Magia
Magię należy bezwzględnie odróżnić od czarnoksięstwa; jest ona zjawiskiem ponadczasowym o bardzo szerokim zasięgu, podczas gdy czarnoksięstwo było ograniczone w czasie (trzy stulecia, mniej więcej między rokiem 1450 a 1750) i przestrzeni (chrześcijańska Europa Zachodnia i Ameryka Północna). Magia jest próbą podporządkowania sobie sił natury i wykorzystania ich do własnych, obojętnie dobrych czy złych, celów, najczęściej z resztą przy aktywnym współudziale i pomocy demonów. Pojęcie czarnoksięstwa z jednej strony mieści w sobie magię, z drugiej zaś znacznie poza nią wykracza, ponieważ czarownik sprzymierza się z diabłem, a zatem uprawiane przy jego współudziale praktyki magiczne mają na celu zanegowanie, wykpienie i odrzucenie Boga chrześcijan. Zbrodni, o które podejrzewano guślarzy i czarowników były w zasadzie identyczne, różny był jedynie motyw ich popełniania. Na podstawie takich właśnie przesłanek inkwizycja wypracowała koncepcję czarnoksięstwa jako herezji, czyli w pełni świadomego odrzucenia boga i Kościoła; czarnoksięstwo przestało być kwestią popełnionych czynów, stało się problemem światopoglądu, zajmując tym samym miejsce w rzędzie zbrodni sumienia.
W okresie początkowym, gdy ta teoria zaczynała się dopiero kształtować, dla znacznej części inkwizytorów i sędziów różnica ta nie była zupełnie jasna. Trudno im się dziwić, zwłaszcza, że Kościół katolicki miał swoje własne tradycje w tej dziedzinie. Pełen magii o charakterze sakralnym jest Stary Testament, a mimo stwierdzenia, że epoka magii dobiegła końca wraz z narodzinami Chrystusa, pierwsze stulecia naszej ery przyniosły obfitą literaturę dotyczącą Szymona Maga, cudotwórcy, którego próby opanowania sztuki latania pokrzyżował Piotr Apostoł. Inkwizytorzy starannie badali przypadki praktyk magicznych, starając się dociec, jakie intencje kierowały oskarżonymi o nie.
Mniej więcej od roku 1321, w południowej Francji, w Tuluzie i Carcassonne, zaczęła się seria procesów prowadzonych przez sądy kościelne, podczas których wyraźnie starano się znaleźć w praktykach magicznych symptomy herezji. Między rokiem 1320 a 1350 w samym tylko Carcassonne skazano na stos około 200 osób oskarżonych o magię heretycką, czyli o to, co rozumiemy pod pojęciem czarnoksięstwa. W Tuluzie takich przypadków było jeszcze więcej, bowiem blisko 400. Ponad pół wieku później, około roku 1395, sędzia kryminalny Peter de Berr palił na stosie ludzi, których uznał za malefici, czyli czarowników, podczas gdy winni byli oni jedynie uprawiania praktyk magicznych, sprawozdania z ich procesów milczą, bowiem zarówno o pakcie z Diabłem, jak i o sabatach.
Nie ulega wątpliwości, że celem wydanej w roku 1484 bulli papieża Innocentego VIII było wyeliminowanie tych niejasności. Również Tractatus de hereticis et Sortilegiss Paulusa grillandusa (1536), ówczesnego autorytetu w dziedzinie prawa, zawiera wiele stron poświęconych próbie ustalenia, w jakim momencie praktyki magiczne przestają być herezją. Niektóre z przedstawionych przez niego argumentów były powtórzeniem tez najwybitniejszego specjalisty w dziedzinie prawa kanonicznego w pierwszej połowie czternastego wieku, Johannesa Andreae. Bóg przyznał Diabłu pewien zakres władzy i możliwości, na przykład wiedzę o sposobach leczenia chorób.
W miejscowości Horseheath, w hrabstwie Sussex w Anglii, jeszcze w końcu lat dwudziestych krążyły przedziwne opowieści na temat pewnej staruszki:
Pewnego dnia przyszedł do niej jakiś czarny człowiek, wyjął księgę i poprosił ją, aby wpisała do niej swoje imię. Owa kobieta wypełniła jego polecenie, a tajemniczy nieznajomy oznajmił jej, że będzie panią pięciu duszków służebnych, które spełnią każdy jej rozkaz. Niedługo potem widziano ją w towarzystwie szczura, kota, ropuchy, fretki i myszy. Wszyscy byli przekonani, że jest czarownicą, a wiele osób zaczęło do niej przychodzić i prosić o uleczenie. (London, "Sunday Chronicle" z 9 września 1928)
Różnicę między magią a czarnoksięstwem podsumował znany angielski autorytet w dziedzinie demonologii, William Perkins, którego sposób myślenia był typowy dla ówczesnych inkwizytorów, sędziów, uczonych i prawników, słowem tych wszystkich, którzy ulegli manii polowań na czarownice. "Rzeczą, która przesądza o tym, że czarownica jest czarownicą - pisał on w roku 1608 - jest wyrażona przez nią zgoda na zawarcie paktu z diabłem". Perkins uważa, że w ramach tej definicji nie mieszczą się osoby "dotknięte obłędem i szaleństwem", słabe na umyśle oraz wszyscy, którzy wierzą w zabobony do tego stopnia, że uciekają się do zaklęć w błędnym mniemaniu, że pozwalają im osiągnąć to, czego sobie zażyczyli, nie dzięki pomocy diabła, ale dlatego, że otrzymują w ten sposób szczególną moc od boga na wzór niektórych ziół, jakim nadał on właściwości leczenia schorzeń.
Przepraszam Was za to opóźnienie. Oczywiście, nadal będę aktualizować "Czarownicę" w piątki, nic się nie zmieni. Tym razem jest inaczej, bo... tak naprawdę, to sama nie wiem, czemu. Ciągle myślałam o "Matrixie" (widzieliście drugą część? Bo ja tak! Ale o tym ewentualnie w myślodsiewni). Przepraszam, że nie dodałam artykułu wtedy, kiedy powinnam, ale dopiero teraz. Jednak jestem normalną czarownicą i żyję nie tylko tym Magicznym Magazynem Sieciowym, chociaż jestem szczęśliwa, że mogę być jego naczelną. Dignif (i inni redaktorzy) mam do Was gorącą prośbę. Sprawy redakcji zostawcie mnie i nie podawajcie fałszywych informacji o deficycie czy zastoju. Przysyłacie mi dużo prac i naprawdę mam w czym wybierać, a to, że publikuję artykuł dopiero dzisiaj nie wynika z braku materiałów tylko, (no ok, przyznam się) z mojego lenistwa ;) Nie leżę do góry brzuchem, żyję całkiem aktywnie, ale czasami dobrze jest zrobić małą przerwę. To się nie powinno więcej powtórzyć ;) Lubię nienormowany czas pracy. Gdyby ktoś chciał, zeby jego artykuł lub opowiadanie znalazło się w "Czarownicy", to poproszę o maila na adres majalewandowska@wp.pl :) Wszystkiego dobrego! - Maja
Ania
7.08.2003, 19:17
