Damy z Grace Adieu i inne opowieści – przedpremierowa recenzja
Bliżej świata Faerie
"Jonathan Strange i Pan Norrell" zakończył się w wielkim stylu, lecz jego autorka nie powiedziała ostatniego słowa; jedna z najspójniejszych i najbardziej wyrównanych poziomem trylogii fantasy doczekała się rozwinięcia. Tym rozwinięciem jest niezbyt może porywający, lecz w swojej kameralności czarujący zbiór opowieści. Polski czytelnik zapozna się z nimi we wrześniu tego roku, ja tymczasem chciałbym już tę wyrafinowaną książkę pokrótce przedstawić na podstawie oryginału.Opis z okładki:
Fearie nigdy nie jest tak odległa, jak się wam wydaje. Bywa czasem, że nagle przekraczacie niewidzialną granicę i musicie radzić sobie, najlepiej jak potraficie, z kapryśnymi księżniczkami, mściwymi sowami, damami zajętymi haftowaniem straszliwych wyroków losu, z nie kończącymi się ścieżkami, wijącymi się w głębi ciemnych lasów, oraz domami, które za każdym razem wyglądają inaczej.
Wśród nękanych podobnymi kłopotami bohaterek i bohaterów przytoczonych tu magicznych opowieści znaleźli się: pewien zadufany w sobie duchowny z okresu Regencji, osiemnastowieczny żydowski lekarz, Maria Królowa Szkocji, a także dwie postacie z powieści Jonathan Strange i pan Norrell: Strange we własnej osobie oraz Król Kruków.
Książka składa się, jak to już było oznajmione, z kilku różnych i raczej nie powiązanych z sobą opowiadań. Ich walory różnią się od siebie, przychodzą i odchodzą, pojawiają się i znikają, co pewnych ludzi może odstręczać; przyznać bowiem trzeba, że pani Clarke trzyma czytelnika w potrzasku jego własnej wyobraźni. Nagle przenosimy się do realiów Anglii, mglistej i melancholijnej, której najoczywistszym i najnieodzowniejszym elementem jest magia – do Anglii, gdzie każda droga może prowadzić do Faerie, gdzie każdy dom może okazać się posiadłością fairy, osobistości dość nieszczęśliwie przekładającej się w języku polskim na "elfa".
Angielskie poczucie humoru i absurd, któremu nadaje się pozory najjaśniejszej spośród oczywistości, wciągają i nie pozwalają tak łatwo uciec. Charakterystyczne już przypisy, które urastają do osobnych opowieści, jeszcze dziwniejszych i bardziej zdumiewających, potęgują nastrój mistycyzmu. Kto tę subtelną aurę potrafi uchwycić, nie będąc żądnym li tylko akcji i spektakularności, ten panią Susannę Clarke uzna za objawienie literatury na najwyższym poziomie.
Inni jednak dostrzegą to, co również w swoim entuzjazmie przyznać należy: w ciągu opowieści, która wciąga w swoje szpony i omamia, rośnie oczekiwanie na szczyptę wielkiego finału. Natrafia jednak na uśmiech autorki, która pogodnie stwierdza: "Nie, nie tym razem" i nagle kończy, dając jakby do zrozumienia, że w jej rozumieniu forma opowiadania polega na opowiadaniu, tylko opowiadaniu i niczym więcej – a już na pewno nie na punkcie kulminacyjnym.
Następujący przypadek powinien jasno ukazać jak, w pewnych okolicznościach, elfy odnoszą się do najzupełniej zwyczajnych przedmiotów z trwożnym respektem. W 1697 roku popełniono zamach na życie Starego Człowieka z Białej Wieży, jednego z mniej istotnych książąt Faerie. Niedoszłym mordercą był elf zwany Brocem. Broc był pod wielkim wrażeniem wieści o wspaniałym narzędziu, które chrześcijanie wynaleźli, aby wzajemnie się zabijać. W związku z tym w celu zgładzenia Starego Człowieka z Białej Wieży odrzucił wszelkie magiczne środki (które miały pewne szanse powodzenia) i zaopatrzył się w pistolet i śrut (które szans nie miały żadnych). Biedny Broc dokonał zamachu, został ujęty i zamknięty w kamiennej komnacie głęboko pod ziemią. W osobnym pomieszczeniu Stary Człowiek uwięził pistolet, a w jeszcze innym – śrut. Broc umarł w okolicach początku dwudziestego wieku (po trzech wiekach bez kęsa jedzenia, kropli wody lub choćby widoku słońca nawet elfy słabną). Pistolet i śrut, w przeciwieństwie do Broca, są jeszcze uwięzione, a w oczach Starego Człowieka ich wina nie zmniejszyła się wraz z upływem czasu i wciąż zasługują na karę za niegodziwość. Kilku innych elfów pragnących zabić Starego Człowieka z Białej Wieży rozpoczynało swoje chytre plany od wykradzenia broni, ponieważ nabrała ona zdumiewającego znaczenia w wyobraźni wrogów Starego Człowieka. Elfy zdają sobie doskonale sprawę z tego, że metal, kamień i drewno mają uparte charaktery; pistolet i śrut miały zabić Starego Człowieka w 1697 roku i mało prawdopodobne jest, by w międzyczasie zmieniły zamiary. Wrogowie Starego Człowieka są przekonani, że pewnego pistolet i śrut osiągną swój cel.
1. Introduction by Professor James Sutherland, Director of Sidhe Studies, University of Aberdeen – czyli wstęp 'autora' cyklu, kierującego studiami nad Sidhe na uniwersytecie w Aberdeen;
2. The Ladies of Grace Adieu – czyli Damy z Grace Adieu, pewnej wioski mającej nieco związku z Jonathanem Strange'em;
3. On Lickerish Hill – czyli o tym, co działo się na wzgórzu o wdzięcznej nazwie Lickerish;
4. Mrs Mabb – czyli o tym, kim była tajemnicza pani Mabb, którą tak naprawdę mało kto widział;
5. The Duke of Wellington Misplaces His Horse – czyli, w założeniu, o tym, jak książę Wellington nie najszczęśliwiej ulokował swojego konia;
6. Tom Brightwind or How the Fairy Bridge Was Built at Thoresby – czyli o elfickim moście w gminie Thoresby;
7. Antickes and Frets – czyli o sztuce wyszywania losów na tkaninach (drżę z ciekawości, jak tytuł tego opowiadania zostanie przełożony – zachęcam do poszukania znaczeń tych słów);
8. John Uskglass and the Cumbrian Charcoal Burner – czyli o tym, w jaki sposób pewien wieśniak wielokrotnie karał największego maga wszech czasów, Króla Kruków.
Na mnie książka zrobiła wrażenie pozytywne, być może dlatego, że czytałem ją w mieście, które miało być jeszcze kilkaset lat temu siedzibą Króla Kruków – królewskim mieście Newcastle nad Tyne'em. Gorąco polecam wszystkim, którzy nie przeczytali "Jonathana Strange'a..." obojętnie.
Damy z Grace Adieu i inne opowieści – powrót Susanny Clarke
Valaraukar
1.09.2007, 14:18
Myślodsiewnia
Jak tu się wypowiadaać na temat, gdy jakiś człoViek przychodzi i nazywa kogoś świętym muflonem, a ja nie wiem, czy chodzi o mnie, czy o Kaczyńskiego?!
2.09.2007, 10:44W ogóle jakimś niechlubnym tutejszym zwyczajem stało się odchodzenie od tematu. Może by tak się wypowiedzieć o książce, bo może ktoś już też czytał, albo ktoś chce czytać, albo ktoś ma w ogóle do powiedzenia coś ciekawszego niż rozpaczania niespełnienia życiowego?
2.09.2007, 08:26Oczywiście, że wybory będą, fundamentalistów, radykałów i populistów nikt w zdrowym kraju na dłuższą metę nie wytrzyma. Bardzo proszę się nie dziwić, że człowiek w którymś momencie ma dosyć, gdy po raz kolejny przychodzi ten święty muflon i zaczyna odstawiać szopki, napraszając się o solidnego kopa w zad. Każdy ma ochotę zrobić trochę szopki, jak na przykład ja poprzednimi komentarzami w polewie dramaturgicznej, ale tylko pani redaktor jest uprzejma robić to wszystko zawsze i wszędzie. Co do mojego pierdolenia, osobiście byłbym skłonny uznać i zasugerować ogółowi, że to osobista sprawa - jak zresztą wiele innych rzeczy roztrząsanych przez obecną tu panią redaktor ;)
2.09.2007, 08:24Zgroza, nie pamiętam kiedy po raz ostatni popłakałam się ze śmiechu po przeczytaniu jakiejkolwiek myślodsiewni. xD
2.09.2007, 01:26"Valić - pierdolić jak Valaraukar" - żeby nie było, to nie ja to wymyśliłam. A wyborów nie będzie.
1.09.2007, 22:13*kątem. To nie ja, to Chochlik.
1.09.2007, 21:33Nie, Valaraukar, wcale nie jesteś sfrustroVany. Ani trochę. A czy teraz ja poVinnam napisać streszczenie tej myślodsieVni pod Vłasnym, tragicznym i groteskoVym zarazem kontem, czy takie rzeczy czynić Volno tylko redaktorom honoris causa?
1.09.2007, 21:33Tfu, ikonka.
1.09.2007, 20:24I okienka tego tekstu jest do niczego.
1.09.2007, 20:24I jeszcze mi komentarze zaczęły szwankować językowo...
1.09.2007, 20:15