Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Wile – uwodzicielskie wysłanniczki Złego?

Inne spojrzenie na te magiczne istoty

Gdyby chcieć opisać wszystkie symbole i postacie z „Harry’ego Pottera” nie starczyłoby i tysiąca stron. Szczegółowość i poziom rozbudowania tegoż świata tworzonego przez siedemnaście lat jest na tyle ogromna, iż na pierwszy rzut oka nie do ogarnięcia. Jednak krok po kroku można ten inny świat oswoić. O ile pierwsze trzy tomy czytałem ze spokojem, o tyle w czwartym poczułem, że muszę wziąć udział w dyskusji o symbolice tej ksiązki. Wile. To one nie dają mi spokoju.

A dlaczego akurat o wilach? – takie właśnie pytanie przeczytałem w SMSie od Aibhill po przedstawieniu jej mojego pomysłu na tekst dla Proroka. Hmm. Wiem dlaczego właśnie o nich. Bardzo dobrze to wiem. Czytałem niedawno w pewnej książce o Czarujących Czarownicach, które opisem całkowicie odpowiadały magicznym postaciom wykreowanym przez angielską pisarkę J.K. Rowling.

W rozdziale ósmym czwartej części przygód nastoletniego czarodzieja mogliśmy przeczytać taki opis tych postaci:
„(...) na boisko spłynęło już ze sto wil i Harry otrzymał odpowiedź na swoje pytanie. Wile okazały się kobietami... najpiękniejszymi kobietami, jakie kiedykolwiek widział... tyle że nie były... nie mogły być... istotami ludzkimi. Zdumiony, przez chwilę starał się dociec, kim właściwie są: co sprawia, że ich skóra lśni jak księżyc, że ich białozłote włosy tak pięknie powiewają, choć nie ma wiatru... ale oto zabrzmiała muzyka i Harry przestał się zastanawiać nad tożsamością owych zwiewnych piękności (...) Wile zaczęły tańczyć, a w Harrym wygasły wszelkie myśli. Nic już się nie liczyło, nic nie było ważne – tylko ten taniec, bo gdyby ustał mogłoby się stać coś strasznego... Lecz kiedy wile tańczyły coraz szybciej i szybciej, jakieś dzikie, nieokiełznane, na pół uformowane myśli zaczęły przemykać przez oszołomiony mózg Harry’ego. Nagle zapragnął zrobić coś wielkiego, coś, co wywarłoby wrażenie na wszystkich. (...)” (1)
„(...) wile straciły nad sobą panowanie. (...) Harry, (...) dostrzegł, że wile nie są już tak urzekająco piękne jak uprzednio. Wręcz przeciwnie, ich twarze wydłużały się w ostre, zakończone dziobani głowy ptaków, a z ramion wyrastały im pokryte łuskami skrzydła... (...)” (2)

Co mogą uosabiać wile? Pytanie to, z pozoru tendencyjne, wcale takim się nie okazuje. Czy może prawdziwą naturę kobiet? Myślę, że nie. To byłoby za proste i jednocześnie najłatwiejsze rozwiązanie z męskiego punktu widzenia. Wile raczej uosabiają męskie rządze oraz pożądania. Jednak też nie do końca. Bo to wile raczej wykorzystują męskie słabości oraz prostotę ich psychiki do tego, by ich uwieść, zaciągnąć w ciemny kąt, wyssać z nich to, co prawdziwie dobre i zgładzić. Tak też w powieści przemieniają się one w przysłowiowego wielkiego ptaka ze skrzydłami pokrytymi łuskami i, metaforycznie to ujmując, posyłają człowieka w mroczną czeluść. To wile w najbardziej prostolinijny, ale także śmiertelnie skuteczny sposób wykorzystują romantyczno-tragiczny kawałek męskiego serca, w którym nosi on wyobrażenie o najcudniejszej kobiecie, poetyckiej „kochance” i dla której z miejsca i na zabój traci głowę.

Tak jak już wspomniałem, nijak ma się to do prawdziwej kobiecej psychiki, ponieważ natura takiego postępowania leży raczej w działaniu Złego.

By zrozumieć tę strategię trzeba odnaleźć jej zarodek, z którego się ona wykluwa. Nie należy jej szukać w ostatecznym postępowaniu kobiety-wili, lecz w samym początku tej historii, w sercu mężczyzny.

Dobrze tę sytuację obrazuje C.S. Lewis w „Listach starego diabła do młodego”, zaraz po „Opowieściach z Narnii” najbardziej znanej swojej książce (warto wczuć się w sytuację z listu, gdzie Krętacz, stary diabeł, naucza młodego Piołuna i z tego wynika zmiana punktu widzenia, gdzie np. Nieprzyjaciel to Jezus Chrystus itd):
„Jeśli uważnie wnikniesz w tajniki serca jakiegokolwiek mężczyzny, przekonasz się, że prześladują go co najmniej dwie urojone kobiety – ziemska i piekielna Wenus, i że jego pożądanie różni się jakościowo, w zależności od obiektu. W odniesieniu do pierwszego typu kobiety jego pożądanie jest w naturalny sposób podporządkowane Nieprzyjacielowi – zabarwione miłością bliźniego, skłonne do małżeństwa, opromienione tym złotym światłem poszanowania i naturalności, którego tak nie znosimy. Drugi typ to kobieta, której pożąda brutalnie i pragnie brutalnie pożądać, kobieta nadająca się najbardziej, by go zupełnie odciągnąć od małżeństwa, lecz którą nawet w małżeństwie skłonny byłby traktować jako niewolnicę, bożyszcze lub jako kompana w przestępstwie. Miłość mężczyzny do kobiety pierwszego typu tylko przypadkowo mogłaby pociągnąć za sobą to, co Nieprzyjaciel nazywa złem; mężczyzna bowiem nie życzyłby sobie, by była żoną kogo innego, i martwiłby się, że nie może jej kochać legalnie. W drugim natomiast typie samo odczuwane zło jest tym, czego pragnie; ta owa „pikantność” smaku, na którą się łakomi. W twarzy lubi właśnie zwierzęcość, ponurość, przebiegłość lub okrucieństwo, a w figurze coś zupełnie odmiennego od tego, co zwykle nazywa Pięknem, coś, co w chwili rozsądku może nawet określić mianem brzydoty, lecz co dzięki naszej sztuce może być wykorzystane do zagrania czułej strunie jego własnej obsesji.” (3)

Piekielna Wenus – idealne określenie każdej wili. Widać wyraźnie, że to Zły wykorzystuje pewne cechy kobiece, aby sprowadzić mężczyznę na złą drogę, a w ostatecznym rozrachunku może i nawet ku wiecznemu potępieniu.
W „Czarze Ognia” Ron staje dokładnie przed wyborem opisanym w liście Lewisa, gdzie mamy ukazaną idealnie przedstawioną piekielną Wenus, „pół wilę”, reprezentantkę Beauxbatons w turnieju trójmagicznym, Fleur Delacour, i najlepszą jego przyjaciółkę Hermionę Granger, która przez pierwsze trzy lata była dla niego po postu dobrą „kumpelą”, a teraz zaczyna być kimś więcej...

Tyle można powiedzieć w ogólnym zarysie jeśli chodzi o przekrój przez psychikę postaci. Tyle też winno wystarczyć osobom, które odbierają powieść w sensie metaforycznym. Jednak warto sobie tutaj postawić pytanie czy pisarka Rowling sama wymyśliła wile, czy też czerpała inspiracje z innych źródeł? Pytanie to jest bardzo interesujące, wszak te postacie nabierają jeszcze większego kolorytu w momencie gdy uświadomimy sobie, iż istnieją NAPRAWDĘ.

A istnieją. Sygnalizuje to sam tłumacz całego cyklu o Harrym, Andrzej Polkowski, w „krótkim poradniku dla dociekliwych”, który znajduje się zawsze na końcu każdego tomu:
„WILE – ang. Veela, ale rzecz dotyczy bułgarskich, a więc słowiańskich istot czarodziejskich, zwanych „wilami” lub „wiłami”. Jest to odmiana „nocnic”, które znane są ze zwabiania młodych mężczyzn na pustkowia i dręczenia w nieprzystojny sposób.” (4)
Istoty czarodziejskie. W powieści Rowling ciężko byłoby wprowadzić wile jako najzwyklejsze czarownice lub duchy, którymi są one w naszym prawdziwym świecie, ponieważ jej świat przedstawiony wykorzystał już te postacie, ich pojęcie w innym sensie. Dlatego pokazane są jako bliżej niezidentyfikowane istoty, które w momencie stanięcia w prawdzie, ukazaniu swej prawdziwej, złej natury, przemieniały swe twarze w głowy ptaków zakończone dziobami i wyrastały im pokryte łuskami skrzydła...

Symboliczna przemiana w powieści, po której zaślepieni w nich czarodzieje znajdujący się na stadionie „przejrzeli na oczy” idealnie oddaje sposób działania grzechu, który na początku może dać całkiem dużo przyjemności i zapomnienia, by jednak już po chwili odbić się wielkim moralnym kacem. Wyrzutami sumienia i zerwaniem więzi z Bogiem. I o ile jest to adekwatne do zwykłych ludzi, to nie wiadomo czym mógłby się skończyć „upadek” w przypadku kontaktu z tytułową prawdziwą Uwodzicielską Czarownicą.

Opis podążający w trochę innym kierunku możemy spotkać w „Księdze Wiedzy Czarodziejskiej”, gdzie wile przedstawione są jako żeńskie duchy ze wschodnioeuropejskiego folkloru zasiedlające lasy, jeziora, góry i obłoki, potrafiące do tego zmieniać swoją postać. Można je było ponoć spotkać jako łabędzie, konie, sokoły a nawet idąc w kierunku symboliki zła – węże lub wilki. Pojawia się w tym miejscu też typowy już dla wili opis pod postacią ukrytego zła skierowanego na mężczyzn jako „kuszące i niebezpieczne (...) pod postacią pięknych młodych kobiet o długich, spływających na ramiona włosach, spowitych w mgliste szaty i pląsających w blasku letniego księżyca”. Jeśli mężczyzna przyłapałby na pląsaniu wilę byłby skończony, to znaczy pod wpływem uroku i bez świadomości byłby przez nie poniewierany, aż do całkowitego wykończenia.
We wspomnianej pozycji można także spotkać trochę inne spojrzenie na te postacie. Mianowicie, zasugerowano wyraźnie, że mogą być one także dobre dla ludzi, potrafią się dzielić z nimi swoją widzą medyczną i profetyczną. Ponoć nie znoszą kiedy się je okłamuje albo oszukuje i dopiero wtedy potrafią zesłać naprawdę okropne kary. Wspomniano także o tym, że wile „podobno łączyły się z ludźmi, statkowały i wychowywały dzieci, najwyraźniej bez większej szkody dla własnego gatunku.”

Jeśli Rowling inspirowała się jakimś opisem tych postaci kreując swoje własne wile, to był to zapewne opis powyższy. Widać to po przedstawionej nam, czytelnikom, bliżej postaci Fleur Delacour, której końcowe fragmenty powyższego opisu jakby dotyczyły osobiście. Przyznam się, iż trochę zawiodłem się na tej postaci. Brakowało mi pokazania jej naprawdę złej natury, która gdzieś w jej krwi musi płynąć. Zamiast tego w tomie szóstym mogliśmy obserwować jej zaręczyny z Billem Weasley’em. Nie można jednak zapominać, że jeden z tematów powieści jest taki, iż od naszych wyborów zależy to jacy jesteśmy. Zdaję sobie jednak dobrze sprawę, że nie mogę też wyciągać tak daleko idących wniosków póki nie poznam całości powieści.

Niestety, nie znalazłem żadnych informacji dlaczego pisarka umieściła jedną ze szkół właśnie w Bułgarii. Może być w tym przypadek, ale niekoniecznie. Niekoniecznie, ponieważ jak wspomniał powyżej Polkowski, te swoiste „nocnice” są charakterystyczne właśnie dla takich słowiańskich krajów jak Ukraina, Rumunia czy właśnie Bułgaria, tak więc miejsce mogło być dobrane pod wile, a nie odwrotnie.

We wstępie wspomniałem o tym, że czytałem ostatnio książkę w której była mowa o Czarujących Czarownicach. Czarujących na dwójnasób oczywiście, czyli ze względu na swój urok i wdzięk osobisty, oraz w sensie dosłownym. Na myśli miałem książkę Michała Kruszony „Rumunia – Podróże w poszukiwaniu diabła”. Ciężko się bardziej rozpisywać o czym jest ta ksiązka, ponieważ tytuł mówi sam za siebie. Michał Kruszona opowiada w niej o swoich przygodach, jakie spotkały go w około trzydziestu podróżach, które odbył do Rumunii na przełomie ostatnich kilku lat. W Rumunii świat materialistyczny do dziś przenika się bardzo mocno i wyraźnie ze światem duchowym. Świat, w którym chrześcijańskie spojrzenie (w odmianie prawosławnej), spojrzenie na dobro i na zło przenika się ze starymi wierzeniami.

Jednak czarownice występujące i w dzisiejszym świecie to nie zjawy z wierzeń prostych ludzi! Dodać należy, że czary i ogólnie pojęta magia muszą istnieć i istnieją naprawdę ponieważ zabrania ich Pismo Święte. Czy Pismo Święte zabraniałoby czegoś czego nie ma? Trzeba też tutaj wyjaśnić choć skrótowo jak należy rozumieć/ustosunkować się do czarów w „Harrym Potterze” i innych baśniach. Dokonanie czaru w naszym świecie wiąże się z wykorzystaniem, posłużeniem się większą mocą niż ludzka. Moc większa niż ludzka może pochodzić od Boga albo od Szatana. Jezus Chrystus uzdrawiał mocą Bożą. Święci często doznają różnych cielesnych uniesień, lewitacji, bilokacji, stygmatów dzięki mocy Bożej. Takie zjawiska nazywamy cudami. Jednak tak samo można też czerpać z mocy piekielnych i tak czynią między innymi czarownice. Tak to w wielkim skrócie wygląda w naszym świecie. NIE JEST tak natomiast w baśniach, fantastyce itp jeśli chodzi o typowe czary, o których rozchodzi się w tej dyskusji. Przecież na przykład w „Kopciuszku” Matka Chrzestna zamieniając dynię w karetę nie czerpie siły od demonów. Posiada po prostu zdolność czarowania. Na tym polega konwencja baśni. Tak też jest i w „Harrym Potterze” oraz w dziesiątkach innych podobnych historii. Trzeba czuć tę granicę, choć jest ona cienka. Temat to jest jednak na zupełnie inny tekst, który być może kiedyś popełnię, najpewniej po wydaniu przekładu siódmego tomu.

Michał Kruszona tak opisywał swoje spotkanie z tymi czarownicami, wilami, nocnicami czy jak je sam nazywa wydojnicami:

Tutaj cytat we fragmentach, tekst o wiele obszerniejszy wraz z zakończeniem we wspomnianej książce. Książce, którą wszystkim polecam.

„Pamiętam, że jadąc w stronę Satu Mare po prawej stronie, w lesie między jodłami, widziałem niewielki stary motel. Było już po dwudziestej drugiej (...) Wszedłem do środka (...) poza mną nie było tu nikogo. [żadnego więcej gościa – dop. M.] Zamówiłem tradycyjnie tłuste jedzenie z zupą w stylu ukraińskim. Goszczące mnie dziewczyny były Ukrainkami (...) zauważyłem, że dziewczyny uśmiechają się w moją stronę. Były niezwykle, czarnookie i czarnowłose. Biła od nich niezwykła siła. Obie ubrane w haftowane koszule, zdecydowanie kusiły swoimi pełnymi kształtami. (...) Wróciłem do stołu i stanąłem przed nim, niedowierzając własnym oczom. Na białym obrusie zastałem wazę z gorącym barszczem, parujące pierogi i, co było wręcz nie do wyobrażenia, upieczonego prosiaka z jabłkiem w ryju. (...) Zauważyłem, że do dwóch dziewczyn przybyła jeszcze jedna, równie niezwykła. Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie przygotowano mi tak wykwintne jadło? (...) W czasie samotnej uczty (...) do izby weszła, prosto z ciemnej nocy, czwarta kobieta, podobnie jak i pozostałe uśmiechnięta. (...) Zacząłem się rozglądać bacznie dookoła (...) i spostrzegłem, że dziewczyn jest już co najmniej o dwie więcej. (...) Kiedy [po uczcie – dop. M.] przechodziłem koło łazienki, spojrzałem mimo woli poprzez otwarte szeroko drzwi do jej wnętrza. Pod prysznicem myły się wspólnie dwie z dziewczyn, były to te same, które witały mnie, kiedy tu dojechałem. Celowo otwarte drzwi nie pozostawiały wątpliwości co do intencji takiego zachowania. Kobiety nie speszone nagością odzywały się do mnie po ukraińsku, szum wody (...) nie pozwolił mi jednak zrozumieć ani słowa. (...) Gdybym wówczas uległ pokusom, pewnie nie wróciłbym nigdy do domu. Ponętne, niedoszłe kochanki wzbudzały we mnie przekonanie, że natura tych kobiet ma swoje źródło w piekle. (...)” (5)

Autorowi powyższej historii udało się wyjść cało z tego przedziwnego spotkania. Zabarykadował się on w swym pokoju, po czym w całym budynku wyłączono agregat z prądem. Przez szparę w drzwiach widział tylko przesuwające się na parterze ogniki kilkunastu świec... Wykonał wtedy wszystko co mógł, aby odegnać złe moce. Po czym usnął. Wygrał. Wygrał z wilami, które nie są wymysłem tylko J.K. Rowling. Wygrał z postaciami, które inspirowały i inspirować będą, póki świat będzie istniał. Jednych do zwykłego pisania o nich, innych do ich prawdziwych poszukiwań wśród tajemniczych słowiańskich krain Europy...


Bibliografia:

(1) Rowling J.K., Harry Potter i Czara Ognia, Poznań 2000, s. 113-114
(2) tamże, s. 122
(3) Lewis C.S., Listy starego diabła do młodego , Poznań 2005, s. 98-99
(4) Rowling J.K., Harry Potter i Czara Ognia, Poznań 2000, s. 763
(5) Kruszona M., Rumunia. Podróże w poszukiwaniu diabła, Poznań 2007, s. 125-128

Mithrandir
14.08.2007, 11:10

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Nawiedzona Wdowa

Wille u Pani Rowling są przedstawione jako tylko i wyłącznie kobiety. Lecz w "Księdze Magii Czarodziejskiej" są opisane jako : " ucieleśnienie pragnienia" i że może to być zarówno kobieta jak i przyjaciel.

15.03.2010, 22:38
Ginny_Potter

Chciałabym być wilą !!! Nie dość , że posiadają ten specyficzny wdzięk to jeszcze nie mogą się odpędzić od chłopaków . ŻYCIE MIÓD !!!

25.07.2009, 23:25
Issen

WOW!!!

15.03.2009, 19:13
IRYTKA

Zgadzam się z poglądem wg. którego Krum - bułgar nie musi uczęszczać do bułgarskiej szkoły. To ma sens i opiera się na dość solidnych faktach

25.01.2009, 16:15
kaka

Nieźle , nieżle ... a co do tych wili to raczej nie będę pisała co o nich myślę

15.05.2008, 08:22
Pani Prefekt

Mi się wile podobają

8.04.2008, 12:45
Stary Mugol

Ta szkoła mieści sie raczej gdzieś w Niemczech, w końcu Durmstrang to anagram od Sturm und Drang.

28.08.2007, 14:34
Mithrandir

"Niestety, nie znalazłem żadnych informacji dlaczego pisarka umieściła jedną ze szkół właśnie w Bułgarii. Może być w tym przypadek, ale niekoniecznie. Niekoniecznie, ponieważ jak wspomniał powyżej Polkowski, te swoiste „nocnice” są charakterystyczne właśnie dla takich słowiańskich krajów jak Ukraina, Rumunia czy właśnie Bułgaria, tak więc miejsce mogło być dobrane pod wile, a nie odwrotnie." Tak. Pierwsze zdanie w tym akapicie to moja ewidentna pomyłka! Szkoła ta nie była umieszczona w Bułgarii (właściwie wszystko już zostało sprostowane poniżej) więc ja może tylko wyjaśnię skąd taki kuriozalny błąd wkradł się w moje rozmyślania. Faktycznie w głowie miałem zakodowane, że Krum jest reprezentantem Bułgarii w reprezentacji Quidditcha, a maskotkami tej reprezentacji były właśnie Wile. Te dwa fakty połączyłem myślowo z nieprawdziwą informacją nasuwającą się jednak jakoby ta szkoła leżała w Bułgarii. Nie zmienia to sensu całości, jednak wypaczyło moją myśl. Winienem poszukać dlaczego pisarka postanowiła w mistrzostwach świata umieścić właśnie Bułgarię i wtedy wszystko nabrałoby sensu. Wprowadzonych w błąd serdecznie przepraszam.

21.08.2007, 22:27
Agrypine S.

Nie wtrącam się. Ale jest duże prawdopodobieństwo, że Rowling pomyliła sobie Bułgarię z Syberią :P

21.08.2007, 16:52
Arcanus

Trochę mi masło maślane wyszło. Hmm... tak mi teraz przyszło do głowy, może z quidditchem jest tak samo jak z piłką nożną. Zawodnicy mieszkają w różnych krajach i grają w różnych klubach, ale w mistrzostwach reprezentują ten kraj, z którego pochodzą, którego są obywatelami.

21.08.2007, 15:23