Przed polską premierą: wywiad z Susanną Clarke
„Damy z Grace Adieu” już 20 września
O tym, jak dama Susanna Clarke do spółki z dżentelmenami Charlesem Vessem i Neilem Gaimanem pisała opowiadania, i nie tylko – krótka rozmowa Marty Bartosik z Wydawnictwa Literackiego z pisarką na sześć dni przed polską premierą jej najnowszej książki, „Damy z Grace Adieu”. 20 września ilustrowana przez Charlesa Vessa, autora rysunków do „Sandmana” i” Gwiezdnego pyłu”, książka pojawi się w księgarniach.„Damy z Grace Adieu”, ostatnia pani książka, mieszczą osiem opowiadań. Jak jest historia powstania tego tomu?
Wszystkie opowiadania zawarte w tej książce, z wyjątkiem Johna Uskglassa i węglarza z Kumbrii, napisałam w trakcie pracy nad moją debiutancką powieścią. Większość powstała na zamówienie amerykańskich wydawców antologii opowiadań fantasy.
Tytułowe opowiadanie, chronologicznie pierwsze, zostało napisane podczas warsztatów twórczego pisania, w których brałam udział. Nauczyciele poprosili kursantów o napisanie krótkiej opowieści. Nie miałam specjalnie na to ochoty, chciałam raczej opowiedzieć o powieści, na której pomysł właśnie wpadłam; tą powieścią był oczywiście Jonathan Strange i pan Norrell. Więc tym, co napisałam wtedy był fragment tego materiału. Nie byłam jednak pewna, czy wejdzie on ostatecznie w skład powieści czy nie.
Później pisanie krótkich opowiadań weszło mi w nawyk; traktowałam to ćwiczeniowo, jako sposób rozwijania pomysłów i wątków, z których potem mogły powstać większe całostki fabularne. Na przykład idea Faerii i jej mieszkańców tu właśnie miała swój początek i stąd zawędrowała na karty mojej powieści.
Wspomniane opowiadanie John Uskglass i węglarz z Kumbrii w pierwotnym moim zamyśle miało być przypisem do jednego z rozdziałów Jonathana Strange’a…, ale wtedy goniły mnie terminy i czas, by je ukończyć znalazłam dopiero, gdy powieść była gotowa.
Intryguje mnie opozycja płci w tytułach obu książek. Z jednej strony mamy dwóch magów-dżentelmenów, Jonathana Strange’a i Gilberta Norrella, z drugiej urocze damy z Grace Adieu. W pani powieści to mężczyźni są na pierwszym planie, w opowiadaniach od magii uzależniają się głównie kobiety.
Tak to rzeczywiście wygląda, ale jest to raczej kwestia przypadku niż założonego planu. Pracując nad Jonathanem… miałam ochotę poświęcić więcej miejsca postaciom kobiecym, do których zresztą jestem bardzo przywiązana. Wymogi fabuły, a także fakt, że opisywałam dziewiętnastowieczne społeczeństwo, w którym świat uczonych, żołnierzy i polityków był światem mężczyzn, zadecydowały jednak o ograniczeniu roli kobiet. Na szczęście w moich kolejnych opowieściach nie będzie to regułą.
Jak udało się pani pozyskać do współpracy Charlesa Vessa?
Jego ilustracje od dawna budziły mój podziw. Zwłaszcza te, które wykonał dla Gwiezdnego pyłu Neila Gaimana. Charles ma świetne wyczucie postaci fantastycznych i choć jest Amerykaninem uwielbia brytyjskie krajobrazy.
W 1998 roku Neil i Charles powiedzieli mi, że zbierają materiały do limitowanej serii opowiadań rozgrywających się w świecie Gwiezdnego pyłu. Zysk ze sprzedaży miał zostać przeznaczony na pokrycie kosztów leczenia żony Vessa, która niedawno przeżyła bardzo poważny wypadek samochodowy. Przyłączyłam się do tego projektu i na jego potrzeby napisałam krótkie opowiadanie Książę Wellington gubi swego konia (utwór, którego akcja rozgrywa się w miejscu wymyślonym przez Neila Gaimana, w wiosce zwanej Murem – przyp. M.B.).
Ten krótki epizod pracy z Charlesem Vessem był czymś, co razem chcieliśmy powtórzyć. Jego prace są niezwykle zróżnicowane. Jest w nich i niefrasobliwa lekkość, i mroki tajemnicy, i niesamowitość – to był wymarzony ilustrator moich opowiadań.
Recenzenci często powtarzają, że jest pani mistrzynią literatury kidult. Czy tak właśnie postrzega pani swoje pisarstwo?
Nie piszę dla jakiejś wyraźnie określonej grupy odbiorów: starych czy młodych, miłośników literatury pięknej czy amatorów fantasy. Dla mnie najważniejsze są potrzeby samej opowieści. Unikając kompromisów, staram się czynić ją możliwie łatwą i przystępną dla różnych czytelników. Bardzo cenię to, że są wśród nich zarówno dorośli, jak i dzieci. Za to zresztą uwielbiam Charlesa Dickensa, który umiał przyciągnąć przedstawicieli wszystkich pokoleń i bez wysiłku potrafił łączyć humor z goryczą, żart z powagą.
Dlaczego fantasy uprawia stosunkowo tak mało kobiet? Bo może się wydawać, ze to gatunek raczej uprawiany przez mężczyzn. A może to tylko złudzenie?
Nie zgodzę się z tym. Uwielbiam na przykład E. Nesbit, której książki miały ogromy wpływ na C.S. Lewisa, gdy pisał Opowieści z Narnii. Kreacje bohaterów dziecięcych tej autorki są dziś – po ponad stu latach! – doskonale rozpoznawalne.
Ja sama, pisząc Jonathana…, inspirowałam się po trosze trylogią Ursuli Le Guin Ziemiomorze. Podobał mi się zwłaszcza sposób, w jaki ukazywała magię, bardzo sugestywny i trzymający w napięciu. Inną pisarką fantasy, którą darzę szacunkiem jest Diana Wynne Jones. Debiutowała w latach sześćdziesiątych XX wieku i od tej pory napisała całą masę świetnych książek, głównie dla dzieci. I nadal ma się dobrze.
Zobacz:
oficjalna strona Susanny Clarke
Przeczytaj:
Damy z Grace Adieu i inne opowieści – przedpremierowa recenzja
o wcześniejszej powieści
relacja z pobytu autorki w Polsce
wywiad z autorką z okazji polskiej premiery Jonathana Strange’a…
autorka o pracy nad Jonathanem Strange’m
Aibhill Dreamstoher
14.09.2007, 11:28
Myślodsiewnia
Jak już siedzimy na Valaraukarze ;P to mogę mieć pytanie? Val, czy to oby na pewno Ty? (Wiem, pytanie samo w sobie bezsensowne.) Bo od pewnego czasu (od Wielkiego Powrotu Z Wakacji, bodajże) odnoszę wrażenie, że pod literką "V" pisze już jakaś inna osoba ;) Czy nikt z Was nie odniósł podobnego wrażenia? ^^
16.09.2007, 14:01Twoje sękate paluchy też wyrażają zdziwienie? Ja się tylko dzielę spostrzeżeniami. Mary, Valaraukar, uzasadnijcie swoją niechęć co to tego spotkania.
16.09.2007, 12:57Jeśli wnioskujesz z tamtego zdjęcia w krawacie, to chyba nie powinnaś, bo tam to w ogóle wyszła mina mająca chyba coś wspólnego ze zdziwieniem.
16.09.2007, 12:35Mam wyłupiaste oczy? 8-| Zwykle słyszę raczej na odwrót. Czego to się człowiek ze zdjęcia dowie.
16.09.2007, 12:34Wyłupiaste oczy. Ha ha ha! No o tym zapomniałam. Ja tak nie umiem nawet z jednym palcem zrobić.
16.09.2007, 12:23Ej, ej, ej, sam jesteś gej.
16.09.2007, 12:17Valaraukar ma nadczynność. Poznałam po wyłupiastych oczach. Moja niegdysiejsza sąsiadka cierpi na to i oczy jej się wywracają białkami do wewnątrz, ale ona jest już w zaawansowanym stadium. Nie martw się, Lacigam ma takie samo schorzenie jak i ty. Mary, ja taki trik z palcami potrafię, a jak pokazuję ludziom, to się złoszczą i nie wiedzą, jak się to robi. A przecież wystarczy ścięgna napiąć, takie wrażenie odnoszę.
16.09.2007, 12:17Z reguły jak ktoś ma przerośnięte w okolicach szyi, to się wykonuje badania. Jeśli masz tendencje do tycia może to świadczyć o niedoczynności tarczycy, a jeśli do chudnięcia to o nadczynności. Jednak to nie jest wcale takie proste. Na to się raczej nie umiera, bo można tarczyce nawet wyciąć w przypadku gdy wystąpią guzy (moja Mama ma usuniętą i żyje), ale problem jest w leczeniu, bo trzeba przyjmować dużo hormonów. Mam niedoczynność i nie polecam.
16.09.2007, 11:46Ej, zainteresowała mnie ta tarczyca. Po czym to rozpoznajesz i kiedy umrę?
16.09.2007, 11:39Agrypine, to nieprawda, nie można na pierwszy rzut oka rozpoznać choroby tarczyc, akurat w tym temacie dużo wiem. Co do palców, to umie ktoś zgiąć tylko tą górna część (paliczki dalsze tak zwane) we wszystkich palcach na raz, trzymając przy tym palce równolegle do dłoni i nie zginając ich w innych miejscach?
16.09.2007, 11:24