Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

W POGONI ZA PRAWDĄ - część trzecia

Opowiadanie Martina

 

-Mówisz poważnie? Niby po co mam się tam zjawić?
-Joe...czy ja muszę ci to tłumaczyć... to jak zaskakująca historia z baśni albo bajki... poza tym jak nie pójdziesz to się nic ciekawego nie dowiesz, to akurat jest bardzo proste.
-Niestety, ale muszę uznać twoją rację.- Powiedziała żartobliwie i z lekkim uśmiechem Joeanne, nadal myśląc nad ulicą.
-No więc już wiesz gdzie jest ta ulica?
- Nie mam pojęcia, poza tym dałaś mi trzy sekundy do zastanowienia, to zdecydowanie za mało - Odpowiedziała na pytanie dziewczyna.
- Już, wiesz? –Zapytała ponownie Akiko, kiedy dziewczyny kierowały się wąską ulicą miasta.
- Nie… i proszę nie zadawaj już więcej tego pytania… jest denerwujące…-Odpowiedziała Joe, rzucając na Akiko gniewne spojrzenie.
-Chodźmy do jakiejś kafejki internetowej, tam sprawdzimy wykaz takich ulic może coś znajdziesz… -Odpowiedziała uradowana dziewczyna, patrząc wesoło na Joe
-Chyba żartujesz! Zanim tu dotarłam przejechałam prawie całe Stany…
- Hmm… masz racje.. więc pojedźmy do wszystkich większych miast, które po drodze odwiedziłaś. – Odpowiedziała ponownie uśmiechając się szeroko Akiko.
- Co? Ty chyba naprawdę nie usłyszałeś tego co ja do ciebie powiedziałam… powtarzam „prawie całe Stany”, prawie całe! – Krzyknęła Joe ze zdenerwowania…
- Joe… proszę nie rozśmieszaj mnie… nie wiesz gdzie jest ta ulica?
- Nie…?
- To gdzie dostałaś ten śmieszny instrument, tzn. to gliniane coś tam?
- O rany, że też na to nie wpadłam… jaka ja jestem głupia! – Zaczęła wyrzucać sobie Joe, kiedy razem usiadły na jedną z parkowych ławek.
Przez chwilkę dziewczyny siedziały w milczeniu wpatrując się w gołębie jedzące okruszki z rąk przechodniów i latające nad ich głowmi.
- No jasne! Eureka! _Krzykneła ponownie Joanne zrywając się gwałtownie z ławki.
- Co jest, co się stało? – Zapytała cicho Akiko, jakby ktoś wyrwał ją ze snu..
- Ta ulica jest w Hartford…- Odpowiedziała nie pewnie dziewczyna
-  Hartford? To tylko kilkadziesiąt minut drogi pociągiem.. o ile się nie mylę- Odpowiedziała triumfalnie Akiko, unosząc brwi ku niebu.
Po kilki sekundach myślenia obie szybko się podniosły, zabrały swojej torby i popędziły w kierunku linii pociągowej mieszczącej się niedaleko Uniwersytetu.
- Masz jakieś pieniądze? – Zapytała zmartwiona Akiko, która nic nie mogła znaleźć na dnie swojej torby.
-Wątpię… ale sprawdzę - Odpowiedziała jeszcze bardziej zawiedziona Joe.
-O rany… - Powiedziała po chwili opróżniając dno swojej torby  -Skąd to się tu wzięło – Powiedziała ponownie wyjmując plik dolarów.
- O rany, ile pieniędzy skąd ty to masz? Okradłaś bank gdy tu jechałaś?- Zażartowała Akiko z lekkim przerażeniem patrząc na ręce koleżanki.
-Nie, chyba nie…o ile pamiętam miałam tylko 20 dolarów, tu jest ich chyba ze sto lub sto pięćdziesiąt – Odpowiedziała zaskoczonym tonem Joe, nadal nie mogą oderwać wzroku od pliku zielonych banknotów.
-Może to czary? - Zapytała po chwili Aikiko, kiedy odbierała z kasy dwa bilety do Hartford
-Nie bądź śmieszna, to dziwne, ale nie mam pojęcia…- Odpowiedziała urywając po chwili, kiedy spiker zapowiedział odjazd ich pociągu.
-Szybko, szybko, bo nie zdążymy!!! – Krzyknęła Akiko i wbiegła do wagonu pociągu, za nią do środka weszła także Joe, nadal nie mogąca uwierzyć w dziwne pojawienia się pieniędzy.
Pociąg odjechał z dziwnym łoskotem, zostawiając za sobą New Haven, jedną z pierwszych części podróży w poszukiwaniu prawdy.
-Coś z tobą nie tak? – Zapytała w pewnym momencie podróży Akiko, patrząc na blada Joe wpatrującą się w szybkę pociągu.
-Nie, wszystko dobrze, ale czuje się jakoś dziwnie – Odpowiedziała ta druga spoglądając niecierpliwie na zegarek.
Słońce szybko zachodziło, zasłaniając się za horyzontem, kiedy pociąg powoli zwalniał  przyjeżdżając do stacji w stolicy stanu Connecticut Hartford.
-Jesteśmy! –Zawołała zmęczonym głosem Akiko, budząc tym samym Joe, która zasnęła, chyba z przybytku tych zaskakujących wiadomości i wydarzeń.
Jeszcze raz spojrzała przez okno, zabrała torbę i ruszyła za Akiko w stronę wyjścia.
-No więc teraz ty prowadź! - Powiedziała Akiko, kiedy obie wyszły na zatłoczony peron.
-Tędy wzdłuż tej długiej drogi… -Powiedziała zaspanym głosem Joe i poszła we wskazaną wcześniej drogę
Ulica była wąska i bardzo brudna, a resztki światła dostawały się przez kilka malutkich otworów.
-Hmmm… to tutaj – Powiedziała po chwili Joe pokazując tym samym palcem na stare drzwi i jakiś mały szyld.
-I mamy szczęście bo jest jeszcze otwarte - Powiedziała z dumą Akiko spoglądając na tabliczkę z godzinami otwarcia i zamknięcia sklepu.
-No więc wchodźmy-Odpowiedziała niepewnie Joe i lekko popchnęła star drewniane drzwi.
Kiedy drzwi się otworzyły przed dziewczynami pokazał się niesamowity widok. Taki jak poprzednio widziałaś ty Joe. Staromodne meble z dawnych lat, świeczniki i srebrne naczynia, jak dawnej dawały temu pomieszczeniu niezwykłą domową i ciepłą atmosferę.
-Więc jednak przyszłaś, szczerze mówiąc spodziewałam się tu ciebie wcześniej, ale wiem coś o tych naszych liniach autobusowych…hmm są takie powolne – Zabrzmiał po chwili ciepły głos siwej kobiety o niebieskich oczach, która właśnie wychodziła zza zasłonki prowadzącej na zaplecze.
-Oh… dobry wieczór… proszę pani… czy pani mnie pamięta… jestem tą dziewczyną…która byłą tu ostatnio…-Odpowiedziała niepewnie Joe, spoglądając to na kobietę to na Akiko, która z pełnym zaciekawieniem rozglądała się po sklepie.
-Tak Joanne Sockerpill… bardzo dobrze cię pamiętam -  Zaczęła kobieta spoglądając na obie dziewczyny.
-A ty pewnie jesteś Akiko Saddelback? - Powiedział po chwili, a  swój wzrok utkwiła na dobre w Akiko.
-Chwila, chwila…- Zaczęła tuż po niej Joanne – Ja nie jestem żadną Sockerpill, nazywam się Baker, Joanne Baker.
Starsza kobieta rozejrzała się po sklepie i skinieniem głowy pokazała dziewczyną dwa krzesła - Tak właśnie myślałam…-Odparła ponownie siadając na małej skórzanej pufie
- Nie rozumiem – Powiedziała Joe bardzo cicho, dlatego miała wrażenie, że nikt jej nie usłyszał.
-Twoja opiekunka nic ci nie powiedziała na temat twojej matki i babki i w ogóle całej twojej rodziny, która z pewnością nie należy do zwykłych. – Odpowiedział kobieta zakładając na oczy małe okrągłe okulary.
-Nazywam się Clarisa Sockerpill i jak już zapewne wiesz, skoro czytałaś mój list jestem twoją babką…-Powiedziała ponownie biorąc do ręki starą zakurzoną księgę, bardzo podobną do tej, którą posiadała Joe.
-Jestem czarownicą, podobnie jak ty i twoja zmarła matka.
-Co? Pani musi żartować, przecież czarownice nie istnieją, magia i czary to przecież…to przecież tylko zmyślone historyjki. – Powiedziała głośno Joe, spoglądając na Akiko w poszukiwaniu pomocy i oparcia
-Niestety albo stety to prawda, Joe- Powiedział po chwili Akiko wstając z pufy i podchodząc do Pani Claris.
-Co, skąd ty niby możesz to wiedzieć? – Zapytała zdumiona Joanne.
-Ja także jestem czarownicą, a moim tajnym zadaniem było sprowadzenie cię właśnie tutaj w to miejsce…
-Co… o czym ty mówisz… dlaczego nie powiedziałaś mi o tym wcześniej, kiedy był stosowny moment… dlaczego nie powiedziałaś mi od razu… z pewnością byłoby łatwiej..
-Może i było by łatwiej, ale zadanie nie polegała na opowiedzeniu ci o wszystkim, sama miałaś do tego dojść, moim zadaniem było tylko naprowadzenie cię na właściwą ścieżkę- odpowiedziała znowu Akiko, wyjmując z plecaka długi kijek.
-To moja różdżka…- Zaczęła ponownie
- Różdżka?
-Tak teraz chyba jest już najlepszy moment aby powiedzieć ci o wszystkich tajemnicach związanych z tobą i twoją rodziną. –Powiedziały w tym samym czasie Akiko i Pani Claris.
-Jak zapewne przeczytałaś w liście wiesz już wszystko o Gandelli i cesarzowej Lizelli. Ale na wszelki wypadek opowiem ci wszystko od początku. Tak więc bardzo dawno temu ponad 600 lat w krainie zwanej Gandellą powstało magiczne królestwo, które założyła Lizella Maountgrovergersten, obecna cesarzowa gigantycznego imperium, znajdującego się w tamtejszym kraju. Jednak z czasem kraj stawał się słabszy a Lizella nie mogła samotnie poradzić sobie z atakami i presją wywieraną na nią przez państwa sąsiednie. Dlatego poprosiła o pomoc trzy najbardziej szanowane i znane rody szlacheckie, rodziny Saddelback, Sockerpill i Slumgood, które od tamtego momentu stały się strażnikami pokoju w Gandelli. Z każdej rodziny wybierano po jednej reprezentantce mającej odpowiednie predyspozycje i umiejętności, co pozwalało jej z dobrym skutkiem walczyć w obronie sprawiedliwości w kraju. Z czasem sejm uchwalił ustawę mówiącą o dziedziczeniu tej funkcji co dwa pokolenia. Tak wyszło, że ty jesteś następnym pokoleniem, które po mnie przejmie funkcję strażnika. Tak się składa, że również obecna tu Akiko , Akiko Saddelback jest wybranka swojej rodziny, Trzecią wybraną strażniczka jest Norah Slumgood. Niestety szkopuł polega na tym, że ty moja następczyni nie masz absolutnie żadnego pojęcia na temat rzucania zaklęć, uroków itp. Dlatego razem z koleżankami Norah i Akiko zostaniesz wysłana na specjalne szkolenia do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Gandelli. – Przemówiła Claris po czym spojrzała badawczo na obie dziewczyny.
-Wiedziałaś o tym? – zapytała ze zdenerwowaniem Joe Akiko.
-Tak…- Odpowiedziała niepewnie ta druga.
-I nic mi nie powiedziałaś? – Zapytała ponownie.
-Zrozum nie mogłam, takie są przepisy…
-Hmm… ja jednak wiedziałam, że to skąd pochodzę odbije się na mojej przyszłości.
-No więc co teraz? – Zapytała ponownie Joe, tym razem jednak swoją babkę.
-Teraz przedostaniesz się do magicznego świata
-Jak?- Odparła zdumiona Joe
-Normalnie przez moje zaplecze. - Powiedziała Clarisa i palcem pokazał dziewczyną kierunek drogi.
W tym momencie wszystkie trzy poszły w kierunku starej, czerwonej zasłonki, za którą kryły się drzwi na zaplecze.
-Kto pierwszy? –Zapytała Clarisa otwierając drzwi, za którymi widać było szeroką ulicę z tłumem ludzi ubranych nieco staroświecko.
Po chwil wszystkie wyszły na ulice i wmieszały się w tłum przechadzających się po nich ludzi.
-Gdzie jesteśmy? – Zapytała zaciekawiona Joe.
-Nic takiego, zwykłe centrum miasta - Odpowiedziała uradowana Akiko – O rany jak długo mnie tu nie było - Dodało po chwili patrząc na wystawy sklepowe.
Zapatrzone dziewczyny podążały długą szaro-niebieską drogą złożoną z małych kostek brukowych, położonych bardzo blisko siebie. Po chwili zza wielkiej wieży, będącej, jak opowiedziała im Clarisa wieżą zachodnią, która właśnie od tej strony świata obserwuje i informuje o ewentualnym niebezpieczeństwie całe miasto, wysunął się ogromny gmach, swym wyglądem nieprzypominający ani zamku, ani pałacyku, był raczej podobny do kościoła, a raczej rosyjskiej cerkwi. Zaciekawiona Joe nie mogła powstrzymywać się od zadawania kolejnych, coraz to bardziej szczegółowych i drążących pytań. Jej babka zaś z wielkim spokojem odpowiadała na każde z nich, gdyż bardzo dobrze wiedziała, że to co widzi teraz jej wnuczka jest ogromnym szokiem, z którego nie łatwo będzie się jej otrząsnąć.
-Chodźcie za mną, zaraz zaprowadzę was do Sali tronowej - Powiedziała Clarisa, kiedy wszystkie trzy przechodziły obok, dwóch wysokich strażników.
- …do Sali tronowej? – Zapytała lekko onieśmielona Joe, spoglądając na rynny w kształcie smoków.
-Co w tym dziwnego, przecież mówiłam ci, że musisz spotkać się z królową. –Odpowiedziała trochę zaniepokojonym głosem Clarisa.
-Chodźcie, chodźcie… szybko… królowa nie ma całego dnia!!
Po chwili dziewczęta wraz z babką Clarisą wkroczyły do ogromnej Sali, z dużymi białymi kolumnami po środku i wielkim złotym tronem. Na nim zaś siedziała wysoka kobieta o kręconych blond włosach i przepięknej, lecz bladej cerze.
-Ukłońcie się moje drogie – szepnęła Clarisa, po czym wszystkie synchronicznie skinęły głowami i wykonały symboliczny przysiad.
-Witaj moja droga Clarino - Powiedziała królowa, uśmiechając się wesoło. –Co cię do mnie sprowadza, w jakiej sprawie się tu zjawiasz?
-Wasza wysokość… mam bardzo ważną i radosną dla kraju wiadomość, przynoszę dobrą nowinę – Odparła ta druga powstając i zbliżając się do tronu królowej.
-Jaką to dobrą nowinę przynosisz, Clariso? - zapytała Lizella powstając z tronu i schodząc powoli po małych schodkach w dół.
- Otóż waza wysokość znalazłam te, które obronią nasz świat od nieszczęścia, które pomogą nam zwalczyć zło i występek nadchodzących ze wschodu i zachodu. –Odpowiedziała radośnie, ale bardzo poważnie Clarisa.
-Cóż ty mówisz …czy jest jeszcze szansa aby uchronić świat przed doszczętnym zniszczeniem nacierającym ze strony moich okrutnych sióstr?
-Jest, i to bardzo duża, mam nadzieje, że postanowisz ją wysłuchać..
-Ależ oczywiście moja droga opowiadaj…
- Tak więc jak wiesz, nikt z rodu Sockerpillów nie przetrwał, jestem ostatnia…-Zaczęła Clarisa, a Joe i Akiko spojrzały na siebie ze zdziwieniem.
- Jednak myliłam się –Mówiła dalej Clarisa, a wszyscy zgromadzeni w Sali wsłuchiwali się w każde wypowiedziane przez nią słowo.
-Co ty mówisz? –Zapytała zdumiona królowa, przerywając opowieść kobiety.
-Moja córka umarła, to prawda, ale zostawiła po sobie przodka, córkę o imieniu Joanne, o której istnieniu nie wiedział nikt, do teraz.
Sala tronowa wypełniła się szeptami służby i obecnych tam ludzi, wszyscy powtarzali słowa wypowiedziane przed sekundą przez Clarisę.
-Tak więc teraz z pełną rozwagą i ostrożnością mogę powierzyć mojej wnuczce i dwóm pozostałym wybranką opiekę nad krajem. Jestem przekonana, że młode, nowe pokolenie lepiej zajmie się tym, co robiłam z moimi świętej pamięci towarzyszkami. –Powiedziała pewnym głosem Clarisa po czym spojrzała na królową nadal zdumioną jej informacją.
-Nie jestem pewna, czy sensowne jest powoływanie nowych strażniczek, skoro te ostatnie po zaledwie czterech latach urzędu poległy na polu bitwy. –Odparła królowa, zupełnie bez wyrazu i zainteresowania.  –Jednak z drugiej strony jest to jedyna i chyba już ostatnia szansa ocalenia naszego państewka. Jednak o tym czy powołamy nową świtę strażniczek czy nie, nie zadecyduję ja, lecz państwo w jutrzejszym wolnym głosowaniu. Na ten czas, udaj się z dziewczętami do komnat, które wyznaczy wam moja służba. –Odparła Lizella, a na twarzy Clarisy, pojawiły się mieszane uczucia, z jednej strony była zadowolona i pełna nadziei, z drugiej zaś zawiedzona wyrokiem swojej przełożonej.
Po tych słowach, królowa wyszła z Sali, kierując się do miasta, aby ogłosić mieszkańcom państewka i formacje o jutrzejszym głosowaniu. Akiko i Joe, zaś podążyły za niewielką, pulchną służąca, trzymającą w ręku plik z kluczami.
-Pójdźcie do komnaty, a ja odszukam waszą trzecią towarzyszkę. – Odparła Clarisa po czym zniknęła za zieloną kurtynką komnaty.
-I co teraz… to wszystko toczy się chyba trochę za szybko- Powiedziała Joe, kiedy pulchna kobieta otworzyła jednym z kluczy drzwi do dużej komnaty, w której stały cztery przepiękne i luksusowe łóżka z kolumienkami i zasłonkami naokoło. Komnatę rozświetlał blask słońca wpadający do niej po przez duże okno.
Godziny mijały, a dziewczęta w spokoju i milczeniu czekały na Clarisę. Tylko niekiedy spoglądały na siebie i wymieniały swoje uwagi, przypuszczenia i spostrzeżenia związane z ostatnimi, niesamowicie zaskakującymi wydarzeniami.
-Myślisz , ze jej nie znalazła? –Zapytała Joe, kiedy księżyc intensywnie świecił im obu po twarzach.
-Na pewno ją znalazła, to państewko nie jest znowu takie duże…-Odpowiedziała żartobliwie Akiko, zajadając się ciasteczkami i popijając mleko przyniesione przez pulchna kobietę z kluczami.
Po chwili na korytarzu dało się usłyszeć czyjeś ciężkie kroki. Dziewczyny dobrze wiedział kto to, była to owa pulchna kobieta z kluczami.
-Królowa chce was widzieć. –Powiedziała sucho i bez wyrazu co brzmiało jak by obie miały udać się teraz na ścięcie głowy lub coś gorszego.
-Idziemy- Powiedziała Akiko, wypijając ostatni łyk mleka.
Chwilkę później obie pędziły już wąskim korytarzem. Na jego ścianach widniały różne obrazy, płaskorzeźby, a na podłodze rozciągał się przepiękny czerwony dywan ozdobiony złotymi frędzelkami i innym dodatkami w tym właśnie kolorze. Oczarowane widokiem dziewczyny zauważyły jednak szybko, że znajdują się już prawie przed salą tronową i serca podskoczyły im do samych gardeł, kiedy drzwi otworzyły się z wielkim hukiem odbijając się o ściany korytarza.
-Wejść! –Zagrzmiał czyjś głos z wnętrza Sali.
W tym momencie Akiko i Joe weszły do sali, gdzie jak poprzednio znajdowały się wysokie kolumny i duży tron, na którym podobnie jak ostatnio spoczywała królowa Lizella dzierżąca w ręku złote berło. Naprzeciwko niej stała Clarisa z jakąś niewysoką blond włosą dziewczyną, wyraźnie przestraszoną z całego zamieszania.
-Witajcie moje drogie… -Odezwał się znajomy im już głos królowej Lizelli.
Królowa skinieniem głowy pokazała dziewczynka ich miejsce, a one nic nie mówiąc bardzo szybko się tam przemieściły.
-Jak już wiecie jutro odbędzie się zgromadzenie mieszkańców państwa, po czym wszyscy oni zadecydują o tym czy reaktywować służbę, która wy macie pełnić czy też nie. Jednak wcześniej musieliśmy zebrać tu was wszystkie Akiko Saddelback, Joanne Sockerpill i Lily Slumgood, gdyż to właśnie wy jesteście najbliższymi krewnymi i tym samym prawnymi następczyniami waszych babć Ai Saddelback, obecnej tu Clarisy Sockerpill i Enid Slumgood.
 -W tym momencie musicie oficjalnie zobowiązać się do przejęcia obowiązków waszych przodki –Powiedziała Clarisa wyjmując długi zwój pergaminu i pióro. – Podpiszcie się w tym miejscu, a w razie zgody, która jutro może zostać zatwierdzona przez lud, obejmiecie stanowiska waszych babć.
-Ale na czym polegają te obowiązki? –Zapytała owa przestraszona blondynka, najprawdopodobniej Lily.
-Wszystkie informacje znajdują się na tym zwoju pergaminu, macie czas do świtu na zdecydowanie czy chcecie objąć stanowisko czy też jej odrzucacie. Wystarczy  że złożycie tu swojej podpisy.
Po tych słowach sala opustoszała, a zostały na niej tylko trzy wybrane dziewczyny Joeanne, Akiko i Lily - przestraszona blondynka.

 

Martin Clevercat
20.03.2004, 11:58

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

magda

nie nieprawdaz Potterfanko z tym ze daniel radcilff jest ladny ale z tym Harry Potter to najwspanialsza książka

8.07.2004, 18:52
Ivanka

Coraz ladniej, coraz ladniej...

8.04.2004, 16:56
WILL

SUPER . SZCZEGÓLNIE MALFOY I VOLDEMORT

31.03.2004, 12:40
Potteromanka

Harry Potter to najwspanialsza książka jaką kiedykolwiek czytałam. Potrafią ją czytać kilka godzin (ale potem mam pewne problemy bo nie wiem co sie dzieje w realnym świecie=). A tak przy okazji to DANIEL RADCLIFFE jest cudowny, nieprawdaż?

29.03.2004, 19:23
mira

harry potter jest najleoszą książką no nie lisząc władcy pierścieni...

29.03.2004, 18:36
Harry Potter

Niedość, że piszecie tak, że człowiek(nie tylko)mósi okulary zakładać,to jeszcze piszecie o życiu osobistym!!!!!!!!!!!A co jakbym tak napisał o was do "Proroka Codziennego"?????????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

29.03.2004, 16:28
Harry Potter

Niedość, że piszecie tak, że człowiek(nie tylko)mósi okulary zakładać,to jeszcze piszecie o życiu osobistym!!!!!!!!!!!A co jakbym tak napisał o was do "roroka

29.03.2004, 16:27
VOLDEMORT

NIE CZYTAŁEM TYCH BZDUR W KTÓRYCH PRAWDOPODOBNIE NIE MA M N I E !!!!!

29.03.2004, 13:34
Ohelia

Nie czytałam! ato o Harrym?!

27.03.2004, 19:12
Aga

:(

27.03.2004, 09:08