Frapujący magiczny deser - o "Damach z Grace Adieu"
recenzja Patrycji Pustkowiak
Podobno druga książka to prawdziwy egzamin dla pisarza. Susanna Clarke, autorka bestsellera "Jonathan Strange i Pan Norell", zbiorem fantastyczno-magicznych opowiadań "Damy z Grace Adieu" zdaje go celująco.Zastanawialiście się kiedyś, kto jest patronką sera albo do jakich niegodziwości zdolna jest piastunka "o obliczu jeżozwierza"? Clarke zna odpowiedzi na te i inne intrygujące albo całkiem bezinteresowne pytania. W czasie kiedy powstaje coraz więcej literatury "zaangażowanej", "krytycznej", usytuowanej w bolesnym tu i teraz, które trzeba opisać, a z jego godną politowania kondycją dokonać trudnego rozrachunku, propozycja Clarke jest absolutną perełką, deserem, o jakim marzy się cały dzień, siedząc w ciasnym biurze.
Bohaterami tekstów brytyjskiej pisarki są przedstawiciele różnych warstw społecznych Anglii minionych czasów. Mamy tu niezamężne panny, zarówno te marzące o dobrym ożenku, jak i sprzeciwiające się losowi emancypantki. Jest Maria, królowa Szkocji, pogrążona w konflikcie z angielską monarchinią Elżbietą. Jest także pewien niegrzeszący skromnością duchowny piszący w początkach XIX wieku pamiętnik oraz zapalczywy węglarz, którego jedynym przyjacielem jest ukochana biała świnka…
Dzięki "Damom z Grace Adieu i innym opowieściom" możemy wrócić do krainy dziecięcych lektur, przypominając sobie choćby baśnie braci Grimm. A jednocześnie - odbierając je z perspektywy dorosłego, bo to on jest ich adresatem - docenić erudycję i talent autorki. Na liście jej ulubionych powieści zapewne znalazłyby się dzieła Jane Austen i Charlesa Dickensa. Podobnie jak mistrzowie XIX-wiecznej literatury, Clarke podpatruje ludzką menażerię, tworząc wspaniałe miniportrety społeczne. A że często sięga do XIX-wiecznej scenerii, możemy znów przenieść się w epokę wiktoriańską i wsłuchać w salonową konwersację między przystojnym kawalerem a uroczą panną.
Niezwykłość tomu Clarke polega na tym, że świat tych realistycznych postaci bezustannie spotyka się ze światem fantastycznym - złośliwych elfów, profesjonalnych magów, świętych interweniujących w sprawach kryzysowych prosto z nieba (z właściwym sobie humorem!). Musimy się nieustannie mieć na baczności, bo - jak mówi sama autorka - "bywa czasem, że nagle przekraczacie niewidzialną granicę i musicie radzić sobie, najlepiej jak potraficie, z kapryśnymi księżniczkami, mściwymi sowami, damami zajętymi haftowaniem straszliwych wyroków losu (…)".
Przy wszystkich innych zaletach opowiadania Clarke mają tę najważniejszą i chyba najrzadszą - wielkie poczucie humoru. Mimo niekiedy ponurych wydarzeń świat jej prozy daleki jest od okrucieństwa albo szczególnie gęstego mroku. Narracja Brytyjki płynie potoczyście, subtelnie i elegancko. Specyficzny dowcip pisarki można dostrzec w chwilach, gdy ta postanawia swym postaciom dokuczyć, sportretować ich małe grzeszki, co widać choćby w takim czarującym zdaniu: "…pan Pumphrey (…) zmienił zdanie, gdyż dostrzegł możliwość wyładowania swej złości na księciu".
Zagadka tej niezwykłej książki staje się jeszcze bardziej frapująca, gdy dowiadujemy się, że pierwsze opowiadanie autorka napisała poniekąd przymuszona przez przyjaciół, sama nie mając na to większej ochoty. Co więcej, fabuły swych historii autorka obmyślała… przecierając oczy nad błędami w oddanych do publikacji książkach kucharskich - pracowała bowiem przez 10 (!) lat jako ich korektorka. Wtedy też narodził się pomysł na pierwszą powieść - "Jonathana Strange’a…". Napisanie jej zajęło dekadę, ale zainwestowany czas zwrócił się z nawiązką - powieść z miejsca trafiła na listy bestsellerów, dostała nominację do Bookera, a Clarke uczyniła milionerką. Podobny sukces należy wróżyć jej opowiadaniom. Pozostaje pytanie: czy ludzie tak bardzo łakną magii, czy może po prostu dobrych książek?
źródło: www.dziennik.pl
Przeczytaj:
"Damy z Grace Adieu i inne opowieści" - kolejny sukces brytyjskiej epiki fantastycznej
Patrycja Pustkowiak
14.10.2007, 14:20
Myślodsiewnia
Autorytetem, to mi się nie zostało jeszcze w żadnej dziedzinie, tak jak za pewne i Tobie, co nie zmienia faktu, że hipokryzja jest moim ulubionym tematem. Wybacz, jeśli przenośnie, że "wsiadasz na nią" potraktowałeś dosłownie, to tylko źle o Tobie świadczy, a nie o mnie, bo ja nie miałam w związku z tym żadnych perwersyjnych skojarzeń, a i takie mi się zdarzają. Dziwnie mi "brzmi" z twojej klawiatury ten wykład na temat aktywności, prywatności i ulotności tytułu redaktora w świetle twych jakże ostentacyjnych i szumnych pożegnań z tym stanowiskiem i jeszcze bardziej hucznych powrotów. Znów poczułam odór hipokryzji. Właśnie tu nawiązałam do tematu i rozwinęłam go, tak jak sobie życzyłeś. Pouczasz wszystkich wokół po czym nawet nie cichaczem, ale z wielką pompą pokazujesz, że Ciebie, to jednak te zasady nie obowiązują. Ah, mój ty pompatyczny bufonie, a prawie Cię polubiłam.
16.10.2007, 22:01Bogu dzięki, Mary, nie jesteś jeszcze w żadnym stopniu autorytetem, któremu byłoby dane wygłaszać wiążące sądy na temat gubienia się czy rzekomej hipokryzji :) Wypraszam sobie sformułowanie, że "wsiadam na nią", jak również jeżeli chcesz prowadzić jakąś dyskusję o jakimś poziomie argumentacji, proponowałbym rozwinięcie tego "postępujesz jeszcze <lepiej>". Aktywność to prywatna sprawa, zresztą ja zawsze uważałem, że tytuł redaktora Proroka powinien być przechodni i przysługiwać li tylko wtedy, gdy się faktycznie siedzi, pracuje i pisze. Chyba że wprowadzimy tu fundusz emerytalny, wtedy się chętnie piszę. Co zaś do współczucia - a bardzo miło :)
16.10.2007, 20:51Amen.
16.10.2007, 18:25A już się bałam, że to wzajemne uwielbienie, które dotychczas było wszechobecne na całym Proroku, pozostanie na wieki wieków. I niepokój prysnął.
16.10.2007, 18:24Mój drogi, ja od zawsze wiem, że nie jestem konsekwentą osobą, a ty mnie od zawsze konsekwencji próbowałeś nauczyć, sam nie potrafiąc być konsekwentnym. Mary, daj spokój, po prostu Valowi należy współczuć. Tyle.
15.10.2007, 23:15Sam jesteś hipokrytą cwaniaczku, wsiadasz na nią, a sam postępujesz jeszcze "lepiej". Prywatna sprawa? Dziwnie jakoś publicznie toczymy te debaty, co już mówi samo za siebie. Weź się w garść człowieku, bo pierwszy raz widzę jak sam się gubisz w swoich słowach.
15.10.2007, 22:27Droga pani redaktor swoimi poglądami na sprawę konsekwencji i bycia redaktorem niestety ma u mnie przechlapane, więc zarzucanie jej jak najbardziej jest dla mnie słuszne i właściwe, ba - pożądane, biorąc pod uwagę jej hipokryzję :)
15.10.2007, 22:14*komuś innemu. Kociakrew...
15.10.2007, 22:13*funkcję. To wszystko przez stres i Chochlika. Ave!
15.10.2007, 22:12Zrobię światu przysługę i udam, że nie widzę podtekstu; twoja, kochanie ty moje, aktywność, to sprawa publiczna, czego powinieneś być świadom, skoro zechciałeś na powrót objąć funkcę Papy Smerfa. A jeśli by nawet była twoja osobista - to, w takim razie, jakim prawem śmiesz zarzucać to samo komuś innego? Drugi Maks nam kiełkuje? Święty Eberhardzie, idę stąd, bo nie dość, że mnie stresujecie, to jeszcze się najonizuję ujemnie od monitora.
15.10.2007, 22:12