Harry Potter i Król Demonów
Rozdziały V i VI.
Aibhill: Dziś kolejne dwa rozdziały “Harry’ego Pottera I Króla Demonów”. Przepraszam, za opóźnienie w aktualizacji, ale miałam na głowie inne ważne sprawy. Niżej macie podane linki do wcześniejszych rozdziałów. Miłej lektury.rozdział I, II i III
rozdział IV
…mroczny znak, który nagle rozbłysnął ostrym, zimnym kolorem, a chwilę później wszystkimi barwami tęczy, nagle zaczął się deformować. Skóra piekła Harry’ego tak, jakby ktoś przypiekał go żywym ogniem. Jednak nie czuł bólu, był zbyt zdenerwowany tym co zobaczył. Na miejscu czaszki pojawiła się błyskawica, dokładnie taka sama, jak na jego czole, a potem przekształciła się w piaskowego wielbłąda z rogiem jednorożca. Wyglądało to dosyć dziwacznie, ale Harry poczuł nagle jakąś nieopisaną ulgę. Nie był w stanie wytłumaczyć z jakiego powodu. Fala szczęścia niemal go zalała a nadzieja znów wstąpiła w jego serce. Tylko Severus Snape stał i patrzył z kamienną twarzą, absolutnie nic nie rozumiejąc. Wtedy z korytarza wyłonił się nowy nauczyciel obrony przeciw czarnym mocom. Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech, ukazujący nienaturalnie duże zęby. Harry miał wrażenie, że były to kły, ale trwało to zaledwie ułamek sekundy. Jednak odnotował ten fakt w pamięci.
-Severusie dobro nie rodzi się ze zła - powiedział szybko podchodząc do Pottera i podając mu rękę. Następnie odprawił go do dormitorium, gdyż sam miał zamiar porozmawiać z nauczycielem eliksirów. Jednak Harry kiedy tylko znalazł się za rogiem wyciągnął uszy dalekiego zasięgu, których spory zapas otrzymał podczas wakacji od Weasleyów, i zaczął podsłuchiwać:
-To bzdury, nikt już nie wierzy w takie rzeczy - mówił Snape pogrążony w rozmowie z nauczycielem OPCM. Z jego oczu nie sypały się iskry, głos był bardziej przyjazny niż zazwyczaj, nie wyczuwało się napięcia między rozmówcami. Harry miał przeczucie, że coś ich łączy.
-Uwierz mi, ostatnio przekonałem się na własnej skórze, że legendy nie kłamią. Popatrz - i znowu uśmiechnął się szeroko. Harry zbliżył się do rozmówców, modląc się w duchu by go nie zauważyli i jednocześnie przeklinając swoją własną ciekawość. Jednak nie zobaczył nic charakterystycznego. Gdyby skierował swój wzrok w stronę wielkiego, gotyckiego okna zobaczyłby srebrną poświatę na tle nieba i niewyraźną sylwetkę jednorożca majaczącą na wzgórzu. Ale tak się nie stało, Harry nie mógł nic zobaczyć.
-Nie musisz mi tego pokazywać. Już się wystarczająco napatrzyłem - odparł Snape, a w jego głosie dawało się wyczuć nutkę zaciekawienia.
-Czas byś uwierzył w moc przeznaczenia. Słyszałeś kiedyś wiersz pewnego mugolskiego poety? Padają słowa: Jaka jest przeciw włóczni złego twoja tarcza człowiecze końca wieku?
-To było pytanie retoryczne? Poza tym to nie jest towarzyska pogawędka. Nie tutaj. Te ściany mają uszy. Radzę przejść do mojego gabinetu.
Po chwili dwie sylwetki stopiły się z mrokiem nocy, a Harry znów został sam, opuszczony przez wszystkich. W tej chwili przypomniał sobie o spotkaniu z Weasleyami i popędził korytarzem nie oglądając się za siebie. Szkoda, bo jednorożec wciąż tkwił w tym samym miejscu, wpatrując się nieprzerwanie w jeden i ten sam punkt na horyzoncie.
Rozdział 5
Wszystko zależy od nas
Harry biegł szybko; nie mógł się spóźnić. Bliźniacy powiedzieli mu wyraźnie, że będą czekać do drugiej w nocy i nie mogą tam zostać dłużej. Otaczały go ciemności, od czasu do czasu zdarzało mu się ujrzeć zapaloną latarnię, która w sumie i tak dawała bardzo mało światła. Na najbliższym zakręcie Harry stanął, rozejrzawszy się niepewnie dookoła. Później sięgnął do kieszeni szaty. Zawsze przechowywał tam Mapę Huncwotów - jeden z podarków od Freda i Georga. Z drugiej kieszeni wyciągnął różdżkę, po czym wypowiedział formułę: "Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego". Na mapie ukazały się malutkie punkciki opatrzone imionami i nazwiskami. To co zobaczył sprawiło, że krew zamarzła mu w żyłach - w jego stronę szedł nie kto inny jak... Snape! Przecież on miał być z nauczycielem OPCM w gabinecie! Więc co on tu u diaska robi? Szybko schował mapę, zapominając o formule na zakończenie. Już chciał uciekać, gdy ujrzał nauczyciela eliksirów z pochyloną głową; był wyraźnie przygaszony, nie rozglądał się wokół za nocnymi "włóczęgami"- co mu się mogło stać??? - zastanawiał się Harry. Nagle poczuł, że podłoga pod nim rusza się. Wszystko zaczęło się zamazywać. Czuł się jakby wciągał go jakiś niewidzialny wir; nie mógł uciekać. Teraz mógł już tylko poddać się losowi. A ten - nie zawsze bywa łaskawy. W końcu obraz się wyostrzył i zobaczył, że znajduje się w gabinecie Snape'a. A na środku stoi klatka z... tak - jednorożcem! Co o n i z nim zrobili? - jednorożec był strasznie brudny, nie miał swego złotego rogu pośrodku czoła. Więc jak poznał, że to jednorożec?. Poczuł niesamowitą atmosferę. Jednorożec spojrzał na niego, jakby chciał coś powiedzieć. Jednak nie mógł. I tak niedługo umrze. Jego róg został przełamany - więc zginie. To wspaniałe stworzenie. Nie, Harry do tego nie dopuści. Już chciał coś zrobić, zawołać, ale znów obraz się zamazał - znów nic nie widział, czuł tylko chłód. Gdzie teraz jest? Obraz znów się wyostrzył i Harry zobaczył skałę. Tak - skałę cmentarną. Była strasznie zarośnięta i spękana w wielu miejscach. Podszedł bliżej. Był na cmentarzu. Przypomniało mu się wydarzenie z przed dwóch lat. Widział oczami wspomnień, wszystko, co wtedy miało miejsce. Do oczu cisnęły się łzy, coś dławiło w gardle. Poczuł niesamowite zimno; poczuł czyjś dotyk, usłyszał czyjś śmiech. Zimny, szyderczy, pusty… Dopiero teraz spojrzał na to, co pisało na nagrobku - Harry Potter. A więc to jego grób. To jego przyszłość. Nikt o nim nie będzie pamiętał, albo nie będzie już nikogo, kto go znał, kochał. Zrozumiał wtedy, że jeżeli umrze ów przywódca Jednorożców - zginie i on. Znów obraz się zamazał, jednak tym razem znalazł się w Hogwarcie. Nad nim pochylało się chyba całe grono pedagogiczne.
-Przepraszam bardzo! Przepraszam - to Pani Pomfrey przeciskała się przez tłum nauczycieli i uczniów starając się dotrzeć do leżącego na podłodze chłopaka. Harry widząc to podniósł się szybko i robiąc dziarska minę zapewniał, że czuje się rewelacyjnie i że to naprawdę nie jego wina, że Irytek miał dziś wyjątkowo zły dzień. Dambledore patrzył na niego spod swoich okularów połówek i uśmiechał się tajemniczo. Chłopak miał wrażenie, że nauczyciel czyta w jego myślach. Mimo wszystko wytrzymał spojrzenie.
-Chodź ze mną. Musisz koniecznie położyć się do łóżka - do pielęgniarki szkolnej najwyraźniej nie trafiały jego zapewnienia o dobrym samopoczuciu. Nie mając wyjścia powlókł się za nią, przeklinając pod nosem. Spojrzał na zegar. Było dwanaście minut po północy. Mógł mieć tylko nadzieję, że Hermiona i Ron podejmą decyzję nie czekając na niego. Wśród obecnych nauczycieli nie zauważył Snape’a i nowego nauczyciela obrony. Wtedy świadomość tego co przed chwilą ujrzał spadła na niego tak gwałtowanie, że zachwiał się niebezpiecznie i uratowała go od upadku tylko Pani Pomfrey. W zasadzie sam nie wiedział dlaczego ta wizja, którą miał przed chwilą tak bardzo go przeraziła. Może z tego powodu, że była realistyczna. Zdawało mu się, że widzi, wręcz dotyka srebrzystej grzywy jednorożca. Jego krew płynęła po jego rękach, słyszał bicie serca które cichło z minuty na minutę. Próbował krzyczeć, ale jego głos tonął w nicości. Nie mógł nic zrobić tylko patrzeć na własną śmierć. Wzdrygnął się pod wpływem tych wspomnień i próbował myśleć o czym innym, lecz widok szlachetnego zwierzęcia, z którego jak woda przez palce przeciekało życie wciąż stawał mu przed oczyma. Tego nie dało się zapomnieć.
-Dlaczego go jeszcze nie ma! - denerwowała się Ginny, która wprost drżała z niecierpliwości.
-Nie mam pojęcia - odpowiedział jej lekko podenerwowany Ron.
Fred i George nie zwrócili nawet uwagi na spóźnienie Harry’ego, bo obaj siedzieli z daleka od całej grupy i śmiali się niemal na cały pokój. Dopiero przed dwunastą podeszli do Hermiony i oświadczyli, że idą poszukać chłopaka. Dziewczyna zgodziła się i poszła razem z nimi. Wrócili po dobrej pół godzinie bez żadnych wieści. Wszyscy rozsiedli się wokół kominka i w milczeniu wpatrywali w ogień. Wtedy do pokoju wspólnego weszła profesor McGongall z Harrym u boku:
-Teraz marsz do łóżka! I nie wychodź mi nigdzie bo na drugi raz nie ulegnę twoim prośbom i zostaniesz w skrzydle szpitalnym - powiedziała chłodno a kiedy zauważyła Freda, Georga, Ginny, Rona i Hermionę zrobiła się blada ze złości - Wy jeszcze nie śpicie! Minus dwadzieścia punktów dla Gryffindoru!
-My eee się uczyliśmy - usprawiedliwiał się George.
Nauczycielka transmutacji spojrzała na niego tak, jakby ktoś właśnie jej oświadczył, że magia nie istnieje po czym obrzuciła wszystkich karcącym spojrzeniem i wyszła.
-Harry co się stało? - spytała zaniepokojona Hermina.
-Nieważne. Przejdźmy do rzeczy. To co ze mną się działo opowiem wam później. Myślę, że jak najszybciej musimy dowiedzieć się czegoś więcej o tym charłaku, który będzie nas uczył OPCM.
-Najpierw - zaczął Fred - podpiszcie to i wyjął z kieszeni stary, zniszczony kawałek pergaminu opatrzony jakimiś dziwnymi znakami.
-Skąd to masz Fred! - krzyknęła z zachwytem Hermiona.
-Hmmm no cóż znaleźliśmy to kiedyś z Georgem podczas szlabanu w gabinecie Snape’a.
Dziewczyna nie czekała na więcej wyjaśnień tylko wzięła do ręki pergamin i zaczęła mu się uważnie przypatrywać.
-Czy ty wiesz co oznaczają te symbole? - zapytała po kilku minutach wciąż tym samym zafascynowanym głosem.
-Nie mam pojęcia.
-No tak, mogłam się tego domyślić - powiedziała tonem nauczycieli transmutacji - To starożytne runy. Wiążą się z tak zwaną starą magią. Starożytni używali ich bardzo często, wtedy, kiedy jeszcze czarodziejstwo nie było tak powszechne na ziemi. W zasadzie uprawiało je tylko niewielu.
-No dobrze, dobrze wierzymy ci, ale co to znaczy? - dopytywała się Ginny.
-„Ty, który to podpisujesz wiążesz się wielką przysięgą z pozostałymi członkami Bractwa”
-Czego?
-Bractwa taka starożytna organizacja czarodziejów, którzy chcieli służyć dobru, ale jednocześnie nie pragnęli by magia stała się tak popularną wiedzą jaką jest teraz. Tylko wybrani mieli do niej dostęp.
-No dobra Hermiono, ale co to ma do naszego problemu?
-To, że nie napiszemy nic na tym kawałku papieru bo to relikt, część historii.
-Oddaj to!!! - zdenerwował się George - myśmy to znaleźli.
-Nie znaleźli tylko ukradli - poprawiła chłopaka dziewczyna.
-Jeżeli dla ciebie…
Nie skończyli się kłócić bo przerwał im Harry:
-Możemy to wykorzystać. Jeżeli się podpiszemy pod tym wszyscy to połączy nas przysięga. Nikt nie zdradzi, a nasza moc się powiększy.
-To nie jest śmieszne Harry. To nie zabawka, nie można igrać ze starożytną magią. Wszystko ma dobre i złe strony. Możemy obudzić ciemną stronę mocy. Wystarczy chwila nieuwagi.
-Hermiono - Ron stanął w obronie przyjaciela - A czy nasze życie i wyzwanie jakie ono nam stawia jest proste? To już nie jest zabawa. Los gra z nami w jakąś grę, której wyniku nie sposób przewidzieć. Trzeba zrobić wszystko żebyśmy wygrali partię. Jednym słowem szach mat za najwyższą stawkę, za ryzyko.
-Dokładnie. Nowy nauczyciel OPCM jest demonem i charłakiem. Ja widzę jednorożca. Mam dziwny znak na ramieniu. To wszystko nie jest w porządku. Mamy coraz mniej czasu. Czuję to. Śmierć idzie za mną krok w krok, niedługo ostateczna potyczka. Trzeba wywołać te duchy, dowiedzieć się czegoś więcej o pewnej legendzie i tym - Tutaj wskazał na swoje ramię.
Jednak nikt go już nie słuchał. Do zgromadzonych w pokoju przyjaciół Harry’go nie docierało już nic. Świat widzieli jak przez mgłę. Tylko wyraźny, iskrzący się srebrno znak wielbłąda - jednorożca stawał przed ich oczyma. Zaległa tak głęboka cisza, że Harry’emu zdawało się iż słyszy bicie własnego serca. Nagle zrozumiał, że nadszedł czas, kiedy nie można już dłużej milczeć. Podjął opowieść. Każde słowo dobierał starannie. Wiedział, że od tego zależy w jakim świetle ukarze siebie i to całą skomplikowaną, tajemniczą sytuację. Wraz z opowieścią Harry’ego, Ron, Hermiona i reszta powoli wydobywali się z mgły. Każdy szczegół zaczął przybierać barwy i kształty. Historia, jaka rysowała się przed oczyma ich wyobraźni, bynajmniej nie była jasna i klarowna. Była niczym gra świateł i cieni. Trudno było rozróżnić co kryje się za rogiem. Ale cel zawsze pozostawał ten sam - walka ze złem, materializującym się nagle i niespodziewanie nie wiadomo skąd. Trzeba było odnaleźć tę jedyną prawdziwą drogę spośród tysiąca do wyboru. Największym zaś orężem przeciw złu miała stać się przyjaźń.
-My już chyba pójdziemy… - powiedział po kilku minutach ciszy Fred - Myślę, że nie mamy wyboru. Pomożemy ci Harry, ale jest czas działania i czas wypoczynku. Ten dzień przyniósł wiele niespodzianek. Teraz trzeba na chwilę zapomnieć by zaznać spokoju.
-Ale nie powiedzieliście nam jeszcze o nowym nauczycielu - wykrztusiła z siebie, wciąż jeszcze oniemiała pod wrażeniem słów wypowiedzianych przez Harrego, Hermiona
Fred odwrócił się w ich stronę. Uśmiechnął się krzywo i rzekł:
-Kim może być ktoś kto nie potrzebuje lustra, bo i tak w nim nic nie zobaczy? Ktoś kto potrafi stać się niewidzialny? Ktoś kto posiada zupełnie odmienną moc od przeciętnego czarodzieja, moc rzadko spotykaną i jedną z niewielu w swoim rodzaju, moc której nie można posiąść bo trzeba się z nią urodzić, moc Nevi - Moc Tkania?
- Wampir - szepnęła dziewczyna.
Rozdział 6
Szlaban u Snape’a
-Hermiona błyskawicznie zareagowała - szybko! Musimy iść do biblioteki.
-Teraz??? - zaczął Ron - ale Hermiono, McGonagall będzie wściekła! A poza tym wszyscy jesteśmy już zmęczeni - po tych słowach spojrzał z rozpaczą na Harry’ego.
-No, to trudno. Jak chcesz, to możesz zostać. Idziesz Harry?
-Tak, jasne, tylko skoczę po pelerynę. Po tych słowach szybkim krokiem ruszył na górę. Pomimo, iż był ogromnie zmęczony i czuł, że dzieje się z nim coś złego, postanowił jak najszybciej rozwiązać tą zagadkę. "Tak - muszę iść. Od tego może wiele zależeć". Cicho otworzył kufer, po czym wyjął z niej pelerynę niewidkę. Już chciał zbiec po schodach na dół, kiedy usłyszał rżenie konia. Automatycznie spojrzał w okno. Na wzgórzu ujrzał pięknego, wodza jednorożców. Jednorożec zdawał się go ostrzegać. "Nie idź - mówił - możesz zginąć! Proszę, zostań" Harry jednak kompletnie zignorował tę przestrogę - "W końcu idę tylko do biblioteki". Po chwili zrozumiał, że chyba za długo stoi w dormitorium, zamiast zbiec do Rona i Hermiony. Dlatego szybkim krokiem ruszył ku schodom. Na dole przyjaciele już na niego czekali. Harry, oprócz peleryny, wziął również zawsze niezawodna mapę Huncwotów.
Szybko - szepnęła Hermiona - musimy się pospieszyć.
Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego - wyszeptał Harry na ciemnym korytarzu, oświetlonym jedynie pojedynczymi pochodniami.
No to teraz szybko do biblioteki - powiedział Ron - Uwaga! Na czwartym piętrze patroluje Snape. A koło sali historii jest Filch i pani Noris. Czyli nikt nam nie powinien pokrzyżować planu.
Po tych słowach cała trójka, schowana pod peleryną, ruszyła na drugie piętro, gdzie mieściła się biblioteka. Biegli w milczeniu, lekko schyleni. Harry miał nieodparte wrażenie, że ktoś ciągle się w niego wpatruje - "ależ to niemożliwe, w końcu jesteśmy pod peleryną"...
Jego rozmyślania przerwał głośny hałas. Dobiegał z końca korytarza. Był to nie kto inny, jak Filch!
-Zawracamy - powiedziała Hermiona, trochę przestraszonym głosem.
W tym momencie, jak na komendę, zerwali się do biegu, a peleryna wylądowała na ziemi. Hermiona porwała ją z posadzki. Jednak teraz Filch juz wiedział, kim są. Niespodziewanie z drugiej strony korytarza nadszedł Snape. Na jego twarzy widniał uśmiech... złośliwy uśmiech.
-No, brawo panie Filch. Złapał pan trzech nocnych rozrabiaków.
-Obawiam się - kontynuował - Potter, Weasley i Granger, że musicie otrzymać jakiś szlaban. Jednak muszę się zastanowić, jaki .... - A więc jutro o piątej mam was widzieć w moim gabinecie! - krzyknął tak, że echo długo jeszcze odbijało się od ścian korytarza.
Arwena i Judy
9.10.2004, 11:46
Myślodsiewnia
wiecie co piszecie opowiadanie i przerywacie, ciekawa jestem czy Rowling taz by tak zrobiła napisała 1 część Harrego i przerwała, bo jej się nie chce taką wymówkę znam na pamieć
14.01.2005, 21:14piszcie szybciej!!!!!!!!
3.01.2005, 17:02Ej TO_JA nawet mnie niedobijaj bo niebedzie wiecej arwena i judy niebędą juz nic pisać(będe płakac!!!) Kur... i co ja bede czytac!!
25.12.2004, 12:08Podoba mi sie! Kiedy bedzie byc wiecej? :)
24.12.2004, 23:18A WŁAŚNIE CO DO KOMENTARZA ARWENY DO JA MAM PROŚBĘ NAPISZCIE JESZCZE JAKIES ZAKONCZENIE :-(
10.12.2004, 10:35NIE!!! KURCZE JA CHCEM CIĄG DALSZY!!! NIEMA TAK JEST POCZĄTEK MUSI TEŻ BYC KONIEC !!! JEST TO ZAJEBISTE OPOWIADANIE CO JA BĘDE CZYTAĆ! JESTEM CHORA MIAŁAM NADZIEJE ZE JUZ BEDZIE NASTEPNA CZESC!!!
10.12.2004, 10:32bardzo mi przykro, ale muszę wyznać, iż temu tekstowi sporo brakuje. Głównie od strony technicznej, bo aby dobrze pisać, trzeba mieć dobry warsztat. Powodzenia!
9.12.2004, 13:09bardzo mi przykro, ale muszę wyznać, iż temu tekstowi sporo brakuje. Głównie od strony technicznej, bo aby dobrze pisać, trzeba mieć dobry warsztat. Powodzenia!
9.12.2004, 13:09to jest naprawde super, ale kiedy będą następne rozdziały, nie lubie czekać
9.12.2004, 09:28super opowiadanie,piszcie szybko bo nie moge sie do czekać kolejnago rozdziału
8.12.2004, 14:58