Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Ze śmiercią przez wieki, czyli jak to było z Dziadami

Latinae: Kult zmarłych istniał zawsze, wiara w życie pośmiertne jest rówieśnicą ludzkości. To więcej niż wiara, to przeświadczenie, wrodzony instynkt...
Dziady to święto szczególne - w ten magiczny czas, gdy świat żywych i martwych dzieli szczególnie cienka granica, staramy się zapewnić duchom przodków strawę i napitek, a przede wszystkim ciepło ognisk w zamian zjednując ich sobie. Co więcej, podczas tej wyjątkowej nocy, to właśnie żywi oddać mogą największą przysługę zagubionym duszom - wskazać drogę do Nawii (mitycznej krainy zmarłych bliskiej wyobrażeniom o raju). Przypomina nam to jedno z ważniejszych przesłań naszej rodzimej wiary - nie tylko duchy mogą oddać przysługę żywym, ale i żywi duchom...



To starosłowiańskie święto zmarłych obchodzone jest dwa razy w roku:
- Dziady Wiosenne w pierwszy czwartek po Wielkanocy
- Dziady Jesienne 2 listopada.

Jeszcze w XIX wieku, zwłaszcza na wschodnich krańcach Polski, na pograniczu litewskim i białoruskim, dość powszechnie odprawiane były obrzędy ku czci zmarłych, zwane "Dziadami". Uroczystość sięga czasów pogańskich i nazywała się kiedyś przypuszczalnie ucztą Kozła, w której przewodził Koźlarz, zwany też Huślarzem lub Guślarzem – łącznik pomiędzy światem umarłych i żywych.
1. Przywoływał on zbłąkane dusze:

...Kto z was wietrznym błądzi szlakiem,
W niebieskie nie wzleciał bramy,
Tego lekkim, jasnym znakiem
Przyzywamy, zaklinamy.


2. Pytał czego im potrzeba:

Czego potrzebujesz, duszeczko,
Żeby się dostać do nieba?
Czy prosisz o chwałę Boga?
Czyli o przysmaczek słodki?
Są tu pączki, ciasta, mleczko
I owoce, i jagodki.
Czego potrzebujesz, duszeczko;
Żeby się dostać do nieba?


3. I, na koniec, odsyłał z powrotem do czyśćca:

Gdy nic tobie nie pomoże,
Idźże sobie precz, nieboże.
A kto prośby nie posłucha,
W Imię Ojca, Syna, Ducha.



Do głównych zwyczajów tego święta należało przede wszystkim ugoszczenie dusz zmarłych oraz modlitwa za nie. W tym celu przygotowywano tradycyjne dania i potrawy składające się z chleba, kaszy, miodu, jajek, trunków itp. Na wieczerze zapraszano wszystkich członków rodziny zostawiając miejsce dla zmarłych. Na drogach palono ognie oświetlające duszom drogę a także mające odstraszyć błąkające się zjawy i upiory czyli dusze grzeszników. Przy tej okazji wznoszono modły za duszę zmarłych swoich bliskich i obcych. Niejednokrotnie dawano jałmużnę żebrakom i dziadom proszalnym z prośbą o modlitwę (stąd, prawdopodobnie nazwa tego święta).

W innych regionach Dziady odwiedzające swe rodzinne domy ugaszczano gorącym, parującym posiłkiem przy czym nie mogło przy stole zabraknąć miejsca dla żadnego z przodków. Gdy owa uczta odbywała się w domu, po powrocie z cmentarza; wieczorem gospodarz trzykrotnie obchodził chatę niosąc przed sobą bochenek chleba, a usadowiona w oknie gospodyni wypowiadała rytualne słowa:

- Kto idzie?
- Sam Bóg -
odpowiadał gospodarz.
- Co niesie?
- Boski dar.


Po tych formułkach gospodarz wchodził do izby, wraz z domownikami odmawiał modlitwę i wszyscy zasiadali do stołu. Bywało, że podczas wieczerzy łyżka spadła pod stół. Zgromadzeni przy posiłku patrzyli wówczas na siebie z lękiem, ale i porozumiewawczo, wiedząc, że to „święci porwali łyżkę z rąk, nie trzeba jej podnosić. Niechaj oni jedzą, skoro są głodni”. A jeśli ktoś niewtajemniczony sięgał ręką pod blat, to powinien był na miejsce łyżki położyć kawałek chleba. Przed udaniem się na spoczynek
rodzina raz jeszcze klękała do modlitwy w świętym kącie izby. Po raz ostatni tego dnia odmawiano modlitwy za zmarłych przodków. Gospodynie zamiatały izby, słały białe ręczniki albo obrusy na stołach i kładły chleb, sól i nóż, aby zmarli odwiedzający w tę noc chałupę nie odeszli głodni.

Kościół katolicki starał się wykorzenić te zwyczaje, ale w efekcie świętowano Dziady potajemnie w opuszczonych domach niedaleko cmentarzy. Zastawiano w nich uczty z różnego rodzaju dań, trunków, owoców i wywoływano dusze zmarłych, rzucając za każdym imieniem nieco jadła w ogień. Cel był tak poważny i święty, iż obrzędy te przemawiały bardzo głęboko do ludzkiej wyobraźni. Wierzono, że zmarli zwołani przychodzą, że posilają się jak niegdyś.
Wyobraźnia ludowa w tym dniu tak dalece ożywiała zmarłych, że stawiano na grobach nie tylko pieczywo, ale i kaszę, miód, jajka. Często urządzano na grobach ucztę, w której brali udział krewni zmarłego. Resztki potraw pozostawiano żebrakom.
Drugim obok „karmienia dusz” akcentem tego święta było palenie ogni. Początkowo zapalano ogniska na rozstajnych drogach, aby wskazywały kierunek wędrującym duszom. Przy tych stosach zziębnięte dusze mogły się też ogrzać. Od XVI/XVII wieku ogniska te zaczęto palić na cmentarzach - stąd dzisiejsze świeczki i znicze na mogiłach.
Ta jedna, jedyna noc pozwala duchom stać się podobnymi do żywych. Zostawiano więc na noc otwarte furtki, uchylone drzwi do domu, aby duchy mogły bez najmniejszych przeszkód przekroczyć progi swych dawnych domostw.

A teraz trochę historii, czyli jak to święto Dziadów wyglądało i zmieniało się przez wieki

Z dniem pierwszym listopada, każdy z nas w szczególny sposób pamięta o tych co odeszli, którzy nam potomnym zostawili swoje dziedzictwo narodowe i mądrość.

Jednak nie zawsze Święto Zaduszne, lub też inaczej mówiąc Dziady, kojarzyło się z zadumą bądź też nostalgią za utraconą osobą, ze świętem tym kojarzyła się także utrata ukochanej ziemi ojczystej. O tym święcie szczególnie pamiętali Polacy w osiemnastym wieku, kiedy to utracili swoją ojczyznę i na długie lata znaną w świecie polskość. Podczas Święta Dziadów, wywoływali oni duchy zmarłych przodków, których polscy patrioci pytali, czy jest możliwe odzyskanie niepodległości przez nasz kraj.

Wielki, polski wieszcz narodowy Adam Mickiewicz, opisywał w poemacie pod tytułem „Dziady”, wierzenia staropolskie, w których bliscy oddawali cześć tym, którzy już odeszli. Ponieważ Polski wówczas nie było na mapach świata, Mickiewicz ukazywał wspomniane święto, podczas którego wywołane duchy dodawały nadziei na następne lata swym bliskim rodakom. Szczególnie potrzeba nam było pociechy w te dni, gdy o wolnej Polsce mogliśmy tylko pomarzyć. Jednakże nie tylko podczas naszej niewoli narodowej Polacy kultywowali rytuały związane ze świętem zadusznym.

Za czasów panowania Mieszka I, Polacy w święto Dziadów palili na swoich podwórkach ognie i obserwowali zachowanie się dymu. Gdy dym ten kłębił się tuż przy ziemi oznaczało to, że zmarli mają do żyjących jakieś żale i uzasadnione pretensje. Gdy zaś dym ładnie unosił się do góry, stanowiło to nieodłączny dowód na to, że zmarli odeszli od nas ze spokojem. Na Opolszczyźnie rytuał ten przeszedł do historii jako zwyczaj dymu i świętego ognia.

Ze świętem Dziadów, związany był także wielo dniowy rytuał modlitewny. Polegał on na wznoszeniu do Boga modłów za spokój duszy bliskich zmarłych. Modły te wieńczył rytuał ofiarny polegający na składaniu zmarłym na ich grobach kawałków chleba lub resztek mięsnego jadła. Wszyscy wierzyli, że można tym sposobem uprosić zmarłych, aby ze świata podziemnego roztaczali nad żywymi swoją opiekę. Niekiedy takie obrzędy trwały całą noc, podczas nich najstarszy z rodu próbował wywołać duchy zmarłych, aby bliżej przedstawić im problemy świętujących osób.

W czasach panowania Bolesława Chrobrego, na dobre zadomowił się zwyczaj, w którym na święto zaduszne przed wejściem do domu zawieszano białe płótno, aby pokazać duchom zmarłych, że nie zapomniano o nich nigdy.
Za czasów panowania Kazimierza Odnowiciela zwyczaj ten trochę zanikł, jednak w niektórych regionach Polski, takich jak Warmia i Mazury, zwyczaj ten był kultywowany, aż do czasów Anny Jagiellonki i króla Batorego. Wracając do panowania dynastii Jagiellonów na szeroką skalę kultywowany był w naszym kraju zwyczaj wywoływania duchów przed dzień święta zmarłych. Wierzono bowiem, że podczas ich święta przypadającego na pierwszy dzień listopada nie będą chciały one mówić prawdy. Gdy ostatni z Jagiellonów Zygmunt August został wdowcem po śmierci jego ukochanej Barbary Radziwiłłówny, prosił on mistrza wiedzy tajemnej Twardowskiego, aby wywołał mu duszę drogiej żony. Twardowski został niejako zmuszony przez króla do takiego rytuału w dzień święta zadusznego. Toteż, dusza Barbary nie chciała nawiązać kontaktu z Zygmuntem Augustem, tylko przeszła obok niego obojętnie.

Gdy zaś na tronie Polski zasiadał Stanisław Leszczyński, znany był w naszym kraju zwyczaj obchodny, polegający na nie zamykaniu przez księdza proboszcza kościoła w noc święta zadusznego. Musiał także ksiądz zostawić na ołtarzu kielichy i księgi święte, bo jak wierzono, o północy zbierali się w kościołach zmarli, by uczestniczyć we mszach za odnalezienie właściwej drogi do wieczności. W dziewiętnastowiecznych regionach Roztocza Lubelskiego utrzymywał się zwyczaj wróżebny, który polegał na chodzeniu przez cały dzień w ubraniach, które pozostawili zmarli, w szafach swoich pieleszy domowych. Uważano bowiem, iż sen, który przyśnił się takiej osobie zwiastował najbliższą przyszłość. W podzięce za takie prorocze sny składano na grobie zmarłej osoby, w której ubraniach chodzono chleb upieczony z mąki przaśnej bez zakwasu.

W wieku ośmiu lat, Leszek Biały, został koronowany na króla Polski. W czasie zjazdu polskich książąt w Gąsawie w 1227 roku, Leszek Biały został zamordowany. Aby nie mściła się jego dusza na Polakach z rąk których poniósł haniebną śmierć, w dzień zaduszny palono świece gromniczne i modlono się za spokój jego duszy. Zwyczaj ten przeszedł do historii naszego narodu, jako zwyczaj gromniczny. Podobno też, od niego zaczęto kultywować palenie świec na grobach naszych zmarłych. Gdy podczas zaborów naszej ojczyzny, na mocy porozumienia zawartego w Tylży między Napoleonem, a carem Aleksandrem, utworzono na ziemiach Polski Księstwo Warszawskie, namiestnikiem głównym na jego terenie został generał Józef Zajączek znany jako żołnierz polski biorący udział w bitwach napoleońskich. Podobno miał on nieślubną córkę Agatę z baronową ziem kujawskich, niejaką Anielą Mioduską. Dziecko było chowane w nader cieplarnianych warunkach, toteż przy pierwszych spacerach jesiennych zaziębiło się do tego stopnia, że w niedługim czasie umarło. Mioduska, codziennie rano odwiedzała mogiłę ukochanego dziecka, a w dodatku postanowiła rozkopać grób, by zobaczyć jak jej córka wygląda. Po pewnym czasie, postanowiła z nieżywego dziecka, zdjąć zmurszałe ubrania i nałożyć nań czyste i świeże. A miało to miejsce tuż przed świętem zadusznym. Zaraz więc z tyłu zajętej kobiety, pojawiła się upiorna zjawa, która zabroniła zbolałej matce, zakłócania spokoju świętego miejsca jakim jest cmentarz. Aby odkupić winy, upiór nakazał kobiecie głośne odmawianie modlitwy za spokój duszy zmarłego dziecka. Podobno od tego momentu, w religii katolickiej, nastał zwyczaj głoszenia wypominek za dusze naszych zmarłych.
W dzień Dziadów, jak nakazywał stary obyczaj sięgający czasów Jagiellonów, nie powinno się przeglądać w lustrze, aby czasem nie ujrzeć złego upiora bądź też złośliwej strzygi. Aby zatem żadne z domowników nie zapomniawszy się w taflę lustra nie spojrzało, gosposie domów, zasłaniały wszelkie trema białym suknem.

W regionach Podlasia znany był jeszcze zwyczaj wczesnego podawania pokarmu bydłu i wszystkim zwierzętom zamieszkałym w gospodarskich obejściach. Zwyczaj ten był szczególnie kultywowany poprzez patriotów polskich, którzy właśnie w dzień zaduszny zbierali się już śmielej w stodołach i oborach, w celach konspiracyjnych. W razie denuncjacji, tłumaczono się szykowaniem paszy dla bydła, którą musiano podać bydłu akurat w tym dniu wcześniej niż zwykle. Na Pomorzu Zachodnim znany był także zwyczaj prośny, podczas którego wywoływano ducha zmarłej bliskiej osoby, by prosić go o opiekę nad całym domostwem. Wywołany duch przychodził zawsze w porannej mgle, i tylko niezwykle pobożni mogli go ujrzeć.

Jak czytamy w powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”, po zmierzchu w dzień Dziadów, czyli jak mawia autor o zorzy zadusznej, różne dziwne rzeczy można było spotkać, na przykład żołnierze polscy, gdy czekali na wyprawy wojenne przeciwko nawałnicom tureckim, widzieli jak właśnie o wspomnianej porze, strzygi rzucały się koniom do gardła. Aby temu zapobiec, we wspomniane święto Dziadów, żołnierze skrapiali konia wodą święconą. Zwyczaj ten przeszedł nawet do wieku dwudziestego.

Po przyjęciu chrześcijaństwa zwyczaje związane z pogańskimi źródłami zaczęły wygasać lub przybierać znane dziś formy - współczesnym odpowiednikiem dziadów są Zaduszki. Jednakże do dzisiaj na terenach wschodniej Polski, Białorusi, Ukrainy i części Rosji kultywowane jest wynoszenie symbolicznego jadła, w symbolicznych dwójniakach, na groby zmarłych.
Kościół Katolicki został zmuszony zaakceptować (zresztą nie po raz pierwszy próbując zaanektować to, czego do końca nie był wstanie „wykorzenić”) święto jesienne, ustalając je na konkretny dzień - 2 listopada. Cześć i pamięć dla zmarłych była bowiem szczególną cechą Słowian i ich rodzimych zwyczajów.

Tak sobie myślę, że to, co nazywało się Dziadami mniej więcej do XIX wieku, musiało być cudownym przeżyciem dla ówczesnych ludzi. Przez kilka dni w roku doświadczali czegoś bardzo mistycznego, czegoś, z czym nie mogli się spotkać na co dzień. Myślę, że miało to bardzo duży wpływ na nasze, obecne czasy – pamięć o przodkach, wspominanie ich z szacunkiem wciąż jest zakorzeniona w każdym Polaku i aż mi serce rośnie, kiedy sobie o tym przypominam. Haloween? Dzięki, wolę nasze piękne słowiańskie Dziady.



BIBLIOGRAFIA:
Cytaty: „Dziady, cz. II” Adam Mickiewicz.
Źródła:

  • Ewa Michałowska Walkiewicz
  • Strona Rodzimego Kościoła Polskiego (o ile nic nie pomyliłam)
  • Wikipedia
  • Halina Godecka
  • Ewa Ferenc-Szydełkowa

Zebrała i opracowała: Latinae.

Latinae
1.11.2006, 15:30

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Latinae

Proszę bardzo, Leniuchu :P Ale to nie moja zasługa tylko twoja i oczywiście ludzi, którym podwędziłam fragmenty wypowiedzi <złoooo>

12.01.2009, 11:00
Leniuch

dziękuję bardzo dzięki tobie przeszedłem 1 klase gimnazium, masz odemnie kwiatka.

4.11.2008, 20:52
Latinae

Dziękuję bardzo :)

8.08.2007, 22:15
NN

Dziady to temat cholernie trudny. Ruszysz go, a już leci klątwa na Cię. Co do historii- mówimy o Mickiewiczowskim nawiązaniu, czy o dziadach? Jeśli chodzi o dziady to nie da się interpretować tego bez okultyzmu i religii rodzimowierczej. Po prostu się nie da. Jeśli chodzi o "Dziady" Mickiewicza, to miały posłużyć one jako libretto do opery kompozytora, któremu Adaś kręcił dziurę w brzuchu (chodzi o Szopena). Patrzcie: "Widma" Moniuszki, "Dziady" Matuszkiewiczówny. Nie wolno zapominać też o strukturze literackiej Dzieła- totalna intertekstualność i ruch ("Dziady- dzieło w ruchu"). Także nie podoba mi się to, bo Dziady akurat uważam za coś genialnego. Dlatego "najmniejsze" partactwo, ujemka jest nie do wybaczenia. Pochwalam jednak to, że zwróciłaś uwagę na tak niepopularną sprawę. Może moja zatrważająca opinia będzie też reklamą dla Twojego artykułu.

2.06.2007, 00:10
Agrypine S.

Mieliśmy dobić setki... A było już 60 stron... <łka w konwulsjach>

5.05.2007, 20:51
katarzynka

Myślodsiewnia nie pełna! Tyle utraconych kłótni...

4.05.2007, 12:59
Krzywa

Chyba cofnęłam się w czasie...

4.05.2007, 12:11
Aragog

Co to sie dzieje? Śniły mi się te wszystkie artykuły, czy coś wam wysiadło? ;)

4.05.2007, 09:17
Mary

Pisania? Ale artykułow do gazet, czy książek?

14.12.2006, 19:59
Aibhill Dreamstoher

Ja też wchodzę, ale chciałabym się zająć poważniejszymi tematami i zacząć się częściowo utrzymywać z pisania.

14.12.2006, 13:40