Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Wywiad z Susanną Clarke

Wywiad z Susanną Clarke

Jonathan Strange i pan Norrell, czyli o tym, jak historia magią się toczy


Aibhill Dreamstoher: Kolejny, zapowiadany już wywiad związany z „Jonathanem Strangem i panem Norrellem”, tym razem z samą autorką. Wywiad przeprowadziła pani Marta Bartosik, która obecnie pracuje w dziale promocji Wydawnictwa Literackiego.
W najbliższym czasie w MMS pojawią się same opowiadania (Akebii i Drużyny Lacera) oraz „Manifest” autorstwa Krasnoli, który określiłabym mianem magicznego eseju (hmm…tak, esej). Artykułów na razie brak, jeśli będę miała natchnienie to może napiszę „coś” (coś związanego z magią i religią rzymską) w czasie przerwy świątecznej. Albo będę molestować Luciana o jakieś prace.




O głośnym międzynarodowym debiucie Susanny Clarke z autorką rozmawiała Marta Bartosik



Tolkien opisuje Śródziemie tak znakomicie, że nie ma potrzeby szukać takiego kraju. Czytelnik odnosi wrażenie, że świetnie zna te krainy. Poza tym wiem już dość dużo o hobbitach. Więc może raczej Narnia. Chciałabym bardzo napotkać starego, mądrego Księciu Kaspianie, zobaczyć lampę w lesie i fauna truchtającego w śniegu z naręczem paczek.




Pani debiutancka powieść „Jonathan Strange i pan Norrell” ukaże się 30 września w kilkunastu krajach. W wyczarowanym w niej świecie historia miesza się z magią i fantastyką. Jaka jest pani definicja magii?

Nie sądzę, by można było określić istotę magii za pomocą prostej definicji. Magia to zimny, napawający drżeniem rodzaj cudu. To doświadczanie czegoś, co jest piękne i pasjonujące, ale także niesamowite i porażające.

Jak określiłaby pani swoją powieść? Czy jest to fantasy, powieść historyczna, przygodowa...?

Myślę, że jest wszystkim tym po trochu.

Definiowanie książek jest czasem użyteczne. Nazwy i etykiety sterują ewentualnym zainteresowaniem czytelnika. Pomagają, gdy szuka konkretnej książki w księgarni lub chce ją odłożyć w takim miejscu na półce, by bez problemu ją potem odnaleźć. Ale skoro tylko rozpoczyna lekturę, użyteczność etykiety znika. Liczy się wtedy sama książka i jej czytelnik. Pisząc „Jonathana Strange’a i pana Norrella” nie zastanawiałam się nad definicjami czy gatunkami. Po prostu sięgnęłam w niej po tematy o jakich sama lubię czytać oraz po moje ulubione konwencje pisarskie.

Pani angielskim wydawcą jest Bloomsbury. Jak doszło do tego, że trafiła pani do tego wydawnictwa?

Wszystko jest zasługą mojego agenta, Gilesa Gordona. Po tym, jak paru londyńskich wydawców udzieliło mu odpowiedzi odmownej, postanowiliśmy skontaktować się z Bloomsbury. Wiedziałam, że to wydawnictwo – z uwagi na publikację książek o Harrym Potterze – nie będzie obawiało się wydania książki o magikach. Alexandra Pringle, redaktorka mojej powieści zrozumiała ją natychmiast, zaś pozostałe osoby, z którymi zetknęłam się w wydawnictwie, bardzo szybko zapałały do niej entuzjazmem.

Bloomsbury znane jest zwłaszcza jako wydawca cyklu o Harrym Potterze. Mówi się często, że ”Jonathan Strange i pan Norrell” to „Harry Potter dla dorosłych”. Co Pani sądzi o tym porównaniu?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie gdyż do tej pory nie przeczytałam powieści J.K. Rowling. W trakcie pracy nad „Jonathanem Strange’m ...” unikałam tego świadomie, obawiając się przyciągnięcia przez zjawisko o tak wielkiej sile grawitacji. Teraz wreszcie przymierzam się do tej lektury. Mogę powiedzieć jedynie, że jednym z uroków cyklu o Harrym Potterze jest cudownie snuta narracja i właśnie ten efekt, sprawiający, że czytelnik na chwilę zapomina o swoim życiu i daje się bez reszty pochłonąć duchowi opowieści, chciałam uzyskać w mojej książce.

A kim jest ów czytelnik? Do kogo adresuje pani swą powieść?

Szczerze mówiąc, nie zastanawiałam się nad tym w trakcie pisania. Myślałam tylko: Nie jestem pewna czy ktoś poza mną to zrozumie. Wydaje mi się, że czytelnicy, którzy lubią podobnych jak ja autorów: Jane Austin, Karola Dickensa, J.R.R. Tolkiena, Johna Pullmana, Neila Gaimana, George`a K. Chestertona, może polubią moją powieść. A może nie? Najwięcej radości dostarczyłby mi czytelnik, który nie znosi książek o magikach czy wróżkach i nic do takiej lektury nie mogłoby go zmusić, który jednak przeczytałby „Jonathana Strange’a...”i byłby nim zachwycony. Lubię wypróbowywać i zaskakiwać czytelników. Pod warunkiem, że oni także czasami mnie zaskakują.

Jeden z bohaterów książki mówi: Może to wina naszej epoki. To nie czasy dla magii i wiedzy, prawda? Prosperują kupcy, żeglarze, politycy, lecz nie magowie. Nasz czas przeminął. W zasadzie jest to trafna charakterystyka naszej epoki. Czy dzisiaj ludzie potrzebują magii i książek o niej?

Tak, myślę, że wielu z nas potrzebuje magicznych historii (w przeciwieństwie do samej magii, czymkolwiek ona by nie była). Potrzebujemy cudu, piękna, niezwykłości... A także dobrych opowieści. One właśnie nas wzmacniają.

Tym, co szczególnie zachwyca w „Jonathanie Strange’u...” jest jego szeroki epicki zakrój. Praca nad powieścią zajęła pani 10 lat. Jak bardzo ewoluował jej kształt?

Zalążkiem całej powieści był obraz wysokiego, uroczego Anglika w stylu byronicznym, który ubrany w XIX wieczny strój stał na campo w Wenecji i przemawiał do zamożnej angielskiej rodziny. Wiedziałam o nim jedynie, że był bardziej niebezpieczny i dziki niż można było przypuszczać i miał coś do czynienia z magią. Później, na pewnej układance zobaczyłam pana Norrella. Układanka przedstawiała starą bibliotekę, w której trzech nobliwych gentlemanów w osiemnastowiecznych perukach czytało książki. Moją uwagę przyciągnął jeden z nich: pochmurny i kapryśny, podejrzliwy wobec ludzi, ale i wysoce podatny na pochlebstwo z ich strony. Tak więc miałam już dwóch bohaterów ale brakowało mi intrygi. Na pomysł fabuły wpadłam podczas pobytu w Bilbao, gdzie w 1992 r. pracowałam jako lektorka angielskiego. Niedawno zarzuciłam na dobre pisanie powieści detektywistycznej i miałam chandrę. Na domiar złego dopadła mnie jeszcze jakaś wirusowa infekcja. Czułam się coraz gorzej. By zabić czas zaczęłam ponownie czytać „Władcę pierścieni” Tolkiena. Nim lektura dobiegła końca, wiedziałam już, że mam napisać powieść o magii. O dwóch magikach, ich przyjaźni i współpracy przekształcającej się następnie w rywalizację oraz wrogość. Zdecydowałam się na powieść w listach, gdyż ta forma pozwalała mi na wplatanie rozmaitych dygresji. Później jednak zrezygnowałam z konwencji epistolarnej, rozbudowując z kolei przypisy. I tak już zostało. Te partie zawierają małe historie, dopełniające główną narrację. Kojarzą mi się z małymi obrazkami na marginesach średniowiecznych manuskryptów.

Czy pani bliscy i przyjaciele mieli jakiś wpływ na powstawanie powieści?

Ojciec oraz mój życiowy partner, Colin Greenland pomagali mi co nieco w łacinie, a gdy nie byli pewni zasięgali rady znajomego doktora filologii klasycznej. Matka kilkakrotnie sugerowała mi przyspieszenie ukończenia powieści, tak abym zdążyła zanim zainteresowanie czytelników i rynku księgarskiego tematami magicznymi opadnie. Neil Gaiman z kolei pomógł mi niezmienną wiarą we mnie i moją powieść...

... która z drugiej strony nie powstałaby gdyby nie przeczytała pani...? Jacy autorzy ukształtowali Panią jako pisarkę?

Oczywiście Jane Austen Poza tym Neil Gaiman, którego „Sandman”nauczył mnie bycia odważną. The Quincunx Charlesa Pallisera pokazał mi, że można napisać XIX-wieczną powieść w XX wieku. Wzorem Erthesea Ursuli le Guin staram się oddawać jak najrealniej to, co magiczne. Kroniki Narni C.S. Lewisa sprawiły, że pokochałam magię. Jorge Luis Borges i Umberto Eco natchnęli mnie miłością do bibliotek. Mogłabym jeszcze wyliczać dalej.

Świat Tolkiena, Narnia, Kraina Czarów lub inna magiczna przestrzeń... Gdzie wybrałaby się pani na jednodniową wycieczkę?

Tolkien opisuje Śródziemie tak znakomicie, że nie ma potrzeby szukać takiego kraju. Czytelnik odnosi wrażenie, że świetnie zna te krainy. Poza tym wiem już dość dużo o hobbitach. Więc może raczej Narnia. Chciałabym bardzo napotkać starego, mądrego borsuka jak ten w ”Księciu Kaspianie”, zobaczyć lampę w lesie i fauna truchtającego w śniegu z naręczem paczek.

Główni bohaterzy pani powieści to magicy. Czy mogłaby pani krótko ich opisać?

Pan Norrell jest cichy, lubi w swej samotni czytać książki i sporządzać notatki. Wybredny i pedantyczny, jest także próżny i martwi się gdy inni magicy kradną mu pomysły, zyskując sławę należną wyłącznie jego osobie. Strange to wysoki, elokwentny i czarujący mężczyzna, który z łatwością przyciąga do siebie innych. Zbytnio jednakże ufa swym możliwościom. Lekceważy niebezpieczeństwo pragnąc jak najszybciej zdobyć magiczną wiedzę.

Strange i Norrel oddają swe nadprzyrodzone zdolności na usługi angielskiego rządu, który wykorzystuje je z powodzeniem w walce z Napoleonem. Dlaczego tłem powieści uczyniła pani właśnie czasy napoleońskie?

Pierwotnie skłaniałam się ku umiejscowieniu akcji „Jonathana Strange`a....” w XVIII wieku, ale ostatecznie wybrałam epokę napoleońską. Zadecydował o tym m.in. sentyment, jakim darzę powieści Jane Austen. Dzięki nim właśnie czuję się w tym okresie jak w domu. Poza tym wojny napoleońskie zdawały się dostarczać najdoskonalszej sposobności, by moi dwaj magicy zabłysnęli, pomagając narodowi angielskiemu i rozstrzygając o jego losie.

Oprócz postaci fantastycznych w powieści dużą role odgrywają także persony historyczne, zwłaszcza Duke Wellington. Ta postać bardzo panią intryguje. Pojawiła się już w jednym z wcześniejszych pani opowiadań. Na czym polega jej wyjątkowość?

Udział Wellingtona w pokonaniu Napoleona był olbrzymi. Doprowadził do tego beznamiętnie opracowując strategię walki oraz koncepcję wodza zdolnego odnieść zwycięstwo. Później metodycznie przystąpił do wszczęcia wojny, przy czym sam został owym wodzem. Początkowo niewielu ludzi wierzyło w jego powodzenie. Wielokrotnie uważano, że przegrywa, podczas gdy on dalej konsekwentnie realizował swój plan. Był silną i wyrazistą osobowością. W dzieciństwie i młodości nikt nie posądziłby go o to, że stanie się kimś znaczącym. Sam siebie takim uczynił.

Kiedyś przyznała się pani do wielkiej fascynacji pisarstwem A.C. Doyle`a. W naszej rozmowie wspomniała pani nawet o nieudanej próbie napisania powieści detektywistycznej. Czy zarzuciła pani ten projekt definitywnie? A może ma pani już inny utwór na warsztacie?

Nie sądzę, bym miała wrócić do tamtego pomysłu. Planuję natomiast nową powieść, której akcja będzie rozgrywać się w świecie „Jonathana Strang’a” z innymi bohaterami i kilka lat po tamtych wydarzeniach.

Na koniec chciałabym przekornie wrócić do pierwszego z moich pytań. Jakie jest miejsce magii w pani życiu? Czy chodzi pani np. do wróżki, wierzy w numerologię, stawia czasem tarota?

Mam dwa czy trzy zestawy kart do tarota i czasami je układam. Ale nie podchodzę do tego serio. Nie wierzę we wróżbiarską moc tarota, jak również nie wierzę w jakąkolwiek inną formę przepowiadania przyszłości. Uważam natomiast, że tarot może pomoc w uwolnieniu myśli ukrytych w podświadomości. Ja używam go głównie w celu wytwarzania idei i obrazów dla mojej prozy. Uwielbiam piękne i tajemnicze obrazki na moich kartach.

A czy śnią się Pani magicy bądź wróżki?

Magicy bardzo rzadko, wróżki nigdy. Raz przyśnił mi się Jonathan Strange. Mijałam go na schodach. Odwrócił się w moją stronę i rzekł: Dobry wieczór pani.

Marta Bartosik [dodała Aibhill]
4.03.2005, 18:36

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Polly Malakian

Urzekła mnie powieść tej pani, jej styl i nastrój. Jest niezwykle kulturalna i taka uprzejma. Zachwycająca.

30.08.2005, 20:32
test

test

29.07.2005, 20:48
test

test

29.07.2005, 20:44
Krasnola

Krasnola , oczywiście, nie Jrasnola, ech te literówki ;-)

7.03.2005, 21:33
Jrasnola

Ej, a ja tego opowiadania nie czytałam! :"D Genialne! Kiedyś chciałam napisać właśnie coś w tym stylu, że ktoś zdradził magiczny świat, ale nie pomyślałam o mediach, kościele itp.. :"D List ciut mniej mi sie podoba. Nie lubię kościoła jako instytucji,a le list jest ciut zbyt wyzywający mym skromnym zdaniem.

6.03.2005, 21:55
Krasnola

Ja widziałam . I czytałam. 18 lipca wychodzą cztery wydania: dwa brytyjskie, dwa amerykańskie, po jednym dla dziecie i drugie dla dorosłych. Moim zdaniem jest to tani chwyt reklamowy, albo po prostu ktoś się wygłupił.

6.03.2005, 21:33
Najm

Ooo... Gaiman, Tolkien, Narnia... chyba się wybiorę kupić tę książkę :)

6.03.2005, 19:18
Zireael

Byłam. Ale chyba niedowidzę, bo nie widziałam :P

6.03.2005, 15:02
Zireael

Że co??

6.03.2005, 14:56
MalGanis

Pilna wiadomość: Harry Potter bedzie dla dorosłych !!! Nie wierzycie? Wejdzcie na wp !!!

6.03.2005, 13:53