Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Polowania na czarownice

Cz.1 – starożytne tło historyczne

Myli się ktoś, kto uważa, że ściganie i karanie śmiercią czarownic było wymysłem kościołów chrześcijańskich, w szczególności średniowiecznego Kościoła katolickiego. Wiara w czary towarzyszyła ludzkości praktycznie od jej początków. Zastanawiające jest nadzwyczajne podobieństwo wyobrażeń o czarach, czarownicach i czarnoksiężnikach w historii, niezależne w zasadzie od miejsca jego występowania i jakże różnych kultur – ludy pierwotne, Mezopotamia, Europa, Afryka, Jamajka... Jednak ten artykuł nie dotyczy historii czarów, ale ścigania czarowników.

Jest rzeczą naturalną, że wraz z wiarą w możliwość czarowania pojawiały się ambiwalentne uczucia ludzkie wobec osób utrzymujących, że takie umiejętności posiadły. Budziły one z jednej strony podziw i poważanie, ale jednocześnie stawały się obiektem nienawiści podsycanej szczególnie przez strach przed nadnaturalnymi mocami... i, częściej, zazdrość wobec ludzi, którym – jak sądzono nienaturalnie - wiodło się lepiej. Człowiek zawsze czuł się bezradny wobec takich mocy, a nie mogąc z nimi walczyć ukierunkował swoją agresję przeciwko domniemanym czarownikom, wróżbitom czy wiejskim zielarkom. Czy można się więc dziwić, że czarownicy byli ścigani począwszy od początków historii ludzkości?

Pierwszy przykład oficjalnego prawnego zakazu czarów znajdujemy w słynnym Kodeksie Hammurabiego. Znamienne dla wagi, jaką mu przypisywano jest to, że odpowiedni przepis znajduje się praktycznie na samym początku kodeksu – to paragraf drugi.

Jeśli obywatel czary obywatelowi zarzucił i nie udowodnił (mu) tego, ten któremu czary zarzucono do Rzeki wejdzie, w Rzece się zanurzy, jeśli Rzeka dosięgnie go, oskarżyciel jego domostwo jego zabierze. Jeżeli człowieka tego Rzeka oczyści i zostanie zdrowy, ten który czary (mu) zarzucił zostanie zabity, ten zaś, którego Rzeka oczyściła domostwo oskarżyciela swego zabierze. [cytat za Kodeks Hammurabiego, Warszawa 2000, przekł. M. Stępień]

Przepis ten nie tylko przewiduje karę śmierci dla czarownika (bądź niesłusznie oskarżającego), ale zawiera tez pierwszy przykład stosowania tzw. ordaliów. W tym przypadku ordalia (sądy boże) sprowadzały się do próby wody, popularnej potem w państwach germańskich. Dosięgnięcie przez rzekę oznaczało utopienie się, za sprawą boga rzeki (Naru). [1]

Demonologia ludów mezopotamskich w ogóle obfitowała w informacje o złych demonach, które stały się pierwowzorem stereotypu czarownicy – szczególnie chodzi tutaj o słynną Lilith (Lilu). Jej cechy, takie jak nocne loty, nawiedzanie domów, duszenie dzieci, seksualne wykorzystywanie opętanych mężczyzn często przypisywano kobietom oskarżonym o czary, szczególnie w średniowieczu. [2] [3]

Nawet w kraju, w którym obecność magów była przyjęta, czyli w Egipcie (zob. np. Wj 7, 11) znajdziemy przykład ścigania czarowników. Znany jest przypadek egipskiego maga z czasów panowania Ramzesa III (XIII wiek p.n.e.), który został skazany za rzucanie złych czarów na faraona. [4]

Mocno ugruntowane było ściganie czarownic wśród Żydów. Walka z czarownikami i czarownicami stanowiła element prawa boskiego, przekazanego podczas przymierza z Mojżeszem. Odpowiednie nakazy i zakazy znalazły swoje miejsce w Biblii. Księga Wyjścia zawiera słynne zdanie:

Nie pozwolisz żyć czarownicy [Wj 22, 17 - wszystkie tłumaczenia za Biblią Tysiąclecia]

Kara śmierci przewidziana jest również w Księdze Kapłańskiej – jeżeli jakiś mężczyzna albo jakaś kobieta będą wywoływać duchy albo wróżyć, zostaną ukarani śmiercią. Kamieniami zabijecie ich. Krew ich [spadnie] na nich (Kpł 20, 27).
Zakaz czarownictwa znajdziemy także w Kpł 19 , 26 (Nie będziecie uprawiać wróżbiarstwa. Nie będziecie uprawiać czarów), oraz Pwt 18, 10-11 (Nie znajdzie się pośród was nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych).

Ściganie czarowników nie było obce również współcześnie przeciwstawianej judaizmowi kulturze gracko-rzymskiej. W Grecji przywiązywano dużą rolę do magii, ale nastawienie do niej było generalnie negatywne. Magoi (magowie) cieszyli się złą opinią przynajmniej od VI/V wieku p.n.e. O karze śmierci oraz odmowie pogrzebu dla magów używających czarów w złych zamiarach pisał pozytywnie m.in. Platon w Prawach. Ateńskie prawo przewidywało karę śmierci nie tylko dla magów, ale i dla całej ich rodziny. O tym, że kara śmierci rzeczywiście była stosowana świadczą m.in. znane nam przypadki Theoris i Ninos. Śmierć dla czarownika i jego rodziny przewidywało także prawo wyspy Teos. [4]

Szczególnie ostre wobec czarowników było prawo rzymskie. Już pochodząca z połowy V wieku p.n.e. słynna ustawa XII Tablic (Lex duodecim tabularum) zawierała postanowienia wymierzone przeciwko czarownikom. Znajdowały się tam tam zakazy intonowania złych pieśni (malum carmen – identyfikowanie tego zwrotu z czarami nie jest jednoznaczne, już prawnicy rzymscy rozbieżnie go interpretowali, Piliniusz uważał, że chodzi tutaj o czary, Cyceron natomiast twierdził, że chodzi tutaj o oszczerstwa i pomówienia) – karane śmiercią; stosowanie zaklęć wymierzonych przeciwko czyimś plonom oraz kradzież plonów za pomocą magii. Okresowo powtarzały się represje przeciwko magom i wróżbitom (Chaldejczykom), znane są np. te z 186 r. p.n.e. czy z 139 r. p.n.e. Na fali niechęci do magów około 82 roku p.n.e., za czasów dyktatora Corneliusa wydana została ustawa Lex Cornelia de sicariis et veneficiis. Skierowana była pierwotnie przeciwko bandytom i trucicielom, wkrótce jednak pojęcie truciciela (venefici) utożsamiono z magią i czarami. Ustawa ta dotyczyła wszystkich, kobiet i mężczyzn, wolnych i niewolników. Karała również podżeganie, pomocnictwo i usiłowanie. Naruszenia sądzone były przez specjalnie wyodrębnione, stałe trybunały karne. Karami w okresie republiki były banicja i przymusowa deportacja połączone z konfiskatą majątku. Istotne pozostawało jednak, że ścigano ówcześnie czary wymierzone przeciwko innym, a nie samo praktykowanie bądź zgłębianie wiedzy o czarach.[3] [4] [5]

Zmiana nastąpiła za czasów cesarstwa. Czynnikiem decydującym stało się uznanie praktykowania magii za zagrożenie wymierzone przeciwko cesarzowi. Szybko uznano, że czary stanowią zbrodnię przeciwko majestatowi cesarskiemu (crimen laesae maiestatis), zagrożone karą wygnania i konfiskaty majątku lub karą śmierci. W I wieku n.e. szczególnie bali się magów Tyberiusz i Klaudiusz, za ich czasów, przy okazji odkrywania spisków wielokrotnie wydalano z Rzymu magów i wróżbitów oraz karano śmiercią ich i osoby korzystające z ich usług. Oskarżenia o rytualne mordy, ofiary z ludzi czy nocne orgie na cmentarzach są wyjątkowo zbieżne z tym, o co w późnym średniowieczu i w renesansie oskarżano czarownice. Przełomem stało się jednak panowanie Septymiusza Sewera (przełom II i III wieku n.e.). Cesarz ten, pierwotnie okultysta, po dojściu do władzy rozpoczął szczególne prześladowania magów. Zastosował m.in. szczególnie surową interpretację Legis Corneliae, zgodnie z którą karalne było już samo posiadanie ksiąg magicznych, sama znajomość magii. Zaostrzono też kary, od tej pory osoby o najwyższym statusie były karane deportacją, znaczniejsi skazywani byli na zwykłą karę śmierci, a pozostałych czekała śmierć na krzyżu lub rzucenie na pożarcie dzikim zwierzętom w cyrku. [4] [5]

Również za czasów cesarstwa chrześcijańskiego czary były ścigane. Cesarz Konstancjusz II wprowadził karanie każdej formy magii śmiercią i dopuścił stosowanie w procesie tortur również wobec arystokracji. Analogiczne postanowienia znalazły się również w Kodeksie Teodozjusza (438 n.e.) oraz w Kodeksie Justyniana (529 n.e.). [3] [4]

Cz. 2 – średniowiecze

Wczesne średniowiecze zwykło się uważać za mroczne i barbarzyńskie. Tym niemniej ten akurat okres był dla czarowników okresem spokoju. Kulturowe załamanie i zerwanie z rzymską tradycją oraz prawem miało pod tym kątem dobry wpływ na manię ścigania czarowników. I chociaż wiara w czary stanowiła również element wierzeń ludów germańskich, to rzadko pojawiały się oskarżenia i procesy w tych sprawach, a jeżeli już, dotyczyły one raczej poziomu prostego ludu. Prawa germańskie były o wiele łagodniejsze. Łagodnemu traktowaniu czarowników i czarownic sprzyjało również ówczesne stanowisko Kościoła, które znalazło swój szczególny wyraz w datowanym na około 900 rok dokumencie Canon Episcopi. Jakkolwiek znajduje się tam potępienie czarów i czarownic, to jednocześnie krytykowana jest wiara w fizyczną możliwość czarownictwa. Osoby, które wierzą, że działania czarownic mogą być prawdziwe przyrównany jest do głupca, a nawet poganina i niewiernego. Zgodnie z Canon Episcopi są to jedynie fantazje umysłu, ułuda zsyłana przez diabła. W tym czasie za czary nie stosowano też kary śmierci, ograniczając się do pokut kościelnych, bądź, w najgorszych wypadkach, wygnania. Canon Episcopi został ok. 1138 roku włączony przez Gracjana do zbioru prawa kościelnego. Po 1000 roku jednak zainteresowanie doktryny i cała energia Kościoła skierowana została jednak przeciwko herezjom ubogich, zagrażającym tak podstawom władzy kościelnej, jak i świeckiej. [3] [6]

Po kolejnych trzech wiekach, podczas których Kościół uporał się z herezjami katarów, waldensów, spirytuałów, beginów itp. na powrót zainteresowano się sprawą czarów. Inkwizycja, powołana około 1231 roku dla celów walki z herezjami skierowała się przeciwko czarownicom. Czary pierwotnie nie wchodziły w zakres kompetencji inkwizycji, jednak w 1258 roku papież Aleksander IV nie zezwolił inkwizytorom na ściganie czarownic jako takich, dopuszczając jednak badanie przez nich tego rodzaju spraw pod warunkiem, że pozostawało to w ścisłym i oczywistym związku z herezją. Już wtedy powstawały pierwsze podręczniki dla inkwizytorów zawierające zestawy pytań dla podejrzanych o czary.[3] [6] [7]

Prawdziwy rozwój doktryny ścigania czarownic rozpoczął się od pontyfikatu Jana XXII. Ten przewrażliwiony na punkcie magii papież nakazał ok. 1320 roku inkwizycji zająć się ściganiem czarowników, oskarżając przy tym wiele osób ze swojego otoczenia o próby zgładzenia go za pomocą praktyk magicznych. W tym samym mniej więcej czasie Bernard Gui, inkwizytor z Tuluzy, wydał swój słynny podręcznik Practica inquisitionis haereticae pravitatis, w którym jeden z rozdziałów poświęcił czarownikom, wróżbitom i zaklinaczom duchów. W ciągu następnych 150 lat rozwija się doktryna demonologii, w której osoby praktykujące magię zrównuje się z czcicielami szatana i heretykami. Ze starcia poglądów opartych na Canon Episcopi ze zwolennikami ścigania czarowników zwycięsko wyszli Ci ostatni. Przełomowymi datami stały się tutaj 1398 rok (Uniwersytet Paryski zrównuje czary z herezją), 1451 rok (papież Mikołaj V zezwala inkwizytorom ścigać czarowników nawet jeśli nie wchodzi w grę herezja) oraz najsłynniejsze: 1484 rok (bulla Innocentego VIII Summis desiderantes affectibus) i 1486 rok – wydanie Młota na czarownice (Malleus Maleficarum) autorstwa inkwizytorów Heinricha Kramera (Henricus Institoris) i Jakuba Sprengera. Od tego momentu miał rozpocząć się europejski szał ścigania czarownic, polowania na czarownice, które dotyczyły zarówno katolików, jak i protestantów (u protestantów polowania na czarownice przybrały nawet większe rozmiary). Ale działo się to już nie w mrocznym średniowieczu, ale w światłym renesansie. [3] [6] [7]




Więcej o herezjach i Inkwizycji na stronie Inquisitio.

Przeczytaj:

Ostatni stos Polski – historia Doruchowa

„Nie zostawisz przy życiu czarownicy” – czyli rzecz o paleniu na stosach

Bibliografia:

[1] Kodeks Hammurabiego, Warszawa 2000
[2] Wampiry i wilkołaki, E. Petoia, Kraków 2004
[3] Krótka historia czarownictwa, J.B. Russell, Wrocław 2003
[4] Magia antyczna, A. Wypustek, Wrocław 2001
[5] Prawo rzymskie, Słownik Encyklopedyczny, [red.] W. Wołodkiewicz, Warszawa 1986
[6] Czarna księga Inkwizycji. Najsłynniejsze procesy, N. Benazzi, M. D'Amico, Kraków 2003
[7] Księga Inkwizycji. Podręcznik napisany przez Bernarda Gui, [wstęp] P. Seifert, Kraków 2002

Nizam al-Mulk
9.07.2007, 10:18

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Veronika

Otóż to było wielkie hamstwo ! Czarownice palone na stosie? To były po prostu kobiety umiejące więcej , miały swoja wiarę i kult ! To właśnie kościół tego nie praktykował ,a nie "służba miasta" . Każdy ma prawo do swojej religi , nie musi być katolikiem , po prostu może być poganem !Moji przodkowie z pewnego rodu byli właśnie takimi osobami - i ja też jestem , i by było dziwne jeżeliby ktoś sobie zażyczył spalić mnie na stosie !

17.02.2010, 15:48
Anonim

LOL

8.02.2008, 22:00
cytrynowydrops

Raczej nawet nie skojarzysz nazwy. Wasilków. Na wschodzie. Głębokim, szerokim i zacofanym :( nawet nie wiem czy gdziekolwiek oprócz naszej metropolii - Białegostoku znajdują się jeszcze gofry i kawiarenki.

17.07.2007, 14:47
Aibhill Dreamstoher

A skąd jesteś?

16.07.2007, 11:34
cytrynowydrops

Umówmy się na dropsy. Skoro z Mary umawiasz się na gofry, nie chcę czuć się poszkodowana.

15.07.2007, 20:52
Aibhill Dreamstoher

Bez ironii, moja droga. To niech będzie cytrynowy.

10.07.2007, 21:40
cytrynowydrops

Dzięki, jestem uczulona na miętowe jak Baudelaire`owie. Wolę cytrynowe, ale i tak wielkie DZIĘKI!!!

10.07.2007, 21:21
cytrynowydrops

Aibhill, to bez ironii?

10.07.2007, 21:19
Agrypine S.

Aibhill, natychmiast popraw "zaimponowałeś" na "zaimponowałaś", bo przestaniesz być sympatyczną panią redaktor w oczach dropsa, a staniesz się wrogiem publicznym numer jeden -.-

10.07.2007, 20:08
Aibhill Dreamstoher

Dropsie, zaimponowałeś mi. Poczęstuj się dropsem miętowym z tej okazji.

10.07.2007, 18:18