stało, na zawsze nie pozostanie niczym innym, jak właśnie Przeznaczeniem. Pewnego dnia, o pewnej godzinie w jednym z przedziałów dochodzi do rozmowy między Jonathanem, Laurą i Yennefer. Tematem są Lacery - tajemnicze stworzenia, będące po części duchami, a po części demonami. Stworzenia, które po śmierci powracają na ziemię, po to by dokonać zemsty.
Chcąc nie chcąc, nasi bohaterowie spędzają ze sobą całą podróż. Wkrótce dołączają do nich jeszcze dwie dziewczyny: Aileen i jej przyjaciółka Charlotte.
Między piątką nastolatków powoli nawiązuje się pewnego rodzaju więź, coś w rodzaju przyjaźni. Związek ten umacniają niesamowite wydarzenia, których świadkami są właśnie ci młodzi ludzie. Powtarzają się niepokojące przypadki petryfikacji uczniów. Nauczyciele są bezsilni. Szkołę ogarnia atmosfera strachu i oczekiwania na nieznane.
Nasi bohaterowie próbują się dowiedzieć, dlaczego Hogwart staje się celem ataków. Dlatego w nocy wykradają z biblioteki Księgę, która w ich mniemaniu powinna dać odpowiedź na dręczące ich pytania. Z Księgi czerpią dalsze informacje o Lacerach.
Podczas szukania rozwiązania problemu nasza piątka poznaje Suirys - podporę ślizgońskiej drużyny quidditcha - i postanawia przyjąć dziewczynę do swojej paczki. Do grupki wkrótce dołączają też Presea - kuzynka Aileen i Rory- córka profesora Snape`a.
Grupkę znajomych niepokoi pojawienie się w szkole nowego nauczyciela - Ibada Nohamada. Profesor zachowuje się dziwnie, uczniowie podejrzewają, że może mieć on jakiś związek z tajemniczymi wydarzeniami.
Tymczasem Aileen i Charlotte, które przyjęły swoje animagiczne formy, aby śledzić nowego nauczyciela, natykają się w Zakazanym Lesie na tajemniczy obrzęd, w wyniku, którego część duszy Charl zostaje zarażona klątwą. Dziewczyna staje się po części Lacerem.
Jak wynika z odnalezionych przez naszych bohaterów zapisków, klątwę zdjąć można tylko poprzez zdobycie krwi dorosłego Lacera, albo przez odprawienie rytuału zwanego Chrztem Ognia. Jako że zdobycie krwi Lacera graniczy niemal z cudem, grupka nastolatków decyduje się na zastosowanie drugiej możliwości.
W międzyczasie Yennefer dostaje dziwnych ataków. Próbuje popełnić samobójstwo. Jak się wkrótce okazuje, ma to związek ze starożytną przepowiednią, z której wynika, że fiołkowooka jest mistyczną Dziewczyną o Srebrnej Krwi, która zrodziła się po to, aby przez swoją śmierć zniszczyć wszelkie zło świata. Tajemnicze siły próbują spowodować śmierć Yen, choć nie nadszedł jeszcze czas wypełnienia przepowiedni.
Laura, która w swoim poprzednim wcieleniu byłą potężną czarodziejką, jest duchowo związana z Yennefer. Konkretnie jest jej Mistrzynią, ma za zadanie pomagać jej i bronić przed wrogimi siłami.
Rory natomiast okazuje się Jasnowidzącą - ma dar przepowiadania przyszłości, który wielokrotnie przydaje się członkom Drużyny Lacera - bo taką nazwę obierają dla swojej grupki nasi bohaterowie. Wkrótce córka Snape`a ląduje w skrzydle szpitalnym w wyniku zamachu, jakiego dokonał na nią Nohamad do spółki z jej ojcem. Na szczęście nieprzytomną dziewczynę znajduje w lochach Jack, przyjaciel Drużyny.
Z czasem jednak wszystkie niesamowite wydarzenia idą w odstawkę, zepchnięte przez myśl o zbliżającym się Wielkim Balu. Niemal każda z członkiń DL ma wymarzonego partnera. Yennefer jest z wzajemnością zakochana we Fredzie Weasley`u. Rory, choć tak naprawdę kocha drugiego z Bliźniaków, pragnie pójść na bal z Jackiem, który jednak w gruncie rzeczy zaprasza Preseę. Charlotte idzie z Mike`iem, obiektem westchnień prawie całej żeńskiej części szkoły. Laura czuje się dotknięta tym, że Jonathan, w którym się podkochuje, idzie na imprezę z Julią, z piątego roku. W ramach zemsty postanawia przyjąć zaproszenie Matt`a, Gryfona.
Dzień balu zbliża się wielkimi krokami. Niestety, razem z nim nadciąga nad Hogwart fala złowróżbnego napięcia. Presea boi się iść na bal, martwi się, że Śmierciożercy na czele z jej siostrą, Bellatrix Lestrange, mogą zechcieć przerwać zabawę i wtargnąć do ogarniętego radością Hogwartu.
Rory zastanawia się, czy nie zrezygnować z zabawy. W końcu jednak cała ósemka pojawia się na balu. Zabawa rozwija się idealnie, dla większości Drużyny jest to jeden z najpiękniejszych wieczorów życia. Do czasu, gdy Laura odbiera wezwanie do wypełnienia przysięgi. Dziewczyna informuje o tym Yennefer, która wymyka się z balu, aby dopełnić przyrzeczenia. Niestety, nie jest w stanie poświęcić miłości dla dobra świata.
Rory i Laura są zbyt przejęte mającym się spełnić Przeznaczeniem, aby nadal uczestniczyć w balu. Obie wiec opuszczają go - Laura idzie na błonia, gdzie spotyka Jonathana i odbywa nim rozmowę, która kończy się pocałunkiem. Rory spotyka na balkonie George`a, który wyznaje jej miłość.
Jednak Drużynie nie dane jest długo pozostawać w spokoju. Od strony Zakazanego Lasu dobiega tajemniczy krzyk, DL musi go zbadać. Udają się wiec wszyscy - oprócz Yennefer - do Lasu, gdzie Rory odbywa rozmowę z Umarłymi, którzy informują Jasnowidzącą, że aby odwrócić skutki niedopełnienia przepowiedni, nasi Bohaterowie muszą udać się w wybrany dzień do Piekła i tam stoczyć walkę z wrogimi siłami.
Rozdział I
TO
Minęło kilka tygodni od pamiętnego wydarzenia, kiedy Yennefer odziana w wodorosty i przemoczona do suchej nitki, przerwała bal i oświadczyła, że nie dopełniła przysięgi. Dzięki pomocy i zdolnościom Jonathana udało się jakoś zatuszować całą sprawę. Co prawda kilku nauczycielom i uczniom Drużyna Lacera, mało nie uszkodziła pamięci na stałe, jeszcze inni dobre kilka dni leżeli w skrzydle szpitalnym z powodów różnorakich, między innymi panna Granger, która za nic w świecie nie mogła przypomnieć sobie tego co do tej pory się nauczyła. Na szczęście dzięki staraniom Pani Pomfery wszystko powróciło do normy, a sprawców całego incydentu nigdy nie odnaleziono. Jonathan był z siebie naprawdę dumny, i nie mógł tego ukryć mimo usilnych starań. Oczywiście kłopoty o których była mowa wyżej, uważał tylko i wyłącznie za winę dziewczyn, gdyż jak twierdził, Pan Bóg obdarzył je zbyt dużą żywiołowością, która w krytycznych sytuacjach miewa czasami fatalne skutki. Jednak nigdy, nie wypowiedział swojej opinii głośno zwłaszcza w obecności Laury. Zdawało się, że los się odwrócił. Charlotte, dawna Mistrzyni, i Rory nie wyczuwały żadnego niebezpieczeństwa. Wszyscy mieli nadzieję, że niespełniona przepowiednia nie da o sobie znać. Zadowoleni jak nigdy, chyba po raz pierwszy od dobrych kilku miesięcy, kosztowali smaku wolności. Kiedy tylko nadarzała się okazja Rory, Suirys i Laura szukały pierwszej lepszej sposobności, żeby wymknąć się chyłkiem na błonia gdzie czekały na swoich wielbicieli. Presea bezskutecznie próbowała nauczyć Jacka latać na miotle z prędkością wprost szaloną, a po tym jak mało nie złamał sobie ręki, zrezygnowała z tych prób. Laura coraz więcej milczała podczas rozmów z Jonathanem jakby wciąż jeszcze się wahała i nie wierzyła, temu co się dzieje. Rory bardzo zaniedbała naukę, całymi dniami przesiadując z Georgem w kącie pokoju wspólnego Gryfonów i co jakiś czas wybuchając śmiechem. Dziwnym trafem w kilka tygodni później po szkole zaczęły krążyć tajemnicze tabletki, po których połknięciu ludzie rzucali się nagle na siebie i z nieznanych nikomu, prócz pewnej pary powodów, zaczynali się całować. Jedno z takich wydarzeń weszło na zawsze do historii szkoły. Było to przed lekcją transmutacji. Draco Malfoy rzucił się nagle na Pansy Parkinson i nie przejmując się tłumem gapiów, oraz rykiem śmiechu Gryfonów, zaczął ja całować. Trwało to dopóty dopóki na horyzoncie nie pojawiła się profesor McGonagall, która skwitowała całe wydarzenie jednym zdaniem:
- Myślę, że trzeba będzie wprowadzić zakaz całowania się na korytarzach. Ministerstwo Magii nie powinno mieć nic przeciwko temu- Od strony Gryfonów znów można było usłyszeć stłumiony chichot. Wszyscy wiedzieli, że była to aluzja do ojca Dracona- Lucjusza Malfoya. Pani Profesor rozglądnęła się po tłumie otaczających ją uczniów ze wszystkich domów, gdyż Ravenclav i Hufflepuff miały zastępstwo z powodu nagłej choroby nauczyciela OPCM, cicho westchnęła i wpuściła uczniów do sali. Drużyna Lacera wiedziała o co chodzi. Wśród nich nie było Yennefer. Dziewczyna od dłuższego czasu unikała nie tylko lekcji, ale i kontaktów z nimi. Suirys kilka dni temu opowiedziała wszystkim jak oświadczyła jej, że jest niewarta tego, żeby być członkiem Drużyny Lacera. Próbowali jej szukać, ale bez skutku. Yennefer bowiem wracała do dormitorium późno w nocy a wymykała się rano. Na śniadanie nie chodziła, a od skrzatów słyszeli, że żywiła się w kuchni, lecz istoty te za nic nie chciały wyjawić w jakich godzinach się tutaj pojawia. Fred również jej nie widział. Drużyna Lacera, nie miała wyboru musiała czekać aż Yen sama im się pokaże na oczy i pozwoli ze sobą porozmawiać. Tymczasem nauczycielka transmutacji wpuszczała już ostatnie osoby do klasy, i patrzyła na nich groźnie spod uniesionych brwi:
- Eeee, pani profesor, zapomniałam ksiązki. Muszę po nią iść, zaraz wrócę!- powiedziała szybko Charlotte i pobiegła korytarzem.
- Dlaczego teraz, dlaczego…tam za rogiem coś się czai. Aileen ona nie powinna tam iść, tylko ty możesz jej pomóc Na razie jeszcze będziesz w stanie, potem będzie coraz gorzej i będziemy musieli zejść do piekieł wszyscy, bez wyjątku- szepnęła Rory zwracając się tylko i wyłącznie do elfki. Mówiła całkiem normalnym głosem. Była w pełni świadoma tego co się zaraz stanie. Czuła, że zło jest blisko, że zbliża się powoli i niemal niezauważalnie, stąpa lekko i bezszelestnie. Czas naglił, Aileen musiała przybrać postać wampira. Tylko w ten sposób można było pomóc Charlotte.
Decyzja była szybka.
- Idę - odszepnęła Aileen do Rory, a potem wyszła, nie odzywając się do nauczycielki ani słowem.
- A gdzie ona... - zaczęła McGonagall, ale zanim zdążyła skończyć na korytarzu rozległ się przejmujący krzyk, a tuż po nim nieludzki wrzask.
- Co się... - znów zaczęła profesorka i ruszyła ku drzwiom, ale na miejscu zatrzymała ją Rory.
McGonagall spojrzała na swoją rękę, trzymaną mocno przez dziewczynę.
- Puść! - rozkazała.
- Nie - odparła Rory. - Nie teraz. Jeszcze nie teraz...
- Co?!
Ale tym czasem reszta Drużyny zaczęła zbierać się naokoło.
- Niech pani zostanie tam, gdzie jest - rzucił Jon i wyszedł, powstrzymując pozostałych ruchem ręki.
***
Charlotte oparła się o ścianę; zakręciło jej się w głowie. Na szczęście, szybko przeszło i dziewczyna ruszyła dalej. Skręciła w prawo i... nagle znalazła się w pozycji horyzontalnej.
- Ałł - syknęła, spojrzała w górę i... wrzasnęła z całych sił.
Na ten dźwięk istota, która czekała za rogiem, dmuchnęła i Charli zamknęła oczy.
***
Jon przybiegł na tyle wcześnie, że zdążył zauważyć, jak Aileen pada na ziemię. Miała porozrywaną szatę i krwawiła. Przed nią leżała Charli.
Locusta wyczuł, że ta ostatnia nie oddycha.
Przypadł do niej, odtrącając Aileen dość brutalnie i w tempie absolutnie dzikim zdjął swoje rękawiczki. Prawą rękę położył na sercu dziewczyny, lewą na jej głowie. Zamknął oczy i począł się koncentrować... mruczał coś do siebie i coraz silniej zaciskał powieki.
***
Profesor McGonagall zdołała w końcu uwolnić się od grupki uczniów, która postanowiła ją zatrzymać (wlepiając każdemu przy okazji szlaban i pozbawiając ich domy po pięć punktów za osobę). Nie zdołała się jednak ich całkiem pozbyć, bo ruszyli za nią.
Profesor natknęła się na dziwnie wyglądającą trójkę tuż za rogiem.
- Co tu się...
- Udało się - przerwał jej Jon, odbierając ręce od Charli. Dziewczyna zaczerpnęła gwałtownie powietrze i zakaszlała, nie otwierając oczu.
- Co!? - McGonagall pochyliła się nad Charlotte i dotknęła jej czoła. Było zimne, choć spływały z niego strużki potu.
- Udało się - powtórzył Jon z niedowierzaniem. - Udało się...
- Aileen - westchnęła Rory, opadając tuż obok elfki. Wyciągnęła dłoń, aby jej dotknąć, ale ta nagle otworzyła oczy i chwyciła dłoń córki Snape'a w nadgarstku.
- Nie - wyszeptała. - Zarazisz się - dodała odrobinę głośniej i znów zamknęła oczy, nadal trzymając Rory za rękę, choć już słabiej.
- Zarazisz się? - powtórzyła nieco zdziwiona Suirys, a na twarzy reszty odbił się taki sam wyraz konsternacji. Wszystkich, za wyjątkiem Pres.
- Zarazisz się... - szepnęła cicho. - No jasne... rozumiem.
- Co? - powtórzyła McGonagall i spojrzała po kolei po ich twarzach. - Tego za wiele. Wszyscy do dyrektora. Rory, zabierzesz Aileen i Charlotte do skrzydła szpitalnego. Reszta za mną - zaordynowała i nie było wyboru.
***
Charlotte obudziła się kilka godzin później w opustoszałym Ambulatorium. Na początku nie pamiętała, co się właściwie wydarzyło (dmuchnięcie, to powaliło ją dmuchnięciem), ale potem sobie przypomniała. Klasa... Korytarz... Ból głowy... i TO.
Kiedy Charli przypomniała sobie TO, jej oczy rozszerzyły się z przerażenia (Dmuchnięcie, to powaliło ją dmuchnięciem). Nawet w myślach nie potrafiła wypowiedzieć swojego strachu. Nie potrafiła Tego opisać... To było zbyt straszne...
***
Minerwa była wściekła. Wszyscy, z wyjątkiem Rory i dwóch poszkodowanych, podążali za nią w milczeniu. Wiedzieli, że muszą coś wymyślić, lecz jak na złość żadne rozsądne rozwiązanie nie przychodziło im do głowy. Jonathan, wciąż jeszcze słaby po leczeniu Charlotte, próbował skupić się na raz na wszystkim i połączyć w jakiś logiczny ciąg tysiące rozbieganych myśli. I wtedy nagle przypomniał mu się ten pierwszy raz w życiu, kiedy ściągnął rękawiczki. Pamiętał pochmurną noc i księżyc w pełni obleczony krwistą poświatą. Wyszedł wtedy z sierocińca, żeby się z nią spotkać. Szedł szybko nie oglądając się za siebie. Zresztą całe życie tak właśnie postępował, myślał o tym co ma być a nie o przeszłości. Wiedział, że pogrążenie się w smutku i zapominanie o życiu nic nie daje. Ale tej jednej nocy nigdy nie zapomniał, nigdy nie przestał jej rozpamiętywać, ona na zawsze pozostała w jego pamięci. Pamiętał rude, długie, całkiem proste włosy Justyny, zawsze tak pięknie odcinające się na tle ciemnogranatowej nocy. Jej smukłą sylwetkę zarysowaną niewyraźnie na tle osnutego mgłą jeziora, gdzie zawsze się spotykali. A potem jej usta wykrzywione w figlarnym uśmiechu. Jak bardzo ją kochał, dlaczego to musiało się stać, dlaczego? Westchnął. Podniósł głowę i napotkał spojrzenie Laury. Ona była taka inna od tamtej, ale to dobrze, jednak nawet gdyby było inaczej to przecież nie kochałby jej za to podobieństwo, ale za zupełnie coś innego, począwszy od kąśliwych uwag, jakie niegdyś mu czyniła, a skończywszy na spojrzeniu tych szarych, głębokich, często pełnych sprzecznych emocji, oczu. Dokładnie za to za co kochał ją teraz. Pomyślał o Aileen i wtedy znowu przed jego oczyma stanęło wspomnienie tamtej nocy, która do dziś śniła mu się w najgorszych koszmarach, a przecież mogła być tematem do jakiejś romantycznej ballady, mogłaby gdyby nie tamto. Nie zauważył go, był zbyt szczęśliwy, zbyt zaabsorbowany wizją mającej nadejść radości. To się stało, kiedy się całowali tonąc w miłosnym uniesieniu i zapadając się w bezmiar namiętności. Wtedy nadszedł. Cicho i niepostrzeżenie. A potem był krzyk, nieludzki i długi, jej krzyk i białe kły zatapiające się w jej łabędziej szyi. Pamiętał strużkę krwi, która spłynęła po jego ręce- ostatnia pamiątkę po niej. O tak to było szalone, lecz i tak próbował ją ratować. Potem musiał uciekać przed własną ukochaną. Ujrzał ją po raz ostatni, kiedy wrócił do sierocińca i wpatrywał się w czerń nocy rozświetloną jedynie srebrzystym blaskiem księżyca. Unosiła się nad ziemią w postaci orła a obok niej był czarny ptak. Odleciała na zawsze, by nigdy nie powrócić. Zacisnął pięści. Od tak dawna bardzo chciał zapomnieć, a nie mógł. I jeszcze teraz Aileen przypominała mu jak bardzo nienawidził wampirów, chociaż ostatnio wiele się zmieniło. Dziewczyna, która teraz leżała w skrzydle szpitalnym była zupełnie inna, zupełnie…
- Panie Ivy, proszę do gabinetu- chłodny głos profesor McGonagall sprawił, że powrócił do rzeczywistości.
Kiedy cała czwórka znalazła się za drzwiami, zaczęła się istna burza z piorunami. Nauczycielka transmutacji, która była gorzej niż wściekła, zaczęła opowiadać wszystko dyrektorowi. Podczas tej opowieści, kilka postaci z portretów na ścianie zasłoniło sobie dłońmi uszy.
- Czekam na wyjaśnienia- powiedział spokojnie dyrektor
Nikt się nie odezwał. Nie dało się wytłumaczyć tego, że niemal rzucili się na nauczyciela.
- Jeżeli nie udzielicie nam odpowiedzi na postawione pytanie będę zmuszona wezwać do szkoły waszych rodziców lub opiekunów- rzekła ostro McGonagall
W gabinecie nadal panowało milczenie.
- Panno Emerald, pani zawsze wydawała mi się rozsądną osobą. Zapewne zdaje pani sobie sprawę, że szkoła nie jest już tak bezpiecznym miejscem jak kiedyś i że między innymi z tego powodu uczniowie powinni słuchać swoich nauczycieli, a nie przeszkadzać im nie tylko w prowadzeniu lekcji, co się wam wszystkim coraz częściej zdarza, ale i rzucać się na nich z różdżkami! To karygodne! Ponadto ostatnio wielu z was nie uczęszcza na lekcje. Jeżeli dobrze pójdzie skończy się tylko na napisaniu do waszych rodzin, więc radzę udzielać wyjaśnień!- kontynuowała profesor McGongall starając się zachowywać spokojnie, co nie bardzo jej wychodziło.
Laura nie powiedziała absolutnie nic, spuściła tylko głowę na znak zakłopotania. Wszyscy wiedzieli, że w tym momencie może uratować ich tylko cud. Nagle do gabinetu wpadła Yennefer:
- To ja zrobiłam. To moja wina.
Dumbledore dał jej znak ręką by kontynuowała. Minerwa zaniemówiła. Drużyna Lacera stała oczekując najgorszego:
- Chciałam przywołać ducha mojego ojca. Myślałam, że to łatwe, ale niestety nie bardzo mi wyszło. To było straszne. W pokoju zrobiło się nagle ciemno a potem usłyszałam jakieś głosy. Mówiły coś o krwi i mordzie a potem o tym, że ktoś musi umrzeć, żeby mogły żyć. Coś otarło się o moją szatę. Potem poczułam gwałtowny ból. Nie mogłam się ruszyć. Byłam jak sparaliżowana. One wyleciały. Nie wiem co było dalej bo bardzo źle się poczułam, a potem jak już chciałam iść, żeby kogoś zawiadomić to spotkałam Rory i wtedy ona powiedziała mi o Aileen i Charlotte. To straszne… co ja zrobiłam - powiedziała Yennefer a jej głos drżał tak jakby miała się zaraz rozpłakać.
Jonathan na jedną krótką chwilę napotkał jej spojrzenie. I nagle zrozumiał: Dziewczyna kłamała bez zająknięcia. Byli uratowani. Co prawda karę za rzucenie się na nauczycielkę i tak poniosą, ale najważniejsze było, że tajemnica została dochowana. Tymczasem Yenna popatrzyła na Dumbledor’a. Jej fiołkowe oczy rozszerzyły się nagle i zalśniły nieziemskim blaskiem. Włosy jak pod wpływem wiatru zafalowały, kilka mniejszych kosmyków opadło na twarz. Jonathanowi zdawało się przez moment, że jest ubrana w długą, zwiewną, białą i przeźroczystą szatę a jej ciało połyskuje srebrem, tak jakby była odziana w księżycowe promienie. Dziewczyna wiedziała, że się udało. Teraz mogła obawiać się tylko gniewu matki. Urok wili zadziałał na dyrektora.
***
Rory z trudem zaprowadziła dwie dziewczyny do skrzydła szpitalnego, po drodze spotykając Yennefer, której opowiedziała co się stało. Miała zamiar wrócić do dormitorium, kiedy nagle usłyszała jakiś szelest. Zaintrygowana, nie bacząc na niebezpieczeństwo, skierowała się w stronę skąd dochodził dźwięk. Nawet nie wiedząc kiedy, znalazła się w jakimś ciemnym korytarzu, którego nigdy wcześniej nie widziała. Był nadzwyczaj wąski. Jednak zamiast zawrócić szła wytrwale dalej. Z czasem zaczęła się czołgać. Nienawidziła kiedy jest ciasno, ale coś sprawiało, że musiała iść dalej, zobaczyć to co kryło się za rogiem. Wszystko co stało się potem , odbyło się tak błyskawiczne, że ilekroć Rory próbowała potem o tym powiedzieć zawsze brakowało jej słów. Poza tym bardzo trudno jest opisać własny strach. U wylotu korytarza zobaczyła czyjaś sylwetkę, rozmazaną i przypominającą cień, tylko, że postrzępiony. Podczołgała się bliżej. I wrzasnęła. To co zobaczyła sprawiło, że serce przestało jej bić. Widziała własnego ojca po którego dłoniach ściekała krew. U jego stóp leżała piękna kobieta ze spiczastymi uszami i wielkimi niebieskimi oczyma, do złudzenia przypominającymi oczy złotowłosej. Jej jasne włosy skręcone w delikatne loki wiły się niczym węże po posadzce. Ze skroni płynęła wąska strużka krwi. A potem dziewczyna zobaczyła samą siebie skuloną w kącie i łkającą. Poczuła, że mdleje. Złe moce unosiły się nad nią a potem wniknęły w jej ciało chichocząc. To przypominało dmuchnięcie.
- Mamo nie umieraj! - wyszeptała Rory i osunęła się bezładnie na ziemię.
***
-Panie! Wszystko w porządku, Severus się nawet nie domyśla, ile warta jest jego córka. Jest jeszcze na tyle naiwny, że myśli, że ratuje jej życie- powiedział Ibad Nohmad wpatrując się w taflę jeziora.
-Nawet nie musiałeś zmuszać tej dziewczyny Yennefer do tego by nie popełniała samobójstwa- zasyczał głos ignorując wypowiedź mężczyzny- Chyba będę musiał poszukać kogoś na twojego zastępcę.
-Panie one wszystkie dotrą do ciebie zanim otworzą się Bramy Piekieł- ich ostatnia deska ratunku- bronił się nowy nauczyciel.
-Teraz to jest twoja ostatnia szansa, chce je mieć przed następną pełnią księżyca: Charlotte, Laurę i Rory. Potrzebna mi ich moc. Głupia Yennefer, nie wiedziała, że nie popełniając samobójstwa odwraca bieg przeznaczenia. Teraz te moce, które miały mnie pokonać mogą stać się początkiem mojej potęgi, teraz starożytne runy wyryte na nodze Rory nie pokonają mnie, lecz uczynią jeszcze potężniejszym- milczał chwilę a potem powtórzył fragment przysięgi, jego głos ociekał ironią- A znak na czole Lacera połączony z błyskawicą pozwoli powiększyć moc Czarnego Pana- Po tych słowach wybuchnął głośnym, szyderczym śmiechem, śmiechem, którego Ibad tak nienawidził.
-I weź czarnowłosej i Aileen te medaliony! W pierwszym przypadku możesz posłużyć się McGonagall, zwłaszcza teraz, po tym jak Yennefer zmyśliła tę całą historię o wywoływaniu duchów - zasyczał jeszcze i znikną.
Drużyna Lacera
18.02.2005, 16:18
Myślodsiewnia
zawsze fest o czym pogadać
27.05.2010, 20:40zawsze jest o czym pogadać
27.05.2010, 20:33test
17.08.2007, 19:45test
17.08.2007, 19:45Czytałam wszystkie częsci Harry'ego Potter'a są to książki moim zdaniem niesamowite bardzo wciągają czytelnika po prostu super!!
26.06.2005, 13:27Uwielbiam Pottera!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1
21.03.2005, 19:31Więc skoro jest jedną z największych niewątpliwie nie mogłoby jej zabraknąć!:)
27.02.2005, 18:17Opowiadanie ok :) ale myślę że wsadzenie w to wszystko chrztu ognia to mała przesada :P Poczytałabym dalej
25.02.2005, 20:50Buddyzm to jedna z największych religi świata!:)
22.02.2005, 16:49Hades,Persefona,Re,Diana,Budda i reszta tałatajstwa.Jest przecież cała mitologia i zatrzęsienie innych religii...Ale jest dobrze.
22.02.2005, 15:50