Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Damy z Grace Adieu i inne opowieści – przedpremierowa recenzja

Bliżej świata Faerie

"Jonathan Strange i Pan Norrell" zakończył się w wielkim stylu, lecz jego autorka nie powiedziała ostatniego słowa; jedna z najspójniejszych i najbardziej wyrównanych poziomem trylogii fantasy doczekała się rozwinięcia. Tym rozwinięciem jest niezbyt może porywający, lecz w swojej kameralności czarujący zbiór opowieści. Polski czytelnik zapozna się z nimi we wrześniu tego roku, ja tymczasem chciałbym już tę wyrafinowaną książkę pokrótce przedstawić na podstawie oryginału.

Opis z okładki:
Fearie nigdy nie jest tak odległa, jak się wam wydaje. Bywa czasem, że nagle przekraczacie niewidzialną granicę i musicie radzić sobie, najlepiej jak potraficie, z kapryśnymi księżniczkami, mściwymi sowami, damami zajętymi haftowaniem straszliwych wyroków losu, z nie kończącymi się ścieżkami, wijącymi się w głębi ciemnych lasów, oraz domami, które za każdym razem wyglądają inaczej.

Wśród nękanych podobnymi kłopotami bohaterek i bohaterów przytoczonych tu magicznych opowieści znaleźli się: pewien zadufany w sobie duchowny z okresu Regencji, osiemnastowieczny żydowski lekarz, Maria Królowa Szkocji, a także dwie postacie z powieści Jonathan Strange i pan Norrell: Strange we własnej osobie oraz Król Kruków.


Książka składa się, jak to już było oznajmione, z kilku różnych i raczej nie powiązanych z sobą opowiadań. Ich walory różnią się od siebie, przychodzą i odchodzą, pojawiają się i znikają, co pewnych ludzi może odstręczać; przyznać bowiem trzeba, że pani Clarke trzyma czytelnika w potrzasku jego własnej wyobraźni. Nagle przenosimy się do realiów Anglii, mglistej i melancholijnej, której najoczywistszym i najnieodzowniejszym elementem jest magia – do Anglii, gdzie każda droga może prowadzić do Faerie, gdzie każdy dom może okazać się posiadłością fairy, osobistości dość nieszczęśliwie przekładającej się w języku polskim na "elfa".

Angielskie poczucie humoru i absurd, któremu nadaje się pozory najjaśniejszej spośród oczywistości, wciągają i nie pozwalają tak łatwo uciec. Charakterystyczne już przypisy, które urastają do osobnych opowieści, jeszcze dziwniejszych i bardziej zdumiewających, potęgują nastrój mistycyzmu. Kto tę subtelną aurę potrafi uchwycić, nie będąc żądnym li tylko akcji i spektakularności, ten panią Susannę Clarke uzna za objawienie literatury na najwyższym poziomie.

Inni jednak dostrzegą to, co również w swoim entuzjazmie przyznać należy: w ciągu opowieści, która wciąga w swoje szpony i omamia, rośnie oczekiwanie na szczyptę wielkiego finału. Natrafia jednak na uśmiech autorki, która pogodnie stwierdza: "Nie, nie tym razem" i nagle kończy, dając jakby do zrozumienia, że w jej rozumieniu forma opowiadania polega na opowiadaniu, tylko opowiadaniu i niczym więcej – a już na pewno nie na punkcie kulminacyjnym.






Następujący przypadek powinien jasno ukazać jak, w pewnych okolicznościach, elfy odnoszą się do najzupełniej zwyczajnych przedmiotów z trwożnym respektem. W 1697 roku popełniono zamach na życie Starego Człowieka z Białej Wieży, jednego z mniej istotnych książąt Faerie. Niedoszłym mordercą był elf zwany Brocem. Broc był pod wielkim wrażeniem wieści o wspaniałym narzędziu, które chrześcijanie wynaleźli, aby wzajemnie się zabijać. W związku z tym w celu zgładzenia Starego Człowieka z Białej Wieży odrzucił wszelkie magiczne środki (które miały pewne szanse powodzenia) i zaopatrzył się w pistolet i śrut (które szans nie miały żadnych). Biedny Broc dokonał zamachu, został ujęty i zamknięty w kamiennej komnacie głęboko pod ziemią. W osobnym pomieszczeniu Stary Człowiek uwięził pistolet, a w jeszcze innym – śrut. Broc umarł w okolicach początku dwudziestego wieku (po trzech wiekach bez kęsa jedzenia, kropli wody lub choćby widoku słońca nawet elfy słabną). Pistolet i śrut, w przeciwieństwie do Broca, są jeszcze uwięzione, a w oczach Starego Człowieka ich wina nie zmniejszyła się wraz z upływem czasu i wciąż zasługują na karę za niegodziwość. Kilku innych elfów pragnących zabić Starego Człowieka z Białej Wieży rozpoczynało swoje chytre plany od wykradzenia broni, ponieważ nabrała ona zdumiewającego znaczenia w wyobraźni wrogów Starego Człowieka. Elfy zdają sobie doskonale sprawę z tego, że metal, kamień i drewno mają uparte charaktery; pistolet i śrut miały zabić Starego Człowieka w 1697 roku i mało prawdopodobne jest, by w międzyczasie zmieniły zamiary. Wrogowie Starego Człowieka są przekonani, że pewnego pistolet i śrut osiągną swój cel.





1. Introduction by Professor James Sutherland, Director of Sidhe Studies, University of Aberdeen – czyli wstęp 'autora' cyklu, kierującego studiami nad Sidhe na uniwersytecie w Aberdeen;
2. The Ladies of Grace Adieu – czyli Damy z Grace Adieu, pewnej wioski mającej nieco związku z Jonathanem Strange'em;
3. On Lickerish Hill – czyli o tym, co działo się na wzgórzu o wdzięcznej nazwie Lickerish;
4. Mrs Mabb – czyli o tym, kim była tajemnicza pani Mabb, którą tak naprawdę mało kto widział;
5. The Duke of Wellington Misplaces His Horse – czyli, w założeniu, o tym, jak książę Wellington nie najszczęśliwiej ulokował swojego konia;
6. Tom Brightwind or How the Fairy Bridge Was Built at Thoresby – czyli o elfickim moście w gminie Thoresby;
7. Antickes and Frets – czyli o sztuce wyszywania losów na tkaninach (drżę z ciekawości, jak tytuł tego opowiadania zostanie przełożony – zachęcam do poszukania znaczeń tych słów);
8. John Uskglass and the Cumbrian Charcoal Burner – czyli o tym, w jaki sposób pewien wieśniak wielokrotnie karał największego maga wszech czasów, Króla Kruków.

Na mnie książka zrobiła wrażenie pozytywne, być może dlatego, że czytałem ją w mieście, które miało być jeszcze kilkaset lat temu siedzibą Króla Kruków – królewskim mieście Newcastle nad Tyne'em. Gorąco polecam wszystkim, którzy nie przeczytali "Jonathana Strange'a..." obojętnie.





Damy z Grace Adieu i inne opowieści – powrót Susanny Clarke


Valaraukar
1.09.2007, 14:18

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

LL

Ja nigdy nie potrafiłem zrozumieć takiego stereotypu "okularnika", że to coś strasznego, że inni się śmieją i wytykają palcami. Dla mnie to zawsze były opowieści zza siedmiu komunistycznych gór i kilku lasów. Jak okulista mi powiedział, że mam wadę wzroku, to się nie posiadałem z radości. Na tych co nie mają okularów, spoglądam z politowanie i uważam, że powinni mi zazdrościć. Sama wada wzroku jest irytująca, ale okulary... uważam swoje za arcydzieło, chociaż podeptałem je kilka razy i są trochę pokrzywione. Jeszcze nim zdiagnozowano mi wadę wzroku, chciałem kupić "zerówki", ale moja rodzina nie wykazała zrozumienia dla tego pomysłu. Za to jak skoryguje sobie wzrok laserem, to będę nosić takie właśnie i to będzie już czysta przyjemność.

9.09.2007, 20:47
Mary

Czyli oprócz soczewek korzystasz też z okularów?

9.09.2007, 19:35
V.

W zasadzie można założyć rano i zdjąć wieczorem, natomiast w praktyce lepiej jest zdejmować wtedy, gdy zasoczewkowanie ci w niczym nie pomaga (np. siedzisz w domu i jesz obiad), a potem założyć ponownie, gdy wolisz być bezokularowa (czyli np. wychodzisz).

9.09.2007, 19:30
Mary

Od dziecka mam sporą wadę wzroku, więc się przyzwyczaiłam do tego, że nie widzę, ale prawda jest taka, że ani nie przeczytam nic bez okularów, ani filmu nie obejrzę, ogółem pół ślepa jestem. Okulista mi powiedział, że jak od teraz nie zacznę nosić okularów na stałe, to mogę nawet do niego nie przychodzić, bo na białą laskę recepty nie trzeba. Tak więc muszę, a że nie noszę, to już moja głupota. Ile razy dziennie to to wyjmować i zakładać ponownie trzeba?

9.09.2007, 19:25
V.

Przede wszystkim jak człowiek łapie coś, co leci w jego kierunku, to się nie musi zastanawiać, co by było, gdyby tego nie złapał, i jak to jest, kiedy się ma szklaną tłuczkę w oku.

9.09.2007, 18:59
V.

Och wy hipokryci, boży się to wszystko, jak okulary przeszkadzają, są niedobre i okropne, a ich nie musi nosić (bo jeśli się nie nosi, to znaczy, że nie są konieczne, by cokolwiek widzieć) ;) Czy soczewki drażnią oczy - przypuszczalnie niekoniecznie, w każdym razie na pewno nic nie czujesz. To już zależy od prywatnych preferencji, biegłości okulisty w dobieraniu typów, wyrobienia sobie ruchu zakładania soczewki bez godzinnego drapania oka ze wszystkich stron i takich tam czynników.

9.09.2007, 18:57
Krzywa

Iguanko, nie przejmuj się, zaliczasz się wraz ze mną do tych 20% "bezokularowców".

9.09.2007, 18:32
Arcanus

Soczewki? Ble. Nigdy w życiu. Ja tam lubię swoje okulary. Wręcz nie wyobrażam sobie siebie zupełnie bez nich, chociaż i tak nie zawsze w nich chodzę. I przyznaję, że bywają czasami uciążliwe (zwłaszcza w zimie przy wchodzeniu do ciepłego pomieszczenia :/), ale naprawdę bardzo się do nich przywiązałem ;)

9.09.2007, 17:52
Mary

Masz astygmatyzm i możesz soczewki? Dlaczego mi powiedziano, że nie mogę? Ja przez swoją głupotę i nie noszenie okularów załatwiłam sobie oczy tak, że nawet z najmocniejszymi okularami nie będę już nigdy miała pełnej ostrości. Na tą chwile mam okulary na oba oczka takie same : sfera +1 i cylinder -3,5, tylko trochę inne osie mają. Czyli jednak soczewki podrażniają oczy, ale mimo wszystko bardzo bym chciała je zrobić.Podpisuję sie pod stwierdzeniem, że okulary ograniczają. Lucian robisz sobie laserową korekcje? W ogóle to zazdroszczę pozytywnego podejścia do okularów.

9.09.2007, 17:37
Iguanka.

Trzeba częściej zaglądać, bo tempo dyskusji jest porażające. Od pyskowania przez erotomanię do okularów. Brawo. Osobiście okularów nie noszę i nie mam takiej potrzeby. Czyżby oznaczało to, że nie jestem prorokowiczem? Zaopatrzę się w połówki. Co do którejś z kolei wypowiedzi o kobietach - każda kobieta jest piękna, jeśli tylko zna swą wartość. O. As, przepraszam za zwłokę z odpowiedzią. Frycz jest zły, mroczny i nie daje w spokoju pomyśleć.

9.09.2007, 17:08