ODŁAMKI LUSTRA
Urzekające opowiadanie Arweny...
LORD VOLDEMORT
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
Strugi deszczu ściekają wolno po szybie. Nie chcą dotrzeć do krawędzi okna, gdyż stanowi ona dla nich kres wędrówki. Nie chcą stać się wodą. Wolą mieć imię, wolą być kroplami, ale śmierć jest blisko. Zaraz ich dosięgnie i znikną na zawsze tracąc swoje ego.
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny
Twoje życie chyba właśnie takie było. Od tamtej chwili kiedy wybrałeś ścieżkę wiodącą przez krew i rządzącą się prawami nienawiści. Zawsze skazany byłeś na czekanie. Nic, absolutnie nic się nie działo. Tylko cierpienie - niezmiennie i stałe. Pamiętasz Azkaban i Dementorów, a najlepiej twarze ludzi wpatrujących się w ciebie, kiedy szedłeś ciemnymi korytarzami do najgłębszej celi, gdzie nie docierało światło. Oczy więźniów, z których większość to byli przeważnie śmierciożercy, wlepione w ciebie i przezierające twoją duszę na wskroś. Patrzyli na ciebie jak na POTWORA, jakbyś to ty był najgorszy, ale czy oni byli lepsi? Zamordowali miliony, lecz w tamtej chwili to ty byłeś ZABÓJCĄ. Tak, to jedno z ostatnich wspomnień, ale czy inne są lepsze? Ani trochę. Pamiętasz twarz małej czarodziejki z sierocińca - twojej pierwszej i ostatniej bratniej duszy - kiedy twój przyjaciel z zimną krwią, patrząc w jej piękne, niebiesko-zielone oczy, w których malowało się przerażenie, po prostu zabił ją zaklęciem CRUCIO, po prostu... Później to ty go zabiłeś. A potem zacząłeś mordować tych wszystkich, którzy szydzili i którzy próbowali cię skrzywdzić. Stałeś się taki jak ten, który budził w tobie odrazę. Wreszcie również zacząłeś zabijać patrząc obojętnie w turkusowe oczy, tak bardzo przywodzące na myśl oczy tej, którą kiedyś kochałeś i nie czułeś przy tym absolutnie nic. Zbiłeś tysiące ludzi właśnie w ten sposób. Cierpiałeś to prawda, ale nie z powodu przelanej krwi, tylko z tego, że stałeś się taki jak twój przyjaciel i nie potrafiłeś tego zmienić. Popadłeś w monotonię.
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Każda z upadających kropli była tylko ofiarą przeznaczenia…
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
Ona płakała… Długo... klęcząc u twojego boku, tuląc się do ciebie. Jej czarne zwijające się w loki włosy spływały niczym fale morskie w dół. Jej liliowe oczy patrzyły na ciebie o coś prosząc, a ty zastanawiałeś się czy ich nie wykłuć. Jej ręce szukały czegoś wyciągnięte na ślepo. Nie wiedziałeś czego. Jej usta przywarły do twoich ust, a ty odwróciłeś twarz z pogardą. Usiadła na twoich kolanach. Odepchnąłeś ją. Mówiła coś. Milczałeś. A potem wygnałeś ją za to, że opowiadała jakieś bezsensowne historie i używała słów „miłość” i „poświęcenie”. Chciała ci widocznie udowodnić niewiedzę, bo nie przypominałeś sobie, byś kiedykolwiek znalazł takie w słowniku. Teraz wiesz, ale jest zbyt późno… Poza tym wiesz to tylko dzięki NIEJ, tej która każe ci tu czekać. Podobno wszyscy którzy na NIĄ czekają wiedzą.
I światła szarego blask sączy się senny...
Wspomnienia. Czymże są? Tylko krwią i pożogą. Tylko setką czarodziejów po których stąpałeś i słyszałeś jak ich czaszki rozsypują się w proch. Tysiącami ciał, z których zbudowałeś sobie wielkie cmentarzysko, to samo które później tak często odwiedzałeś, a raz nawet spędziłeś tam dobrych kilka miesięcy. A dzieciństwo… też przyniosło dużo bólu, krwi i cierpienia, ale wtedy to był twój ból, krew i cierpienie. Dopiero potem role się odwróciły. Wszystko to stało się twoim pokarmem...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...
Krople spadały jedna po drugiej… powoli… kap… kap… kap zupełnie jak ludzkie istnienia…
SYRIUSZ BLACK
Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Pamiętasz do dziś to zakratowane okienko, tak małe, że nie przedarła się przez nie nawet mała smuga światła księżycowego; a potem było dużo łez, które z trudem powstrzymywałeś. Chciałeś być silny, ale czasami po prostu nie mogłeś. Pozostawiony sam sobie, ostatkami siły woli nie popadłeś w szaleństwo, choć czasami zastanawiałeś się, czy to nie byłoby lepsze. Patrzyłeś na dementorów, zimnych, pustych i złych, z rozsądkiem, a oni to wiedzieli i jeszcze bardziej znęcali się nad tobą. Mieli walczyć ze złem, którym sami byli. Lecz, czy te istoty z pogranicza życia i śmierci były najgorsze? Nie, o wiele większe przygnębienie wpędzały cię nocne mary. Przypomniały ci o szumie drzew, których nie mogłeś dotknąć, o promieniach słońca, które nigdy nie zaszczyciły cię swoją obecnością. Tylko wiatr, on wciąż z tobą był, podczas gdy wcale go nie pragnąłeś. Bo któż by chciał słuchać o tym, co dzieje się tam, na zewnątrz, w miejscu do którego nie mogłeś wrócić. Najgorsi z tego wszystkiego byli ludzie, którzy nie chcieli słuchać, a tym samym odrzucali prawdę. Dla nich na zawsze pozostałeś potworem. Dlaczego ONA każe ci o tym teraz myśleć?
Na próżno czekały na słońca oblicze...
Płomień świecy tlił się ostatkami sił.
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
Lupin, James, Lily… oni wszyscy odeszli. Potem już nigdy nie było tak samo. Tamte lata, kiedy pozwalaliście sobie na niemal wszystko, po prostu minęły bezpowrotnie. James umarł, a ty nie potrafiłeś już być taki sam. Nigdy. Lata spędzone w ciemnej celi ze świadomością, że wszyscy uważają cię za mordercę, zmieniły cię na zawsze. Lupin miał już swoje życie. Kiedy po tylu latach więzienia, udało ci się wreszcie uciec, to właśnie on próbował powrócić do młodości i czasów beztroski, kiedy nikt nie musiał się martwić o jutro, ale ty nie chciałeś. Wiedziałeś, że to niemożliwe. Za bardzo się oddaliłeś, za bardzo zamknąłeś w sobie. Tamta pomyłka pokierowała twoim życiem i gdyby nie Harry i wspomnienie Lupina, bo przecież i on nie był już tym samym człowiekiem, wszystko straciłoby sens. Ci, którzy myśleli, że błąd da się naprawić, mylili się...
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...
Wiatr zawiał lecz nie zdołał go ugasić, jeszcze nie…
Odziane w łachmany szat czarnej żałoby
Potrafiłeś tylko rozpaczać. Byłeś coraz bardziej zgorzkniały. W twoich oczach malował się żal i smutek, który mało kto potrafił zrozumieć. To nie Twoja wina, że zamknęli cię w domu i kazali czekać. Nie twoja wina, że to wszystko przypominało ci dzieciństwo, o którym tak bardzo pragnąłeś zapomnieć. Matkę, z jej poglądami o czystości krwi, z jej uwielbieniem dla Salazara Slytherina. Kiedy słyszałeś jej krzyk w holu przypomniał ci się tamten wyjec, który otrzymałeś dzień po przyjęciu do Gryffindoru. Setki nocy spędzonych samotnie w swojej komnacie, bo ona tak chciała. Ale czy możesz mieć jej za złe, że pragnęła wpoić w ciebie swoje poglądy?
Szukają ustronia na ciche swe groby,
Samobójstwo?- Wiele razy o tym myślałeś, jednak zawsze coś cię powstrzymywało. Jakaś zewnętrzna siła kazała ci się zatrzymać. Cofała Twoją rękę, kierowała twoje kroki, w zupełnie inna stronę. Byłeś zły, a nawet wściekły. Myślałeś, że to twoja wina, że nie masz dość odwagi, a jednak po kilku godzinach smutek mijał i znów potrafiłeś być szczęśliwy, na krótką chwilę. Teraz już wiesz czym ona była. To ona po nocach przywoływała wspomnienia, sprawiała, że znowu się śmiałeś i przede wszystkim widziałeś oczy Harry’ego. O tym, że nie możesz umrzeć szeptała twoja własna dusza...
A smutek cień kładzie na licu ich miodem...
Deszcz padał, a on wciąż się tlił.
Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem
Wyjeżdżałeś z Hogwartu. Ostatni raz jako uczeń. Patrzyłeś na zielone błonia i mglistą sylwetkę Zakazanego Lasu. Tam przeżyłeś najwspanialsze chwile swojego życia. Uśmiechałeś się do swoich przyjaciół i byłeś naprawdę szczęśliwy. Wtedy jeszcze nie mogłeś wiedzieć co przyniesie przyszłość. Ciężkie krople deszczu bębniące monotonnie w okna pociągu, były symbolem, zapowiedzią tego co miało się stać. Końcem pewnej epoki. Opuszczałeś Krainę Marzeń, a wkraczałeś w Krainę Życia. Jednak wtedy nie dostrzegałeś tego, za bardzo wierzyłeś w ludzi…
W dal idą na smutek i życie tułacze,
A potem przyszła śmierć i zgasiła ognik, który nie zapalił się już więcej.
A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...
Teraz kiedy czekasz na NIĄ możesz tylko płakać. Szkoda tylko, że nie wiesz z jakiego powodu…A może wreszcie zrozumiałeś siebie?
LUCJUSZ MALFOY
Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...
Wszyscy odeszli. Chyba tak właśnie jest, kiedy ONA po ciebie przychodzi. Myślisz, że to ty znikasz, a tak naprawdę to świat jest chaosem, gdyż to on się rozpada.
Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...
Ktoś odszedł. To normalne. Przecież tak działo się codziennie. Zabijałeś tysiące, na nic nie potrzebnych istot, żeby mogła zaistnieć prawdziwa potęga. Lord Voldemort był bardzo zadowolony. Jego satysfakcja była dla ciebie dostateczną zapłatą. Lubiłeś patrzeć na umierających, na ich błagalnie wyciągnięte ręce. Szkoda, że zawsze zapominali, że nadzieja jest matką głupców. Często doskwierała ci samotność, zawsze, kiedy nie czułeś na rękach ciepłej, gęstej krwi. Nawet Czarny Pan wówczas nie przychodził. Pewnie był zajęty. Dzień bez krwi był dla niego dniem straconym. Z czasem zacząłeś czuć się tak samo i wypominałeś sobie, że znowu nie masz czym podlać kwiatków…
Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...
Drogą szedł kot. Samotny, nikomu nie zawadzający zwierzak.
Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...
Tak chyba twój syn - Draco. Jednak czy to ważne? I tak by nic z niego nie było. Miał te potworne wyrzuty sumienia. Zawsze się wahał i chyba nigdy nie zapomniał pierwszej lekcji, kiedy kazałeś mu zabić człowieka. Długo potem nie mógł przyjść do siebie. Dałeś mu trochę czasu na oswojenie się z krwią, ale on powiedział, że to był jego ostatni raz. Więcej nie spojrzał ci w oczy. A jednak w szkole na zawsze pozostał obiektem nienawiści Pottera. Był obłudny i cyniczny, ale nigdy nie zabił. Powiedział, że nie będzie służył złu. Wtedy…tak, chyba sobie przypominasz, zabiłeś go za tę dwulicowość, za to że nie potrafił się zdecydować a może po prostu wiedziałeś, że on na zawsze pozostanie inny. Należał do gatunku tych czarodziejów, których i tak należało wytępić, prędzej czy później.
Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.
Nagle zobaczył dom, w którym mieszkał tylko jeden człowiek. Kotu zrobiło się go żal i postanowił zostać jego towarzyszem na resztę życia.
Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło.
Ona zawsze cię kochała. Robiła wszystko, żebyś był szczęśliwy. A ty, nie potrafiłeś jej słuchać. Dla ciebie z czasem stała się prostu nudna. I nawet nie zauważyłeś, jak zaczęła więdnąć w oczach. Chodziła coraz smutniejsza. Z czasem pozostał po niej tylko cień człowieka. Coraz mniej mówiła. Zamknęła się w sobie, lecz ty nic nie dostrzegłeś, ze zbyt wieloma takimi przypadkami miałeś do czynienia. Zresztą sam tworzyłeś nieszczęście. Tkałeś cierpienie. To była codzienność, a ona przynajmniej zlewała się z resztą otoczenia, przynajmniej nie była nudna…Potem zdaje się umarła, ktoś chyba nawet wspominał ci o jakieś trumnie, porzuconej w przydrożnym rowie.
Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...
Podszedł do okna i stanął na dwóch łapach. Jego wielkie, bursztynowe oczy rozszerzyły się, ogon zjeżył. Kot zawrócił z powrotem.
Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...
On myślał, że mu pomożesz. Nie mógł wiedzieć, że pragniesz jego cierpienia. Potrzebowałeś go jak wampir krwi. Patrzył na ciebie tymi swoimi małymi oczyma i wyciągnął rękę, a raczej kość powleczoną resztkami skóry. Czekał w milczeniu. Nędzarz odziany w łachmany, który dostrzegł w tobie dobrego człowieka. Miał w oczach nadzieję. Kiedy, sięgnąłeś ręką za pazuchę, na jego ustach zaigrał uśmiech szczęścia. Nawet wtedy, kiedy zobaczył różdżkę, myślał, że podarujesz mu chleb. Wierzył do ostatniej chwili i umierał z radością w oczach.
Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...
Szkoda, bo był to sam Anioł Stróż.
Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...
To był twój pierwszy raz. Voldemort nakazał ci podpalić dom pełen czarodziejów, których krew złączyła się z mugolską. Zrobiłeś to szybko. Bez zbędnych wyrzutów sumienia. Potem długo jeszcze stałeś i patrzyłeś podziwiając swoje dzieło. Ogień buchał wysoko w górę. Jakiś naiwny człowiek spłonął, próbując ratować dwoje małych dzieci. Długo jeszcze krzyczał czekając, aż ogień całkowicie strawi jego ciało. Pamiętasz jakąś kobietę, chyba jego matkę, która wzywała Boga roniąc przy tym łzy. Powiedziałeś jej, że to co się stało to była właśnie oczekiwana przez nią sprawiedliwość. Jeszcze kilku innych szukało u ciebie pocieszenia. Szkoda, że nie dostrzegli kilku kropel krwi na twojej szacie. Zbyt mocno uderzyłeś Crucio, to dlatego ten ogień. Kto wie, może przez to jeszcze lepiej się bawiłeś.
SEVERUS SNAPE
Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie
Musiałeś to zrobić. Chciałeś wstąpić do jego szeregów, żeby zemścić się za poniżenie i śmiech. To dlatego zabijałeś. Sprawiało ci to satysfakcję. Wreszcie byłeś kimś. Mogłeś mówić o sobie, jako o człowieku, którego można się bać. Nie byłeś małym, poniżanym chłopcem, ale sługą tego, który budził postrach w świecie czarodziejów. Teraz wiesz, że popełniłeś błąd, ale wtedy zdawało ci się, że on rozumie, podczas, kiedy potrzebował tylko rąk do pracy. Byłeś zaledwie narzędziem w jego ręku, środkiem do osiągnięcia celu, jakim była władza. Ale TY, nie zrozumiesz Severusa Snape’a. Jesteś zbyt obojętna…
I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...
Drzewo powaliła burza. Teraz leżało na drodze z wyrwanymi korzeniami.
Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem
Voldemort zmienił twoje życie. Bałeś się, że potem już nigdy nie będziesz taki jak wtedy, zanim wstąpiłeś w jego szeregi. Kiedy patrzyłeś w oczy tym, których najbliższych zabiłeś, czułeś się jak robak niegodny tego, żeby podnieść się z prochu. Dzień był najgorszy. Wtedy wszyscy na ciebie patrzyli…a ty czułeś się tak, jakby ktoś oglądał twoją duszę. Chyba właśnie z tego powodu tak dobrze opanowałeś oklumencję. Ci wszyscy czarodzieje, którzy wiedzieli mroczny znak na twoim ramieniu myśleli, że mają prawo potępiać, ale czyż byli lepsi od ciebie? Popełnili błąd bo nie umieli wybaczyć. Nocą byłeś bezpieczny. Wtedy nikt cię nie widział. Pogarda to jest najgorsza rzecz, jaką jeden czarodziej może podarować drugiemu. Dumbledore był inny. To dzięki niemu stałeś się na powrót człowiekiem.
I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,
Jakiś człowiek przeszedł koło drzewa i pomyślał, że z jego owoców urośnie nowe. Dlatego też wziął nasionko i zakopał w ziemi.
Trawniki zarzucił bryłami kamienia
Pamiętasz swojego ojca. Zniszczył twoje dzieciństwo. Zawsze krzyczał i bił matkę. Nigdy nie starał się jej zrozumieć. Kiedy ona umarła, nigdy już nie wróciłeś do domu, nie miałeś do kogo. Boże Narodzenie spędzałeś w Hogwarcie, starając się wyobrazić sobie, że jesteś szczęśliwy. Pamiętasz wielki stół, zastawiony sutymi posiłkami, kominek, z którego buchał wesoło ogień i piękną kobietę, która uśmiechała się do ciebie wręczając upominki. Szkoda, że taką wigilię zawsze spożywałeś tylko w swojej wyobraźni. Ojciec raz wezwał cię do siebie tylko po to, żeby oznajmić, że nie chce cię więcej widzieć. Odszedłeś, nie oglądając się za siebie. Nie miałeś za czym tęsknić. Od tej pory mieszkałeś sam. Podczas pobytu w Hogwarcie rozmawiałeś z duchami. One jako jedyne zdawały się ciebie rozumieć. Kiedy ukończyłeś szkołę nie miałeś niczego, nawet wspomnień…
I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...
Urosło z niego nowe i piękne drzewo, ale to stare już na zawsze pozostało na drodze.
Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu
Twoje życie było zbyt ciężkie. Nigdy go nie zapomnisz. Nigdy całkowicie nie odrzucisz przeszłości. Dobrze wiesz, że nie można tak po prostu przekreślić pewnej części swojego życia. Jedyne co możesz zrobić, to żałować, że Bóg nie dał ci powtórnej szansy. A mimo to, jesteś wdzięczny za to, co zrobił dla ciebie Dumbledore. Gdyby nie on, byłoby jeszcze gorzej. Pozostałaby tylko rozpacz; a tak, przynajmniej dla niektórych ludzi, stałeś się kimś więcej niż śmierciożercą. Są też tacy, którzy nie pamiętają tamtych przeklętych dni. Dla nich jesteś Mistrzem Eliksirów. To musi ci wystarczyć. Zresztą ONA już idzie, stąd nie ma drogi powrotnej…sam najlepiej o tym wiesz...
Położył się na tym kamiennym pustkowiu,
Na wieczną pamiątkę rzeczy minionych
By w piersi łkające przytłumić rozpacze.
Zawsze bałeś się, że ona jest z tobą tylko z litości. Kochałeś ją, ale nie potrafiłeś dać jej szczęścia. Potrzebowałeś wsparcia. Czułeś, że coś jest nie tak, że nie możesz tak dłużej żyć. Ona zdawała się ciebie rozumieć. Zwierzałeś jej się ze wszystkiego, otwierałeś przed nią swoją duszę. Tylko ona wiedziała o dręczących cię wyrzutach sumienia, które tak skrzętnie ukrywałeś przed Voldemortem. Potem nagle ją opuściłeś, zaraz po tym, jak Dumbledore dał ci ponowną szansę. Była świadkiem twoich zbrodni i zarazem ostatnią ofiarą. Nie zabiłeś jej sam. Poprosiłeś Lucjusza. Nie byłbyś w stanie tego zrobić patrząc w jej piękne zielone oczy. Potem żałowałeś, ale tylko przez chwilę. Dobrze wiedziałeś, że zawsze patrzyła by na ciebie, jak na śmierciożercę. Tego byś nie zniósł – współczucia – gdyż nie jego potrzebowałeś, lecz zrozumienia i ponownej akceptacji.
I smutków potwornych płomienne łzy płacze...
A z jego konarów ciekła żywica do złudzenia przypominająca ludzkie łzy…
Lord Voldemort siedział z kamienną twarzą, Syriusz Black płakał nad utraconym szczęściem, jakim było życie. Lucjusz żałował, że nie będzie już więcej krwi, a Severus Snape marzył o tym, by dostać jeszcze jedną szansę. Zaś Śmierć... śmierć miała oczy ogromne i szare, głębokie i bezdenne jak wszechświat, i była obojętna…To nie był jej rachunek sumienia...
Arwena
24.09.2004, 17:31
Myślodsiewnia
Ojej...
24.11.2005, 17:13A ja poraz kolejny czytam ten tekst i po raz kolejny oddaje się ponurym rozmyślaniom...
24.04.2005, 21:14Jestem pod wrażeniem.Świetnie potrafisz oddać emocje.Piszesz tak jakbyś od lat studiowała psychologię i zmierzyła niezgłębione tajniki ludzkiej duszy.Jakbys odgadła co sie czai w ludzkiej głowie.
22.02.2005, 20:15to było po prostu świetne, bez dwóch zdań
30.12.2004, 13:12SSSUUUPPPEEERRR Móie ci za niedługo konczy sie prorok a ja cie prosze zebys załozyła swoja stronke bo twoje opowiadania sa naprawde cooooooool!!!!!!!!!!!
6.11.2004, 14:04Historie wymyślone przez Ciebie są pełne dramatyzmu i doskonale oddają emocje i uczucia drzemiące w opisanych postaciach. Pozwalają doskonale zrozumieć charaktery tych osób. Te teksty będą dla mnie natchnieniem.
23.10.2004, 19:07super!! Lubię Syriusza ( mój psełdonim) i twój artykuł o nim jest po prostu cool! Jeszcze!JESZCE!JESZCZE! JESZCZE!!!!!!!!!!!!!!!!!
21.10.2004, 15:51masz talent!!!nie zmarnuj go!! zlituj sie nad beztalenciem inapisz wiencej(prosze)
13.10.2004, 13:31O rany! Aż Mnie zatkało... Super!
12.10.2004, 08:58Świetne!!! Bardzo refleksyjne. Pisz więcej.
11.10.2004, 16:03