Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Wywiad z tłumaczką Małgorzatą Hesko-Kołodzińską

Wielkie wydarzenie na Proroku!


Magia jest godna szacunku - wywiad z tłumaczką "Jonathana Strange'a i pana Norrella", Małgorzatą Hesko-Kołodzińską


Aibhill Dreamstoher: Dziś przedstawiamy Wam wywiad z panią Małgorzatą Hesko-Kołodzińską, tłumaczką „Jonathana Strange’a i pana Norrella”. Wywiad (prawdopodobnie pierwszy w Polsce) został przeprowadzony dzięki pomocy pani Marty Bartosik i uprzejmości pani Małgosi, która mimo choroby postanowiła odpowiedź na moje i Martina pytania.
Kilka słów o naszym gościu. Pani Małgosia ma 35 lat, a przekładem zajmuje się od 1991 roku, czyli od czternastu lat. Jest związana z kilkoma polskimi wydawnictwami, m.in. z Wydawnictwem Literackim, Zyskiem, Muzą, Prószyńskim.
W piątek będziecie mogli przeczytać kolejny wywiad w Magicznym Magazynie Sieciowym, tym razem z samą Susanną Clarke. Serdecznie zapraszam :)




Prorok (AD&MC): Co sprawiło, że postanowiła Pani zostać tłumaczem?

Małgorzata Hesko-Kołodzińska: Moja przygoda z tłumaczeniem rozpoczęła się w latach dziewięćdziesiątych, w trakcie studiów na wydziale anglistyki, który w naturalny sposób przygotowuje do dwóch zawodów: nauczyciela oraz tłumacza. Z początku trochę uczyłam, ale gdy nadarzyła się okazja, zainteresowałam się przekładem. Zaczynałam od tekstów technicznych, biznesowych, potem skupiłam się na literaturze, i wcale tego nie żałuję. Moja praca ma niewątpliwie wiele zalet - nie muszę codziennie dojeżdżać do biura, nikt mi nie mówi, kiedy mam usiąść przed komputerem, dysponuję pewnym wpływem na rodzaj literatury, którą tłumaczę.

Prorok: Czego wymaga się od osoby zajmującej się tłumaczeniem książek oprócz oczywiście perfekcyjnej znajomości języka obcego?

M H-K: Wydaje mi się, że najważniejsza jest dobra znajomość języka ojczystego. Poza tym trzeba mieć dużą cierpliwość, sporo korzystać z encyklopedii oraz słowników. Mam ich całe sterty i ciągle interesuję się nowymi. Przy tłumaczeniu literatury współczesnej dobrze być na bieżąco z wieloma sprawami, choćby takimi jak tytuły dobranocek, płeć wokalistów, imiona dziecięcych idoli.

Prorok: Ile czasu dziennie zabierała Pani praca nad tłumaczeniem „Jonathana Strange’a i pana Norrella”?

M H-K: Wszystko zależało od dnia, bo pracuję w domu i mam do czynienia z domownikami, ale przeciętnie po kilka godzin. Jednego dnia jest się w lepszej formie, drugiego w gorszej. Czasami trudno się zebrać, żeby zasiąść do komputera. Gdyby nie terminy, pewnie do tej pory niewiele bym przetłumaczyła :) .

Prorok: Czy było coś, co podczas przekładu „Jonathana Strange’a i pana Norrella” sprawiło Pani problem?

M H-K: Największym problemem był wybór odpowiednika angielskiego „fairy”, jako że termin ten pochodzi z mitologii anglosaskiej. „Elf” jest pewnym kompromisem, ale lepszy już elf niż wróżka :). Chochlik budził zbyt silne skojarzenia (moje) z maleńkim psotnym skrzatem, więc jakoś zupełnie mi nie przystawał do dżentelmena o włosach jak puch ostu. Pewne trudności miałam też z weryfikacją opisów scen o charakterze historycznym. Tłumacz nie może bezmyślnie przeklepywać tego, co zobaczy w oryginale. Podczas pracy muszę zaglądać do tekstów źródłowych, innych książek, grzebię w Internecie, sprawdzam fakty. Zdarza się, że autorzy popełniają błędy lub w książce pojawiają się nieścisłości - w takich wypadkach, gdy to dostrzegę, porozumiewam się z redaktorem i nanosimy poprawki.

Prorok: Praca nad którym tomem „Jonathana Strange’a i pana Norrella” była najtrudniejsza?

M H-K: Trudności zawsze pojawiają się wtedy, gdy muszę tłumaczyć sceny batalistyczne i historyczne - do tego trzeba przekopać się przez literaturę dotyczącą danego okresu. Zasadniczo należy jednak traktować wszystkie trzy tomy jako jedną całość, więc podobne problemy występowały przez cały czas.

Prorok: Nein Gamain powiedział o „Jonathanie…”: „To bez wątpienia najlepsza angielska powieść fantasy, jaka ukazała się w ciągu ostatnich 70 lat. Od pierwszych słów, aż do ostatniej strony jej lektura jest czystą przyjemnością”. Jakie jest Pani prywatne zdanie na temat powieści Susanny Clarke?

M H-K: To świetna, wciągająca książka. Dobrą literaturę można poznać między innymi po tym, że każdy znajduje w niej coś dla siebie, dostrzeże bohatera, z którym się utożsami, wczuje się w akcję, zamyśli nad losami bohaterów, coś go ucieszy, coś zasmuci. W „Jonatanie…” jest wszystkiego po trochu. Taka uniwersalność literacka niejednokrotnie przesądza o sukcesie tytułu, a także o tym, czy wzbudzi zainteresowanie wytwórni filmowych. O ile się orientuję, książka Susanny Clarke ma duże szanse na ekranizację - cieszy mnie to, bo powieść jest niesłychanie plastyczna i widowiskowa, daje ogromne pole do popisu dla specjalistów od efektów specjalnych. To jeden z jej niewątpliwych atutów. Zakończenie książki jest również nieco hollywoodzkie - autorka pewne wątki zostawiła otwarte. Zanosi się na to, że czeka nas jeszcze sporo atrakcji.

Prorok: Co takiego zafascynowało Panią w powieści Susanny Clarke?

M H-K: Chyba jej wielowątkowość i zręczne wplecenie w powieść historyczną tzw. „comedy of manners” oraz wątków magicznych. Jak już wspomniałam, powieść jest bardzo filmowa - to zaleta, zwłaszcza że autorka sprawnie przemawia do wyobraźni czytelnika. Gdy jesteśmy w kinie, najczęściej nie musimy się wysilać, bo wszystko mamy podane na talerzu. W książce Susanny Clarke jest miejsce na domysły, zastanowienia, hipotezy, rozważania - zatem jest skierowana do ludzi inteligentnych. Zauważyłam też, że to, co jest zaletą dla jednych – opisy obyczajowe, mnóstwo przypisów – bywa wadą dla innych, stąd zdarzają się opinie, na szczęście niezbyt często, że książka jest rozwlekła i niewiele się w niej dzieje. I że przypisy są męczące. A, spodobało mi się jeszcze to, że główni bohaterowie nie są kryształowi – mają sporo wad, naprawdę sporo :).

Prorok: Spodziewała się Pani takiego sukcesu książki?

M H-K: Owszem, podejrzewałam, choć sądzę, że najlepsze jeszcze przed nią. Ta książka jest jak wirus grypy - zatacza coraz szersze kręgi, trafia do coraz większej liczby ludzi; czytelnicy z pewnością polecają ją sobie nawzajem, a kiedy powstanie film, sięgną po nią nowe rzesze entuzjastów książek fantasy.

Prorok: Jednak książka jest mało popularna w Polsce…

M H-K: Poczekajmy jeszcze trochę. Ja bym jednak zachowała optymizm. O ile sobie przypominam, na wielki sukces „Bridget Jones” i Harry’ego…” w Polsce też trzeba było poczekać kilka miesięcy. Z całą pewnością ewentualna adaptacja filmowa też spopularyzuje „Jonathana…”

Prorok: A na czym według Pani polega fenomen tej książki?

M H-K: Chyba między innymi na jej magiczności - ludzie lubią bajki i chętnie sięgają po powieści traktujące o magii. Każdy chciałby dysponować mocą rzucania zaklęć, czarowania, wpływania na losy swoje i innych. Ale to najprostsza odpowiedź. Ciekawy efekt daje zderzenie dwóch światów – Anglii początku XIX wieku i świata magii, które bardzo swobodnie przenikają się nawzajem. Niemałe znaczenie ma styl, w jakim została napisana, lekki i dowcipny język, liczne, czasem wręcz absurdalne przypisy.

Prorok: Jak się Pani odnosi do twierdzenia, że „Jonathan Strage i pan Norrell” jest Harrym Potterem dla dorosłych?

M H-K: Te książki łączy jedynie pierwiastek magiczny, właściwie nie mogłyby się bardziej różnić. „Jonatan…” jest znacznie bardziej zawiły, wielowątkowy, i bardziej ponury, mimo pozornie żartobliwego tonu. Bohaterowie są dojrzalsi. Podejrzewam, że czytelnicy, którzy parę lat temu sięgnęli po „Harry’ego”, teraz już nieco dorośli i chętnie przeczytają powieść pani Clarke. Rzecz w tym, że na „Harry’ego” - poza tym, że bardzo sprawnie napisana i ciekawa książka, zapanowała moda - jej wykreowanie bywa trudne. Sądzę, że ludzie po prostu nie zdążyli jeszcze usłyszeć o „Jonathanie”. Wszystko przed nim.

Prorok: Czy ma Pani ulubionych bohaterów z książki Clarke?

M H-K: A owszem. Chyba najciekawszą, aczkolwiek opisaną dosyć powierzchownie postacią, jest dysponent pana Norrella, John Childermass. Z wypowiedzi autorki można wnioskować, że kto wie, może jeszcze się pojawi w jej następnej książce, aczkolwiek żadne deklaracje nie padły i być może jest to moje pobożne życzenie :).

Prorok: „Jonathan Strange i pan Norell” jest wyjątkowym połączeniem literatury fantasy z powieścią historyczną. Czytając ją odczuwa się specyficzny klimat epoki dziewiętnastowiecznej Anglii. Jest to świetna lektura dla miłośników fantasy, entuzjastów historii, bonapartystów, miłośniczek powieści Jane Austen oraz amatorów literatury postmodernistycznej... Czy według Pani tego typu powieść może zainteresować młodego, acz wymagającego czytelnika?

M H-K: Z pewnością. Choćby właśnie dlatego, że jest wymagający, a „Jonathan” jest skierowany dla osób pragnących czytać książki nie tylko wciągające, lecz także znakomicie oddające atmosferę epoki i dopracowane pod względem językowym.

Prorok: Czy na polskim rynku czytelniczym nie jest zbyt wiele książek fantasy? Nie wypierają one innych lektur, np. przygodowych czy kryminalnych?

M H-K: Nie powiedziałabym, że jest ich zbyt wiele, raczej tyle, ile potrzeba, skoro się sprzedają. Problemem jest ewentualnie zbyt mała liczba tytułów innego rodzaju. Nasz rynek jest płytki dlatego, że ludziom brak pieniędzy na drogie książki. W bibliotekach największą popularnością cieszą się właśnie kryminały (zaraz po romansach, rzecz jasna). Zresztą, powieści Akunina radzą sobie całkiem nieźle.

Prorok: Zapewne dużo Pani czytała w dzieciństwie…

M H-K: Sporo. Ostatnio często wracam do literatury dla bardzo młodych ludzi, a to za sprawą moich dzieci.

Prorok: Jaki rodzaj literatury najbardziej przypadł Pani do gustu?

M H-K: Lubiłam i lubię literaturę dobrą, zatem równie chętnie przeczytam biografię, powieść obyczajową, jak i kryminał. Ostatnio częściej sięgam po literaturę faktu, a kiedy byłam nastolatką, zaczytywałam się powieściami science-fiction i za wszelką cenę chciałam się dostać do Towarzystwa Miłośników Fantastyki Naukowej, czy jak to się tam nazywało (pewnie pokręciłam nazwę). Jako piętnastolatka napisałam do nich, ale odpisali, że jestem za młoda, więc się obraziłam i nigdy tam nie zapisałam.

Prorok: Jacy są Pani ulubieni pisarze i za co ich Pani ceni?

M H-K: Jedną z moich ulubionych pisarek jest Margaret Atwood, którą miałam przyjemność i zaszczyt tłumaczyć i którą cenię za bogactwo języka i szczególną wrażliwość. Moim ukochanym autorem pozostaje Truman Capote, na studiach zaliczyłam okres fascynacji literaturą iberoamerykańską. Jeśli zaś chodzi o fantastykę naukową, to jestem wielbicielką Philipa K. Dicka, a całkiem niedawno odkryłam Connie Willis i bardzo mi się spodobały jej książki. Polecam.

Prorok: „Jonathan Strange i pan Norell” mimo tła historycznego jest opowieścią o dwóch czarodziejach. Jaki jest Pani stosunek do magii? Czy jest Pani przesądna?

M H-K: W granicach normy. W krytycznych sytuacjach ratuję się komputerowym pasjansem, ale mam świadomość, że robię to dlatego, że akurat w danej chwili nie chce mi się pracować :).

Prorok: Czyli nie zgadza się Pani ze stwierdzeniem Sir Waltera, że „magia nie jest godna szacunku”?

MHK: Magia pana Norrella i Jonathana Strange’a z pewnością jest godna szacunku, a przynajmniej budzi respekt. Moja „magia” na użytek domowy raczej nie, bo zadawszy pytanie, układam pasjansa tak długo, aż mi wyjdzie, i dopiero wtedy jestem usatysfakcjonowana. Wyników niezgodnych z moimi oczekiwaniami nie przyjmuję do wiadomości, No cóż, taka magia, jaki mag.

Prorok: W listopadzie ubiegłego roku w warszawskim klubie „Czuły barbarzyńca” odbyła się konferencja prasowa z udziałem pisarki oraz Dyrektor Promocji Bloomsbury, Katie Bond. Wieczorem pisarka spotkała się z czytelnikami w księgarni Traffic Club Miała Pani okazję bezpośredniej rozmowy z Clarke. Jak Pani wspomina to spotkanie? Jaka jest Susanna Clarke?

M H-K: Niestety, na wieczornym spotkaniu nie mogłam się zjawić, za to byłam W Czułym Barbarzyńcy, jednak zamieniłam z panią Clarke zaledwie kilka zdań. Zrobiła na mnie wrażenie miłej i subtelnej osoby, choć wcześniej trochę się obawiałam tego spotkania, gdyż wcześniej czytałam, że niektórym wydaje się surowa i zdystansowana. Nic podobnego.

Prorok: Chciałaby Pani znaleźć się w świecie Jonathana Stranga’e?

M H-K: Sama nie wiem, w gruncie rzeczy tam wszystko jest postawione do góry nogami. Ale z drugiej strony chętnie opanowałabym kilka magicznych sztuk, przydałyby mi się w życiu codziennym… Tak, paradoksalnie w świecie pełnym magii być może żyłoby się łatwiej. Na pewno ciekawiej.

Prorok: Tłumaczyła Pani wiele książek, m.in: „Lily” Suzanne Strempek Shea, „Oryks i Derkacz” Margaret Atwood, „Ślepy zabójca” również Margaret Atwood, „Perfumy w rytmie jitterbuga” Toma Robbinsa, „Futbolowa gorączka” Nicka Horny, „Pula marzeń” Adriany Trigiani. Praca nad którą z nich była najtrudniejsza i która sprawiła Pani najwięcej satysfakcji i przyjemności? Jaka jest Pani ulubiona z przetłumaczonych książek?

M H-K: Najwięcej satysfakcji sprawiło mi chyba tłumaczenie „Ślepego zabójcy” i nadal nie tracę nadziei, że Margaret Atwood dostanie w końcu nagrodę Nobla. A prywatnie bardzo lubię jeszcze dwie książki „Cudowne życie Edgara Minta” Brady’ego Udalla i „Perfumy w rytmie jitterbuga” Toma Robbinsa. Najtrudniejsza dla mnie była chyba „Futbolowa gorączka”, bo chcąc nie chcąc, musiałam poznać tajniki angielskiego futbolu.

Prorok: Nie myślała Pani o napisaniu własnej książki?

M H-K: Kiedyś, jak byłam w podstawówce, napisałam sztukę teatralną, ale na szczęście zaginęła :). A tak poważnie, kiedyś o tym myślałam, jednak z tego myślenia zupełnie nic nie wynikło.

Prorok: Dziękujemy za wywiad i życzymy wielu sukcesów zawodowych.

Aibhill Dreamstoher & Martin Clevercat
22.02.2005, 10:54

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

zappatoni

piękna książka kiedy się tylko pojawila kruki nadleciały nad moje miasto oczekiwalem kolejnej cześci później nastepnej teraz pozostały wspomnienia i oczekiwanie na....

7.05.2005, 15:52
Wega

No tak, bardzo fajny wywiadzik:) "Jonathan Strange i pan Norrell" - to moja obowiązkowa lektura na dziś:)

26.02.2005, 17:07
Tikula

Czasami to człowiek musi... Coś złośliwego skrobnąć ;)

25.02.2005, 18:42
Marty

miło, ale czasami mogłabyś się powstrzymać...:)

25.02.2005, 18:35
Aibhill Dreamstoher

Kiedy ja to uwielbiam :)

24.02.2005, 17:53
Marty

Aibhill nie łap mnie za słówka...

24.02.2005, 17:16
Najm

O, nie wiedziałam, że to ona tłumaczyła "Oryks i Derkacz" Atwood (uwielbiam tę książkę). Jeszcze jedna rzecz, która mnie zachęca do kupienia "Johnatana Strange'a...".

23.02.2005, 09:44
Jane

Aib, czemu tylko kobiet? Co za dyskryminacja... ;D

22.02.2005, 22:06
Krasnola

I podstarzałych starców :P (masło maślane...:P)

22.02.2005, 21:34
Aibhill Dreamstoher

Zawsze mi się wydawało, że głupawka to przywilej młodych kobiet.

22.02.2005, 21:10