Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Faust historyczny a literacki - o pierwowzorze Henryka Fausta

Habe nun, ach! Philosophie,
Juristrei und Medizin,
Und, leider! auch Teologie
Durchaus studiert mit heiβem Bemühm.
Da steh’ ich nun, ich armer Tor!

Goethe, „Faust”


Aibhill Dreamstoher: Jest rok 1773. Młody, zaledwie 24-letni dobrze zapowiadający się niemiecki pisarz rozpoczął właśnie prace nad pierwszą częścią dramatu, który - według niektórych badaczy twórczości piśmienniczej - miał zapoczątkować w światowej literaturze tzw. okres preromantyczny i ugruntować zdobytą już sławę autora. On sam nie wiedział pewnie wówczas, iż całość ukończy w wieku 82 lat, na dwa lata przed swą śmiercią, a dzieło to zapewni mu na zawsze miejsce wśród grona najwybitniejszych światowych dramaturgów…


Panuje noc roku nieokreślonego poprzedzająca Święto Zmartwychwstania Pańskiego. W swej pracowni, „ciasnej gotyckiej izbie” pewien mężczyzna „siedzi na krześle przed pulpitem, niespokojnie poruszając się” i snuje rozważania na temat posiadanej wiedzy. Przestudiował wiele fakultetów, w tym filozofię, medycynę, prawo i teologię, posiada tytuł magistra i doktora, jednak nie odczuwa radości z posiadanego wykształcenia. Niczym Sokrates „wie, że nic nie wie”, marzy o poznaniu absolutnym, choć ma świadomość, iż nie będzie wiedział wszystkiego, a im więcej wie, tym silniej odczuwa swoje ograniczenie poznawcze. Wokół niego piętrzą się zakurzone stosy ksiąg i różnego rodzaju przyrządów, za pomocą których jego poprzednicy poznawali świat, a które dla niego samego są bezużyteczne. Postanawia zwrócić się w stronę magii, by nawiązać kontakt ze światem nadprzyrodzonym i w ten sposób pojąć tajemnicę bytu. Wzywa Ducha Ziemi, ten jednak, chociaż pojawia się, twierdzi, że „równyś duchowi, coś go pojąć zdolny, / Nie mnie!”, po czym znika, nie omieszkając nazwać doktora „słabym, nędznym, ziemskim synem”. Mężczyzna jest zdruzgotany, a w swej desperacji myśli nawet o samobójstwie. Przybliża już do ust kielich z trucizną, lecz jego uwagę odwracają śpiewy chóralne i dźwięk kościelnych dzwonów, budząc go niejako do ponownego życia. Po dniu spędzonym na rozmowach podczas przechadzki ze swym uczniem, Wagnerem, postanawia ponownie zająć się tłumaczeniem Biblii na swój ojczysty język. Nagle jego czarny pudel-przybłęda zaczyna rosnąć, szczerzyć kły i błyskać oczami, by ostatecznie przeistoczyć się w Mefistofelesa (z hebrajskiego „Mephistoph” – „burzyciel dobra”). Na pytanie, kim jest, Mefistofeles zagadkowo odpowiada, że tym, „co zawsze zła pragnąc, zawsze czyni dobro”; określa siebie jako cząstkę siły, w „której tkwił byt wszelki”, cząstkę ciemności, która zrodziła światło. Zachęca mężczyznę, by „raz wreszcie poznał, czym jest życie”, gdyż „warto użyć czasu”. Doktor zgadza się i własną krwią podpisuje cyrograf.. Przybysz z czeluści piekła ofiarowuje mu swą moc i służbę, do momentu, w którym naukowiec nie wypowie następujących słów: „Jeżeli chwili powiem kiedy: / pozstań, takaś pełna kras! / Pozwolę ci się spętać wtedy / I niech po wszelki zginę czas!”.

Mężczyzną tym jest oczywiście Henryk Faust (łac. faustus - szczęśliwy, pomyślny), będący chyba obok Wertera najbardziej znaną postacią z utworów niemieckiego pisarza epoki romantyzmu, Johanna Wolfganga Goethego. Główny bohater tragedii – uczony, alchemik i erudyta, oddaje swą duszę diabłu by osiągnąć prawdziwe szczęście i zgłębić wiedzę nie tylko książkową, ale również tą, która jest ukryta przed zwykłymi śmiertelnikami w otaczającym świecie. Chce zrozumieć porządek tego świata, a zarazem przekroczyć jego granice. Czując ogrom swej niewiedzy dąży do doskonałego poznania i nie cofnie się przed niczym, by zrealizować swój cel. I choć dramat traktuje przede wszystkim o problemach dotyczących bytności człowieka w świecie, dręczących go rozterkach egzystencjalnych, poszukiwaniu szczęścia, wiecznej młodości i miłości, nie bez znaczenia dla czytelnika obok wymiaru metafizycznego jest jego wymiar czysto fantastyczny. Goethe bowiem obrał za podstawę swego dzieła fascynującą historię doktora Fausta, legendarnego niemieckiego maga. Jego losy warte są poznania; przenoszą bowiem w świat Europy przełomu średniowiecza i renesansu – czasu rozwoju magii jako dziedziny naukowych badań, czasu działalności prestidigitatorów i oszustów rzekomo parających się magią, by w ten sposób zarobić na chleb. Była to chyba najszybsza i najskuteczniejsza metoda osiągnięcia jako takiego zysku, gdyż wiara w skuteczność rzucanych zaklęć czy przyrządzanych eliksirów była głęboka i powszechna.

Postać legendarnego Fausta fascynowała innych pisarzy na długo przed Goethem. Istniało wiele podań po niemiecku i łacinie, z których powstały książki ludowe o doktorze Fauście. Mając niewiele wspólnego z historyczną postacią czarnoksiężnika, mimo wszystko znajdowały one wielu czytelników. W 1587 roku wydrukowana została przez Johanna Spiesa „Ksiązka ludowa o doktorze Fauście” („Historia von D. Johann Fausten dem weitbeschreiten Zauberer und Schwarzkünstler”). Jej bohater był synem chłopa spod Weimaru, a jego studia teologiczne w Wittenberdze finansował bogaty krewny. Faust z tej historii zostaje astrologiem, matematykiem i lekarzem. I choć pozycja ta jest zaliczana do tzw. literatury jarmarcznej, przynosi wiele interesujących faktów dotyczących Fausta, do czego powrócę w dalszej części artykułu. Największy, zaraz po Szekspirze, dramaturg angielski Christopher Marlowe napisał około 1588 roku „Tragiczne dzieje doktora Fausta” („The tragical history of Doctor Faustus”). Dramat ten przywieźli do Niemiec angielscy komedianci i dzięki temu młody Goethe mógł go oglądać na deskach teatrów we Frankfurcie i w Strasburgu. W 1764 roku drukiem ukazała się książka lekarza norymberskiego, Pfitzera. Goethe pożyczał ją z biblioteki weimarskiej, w okresie kiedy pisał Prolog w niebie, w którym Mefistofeles podejmuje z Bogiem zakład, iż sprowadzi Fausta na drogę zła. Młody poeta poznał życie Fausta prawdopodobnie ze skrótu wersji Pfitzera, wydanego w 1725 roku przez anonimowego drukarza. Faust obecny jest także w poezji wybitnego niemieckiego poety, Heinricha Heine.

W XX wieku postacią Fausta zainteresował się ponownie niemiecki pisarz, Tomasz Mann. Tematem jego utworu pt. „Doktor Faustus” są losy niemieckiego kompozytora Adriana Leverkühna, przekonanego, że podpisał cyrograf, na mocy którego w zamian za talent muzyczny oddał swoje zdrowie. Do tematu faustowskiego w powieści „Mistrz i Małgorzata” nawiązał także rosyjski dramatopisarz i prozaik, Michał Bułhakow. Również wielcy kompozytorzy chętnie sięgali do historii o Fauście. Byli to m.in. Hektor Berlioz, Ludwig van Beethoven, Gustav Mahler, Robert Schumann czy Franciszek Liszt. Cykl obrazów Faustowi poświęcił Salvador Dali, hiszpański surrealista.

Kim wobec tego był pierwowzór Fausta literackiego i co było w nim takiego szczególnego, że zdołał zawładnąć wyobraźnią wielkich literatów i artystów tego świata? Co sprawiło, że pamięć o nim przetrwała stulecia? Dlaczego akurat jego unieśmiertelnił Goethe w swym dziele? Ile jego książkowy odpowiednik miał z nim wspólnego?


Johannes Faust – akwaforta


Ów tajemniczy mężczyzna nazywał się prawdopodobnie Georg bądź Johannes Faust i urodził się w 1480 roku lub 10 lat później, w 1490 roku, w wirtemberskim miasteczku Knittlingen w Szwabii. Jego ojciec, otrzymawszy niewielki spadek, postanowił zapewnić synowi wykształcenie. Młodzieńcze lata Fausta - alchemika, doktora teologii, nekromancji, astrologii, fizjognomiki, chiromancji, agromancji, piromancji etc. nie są nam bliżej znane. O późniejszym okresie jego życia wspominają kolejni pisarze XVI w., m. in. przeor Trithemius, Johann Vier (Weyer), Marcin Luter, Filip Melanchton. Istnieją dwa niewielkie objętościowo dzieła, odwołujące się do jego osoby, będące po części pierwowzorami późniejszych literackich kreacji Fausta. Pierwsze z nich wydane zostało właśnie przez Johanna Spiesa we Frankfurcie nad Menem. Drugie, autorstwa protestanckiego teologa Georga Rudolfa Widmanna, ukazało się w 1599 r. w Hamburgu pod tytułem „Prawdziwa historia doktora Fausta, bardzo sławnego Czarodzieja i Czarnoksiężnika”. Jak wynika z obu źródeł, młody Johannes Faust udał się najpierw na naukę do Ingolstadt w Bawarii, następnie kontynuował ją w Wirtembergii i Saksonii, by dokończyć edukacji na uniwersytecie krakowskim (w spisie studentów rzekomo figuruje jego nazwisko). Jeszcze w trakcie studiów przyłączył się do tzw. wędrownych studentów, stając się jednym z nich. W tym czasie znaczny odsetek studiującej młodzieży przymierał głodem, co zmuszało ich do wyruszania za chlebem na gościńce i trakty. Część z owych scholastici vagantes, usiłując kontynuować naukę, powracała zimą w mury uniwersytetów. Przynależność do tej grupy, oprócz trudów włóczęgi, dawała w owym czasie również różne przywileje, między innymi prawo do pobierania czegoś w rodzaju zasiłków od dawnych uczniów oraz, co stanowiło właściwie źródło utrzymania, możliwość uprawiania oszukańczych praktyk magicznych. Scholastici vagantes jako znak rozpoznawczy nosili żółty sznur, a rozmowy między sobą toczyli w gwarze środowiskowej. O stosowanych przez nich metodach na zdobycie pieniędzy wspomina współczesny Faustowi Gegenbach. Posiadając choć trochę wiadomości z dziedziny astrologii i magii, które w pewnym zakresie wykładano na uniwersytetach, wędrowny student zapewniał chłopa, że potrafi zaklęciem powstrzymać grad i słotę, odzyskać skradzione mienie, wskazać miejsce, gdzie ukryte są skarby, czy ochronić przed diabłem przy pomocy zawieszanej na szyi kartki z magiczną formułą. Umiał także nieomylnie przepowiadać przyszłość oraz uśmierzać ból zębów. Powodem popularności tych manipulacji była ich bezkarność, spowodowana brakiem możliwości ścigania, zaliczaniem ich do zachowań tradycyjnych oraz możliwością tłumaczenia się winowajcy zawarciem paktu z diabłem. Niektóre ze sztuczek Fausta noszą wyraźne cechy opisywanych np. w „Mowach biesiadnych” Marcina Lutra działań wędrownych studentów. Stąd przypuszczenie, że wyszedł on z ich szeregów, a następnie rozpoczął samodzielną działalność, doskonaląc jedynie metody. Gdy zdobył już sławę, powrócił w kręgi uczniów - wagantów, tym razem w charakterze godnego podziwu i naśladowania wzoru. Być może w tym czasie rozegrały się wydarzenia rozwinięte następnie w jego pseudobiografiach.

Jak wynika z relacji Manilusa, który w swych zapiskach zamieścił relację najbliższego współpracownika Marcina Lutra, Filipa Melanchtona, Faust miał podróżować po Rzeczpospolitej, by rozprawiać o „tajemniczych rzeczach”. Lubił także spędzać dnie i noce w wesołym kręgu studentów, wśród których szczególnie zwracało na siebie uwagę grono młodych szlachciców z Polski. W niedługim czasie uznano, że bezwstydnie bałamuci młodzież i wydano na niego nakaz aresztowania, Faust zdołał jednak uciec przed sprawiedliwością, a pościgu za nim nie wszczęto. Rozpoczął wędrowne życie podróżując po całej Europie, prawdopodobnie poszukując Kamienia Filozoficznego. Kiedy w 1506 roku chciał uniknąć spotkania z opatem Johannesem Trithemiusem, zostawił mu kartę wizytową z napisem: „Magister Georgius Sabellicus, Faustus junior, fons necromanticorum, astrologu, magus secundus, chiromanticus, aeromanticus, pyromanticus, in arte hydra secundus.”, co oznaczało „Magister Jerzy Sabellicus, Faust junior, najznakomitszy wywoływacz duchów, astrolog, drugi czarownik, chiromanta, wróży z powietrza, ognia, wody”.

Kolejnych informacji o czarnoksiężniku udziela właśnie pierwsza z książek o Fauście, wydana przez Spiesa. Przeznaczona dla szerokiego kręgu czytelników, osiągnęła w krótkim czasie aż czternaście wydań. Drukarz utrzymywał, że powstała z manuskryptu, który otrzymał ze Spiry - miejscowości położonej w pobliżu Knittlingen. Jeżeli jest to prawdą, to opowieści zawarte w tej książce pochodzą ze stron rodzinnych Fausta. Przekaz ten niewiele ma wspólnego z postacią rzeczywistą, lecz w sposób wręcz doskonały kreśli podstawowe cechy jej osobowości, ukazując jednocześnie, oczywiście nie w sposób bezpośredni, źródła istotnej dla kultury europejskiej legendy. Według Spiesa Faust zawarł z przedstawicielem piekieł, Mefistofelesem, umowę na dwadzieścia cztery lata. Główna klauzula aktu zobowiązywała tego ostatniego, aby swoją siłą i wiedzą udzielał magowi pomocy we wszelkich jego poczynaniach, w zamian za co po upływie powyższego terminu będzie miał prawo do jego duszy. W szesnastym roku obowiązywania wspomnianej umowy Faust podjął swoją trzecią wielką podróż, podczas której odwiedził nie tylko kraje Europy, lecz również Egipt, Palestynę, Persję i Indie. Podając pobieżne informacje o tych miejscach, autor relacji opowiada również o różnych związanych z magią i czarnoksięstwem działaniach bohatera w Rzymie, Wenecji i w innych miastach. Najważniejszymi są: cud z winogronami, mający miejsce na dworze księżnej von Anhalt, wywołanie z zaświatów ducha Aleksandra Macedońskiego - w obecności cesarza Karola Piątego, postaci znanych z dzieł Homera - w kręgu studentów uniwersytetu w Erfurcie oraz Heleny Trojańskiej.

Około 1530 roku Faust przebywał w Innsbrucku, gdzie zatrzymał się również cesarz Karol V ze swym dworem. Wkrótce wieści o Fauście dotarły do cesarskich uszu. Opowiadano, jak czarnoksiężnik skutecznie leczył nieuleczalne choroby i wywoływał duchy. Powtarzano krążące po całym Innsbrucku opisy jego poczynań w Erfurcie, gdzie w obecności studentów tamtejszego uniwersytetu wywoływał bohaterów „Iliady”. Podobno wygrał tam zakład o wielkie pieniądze, powodując przy pomocy zaklęć przemieszczenie się wozu załadowanego sianem i zaprzężonego w dwa wielkie konie przez wąską uliczkę, w której zmieścić się mógł zaledwie jeden człowiek. W Wenecji widywano go przelatującego nad dachami domów. Na dworze księżnej Anhaltckiej wyczarował podczas srogiej zimy cała misę winogron. Tam też wyprawił niezrównaną całonocną ucztę w niezwykłym pałacu, który rozwiał się o świcie jak mgła. Słysząc o tym, zabobonny z natury Karol V wydał rozkaz aresztowania sprawcy tych mocno podejrzanych wydarzeń. Kilkakrotnie, gdy łucznicy cesarscy nieomal kładli już ręce na nim, Faust znikał nagle, rozpływając się w powietrzu. Na wieść o tym cesarz, jak każdy wytrawny polityk, doszedł do wniosku, że w tej sytuacji zamiast ścigać lepiej zaprosić go na dwór i porozmawiać. Po otrzymaniu inwitacji Faust natychmiast stanął przed Karolem, oddając się na jego usługi. Ten zażądał wywołania z zaświatów Aleksandra Wielkiego wraz z małżonką, zaznaczając, że oboje mają być tacy, jakimi byli za życia. Faust opuścił komnatę, by po chwili pojawić się ponownie w towarzystwie niskiego, dobrze zbudowanego człowieka. Gęsta ruda broda, zaczerwienione policzki i szorstkie spojrzenie zdobywcy wskazywały od razu, iż był to Aleksander Wielki - jeden z największych zdobywców w historii, ale też jeden z największych tyranów, jacy kiedykolwiek stąpali po ziemi. Właśnie takim ukazywały go dostępne w tym czasie opisy. Przystąpił on do cesarza, oddając pełen szacunku ukłon. Gdy wyszedł, ukazała się jego żona. Miała na sobie suknię z niebieskiego aksamitu, przybraną złotem i perłami. Niezwykle piękna, złożyła pełen gracji skłon Karolowi. Ten wstał, pewien, że zjawisko wywołane przez Fausta można z łatwością przekształcić w pułapkę, w którą uda się go schwytać. Będąc wielbicielem historii starożytnej, a szczególnie okresu panowania Aleksandra Wielkiego, którego postacią był zafascynowany, wiedział, że kobieta powinna posiadać znamię na karku. Istotnie tak było.

Scena wywoływania duchów na dworze cesarskim rzeczywiście miała miejsce z tym, że głównym jej widzem nie był Karol V, lecz Maksymilian I - cesarz Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, a osobą wywołującą opat Trithemius, a nie Faust. Relacja z tego wydarzenia zapisana została przez doktora Weyera w księdze „O omamieniach demonów”. Odnaleźć ją można również w „Mowach biesiadnych” Lutra. Oba teksty wskazują, że mamy do czynienia z typowym zjawiskiem psychozy zbiorowej. Faust nigdy nie bawił na dworze cesarskim, nigdy, choć przypisuje mu to legenda, nie wywoływał tam nikogo z zaświatów.
Innym źródłem wiedzy o życiu Fausta jest kronika erfurcka, a dokładniej zapis dotyczący kwestii ratowania jego zaprzedanej diabłu duszy. Kiedy franciszkanin, ówczesny kaznodzieja erfurckiej kolegiaty, doktor Konrad Klinge chciał go nawrócić, dowiedział się, że Faust zawarł pakt z diabłem podpisawszy go własną krwią, dzięki czemu posiadł wieczną młodość i czarodziejskie moce. Przyjaciele Fausta zaoferowali księdzu odprawienie mszy za jego duszę, co czarnoksiężnik skomentował tymi słowami: „okryło by mnie to sromotą i hańbą, gdyby można było mi zarzucić, że sprzeniewierzyłem się zobowiązaniu, a też mojej pieczęci, które wszak wystawiłem krwią własną, tym bardziej że diabeł ze swej strony dotrzymał mi tego, co przyobiecał i do czego się obowiązał”. Istotne informacje o Fauście przynosi relacja doktora Weyera, który jako początkujący lekarz w swoim rodzinnym miasteczku Grave w Brabancji (region w ówczesnych Niderlandach) był on naocznym świadkiem wydarzeń, rozgrywających się na wznoszącym się w pobliżu miasteczka zamku Batenburg – „na krótko przed rokiem 1540”. Pod nieobecność rezydującego na nim Hermana II von Bronckhorst u bram zamku pojawił się człowiek domagający się usilnie, by go wpuszczono. Przebywająca na zamku służba uczyniła zadość jego żądaniom, lecz umieściła go bezzwłocznie pod kluczem. Autor relacji podaje, iż uczyniono to „z uwagi na jego ciemne sprawki”. Nieproszonego gościa potraktowano z szacunkiem, a w przydzielonej mu komnacie zapanował wkrótce wesoły gwar. Nie zabroniono mu przyjmowania gości, więc zaczęli go tłumnie odwiedzać ciekawi jego „sztuczek” mieszkańcy Grave. Mag okazał się też człowiekiem wysoce przystępnym i „wielce towarzyskim” oraz dowcipnym. Jeden z jego gości, prawdopodobnie pacjent Weyera, nosił czarną bródkę, zdobiącą twarz o charakterystycznej dla schorzeń wątroby brunatnej karnacji. Gdy pierwszy raz pojawił się przed Faustem, ten zastygł w paroksyzmie udawanego strachu. Po „przyjściu do siebie” zażartował, że z powodu ciemnego oblicza wziął go w pierwszej chwili za swojego szwagra. Z błędu wyprowadziło go dopiero dokładne obejrzenie nóg. Nie były one zakończone długimi i zakrzywionymi szponami. „Człowiek ten diabła bowiem mienił zawsze swoim szwagrem” – podsumował w swej relacji Weyer. Biedny jak mysz kościelna Faust zawsze był spragnionym wina. Na jego zakup rzadko mógł sobie pozwolić, a z pewnością nie stać go było z chwilą przybycia do Grave. Chcąc to wykorzystać, kapelan zamkowy, niejaki Johann Dorsten, w zamian za uroczyste słowo, że mag „nauczy go wielu pożytecznych sztuczek i forteli, wielce przydatnych w życiu”, zaczął zaopatrywać go w ten szlachetny trunek, „póki beczułka się nie opróżniła”. Przez cały ten czas Faust poprzestawał na obiecankach, jednak pewnego razu słysząc, że Dorsten chce odwiedzić w mieście golibrodę, wyraził gotowość nauczenia go sposobu pozbywania się zarostu bez użycia brzytwy. Przebiegły kapłan zgodził się na to od razu i zgodnie z zaleceniem maga posmarował sobie brodę czystym arsenem. „Ledwie to uczynił - informuje Weyer - broda tak się zaogniła, że nie tylko włosy, lecz także skóra zeszła mu aż do mięsa. O tym psim figlu opowiadał on nieraz i za każdym razem z irytacją wielką”.

Z przytoczonego tekstu wynika, że możliwości Faustusa w zakresie magii były wielce ograniczone, a zawarty z diabłem pakt niewiele wart, skoro jego sygnatariusza nie stać było nawet na wino. Przyjmując, że wszystkie te detale, przekształcone w mniejszym lub większym stopniu, dodano później do legendy, należy wziąć pod uwagę, że twórcą jej podstawowego zarysu mógł być sam Faust. Utalentowany gawędziarz z Knittlingen, niestrudzenie opowiadał dykteryjki o samym sobie. Materiału na budowę fikcyjnego życiorysu miał sporo, począwszy od krążących w owym czasie po Europie pism o życiu i działalności trzynastowiecznego doctora illuminatusa Raymunda Lullusa, twórcy kluczowego dla magii dzieła „Ars Magna”, czy piętnastowiecznego Nicholasa Flamela, a skończywszy na Trithemiusie i jego uczniu Henryku Korneliusie Agryppie, żyjących równolegle z nim. Splatając zapożyczone wątki i motywy, rzeczy zabawne, niesamowite, przerażające i tragiczne, stworzył nową, oryginalną całość.

Faust przepowiedział rzekomo zakończenie wojny między Karolem V a Franciszkiem I. Dementuje to Melanchton, twierdząc, iż „jest to kłamstwo bezczelne i bzdura, co deklaruję ze względu na młodzież, aby się strzegła takich ludzi i nie ulegała ich wpływom”. Oskarżony o czary, Faust został wydalony z Erfurtu, Ingolstadtu i Norymbergii. Należy pamiętać, że XV i XVI wiek to okres intensywnych działań świętej inkwizycji, która w brutalny sposób zwalczała wszelkich podejrzanych (często niesłusznie) o uprawianie magii.

Faust zmarł w 1540 roku (chociaż niektórzy upierają się, że w 1536 lub w 1539 roku) w Staufen w Bryzgowii w Oberży Pod Lwem, czy też w pobliżu tej gospody w niewyjaśnionych okolicznościach. Wieść o tym wydarzeniu odnotował w kronice swojego domu hrabia Krzysztof Froben von Zimmern, dodając od siebie, że „ów Faust był czarnoksiężnikiem tak niepospolitej miary, że trudno znaleźć na ziemiach niemieckich drugiego takiego. Dożył on sędziwych lat, ale zmarł marną śmiercią, duch, którego nazywał swoim szwagrem, zgładził go”. O jego śmierci donosił również Weyer. Jego brutalnie okaleczone ciało znaleziono obrócone twarzą do ziemi, co interpretowano jako porwanie jego duszy przez szatana. Gdy usiłowano go odwrócić, powracał za każdym razem do poprzedniej pozycji. Jak głosi legenda, szatan nie chciał, aby po śmierci oczy doktora mogły spoglądać w niebo. Warto w tym miejscu dodać, że Faust, podobnie jak jego literacki odpowiednik, miał wielkiego, czarnego psa o ognistoczerwonych ślepiach, który, głaskany, zmieniał kolor sierści. Zwany był „Prestigiariuszem”, co tłumaczy się jako „bardzo uczony”. Według baśni i legend diabeł często przybierał właśnie taką zwierzęcą postać; sam czarny pies jest złowrogim omenem śmierci.
„Książki, które [Faust] zostawił po sobie, przekazano panu na Staufen, gdyż umarł on na jego ziemi. Wielu się o nie ubiegało, lecz moim zdaniem spuścizna, której tak pożądali, była wielce niebezpiecznym i złowróżbnym skarbem” - tak kończy się notatka hrabiego von Zimmern. Księgi magiczne, jedyny spadek po doktorze, nie uległy więc zniszczeniu. Nie przyniosły jednak one szczęścia, do którego wydawały się być kluczem, nowemu właścicielowi.

Zwykły oszust, zabiegający o rozgłos i sławę, żądny pieniędzy, szaleniec, obłąkaniec, wizjoner, mistyk czy opętany przez złe moce? Dumny zuchwalec obdarzony we własnym mniemaniu magiczną mocą i dokonujący różnymi sposobami sztuczek, które pobieżnym obserwatorom wydawały się magiczne? Nie potrafię udzielić jednoznacznej odpowiedzi na te pytania, jednak nie ulega wątpliwości, że jego imponujący życiorys, choćby był w znacznym stopniu niezgodny z prawdą, mógł fascynować i poruszać wyobraźnię. Co prawda Henryk Faust ma niewiele wspólnego ze swoim autentycznym pierwowzorem, ale podobnie jak on, był gotowy zawrzeć sojusz z siłami ciemności i zła, by osiągnąć zamierzony cel. W przypadku bohatera z dramatu Goethego były to wartości duchowe, zaś dla Johannesa wartości wyłącznie – jak przypuszczam – materialne; używał życia, zdobywał pieniądze, ot, zwykły hedonista. Można powiedzieć, że niemiecki pisarz obdarzył Fausta nowym, nieco ulepszonym życiorysem i stworzył nowy typ bohatera zwanego faustowskim. W tradycji niemieckiej i angielskiej jest on symbolem człowieka nie godzącego się na żadne ograniczenia, gotowego na wszystko, by znaleźć szczęście i zaspokoić głód wiedzy. Odrzucenie nakazów, nie poddawanie się rezygnacji nawet w chwilach zwątpienia, doprowadza go w końcu do zawarcia paktu z siłami zła i ciemności. Jest to główny wątek prawie wszystkich dzieł sztuki, wykorzystujących tę postać.



Zobacz plan aktualizacji Czarownicy na najbliższe tygodnie.

Powyższy artykuł powstał w znacznej części na bazie eseju Włodzimierza Wrzesińskiego „Doktor Faust”. Pewne fragmenty wykorzystałam w całości. Niestety nie udało mi się skontaktować z autorem tego tekstu, mam jednak nadzieję, że nie miałby nic przeciwko, gdyby więcej osób poznało życie doktora Fausta. Cytaty pochodzą z „Fausta” cz. I w przekładach Józefa Paszkowskiego i Władysława Kościelskiego.

Aibhill Dreamstoher
10.02.2006, 19:08

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Anonim

Tak, bardzo dobry artykuł. Widzę, że w Czarownicy ukazują się coraz ciekawsze (i dłuższe) teksty, oby tak dalej!

27.02.2006, 20:57
kraker

Świetny artykuł, kocham Goethe’go (jest to jedyny twórca Niemiecki, którego znoszę). Historii „prawdziwego” Fausta nie znałem, a jak widać- jest bardzo ciekawa. Polonistki osobiście zazdroszczę, po mi przypadła stetryczała i banalnie głupia kobieta... która z dobrymi efektami mogłaby tylko zniechęcać młodzież do literatury. Mam nadzieję, że będzie mi dane czytać takie artykuły częściej. Serdecznie itp. J.K.k Nowak

13.02.2006, 18:22
Shady Lane

Ja uwielbiam "Mistrza i Małgorzatę". Przeczytałam ją jak miałam 14 lat i do tej pory jest to jedna z moich ulubionych książek (obok "Rok 1984", "Vivat Aspidistra" i "Folwarku Zwierzęcego" Orwella)

12.02.2006, 21:55
Aibhill Dreamstoher

Powiedzmy, że jest w 3/5 mój; trudno byłoby się dostać do książek, z których korzystał Wrzesiński, a nawet jeśli by mi się to udało, to zapewne są one napisane bardzo starą niemiecczyzną, że tak powiem. Abstrahując od tego: mam wspaniałą polonistkę, możecie mi jej tylko zazdrościć :)

12.02.2006, 10:57
Aeldis

A nie jest? A rzeczywiście, zwykle nie czytam takich 'maczków':). Co nie zmienia faktu, że mi się podoba. kfjatuszek => Takie zarazy jak twoja polonistka są niestety baardzo częstym przypadkiem. Wyrazy współczucia od doświadczonego w mękach:)

11.02.2006, 10:28
Aibhill Dreamstoher

Aeldis, żeby to był w całości mój artykuł...

10.02.2006, 21:49
kfjatuszek

Cholera, a moja polonistka potrafiła opowiadać o Fauście niczym o najnowszych notowaniach na giełdzie ziemniaków. Dzięki temu przespałam całego Goethego. Ale Woland z "Mistrza i Małgorzaty" jest chyba jedną z najlepszych postaci literatury i będę się pojedynkować z każdym, kto zaprzeczy.

10.02.2006, 21:04
Aeldis

Ciekawe, podobało mi się. Oby więcej takich artykułów, Aibhill:)

10.02.2006, 19:27