Amanda
Opowiadanie kryminalne...
1. Amanda Richards: „Dziewczyna” Dereka (Hufflepuff).
2. Felix Richards: Brat powyższej (Ravenclaw).
3. Waleria St. Jones: “Dziewczyna” brata (Gryffindor).
4. Minerwa McGonagall: koleżanka Walerii (Gryffindor).
5. Terence Potter: przyjaciel Felixa (Ravenclaw).
6. Lucass Rishmond: znajomy Amandy (Hufflepuff).
7. Tina van Hornen: „Dziewczyna” Lucassa (Ravenclaw).
8. Alex Clairees: kapitan drużyny quidittcha Gryffindoru.
9. Derek Snout: ofiara (Slytherin).
-Znakomita lista podejrzanych Albusie, lecz, wybacz moją ignorancję, czegoś nie mogę zrozumieć.
-Tak, Barty?
-Jakim cudem, skoro niewolnictwo ludzkie zniesiono już pięć lat temu, nawet w najbardziej zacofanych krajach, w Hogwarcie wciąż jest ono na porządku dziennym? I po co aż tak bardzo podkreślać płeć, wiadomo przecież, że Amanda to nie chłopiec...
-Wybacz, że Ci przerwę, Barty, ale czy mógłbyś się skoncentrować na śledztwie?
Bartemiusz zmierzył go surowym wzrokiem.
-Jeżeli nie chcemy popełnić straszliwej pomyłki, musimy dokładnie zbadać wszystkie szczegóły Albusie, a więc jeszcze raz zadam te pytania...
Dumbledore westchnął ciężko i przygotował się do wprowadzenia „kolegi” w Hogwarcki slang.
***
-No i jak Amica meai idziesz z nami na ten odczyt?
-Nie mogę Felixii, Derek ma dziś urodziny, obiecałam, że pójdziemy do „Trzech mioteł”...
-A, no tak, zapomniałem. Zbyt wesoło to się tam bawić nie będziesz, co?
Amanda smętnie pokiwała głową, brat patrzył na nią przez chwilę, a następnie uśmiechnął się czule.
-Możemy dziś przypadkiem przybłąkać się do Was i zostać na trochę...
-Nie będzie wam żal wykładu?
-Widzieliśmy go już pięć razy. Felix zaraz się spóźnimy na numerologię. Do widzenia Amando.
Odezwał się wysoki, chudy chłopak z wiecznie potarganymi włosami i o surowym wyrazie twarzy, do tej pory stojący przy parapecie i gapiący się w okno.
-To do wieczora Felix, pa Terence!
***
Derek siłował się z krawatem, który od dziesięciu minut próbował zawiązać na swojej „niezbyt szczupłej” szyi, Aleksander przyglądał się temu z lekką kpiną we wzroku.
-Szykujemy się na wieczór z damą swego serca?
Derek posłał mu paskudne spojrzenie.
-Wypchaj się!
-Ależ nie ma się o co wściekać, taka ładna dziewczyna... Chociaż puchonka.
Wargi Malfoya wykrzywił złośliwy uśmieszek.
-Mówiłem ci już, takie były postanowienia rodziny i gie mogę na to poradzić.
Der spojrzał na kumpla z pokorną prośbą, wszyscy wiedzieli, że język Aleksandra Malfoya jest najgroźniejszą bronią przetrzymywaną w tej szkole. Malfoy poszedł do niego i smukłymi palcami w pół minuty zawiązał krawat w finezyjny węzeł.
-Doskonale to rozumiem Snout, do-sko-na-le. Kieliszeczek na odwagę?
-No ba!
Kumple uśmiechnęli się do siebie raczej kwaśno. Po czym wychylili szklanki.
***
-Im nas będzie więcej, tym weselej, więc zabierajcie kogo chcecie, nie? To jak wszyscy będą? Robimy prezencik urodzinowy naszemu kochanemu ślizgonowi?
Felix uśmiechnął się raczej paskudnie. Zebrani roześmiali się...
-Ja nie mogę, wiecie, obiecałam Dumblowi, że będę uważać na Mini...
-Hej Walka, daj spokój, łyknij waleriany i zabieraj ją ze sobą, znajdziemy jej kogoś do towarzystwa, nie? Terence, zajmiesz się nią, co? Poprowadzisz tą swoją słynną rozmowę intelektualną, oczarujesz, a nazajutrz kolejnej zwichniesz serce! Cóż to dla Ciebie nasz Casanovo!
-Owszem mogę.
Jego usta wykrzywił uprzejmy grymas. Salka powoli zaczęła się opróżniać, po chwili pozostali tylko dwaj młodzieńcy.
-Zastanawiam, się dlaczegoś ty dzisiaj taki wesolutki...
-Bo ja jestem Felix , a ty coś taki skwaszony?
-Bo równowaga w przyrodzie musi być.
***
-A teraz Albusie bądź łaskaw opowiedzieć mi wszystko od początku i nie omijaj żadnych szczegółów...
Z piersi Dumbledore’a mimowolnie wyrwał się cichy jęk.
***
Minerwa patrzyła z niezwykłym u niej przejęciem w okna wielkiej sali, sowa nie pojawiała się, usłyszała irytujący terkocik Walerii który nagle ucichł jakby w oczekiwaniu na odpowiedź, mruknęła w sposób jak najbardziej nic nie znaczący. Poczuła gwałtowne szarpnięcie za ramię.
-No to choć, bo się spóźnimy!
-Gdzie?
-No na to spotkanie, przecież powiedziałaś, że pójdziesz!
-JA?!
***
Dłoń przez chwilę drżała nad fiolką, jednak po jakiejś minucie najwidoczniej umysł połączony z tąże częścią ciała niezwykle skomplikowaną siecią neuronów, pokonał szarpiące go dylematy. Parę kropel ostatniego składnika powoli spłynęło po ściance naczynia, które natychmiast zostało zatkane korkiem i ukryte głęboko w fałdach szaty.
***
-Świetnie wyglądasz.
-Dziękuję, Ty również. Wszystkiego najlepszego, zdrowia szczęścia!
-Daruj sobie, nie musisz wrzeszczeć, głowa mnie boli.
-Chcesz to mam taki eliksir Tina mi kiedyś zrobiła.
-van Hornen?
-Znasz ją?
Na twarzy Dereka pojawił się dziwny grymas, a jego myśli stały się jakby odrobinę bardziej łagodne.
-Znam. To daj ten eliksir i możemy iść.
Nagle rozmowa stała się jakby nieco mniej sztywna i oficjalna a także zniknęła malutka część ogromnej wzajemnej antypatii.
***
-No nie wierzę! Cóż za wspaniały zbieg okoliczności! I Wy tutaj! Acha Derek masz urodziny zdaje się? No to najlepszego, możemy się przysiąść, nie? Im nas więcej tym weselej! Terence ty się dzisiaj nie nadajesz do towarzystwa, więc chociaż się przydaj do przyniesienia piwa. Tylko otwartego jeśli łaska! Siadajcie, co tak stoicie jak kołki? A wiesz, mieliśmy iść na wykład i nagle coś mnie tknęło, aby wpaść tu, a tu mój drogi szwagier i siostrzyczka wraz z nim... No, jesteś w końcu, to od razu porozlewaj do kufelków, skoro już stoisz...
***
Nagle światło padające z żyrandola przesłonił ogromny cień.
-Derek Snout?
Rozległ się dudniący głos, nie czekając na odpowiedź jego posiadacz uniósł pięść i z jej pomocą powalił zaskoczonego solenizanta na ziemię, pochylił się nad nim.
-To za knock-out Artemidy świnio! Będzie żył.
Olbrzym odwrócił się i odszedł. Zapadła pełna konsternacji cisza, nagle przerwana gorączkową paplaniną.
***
-Stolik był okrągły, siedzieli przy nim tak jak zapisałeś na liście, a teraz motywy, jakież mogą być motywy Albusie, gdyby umarł ktokolwiek inny, a wśród podejrzanych był ślizgon, sprawa byłaby mniej skomplikowana, ale tak...
***
-Gdyby ci na mnie zależało mógłbyś się sprzeciwić! Mam większy posag! Mam lepsze koneksje! Gdyby ci na mnie zależało uciekłbyś z domu porwał mnie i odlecielibyśmy gdzieś razem, ukryli się...
-Wykluczone Tinni, musimy z tym skończyć, ale na zawsze, rozumiesz już zawsze będę kochał tylko Ciebie...
-Łżesz! Łżesz i doskonale o tym wiesz! Jesteś jak każdy ślizgon!!!
***
-Jak tam siostruniu, coś taka oklapła? Krzywo pomalowałaś paznokcie? Nie ma co płakać, to się zmyje...
-Ojciec powiedział, że ja muszę za Snouta...
Wybuchła płaczem, pod jej bratem ugięły się nogi, usiadł na łóżku.
-Że jak? Możesz powtórzyć?
Zapytał z jakąś desperacką nadzieją że źle usłyszał wyczuwalną w głosie.
-Za Snouta, mam wyjść za Dereka Snouta, bo oni obiecali, że pożyczą nam na ten parkiet do tańca w salonie... Felix ty gdzie?!
Jego twarz była blada i ściągnięta gniewem.
-A ja idę do tego nie dopuścić...
Warknął.
***
-Nie, ja po prostu nie chcę cię oszukiwać Lucass, lubię cię i to wszystko...
-Oczywiście! Bo ty ciągle kochasz tego tam Snouta!
-Tylko nie tego tam! I wcale że nie kocham!!!
-Jasne!
***
-Tak sobie myślę Mini, że to wszystko przez tego Snouta, przez niego Amanda wciąż się gnębi, a Felix razem z nią, a może nawet bardziej od niej... Wiesz, gdyby nie to, że jest jego siostrą to pewnie bym była zazdrosna... A ten Snout to świnia! Wiesz? Mini, czy ty mnie w ogóle słuchasz?
-Acha, Snout to świnia...
Powtórzyła Minerwa mechanicznie wypatrując sowy z listem od Dagga...
***
-Proszę państwa FAUL! Jawny i odrażający faul ścigającego ślizgonów Dereka Snouta! Artemida Kershen spadła na boisko z wysokości ponad dwustu stóp! Oto i odział pielęgniarski! Chwila moment, co? CO?... Przykro mi proszę państwa ale mecz zostaje wstrzymany a wyniki unieważnione, dyrekcja pyta, czy ktoś nie ma może jakiegoś wygodnego środka transportu aby przewieźć Arti do szpitala? Może być dywan! Proszę państwa dyrekcja obiecała, że nie wyciągnie żadnych represji prawnych, jeżeli udostępnicie jakikolwiek dywan, znaczy latający dywan, w tej chwili...
***
-A więc panno McGonagall z jakiej przyczyny znalazła się pani na tym przyjęciu?
-Ponieważ profesor Dumbledore kazał pilnować mnie jednej z koleżanek, a tak się złożyło, że jej eee... przyjaciel postanowił uprzykrzyć urodziny swemu przyszłemu szwagrowi.
Mini posłała paskudne spojrzenie opiekunowi swego domu stojącemu pod oknem i przysłuchującemu się.
-Czy mogłaby mi Panienka opisać wydarzenia tego wieczoru?
-Nie nie mogłabym, nie mam czasu a pan i tak je zna.
-Minerwa! Zachowuj się!
-Ależ nic się nie stało, panienka ma rację. To może w takim razie zapytam o wzajemne stosunki osób zgromadzonych przy stole?
-Niech pan pyta, ja nie bronię.
-Minerwo McGonagall, jeszcze jedna taka impertynencja i będę zmuszony dać Ci szlaban.
Nerwa spojrzała na niego krzywo i uśmiechnęła się raczej złośliwie, to śmieszne ale ostatnio uwielbiała wyprowadzać go z równowagi.
-Z Amandą się nie cierpieli, Felix nim pogardzał. Uważał za obelgę dla swojej rodziny, że ma do niej wejść „to coś”. Tina nienawidziła Amandy, była o nią zazdrosna, to ona miała się ochajtać z Derekiem. Lucass był zazdrosny o Tinę. Terence szaleje za Amandą. Waleria uważa, że przez niego jest wszystko zło na świecie. A Alexa dziewczyna do tej pory leży w Mungu nie odzyskawszy przytomności.
Obaj śledczy spojrzeli na nią z zaskoczeniem.
-Ale to znaczy, że każdy, absolutnie każdy miał motyw! Z wyjątkiem Mini naturalnie.
-Ja też miałam panie profesorze, był nieestetyczny. Czy mogę odejść?
-Proszę.
Bartemiusz otworzył przed nią drzwi.
-Dziwna dziewczyna, kawał diabełka, nie?
-Tak, ale kiedyś była lepsza...
-Doprawdy?
-Tak, nie wiem co się z nią ostatnio...
Barty podszedł do biurka i wziął do ręki jeden z papierów, obejrzał go.
-Dziwne.
-Co?
-Mówili, że pili tylko piwo kremowe, a z sekcji wynika , że jeszcze martini.
-A tak, to już wyjaśnione, wypili po kieliszku z Aleksandrem Malfoyem...
-Malfoy to ślizgon, nieprawdaż?
-Tak, ale to było na długo przed kolacją, a trucizna podobno była błyskawiczna.
-Wiadomo już co to było?
-Nie, podobno są jakieś komplikacje...
***
Rozległo się stukanie do drzwi. Obaj mężczyźni spojrzeli na nie, położyli dłonie na różdżkach, następnie uśmiechnęli się do siebie jak za dawnych lat.
-Hogwart nie jest już tak bezpieczny jak niegdyś, co?
-Ano nie, niestety nie. Proszę!
-Panie profesorze, panie Crouch jest pewien problem...
-Tak? Co znowu?
-Wygląda na to, że truto go trzema różnymi substancjami.
-SŁUCHAM?!
***
-Należy się wpierw zastanowić kto miał sposobność truciznę podać. Terence Potter przyniósł otwarte piwo a następnie porozlewał je do kufli...
-Ale to Felix go prosił, żeby już otwarte przyniósł, myślisz, że mógł przewidzieć...
-Nie musiał, dzieciaki jak idą do „Trzech Mioteł” zawsze biorą otwarte, bo potem nie mają jak otworzyć...
-O stół...
-Nie wszyscy są takimi barbarzyńcami ja Ty i Alastor, racz przyjąć do wiadomości.
Barty obdarzył Albusa surowym spojrzeniem.
-A teraz pan Felix, podobno był tego dnia nadzwyczaj podniecony, ma oceny celujące z eliksirów, cóż by to było dla niego zrobić truciznę? Poza tym często nachylał się nad stołem aby poklepać po plecach „Drogiego szwagra” mógł „przypadkiem” upuścić coś do jego kufla. Panna Amanda podobno częstowała narzeczonego eliksirem na ból głowy, czy to naprawdę był tylko eliksir przeciwbólowy?...
-Ten eliksir przyrządziła jej kiedyś Tina, sam widziałem jak jej dawała...
-Siedziała tuż koło narzeczonego, nic łatwiejszego niż gestykulując podczas rozmowy, nieznacznie wlać coś do jego kieliszka, to samo oczywiście dotyczy panny van Hornen, siedzącej po jego drugiej ręce... Ponadto możemy przypuszczać, że „eliksirem przeciwbólowym” chciała otruć rywalkę, jaka musiała być jej rozpacz gdy się dowiedziała kogo w rzeczywistości uśmierciła. Idźmy dalej pan Alex podczas gdy pochylał się nad powalonym wrogiem mógł nieznacznie sięgnąć do jego kufla, bowiem uwagę wszystkich pochłaniał widok pobitego towarzysza. Panna Waleria wstała raz aby zatańczyć z paniczem Lucassem, Snout siedział tuż przy parkiecie, być może mijając go w tańcu, a był to wolny taniec, nie zapominajmy, któreś z nich korzystając z chwili nieuwagi ofiary wsypało coś do jej kufla... To żaden problem dla wystarczająco zręcznej osoby...
-Bart, a może to był całkiem kto inny? Wykorzystał zaklęcie sterujące i z jego pomocą na przykład zza okna wsypał mu coś do tego kufla, albo namówił jakiegoś ducha, żeby zmaterializował trochę arszeniku z ektoplazmy...
-To nie jest śmieszne Albusie... Chciałbym obejrzeć zwłoki.
***
-Co to jest?
Bartemiusz wskazał na małą czerwoną plamkę na szyi Dereka.
-To? Małe oparzenie, pewnie się nabawił na zaklęciach, był beznadziejny...
-Ach tak...
***
-Amanda.
-Co?
-Wszystko wskazuje na Pannę Richards, miała najlepszą sposobność nawet podwójną, bo jak możemy mieć pewność iż to co podała Snoutowi jako eliksir Tiny van Hornen faktycznie tym było, a poza tym jeżeli już bierzemy pod uwagę te śmieszne melodramatyczne motywy, to...
-Barty o czym ja jeszcze nie wiem?
-Słucham?
-Nigdy nie rzucałeś oskarżenia bez dowodu.
-Znaleziono fiolkę po truciźnie, wykonano ekspertyzę, Amanda Richards.
***
Morderca nie wytrzymał presji
Po długim i brawurowo przeprowadzonym śledztwie wyjaśniona została zbrodnia Hogwarcka!
A oto przebieg wiadomej zbrodni. Derek Snout świetnie zapowiadający się gracz Qudittcha, jeden z najlepszych uczniów Szkoły Magii i Czarodziejstwa 14 października w dniu swych urodzin udał się z narzeczoną na romantyczną kolację w przesławnych „Trzech Miotłach” w Hogsmade. Zaledwie para zakochanych usiadła przy stole pojawili się ich przyjaciele a wśród nich brat towarzyszki ofiary: Felix R.. Pan R.. Mimo całego swego bestialstwa posiadał jeszcze szczątki sumienia, widząc szczęście siostry, szarpany niczym nie uzasadnioną zazdrością, kilkukrotnie dosypywał do kufla Dereka dwie zobojętniające swoje działanie i zapewne wszystko mogłoby się jeszcze skończyć dobrze, gdyby nie to, że w końcu przywiedziony do desperacji sięgnął po trzecią broń. Co najdziwniejsze owa bestia zachowała resztki przyzwoitości, jak wyjaśnił nam prowadzący to śledztwo Bartemiusz Crouch:
„Założyłem iż skoro zbrodnię popełnił z miłości ku siostrze, aby jak sam twierdził „mogła być szczęśliwa” to, aby ją uratować, zdobędzie się również na czyn szlachetny. Podczas kolacji w jednej z restauracji zauważywszy uprzednio iż panicz R.. siedzi zaledwie o stolik ode mnie i mego towarzysza, umyślnie rzuciłem oskarżenie na jego umiłowaną siostrę, oznajmiłem iż posiadamy przeciw niej dowody. Morderca zareagował zgodnie z oczekiwaniami zerwał się z krzesła i oznajmił wobec świadków iż to on jest zbrodniarzem, wyjaśnił również dlaczego w ciele ofiary odnaleziono aż trzy rodzaje trucizn. Następnie, nad czym wielce ubolewamy wybiegł z restauracji i za zakrętem drogi popełnił samobójstwo.”
Po raz kolejny prawo i sprawiedliwość zatriumfowały w wielkim stylu, a Hogwart stał się znowu bezpieczny dla naszych pociech, albowiem ministerstwo edukacji zabroniło wykładać trucizny na lekcjach eliksirów [...].
***
Drzwi otwarły się z rozmachem, stanął w nich wysoki, blady chłopak o potarganych czarnych włosach, jego oczy skrzyły się wściekłością, z rozmachem rzucił gazetę na biurko.
-Znam Felixa od dziecka. A nawet gdybym nie znał, to powiedziałbym że to wszystko jest ewidentną bzdurą! Jaki tuman uwierzy w to, że zwykły uczeń nosił przy sobie trzy fiolki trucizn?! Albo, że nikt nie zauważał jego manipulacji nad kuflem których rzekomo wykonał kilkanaście?! To jest bzdura! Wrobiliście go...
-Spokojnie Terence.
-Nie zamierzam być spokojny! Pan sam doskonale to wie! A wszystko przez tego gada! To on go w to wrobił...
-Tak. Przyznaję wrobiłem. Ale wierz mi chłopcze, że tak będzie lepiej dla wszystkich.
Terence spojrzał na niego z absolutnym zaskoczeniem.
-Siadaj. Pan Crouch wszystko ci wytłumaczy, ja poszukam profesora Infusion, obiecał mi coś na ból pleców...
Za Dumbledorem zamknęły się drzwi. Crouch i Potter mierzyli się wzrokiem, Terence był nieufny, Crouch spokojny i pewny siebie.
-Może mi nie uwierzysz chłopcze, ale ja naprawdę kocham sprawiedliwość. Kocham ją ponad wszystko. I uważam, że w pewnych sytuacjach powinna ona stać ponad prawem. Bo nie ma na świecie niczego, co byłoby ważniejsze od sprawiedliwości! Kiedy sprawiedliwość ma być naruszona, można chwycić się wszelkich środków aby do tego nie dopuścić. Dlatego przyjaźnię się z Albusem i Alastorem oni też to rozumieją.
-Oczywiście to było bardzo sprawiedliwe że wrobił pan Felixa wykorzystując jego miłość do siostry.
-Opowiem ci wszystko i sam zdecydujesz. Tina van Hornen przyrządziła truciznę i podała ją Amandzie Richards jako środek na ból głowy, następnie Amanda podała ją swojemu narzeczonemu.
-Przecież nie wiedziała! Jak można ją za to obwiniać?!
-Toteż ja nie obwiniam, to zrobiłoby prawo: „nieumyślne spowodowanie śmierci”.
-Następnie przywiedziony do rozpaczy przez zazdrość o pannę Tinę Panicz Lucass, podczas tańca z Panienką Walerią wlewa do kufla Snouta inną truciznę... To była ostateczność, miał nadzieję, że prosząc do tańca inną dziewczynę sam wzbudzi podobne zaborcze uczucia w Pannie van Hornen, tak się nie stało, a więc cóż...
Zapadła chwila milczenia podczas której Barty nalał sobie herbaty, po czym wypił ją małymi łyczkami.
-A co było dalej?
-Dalej. To te dwie trucizny zniwelowały swoje działanie.
-A trzecia kto go naprawdę otruł?!
-O tak to jest ciekawe pytanie. Widzi pan panie Potter, wszystkie te motywy: miłości, złości, zazdrości, to dziecinada. Całkiem do mnie nie przemawiały. To musiało być coś konkretnego...
-Ale przecież van Hornen i Lucass...
-Dziecinada. Przy pannie Tinie podczas rewizji znaleziono odtrutkę na ów przeciwbólowy, wiadomo wszak Panu, że od kilku tygodni niemal na krok nie odstępowała Panny Richards, nieustannie troszcząc się o jej zdrowie i powtarzając, że takie eliksiry to tylko chwilowa ulga i lepiej w ogóle ich nie brać... zamierzała przy pierwszej okazji podmienić fiolki, lub, gdyby było za późno przyznać się do wszystkiego i podać odtrutkę. To szalona, lecz odważna i w pewien specyficzny sposób nawet szlachetna dusza. Natomiast trucizna Panicza Lucassa była tak rozcieńczona iż nawet gdyby jej nie zobojętniono, ofiara mogłaby co najwyżej się odwodnić, co do przyjemności nie należy, ale w końcu nikt od tego jeszcze życia nie postradał, zwłaszcza przy znakomitej opiece lekarskiej...
-Więc jak to wszystko...?!
-Zacząłem od motywu, przecież jakiś musiał być. Pomyślałem o pieniądzach, rodzina Snoutów jest bogata, pannę Amandę przecież praktycznie wykupili. Zacząłem szukać więc kogoś kto postanowił „pożyczyć na wieczne nieoddanie” i znalazłem taką osobę, osobę żyjącą już od wielu lat „ponad stan” właśnie dzięki pomocy Pana Snouta, znalazłem osobę od której zażądano zwrotu pożyczki w celu uzbierania na ucieczkę z dawną ukochaną. Gdyby ta osoba przyznała się, do własnej faktycznej nędzy, zapewne umorzono by dług, lecz głupia próżność popchnęła tą osobę do morderstwa...
-Ale kto to jest?
Barty Crouch uśmiechnął się lekko i triumfalnie.
-Aleksander Malfoy rzecz jasna.
-Ale to niemożliwe! Przecież jego tam nie było, a analiza wykazała że musiał zostać otruty na kolacji ani minuty wcześniej...
-Analiza pominęła jeden znaczący fakt. Malutką czerwoną plamkę na szyi ofiary. Oparzenie- tak. Lecz nie po zaklęciu, a po pewnej maści która spowalnia działanie trucizny a którą nałożył morderca wiążąc „przyjacielowi” krawat...
Zapadło milczenie, napięcie opadło.
-Co ma z tym wszystkim wspólnego Felix?
-Pana Malfoya nie można oskarżyć, jest wprawdzie biedny jak mysz kościelna, lecz ma „znajomości” pochodzi ze starożytnego rodu... Wystarczy coś przeciwko niemu bałaknąć, a wszyscy fanatycy czystej krwi dostaną szału, a my nie możemy ich denerwować, nie teraz. Gdybyśmy zaś nie oskarżyli jego, to musielibyśmy w końcu znaleźć osobę która wsypała trzecią truciznę, a wszystko wskazywało na pana Felixa, lub jego siostrę. Panicz Felix to bardzo rozsądny młody człowiek, przystał na nasz plan, do pewnego stopnia... Postanowił uratować dobre imię dwójki głupców... Gdyby przyznał się jedynie do jednego zamachu a resztę pozostawił faktyczną, nawet pan by uwierzył...
-Ale co się z nim stało, przecież gdyby zabił się aby ratować prawdziwego mordercę od kary to by nie było sprawiedliwie...
-Ach! Więc już pan uwierzył, że nie mógłbym postąpić wbrew sprawiedliwości? Panicz Felix odszedł, został wysłany w bezpieczne miejsce. Jest pod opieką Alastora, który przyleci jakoś w grudniu aby zdać sprawę z jego zadomowienia w nowym miejscu. To młody zdolny i wybitny człowiek, szanuję go. Dojdzie do wielkich rzeczy oczywiście po zmianie powierzchowności i tożsamości...
-A co z Amandą? Przecież ona wierzy że je brat jest mordercą, że zabił dla niej!!!
Ponownie w pomieszczeniu zapanowało milczenie.
-Mnie to również gnębiło, ale panicz Felix, powiedział, że istnieje ktoś, kto się nią zajmie. Kto zapewni jej spokój i opiekę, kto nie dopuści aby stała się zgorzkniałą jędzą, albo umarła z rozpaczy i wstydu... Zapewnił mnie, że ktoś taki się znajdzie.
Znowu spojrzeli na siebie, ale tym razem ich wzrok się skrzyżował.
-Dziękuję Panu.
-Cieszę się że pana poznałem.
Uścisnęli sobie dłonie.
***
-Amica mea mecum portoiii , a przynajmniej tak być powinno.
-Cześć Terence, lepiej stąd zmykaj bo się zarazisz opinią przyjaciela mordercy.
-Sama nie wierzysz w to co mówisz.
Zaczerwieniła się lekko.
-On nie zabił Terence.
-Dlaczego tak sądzisz?
-Bo on by to zrobił inaczej, własnoręcznie, trucizna to broń tchórzy...
-Tak, on nie zabił.
-To jest naprawdę kiepski sposób pocieszania.
Uśmiechnęła się blado.
-Pójdziesz ze mną do kawiarni?
-Ten jest jeszcze gorszy.
-Ale pójdziesz?
Przez chwilę milczał, widział jak przez jej twarz przesuwają się odblaski dręczących ją uczuć.
Nagle uśmiechnęła się radośnie i melancholijnie zarazem.
-Ostatecznie, czemu by nie...
***
-Cześć Albinosie!
-Alastor!
Przyjaciele uściskali się serdecznie.
-Ten Twój dzieciak ma się dobrze, zadziera nosa, ale w gruncie rzeczy porządny chłopak, wszystko to kolejny wspaniały pomysł Barta, nie?
Alastor prychnął z irytacją.
-Tak. Ale tym razem naprawdę zrobiliśmy dobrze.
-Sprawieliwie...
-Nie, Alastorze, dopóki zbrodniarz nie zostanie ukarany jedynie dobrze.
Oczy Albusa nagle zaczęły przypominać dwa stalowe sztylety, wyprostował się...
-Wiesz, czasami to ja się Ciebie boję... A Barty źle skończy z tym swoim fanatyzmem i wszystkim dozwolonym byle sprawiedliwie... Zapamiętaj moje słowa...
POSŁOWIE: Mam nadzieję, że tym razem zadowoliłam również miłośników sensacji?...
iAmica mea (łac.) Przyjaciółko moja.
iiFelix (łac.) Szczęśliwy.
iiiWłaściwie: omnia mea mecum porto (wszystko co moje noszę ze sobą) powiedzenie greckiego cynika Biasa, przytoczone przez Cycerona.
Ivanka
7.05.2004, 14:08
Myślodsiewnia
Dziekuje pięknie, przegram sobie do Worda zdrukuję i poczytam i nie omieszkam napisąc co też sądzę:), jakis Ty uczynny:) (nie) dziękuję:).
22.05.2004, 11:15Zaraz ci prześle :)
17.05.2004, 15:11Pewnie nie chcialoby Ci sie przeslac mi na mail? Bo na tym elixirze "estelost" nie chce sie otworzyc, ale to pewnie dlatego, ze ja jestem wybitnie utalentowana w obsludze komputerow... W kazdym razie mowi, ze nie moze znalezc strony...
14.05.2004, 16:39Dzis zdrukuje i przeczytam "do poduszki" w takim razie:)... Teorie spiskowe, znaczy te z "Minerwy", "Albusa" i "Aberfortha"? Lubie teorie spiskowe, sa takie smieszne:)... Jeszcze raz (nie) dzieki bardzo...Zaczelam pisac opowiadanie nieszatkowane Galdor, jakby c, moge do Ciebie napisac? Miloby bylo poradzic sie kogos krytycznego:)...
14.05.2004, 16:32>Ivanka Na pewno nie zlikwidowali - stronka jest za popularna... Tylko uważaj na zwisy serwera - jakieś mamy problemy z adminem i pada strona od czasu do czasu...
8.05.2004, 21:43spoxik... ciuper... lepsze od teorii spiskowej, ktora pisałaś wczesniej
8.05.2004, 20:14Przez chwilę kojarzyło mi się z teoriami spiskowymi ^^ Ale głównie ze względu na formę (te przeskoki). Mnie brak opisów nie przeszkadza; opowiadanie ciekawe :)
8.05.2004, 18:10No, to kiedyś przeczytam, o ile jeszcze nie zlikwidowali strony, ostatnio w ogóle nie mogę znaleźć stron, które jeszcze do niedawna funkcjonowały...
8.05.2004, 17:40Eech...
8.05.2004, 17:00:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(
8.05.2004, 16:57